Grzebiąc się w starych śmieciach

Mariusz Hermanowicz

 

Grzebiąc się w starych śmieciach, jakichś odbitkach, pożółkłych czasopismach, katalogach, zaczęły mi wracać wspomnienia z czasów dawnych, z zamierzchłych czasów PRL - u.

Nie robiłem nigdy zdjęć "zaangażowanych", raczej nie podejmowałem tematów które dla ówczesnych władz były niewygodne, a jednak kilkakrotnie moje zdjęcia padły ofiarą cenzury.

 

1.
W 1977 roku na konkursie "Złocistego Jantara" w dziale "Fotografia mówi" dostałem Grand Prix za cykl 33 zdjęć "Widok z mojego okna. Kronika z lat 1968 - 1976". Przez kilka lat robiłem zdjęcia z okien mieszkania, w którym wtedy mieszkałem. Trwała w tym miejscu budowa Trasy Łazienkowskiej. Na jej uroczyste otwarcie przyjechał z samej Moskwy sam Leonid Breżniew.

Zdjęcia moje były zwykłe, nie były to żadne piękne kompozycje, w rodzaju tych, jakie były w tamtych latach nagradzane na konkursach. "Złocisty Jantar" był jedynym miejscem w Polsce gdzie mój cykl mógł zostać zauważony.

Po konkursie odbyła się wystawa na której zostały pokazane prace nagrodzone i przyjęte na wystawę. Jedno ze zdjęć mojego cyklu nie zostało jednak do tej wystawy dopuszczone.

Organizatorzy konkursu pokazali mi jeszcze inne zdjęcie, które cenzura zatrzymała. Na zdjęciu tym widać było starszą już panią, która, w czasie jakiejś manifestacji "patriotycznej", weszła na bieżnię stadionu z tabliczką "Żądam mieszkania".

Napis na tabliczce, którą niósł pan na moim zdjęciu, był dużo bardziej "słuszny" :

 

Może nie wszyscy już pamiętają, co znaczy skrót K.P.Z.R - Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego.

 

2.
Kilka dni po opublikowaniu w prasie wyników konkursu zadzwonił do nas kuzyn mojej żony, Jurek Dejter. Pracował on w tym okresie w Domu Dziennikarza w Warszawie i zaproponował abym pokazał moje zdjęcia w holu tego Domu. Czemu nie. Miejsce nie było zbyt dobre do prezentowania zdjęć, ale wymyśliłem sposób, aby "odstawały" one trochę od ściany i wyglądało to całkiem fajnie. Nie było oczywiście żadnych funduszy na zorganizowanie tej wystawy. Narysowałem na kartce papieru jakiś rysuneczek satyryczny, dodałem jakieś teksty, Jurek powielił na kserokopiarce i położyliśmy to na stoliku obok.

 

 

Kilka dni później Jurek dzwoni do mnie zaaferowany. Przyszło polecenie z jakiejś instancji partyjnej, aby zdjęcia zdjąć. Wystawę powiesiliśmy, o ile dobrze pamiętam, w poniedziałek rano, a w czwartek była już zdjęta.

 

3.
Wiesław Prażuch, jeden z jurorów "Złocistego Jantara", był redaktorem naczelnym kwartalnika "Fotografia". Bardzo chciał opublikować, może nie wszystkie zdjęcia, ale przynajmniej obszerny ich wybór (na moje nieszczęście często robię cykle tak długie, że są one zupełnie niemożliwe do opublikowania w całości w prasie). Okazało się, że kwartalnik może opublikować tylko kilkanaście zdjęć, ale bardzo nam zależało, aby znalazło się wśród nich zdjęcie z panem niosącym tabliczkę "Chwała KPZR". Zostało ono dopuszczone przez cenzurę do publikacji. Ale nasza radość była przedwczesna. W ostatniej chwili "chochlik drukarski" spowodował, że tak wyglądało ono w 3/7 numerze kwartalnika wydanym pod koniec 1977 roku :

 




 

4.
Zwróciła się do mnie również redakcja pisma "Perspektywy". Redakcja ta, mająca ambicje bycia polskim "Lifem", była ciekawa mojej serii zdjęć robionych z okna, serii dokumentującej przecież "samo życie". Zostawiłem moje zdjęcia w redakcji do przejrzenia. Zostałem później przyjęty przez pewną osobę (ponieważ jest ona nadal czynna w życiu fotograficznym w Polsce, nie wymienię jej nazwiska), która powiedziała mi, że bardzo chcieliby oni opublikować całą moją serię, po jednym zdjęciu na dole kolejnych stron pisma. Jest tylko pewien problem. Zdjęcie z panem niosącym tabliczkę "Chwała KPZR" wprowadza nastrój zbyt już satyryczny. Na innym znowu zdjęciu napis "naszego wielkiego Breżniewa", jako powstały z przypadkowej zbitki dwóch linijek na transparencie, może być, bez szkody dla całości, wykadrowany. I co ja na tak fantastyczną propozycję ?

 

 

Na tak fantastyczną propozycję zabrałem swoje zdjęcia i poszedłem do domu. Napis "naszego wielkiego Breżniewa" umieściłem w rogu zdjęcia oczywiście zupełnie nieprzypadkowo, a nawet specjalnie. Następnym zdjęciem w tym cyklu było zdjęcie jak ludzie, po uroczystym otwarciu trasy i przejeździe oficjeli, napis ten zwijają.

 



 

5.
Sierpnień 1979 roku, moja pierwsza wystawa w "Małej Galerii" pod tytułem "Jeden z czterech miliardów". Znowu jest jedno zdjęcie, którego cenzura nie chce dopuścić ani do publikacji w katalogu, ani do pokazania na wystawie:

 

 

6.
W redakcji "Razem", gdy opuścili ją Andrzej Baturo i Krzysztof Barański pracowała Nina Smolarz. Opublikowała ona w tym piśmie w czerwcu 1981 roku wszystkie (tym razem nie było ich dużo, tylko 12) zdjęcia z cyklu "Dziwne miejsce". Później chciała opublikować wszystkie zdjęcia z cyklu "10 lat". Tym razem cykl był długi, 46 zdjęć. W ostatniej chwili okazało się, że redakcja, owszem, chce opublikować wszystkie zdjęcia, ale z wyjątkiem jednego :

 

Napis na nagrobku:
Ś. P. Włodzimierz Schmidt
Ur. 6.8.1879 r. w Wilnie.
Zm. 11.11.1952 r.

 

Nie mogłem się na to zgodzić. Zgodziłbym się na usunięcie każdego innego zdjęcia, na opublikowanie wyboru, w którym tego zdjęcia by nie było. Ale nie mogłem się zgodzić na taką amputację.

Minęły lata, i ta seria zdjęć, w całości, została pokazana w Wilnie. Nikt nie domagał się ode mnie usunięcia czegokolwiek.

 

 

7.
Nadszedł też zresztą taki moment, że i zdjęcie pana z napisem "Chwała KPZR" mogło być pokazane w Polsce. Było to na jesieni 1981, w ramach I ogólnopolskiego przeglądu fotografii socjologicznej, zorganizowanego w Bielsku-Białej dzięki staraniom Andrzeja Batury. Czasy były już inne, komunizm wydawał się cofać, fotografowie z Gdańska przywieźli zdjęcia ze strajku w Stoczni Gdańskiej, nie było żadnej ingerencji cenzury, choć słyszałem od kogoś, że miejscowy cenzor uważał, że wystawę tę należy zamknąć w całości. W tej sytuacji i mój pan z tabliczką "Chwała KPZR" przemknął prawie niezauważony.

Wystawa z Bielska miała być przeniesiona później do "Zachęty". Pamiętam, że z Andrzejem Baturo jechaliśmy z Warszawy do Bielska-Białej naszymi małymi fiatami, aby przywieźć zdjęcia. Część z nich leżała potem w kartonach u Andrzeja, część u mnie. Miałem duże obawy przed pokazaniem tych zdjęć w "Zachęcie". Cała "Zachęta" miała być oddana do naszej dyspozycji. Czy zdjęć jest wystarczająco dużo ? I, przede wszystkim, czy są one wystarczająco dobre, by obronić się w tak prestiżowym miejscu ?

Wiem, że data wernisażu była już wyznaczona, ale nie pamiętam dokładnie którego dnia miał się on odbyć. W każdym razie na pewno przed wigilią 24 grudnia 1981 roku. Ale, jak wiadomo, 13 grudnia tego roku chwalcy KPZR nie dopuścili nie tylko do tej wystawy, ale i do wielu innych rzeczy.

A jeśli chodzi o cykl "Widok z mojego okna" powiększył się on w 1979 roku o pięć zdjęć, które zrobiłem w czasie pierwszej wizyty Papieża w Polsce. Przejeżdżał on przecież pod oknami mojego domu...

 

 

 

Bardzo byłem zadowolony z tego zdjęcia milicjantów ukrytych na trasie pochodu. Wydaje mi się, że oddaje ono dobrze sytuację ówczesnych władz Polski. Zgodziły się one na przyjazd papieża, starają się kontrolować wszystko nie wchodząc przy tym w oczy, ale i tak widać je wszędzie, jak nieudolnych tajniaków.

Na początku stanu wojennego miałem wspaniałą okazję, by zrobić naprawdę ostatnie zdjęcie do tego cyklu. Mieszkałem już wtedy gdzie indziej, przyszedłem odwiedzić moją mamę. A tu akurat pod oknami przejeżdżały "skoty", opancerzone wozy bojowe. Jechały one przez wiele minut ze straszliwym wyciem silników. Była to taka bezsilna manifestacja "siły" komunistów, skoty te pojeździły sobie w kółko ulicami Warszawy i potem wróciły do swoich baz. Byłoby to świetne zdjęcie, aby zakończyć cykl "Widok z mojego okna". Ale nie miałem z sobą aparatu...

 

_________________________________

 

Na tym mógłbym zakończyć wspominki z czasów PRL-u. A jednak wiele lat później, w wolnej już Polsce, zdarzyło się coś, co zostawiło mi uczucie niesmaku i przypomniało dawne czasy.

14 kwietnia 2000 roku byłem na wernisażu biennale fotografii polskiej w Poznaniu. Dwa dni później wyjeżdżałem z Poznania pociągiem. Dopiero w tym momencie wyciągnęłem z kieszeni kupione wcześniej poznańskie wydanie "Gazety Wyborczej". I z tej gazety dowiedziałem się, że wystawa ta została ocenzurowana.

Małgorzata Wyszyńska w artykule "Zgorszenia nie będzie" pisała:

"... Cztery billboardy z kontrowersyjnymi pracami Katarzyny Kozyry oraz fotografiami Alicji Żebrowskiej, Jacka Staniszewskiego i Pawła Kruka nie staną wokół poznańskiego Arsenału.(...) Planowano, że trzy plansze staną między Arsenałem a Muzeum Wojska Polskiego, a jedna od strony ul. Paderewskiego. Plakat Kozyry "Więzy krwi" przedstawia dwie nagie kobiety na tle znaków czerwonego krzyża i półksiężyca. W ub. r. wystawiany na poznańskich ulicach wywołał protesty (obrażał uczucia religijne). Alicja Żebrowska też ma opinię artystki skandalizującej. Publiczność zbulwersował film "Narodziny lalki Barbie", podczas którego artystka rodziła lalkę. Proponowany na biennale plakat to jednak co innego - pokazuje ubraną kobietę na ośnieżonym mostku. Czarno-biały plakat Staniszewskiego (kobieta wśród fabrycznych murów) i monochromatyczna plansza Pawła Kruka również są dalekie od próby wywołania skandalu.

Wczoraj zastępca Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miejskiego w Poznaniu Tadeusz Jurga nie zezwolił na montaż billboardów. W odpowiedzi dyrektorowi Arsenału Wojciechowi Makowieckiemu napisał, że billboardy mogą, jego zdaniem, "spowodować pogorszenie stanu środowiska i dóbr kultury".

- Nie chcemy w centrum reklam ani skandalizujących plakatów pani Kozyry, które nie przez wszystkich są tolerowane - powiedział Radiu "Eska" Krzysztof Bartkowiak z Wydziału Urbanistyki i Architektury UM..."

 

 

 

 

 

Prace ocenzurowanych autorów :
Katarzyny Kozyry, Alicji Żebrowskiej, Pawła Kruka i Jacka Staniszewskiego

 

Czemu organizatorzy tej wystawy nie powiedzieli o tym fakcie na wernisażu ? Myślę, że wiele osób uczestniczących w tej wystawie podpisałoby protest przeciwko tej formie cenzury, możnaby wymyślić jakąś zbiorową akcję w obronie ocenzurowanych prac.

Chciałem sam napisać list w tej sprawie. Ale po wernisażu w Poznaniu przez miesiąc byłem poza domem, jeździłem po Polsce, po Litwie, byłem w Wilnie, przemierzałem Białoruś. Po powrocie uznałem, że jest już za późno na pisanie listów. A więc teraz zrzucam z siebie ten ciężar i wstyd, że uczestniczyłem bez protestu w wystawie, która została amputowana przez cenzurę.

Mariusz Hermanowicz
październik 2000

 

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

12 - 08 - 01