Tomasz Kizny
PASAŻEROWIE Moskwa Warszawa Berlin Paryż
Galeria Sztuki Współczesnej Zachęta
4 lipca - 26 sierpnia 2001

Tadeusz Rolke, Chris Niedenthal
"Sąsiadka"
Galeria Sztuki Współczesnej Zachęta
6 lipca - 26 sierpnia 2001

Tomasz Tomaszewski
"Cyganie - inni ludzie tacy jak my"
Galeria Sztuki Współczesnej Zachęta
9 lipca - 26 sierpnia 2001

 

 

Nietolerancja, czyli o powrocie fotografii społecznie zaangażowanej

Adam Mazur

Przed rezygnacją ze stanowiska dyrektora "Zachęty" Anda Rottenberg zdążyła zatwierdzić szereg wystaw zdecydowanie różniących się od poprzednich propozycji galerii. Wśród nich znalazły się projekty ekspozycji Tomasza Kiznego, duetu Rolke/Niedenthal i Tomasza Tomaszewskiego. Czterej artyści, którzy na wakacje opanowali "Zachętę", są inni choćby z racji wykorzystywanego przez siebie medium, fotografii, a także z racji tematu, który dotyczy, mniej lub bardziej, problemu inności, czyli tolerancji. Tematu, który stanowi wyraźne odniesienie do atmosfery ostatnich dni urzędowania byłej dyrektor.

 

Tadeusz Rolke i Chris Niedenthal: "Sąsiadka" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", lipiec-sierpień 2001.

 

 

Tadeusz Rolke i Chris Niedenthal: "Sąsiadka" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", lipiec-sierpień 2001.

 

 

Tadeusz Rolke i Chris Niedenthal: "Sąsiadka" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", lipiec-sierpień 2001.

 

 

Tadeusz Rolke i Chris Niedenthal: "Sąsiadka" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", otwarcie 6. lipca 2001. Fot. Artur Zawada/GW

 

POMYSŁ Tadeusza Rolke był prosty: sfotografować nastoletnią dziewczynkę pochodzenia wietnamskiego, tytułową "Sąsiadkę", w miejscach historycznie związanych z polskimi Żydami (Warka, Kock, Góra Kalwaria). Maja, tak ma na imię dziewczynka, pojawia się na czarno-białych zdjęciach przebrana w niemodne sukienki. Ubranie z innej epoki to tylko środek stylizacji na lata 40-te, konkretnie na lato 1941 roku, jakiej swoje prace celowo poddali Rolke i Niedenthal. Tytuł "Sąsiadka", "żydowska" scenografia, ubranie, wreszcie zamieszczony w katalogu komentarz fotografów powoduje, że nawet przeciętnemu widzowi trudno rozminąć się z narzuconą przez artystów interpretacją dzieła. Jednoznaczność nie oznacza w wypadku tych doskonałych kompozycyjnie zdjęć nachalności i przegadania, jakie niejednokrotnie towarzyszyły sztuce tzw. zaangażowanej. Przeciwnie, polityka i historia stanowią istotny kontekst "Sąsiadki", ale nie dominują nad całością, która skłaniając do refleksji nad granicami tolerancji odwołuje się do codziennego doświadczenia przeciętnego odbiorcy. Nie sposób, bowiem przejść się po Warszawie nie spotykając polskich Wietnamczyków, naszych nowych "sąsiadów".


 

 

Tomasz Tomaszewski "Cyganie - inni ludzie tacy jak my" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", otwarcie 9. lipca 2001. Fot. Wojciech Olkuśnik/GW

 

O ILE pomysł Tadeusza Rolke opierał się na dość nietypowym wykorzystaniu fotografii inscenizowanej, o tyle Tomasz Tomaszewski w swej pracy "Cyganie" wykorzystuje klasyczny reportaż. "Inni ludzie tacy jak my" to opowieść o życiu codziennym Romów europejskich, która w odczuciu autora, i trudno się z nim nie zgodzić, jest (obok cyklu "Żydzi") jego najważniejszą pracą. Na czym polega aktualność oraz społeczne zaangażowanie reportażu Tomaszewskiego? Dobrze ilustruje to zamieszczona w Rzeczpospolitej opowieść autora o problemach, jakie napotkał w jego realizacji*. Przede wszystkim problemach, jakie miał z samą redakcją miesięcznika "National Geographic", który w trosce o wielomilionowy nakład jak ognia unika tematów uznanych za "drażliwe", "doraźne", lub po prostu inne. Cyganie, jak widać, drażnią swą obecnością nie tylko na ulicach, ale nawet na łamach kolorowych periodyków adresowanych do bogatych turystów. W tym kontekście trudno się dziwić Tomaszewskiemu, że podczas otwarcia wystawy mówił, nie kryjąc wzruszenia, o sukcesie tego "innego" projektu, któremu udało się zaistnieć w gmachu "galerii narodowej".

 

Tomasz Tomaszewski "Cyganie - inni ludzie tacy jak my" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", lipiec-sierpień 2001.

 

 

KOLEJNYM artystą, którego prace można zaklasyfikować jako społecznie zaangażowane, jest Tomasz Kizny. Pokazywany właśnie w Zachęcie projekt "Pasażerowie - Moskwa, Warszawa, Berlin, Paryż" opiera się na prostym pomyśle fotografowania ludzi w metrze, o którym artysta mówi, że jest "miejscem odrealnionym, wyłączonym z rzeczywistości". System stworzony przez Kiznego swym rozmachem (dotychczas 1200 zdjęć, po 300-400 na miasto) i metodą (rozmowy z ludźmi, dołączanie do zdjęć, krótkich informacji o nich) przesuwa uwagę widza w kierunku refleksji nad naturą podziałów i różnic kulturowych, a może ich braku. Artysta dotyka problemu tożsamości dzisiejszej Europy, jej granic i przyszłości, ale nie tylko Europy - Kizny planuje fotografować "pasażerów" w Tokio i Nowym Jorku. Również do "Pasażerów" pasuje doskonale zdanie-podtytuł towarzyszące wystawie Tomaszewskiego - "inni ludzie tacy jak my".

 

Tomasz Kizny "Pasażerowie - Berlin, Warszawa, Moskwa, Paryż" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", otwarcie 4. lipca 2001. Fot. Artur Zawada/GW

 

 

Tomasz Kizny "Pasażerowie - Berlin, Warszawa, Moskwa, Paryż" - wystawa w warszawskiej "Zachęcie", otwarcie 4. lipca 2001. Fot. Artur Zawada/GW

 

Andrzej Turowski powiedział kiedyś, że za "prawdziwe dzieło sztuki" uznaje prace, które są "w nim", które nie przestają, po wyjściu z muzeum, czy galerii, oddziaływać na to, co robi jako człowiek. Wprawdzie trudno jest oceniać na bieżąco wyżej opisane prace, niemniej wydaje się, jeśli przyjąć perspektywę Turowskiego, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju "dzieła sztuki" (a nawet wielu "dzieł"). Może nie jest to poziom Strzemińskiego czy Żarnower, których miał na myśli wybitny historyk sztuki, ale z pewnością jest to "coś" więcej niż, dajmy na to, prezentowana rok temu, w zupełnie innych, choć równie "wakacyjnych" okolicznościach, wystawa-sukces "Szare w kolorze". I chociaż na pewno trzy opisane wyżej projekty nie będą mogły się równać pod względem frekwencji z wracającą modą na Gomułkę, to jestem przekonany, że widzowie, którzy zdecydują się przedstawione wystawy zobaczyć zatrzymają je w pamięci na dłużej.

Na zakończenie warto zadać sobie pytanie: na ile gest, jaki uczyniła w stronę fotografii odchodząca dyrektor, wynika z faktu zapaści finansowej instytucji, a na ile jest świadomym działaniem na rzecz włączenia fotografii w szerszy obieg kulturalny. Bo choć nadal obca jest Zachęcie fotografia artystyczna, to wyżej omówione projekty mają więcej wspólnego ze sztuką niż World Press Photo czy przysłowiowe wręcz portrety p.Czaplińskiego (o kolekcji Tyszkiewicz nawet nie wspominając). Otwierająca wystawę Tomaszewskiego świeżo upieczona dyrektor Zachęty, Agnieszka Morawińska, mówiła, że program galerii zależy głównie od możliwości finansowych instytucji. Może więc stać się tak, że kryzys "galerii narodowej" będzie korzystny dla fotografii. Fotografia ma bowiem tę zaletę, dla wielu dyskwalifikujących ją jako w pełni wartościową sztukę, że jest w porównaniu z innymi sztukami wizualnymi względnie tania. Trudno jednak życzyć nowej dyrektor kłopotów finansowych...

Adam Mazur

* Por. "Magazyn Rzeczpospolitej", nr.20(253) z dnia 18 maja 2001, s.6-16.

 

Poprzednio w fotoTAPECIE:

 

Zobacz też:

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

22 - 07 - 01