Andrzej Kramarz "Klinika"
15.04.-30.04.2002 r.
Stara Galeria ZPAF
Warszawa, Plac Zamkowy 8

 

 


Obrazy cierpienia, śmierci, samotności pacjentów rzadko obecne są w prasie i na fotograficznych wystawach. Andrzej Kramarz przełamuje to tabu. Prowadzi nas do wnętrza szpitalnej machiny.

 

Otwarcie wystawy "Klinika" Andrzeja Kramarza w Starej Galerii ZPAF w Warszawie. Fot. Marzena Hmielewicz / GW

 

Kramarz w Starej Galerii ZPAF

SERIA fotografii Andrzeja Kramarza "Klinika", pokazywanych od wczoraj w Starej Galerii ZPAF, to wynik rocznej pracy fotografa w krakowskiej klinice chorób wewnętrznych, kierowanej przez prof. dr. hab. Andrzeja Szczeklika. Kramarz był jak odwiedzający przewlekle chorego. Przez rok z aparatem przy oku uczestniczył w życiu pacjentów i lekarzy.

Gdy oglądałam duże, czarno-białe fotografie - efekt pracy Kramarza - przypomniały mi się własne szpitalne wizyty, na szczęście nie jako pacjentki, lecz odwiedzającej. Pomyślałam: Kramarz musiał przeżywać to samo. Przekraczając próg szpitala, czułam się nieswojo. To azyl, a raczej izolatka, o której istnieniu wolimy nie myśleć. Szpital przypomina statek kosmiczny naszpikowany skomplikowaną aparaturą. Jeśli pozostać przy tym porównaniu, polski szpital jest jak stacja Mir, gdzie przeważają urządzenia stare, zniszczone, na granicy katastrofy. Panuje ciasnota, sale od dawna czekają na remont.

A w tym wszystkim - ludzie, pacjenci. To nimi podczas swoich szpitalnych wizyt byłam najbardziej poruszona. Wielu z nich to starsi ludzie, bezskutecznie czekający na odwiedziny bliskich. Rodziny wypychają ich z domu, by nie oglądać cierpienia i śmierci. Ci ludzie łakną ciepła i uwagi, które nie zawsze otrzymują od personelu medycznego. Lekarze skoncentrowani są na ratowaniu życia. Biegają od operacji do operacji, od obchodu do izby przyjęć.

Andrzej Kramarz szczególną uwagę poświęcił najstarszym pacjentom - wychudzonym, bezradnym, podłączonym dziesiątkami kabelków i rurek do aparatury podtrzymującej życie. Ufnie spoglądającym na lekarzy, poddającym się ich zabiegom, ale gasnącym w oczach.

Fotografie "Kliniki" to wstrząsające obrazy, może nawet bardziej od zdjęć z wojennych frontów. Dotykają tak bardzo, bo mamy świadomość, że choroba i zniedołężnienie może przytrafić się każdemu z nas. Dlatego tych obrazów nie powinniśmy unikać. Musimy się z nimi oswajać.

Agnieszka Kowalska
Gazeta Stołeczna
16.IV.2002

 

Otwarcie wystawy "Klinika" Andrzeja Kramarza w Starej Galerii ZPAF w Warszawie. Fot. Marzena Hmielewicz / GW

 

 

Autor wystawy, Andrzej Kramarz. Fot. Grzegorz Kozakiewicz

 

 

 

Andrzej Kramarz "Klinika"
24.01.- 17.02.2002 r.
Centrum Sztuki I Techniki Japońskiej MANHHGA
Kraków, ul. Konopnickiej 26

 

"Klinika" Andrzeja Kramarza

Wojciech Wilczyk

 

DOMINACJA bieli. Jasne, rozproszone światło. Białe fartuchy lekarzy i pielęgniarek, białe ściany szpitalnych pomieszczeń, błyszcząca biel medycznego wyposażenia, zatopieni w białej pościeli chorzy podłączeni kablami do tajemniczych urządzeń. Wokół nich kręci się anonimowy personel szpitalny w atmosferze zawodowego skupienia i powagi. Kilkadziesiąt fotografii na temat leczenia. Zdjęcia robione w świetle zastanym. Duże formaty z dużym, lecz równomiernie rozłożonym ziarnem. Zapewne sytuacja zmuszała fotografa do pracy przy mocno otwartej przysłonie. Kontury postaci więc są często miękko rozmyte, głębia ostrości niezbyt duża. Kilkadziesiąt dużych fotografii autorstwa Andrzeja Kramarza wykonanych w krakowskiej klinice chorób wewnętrznych, kierowanej przez prof. dr hab. Andrzeja Szczeklika.

I drugi obrazek. Także oddział chorób wewnętrznych, tyle że szpitala im. Gabriela Narutowicza w Krakowie. Przystosowany do celów leczniczych piętrowy baraczek na zapleczu głównego gmachu. Niespecjalnie czysto. Farba odłazi z sufitów. Wytarte linoleum. Zapach wielu chorych ludzkich ciał. Archaiczne nakastliki i łóżka pamiętające chyba jeszcze czasy przedwojenne. Jednak bardzo uczynny i kompetentny personel, posługujący się tym zdezelowanym wyposażeniem. W salach raczej ludzie starsi podłączeni do respiratorów lub kroplówek. Dojmujący obraz choroby, cierpienia, nieuchronności śmierci, tak gładko wyparty w najnowszych czasach z wizualnych mediów. Odwiedzając kilkakrotnie leżącą tu osobę z mojej rodziny, za każdym razem mijałem salę, którą zajmowała starsza kobieta. Mocno wychudzona, leżała na łóżku w półsiedzącej pozycji z maska tlenową na twarzy. Choroba, wycieńczenie i starość nadały jej fizjonomii niezwykle ostre rysy. Myślę, że nawet jak najbardziej neutralna, "obiektywna" rejestracja tej sytuacji zaowocowała by fotografią, która (jestem o tym przekonany) nie przeszła by przez fotoedytorskie sito większości, niekoniecznie tylko polskich gazet.

Temat śmierci, cierpienia, tak chętnie eksploatowany przez media przy okazji wojen w odległych egzotycznych krajach (muszą być to przynajmniej Bałkany, a najlepiej Afganistan) lub klęsk żywiołowych, prawie że nie istnieje w przypadku zwykłej choroby lub starości. Dosłowny sposób przedstawiania śmierci lub cierpienia przeciętnego człowieka nie sprzedaje się dobrze w konsumpcyjnym modelu naszej cywilizacji (można wręcz powiedzieć, że jest też sporym zagrożeniem dla rynku reklamowego). Chorzy, niepełnosprawni, zniedołężniali zamknięci w ścianach szpitali, domów opieki społecznej lub hospicjów, nie psują emitowanego non-stop przez media (by użyć określenia Jeana Baudrillarda) obrazu "hiperrzeczywistości".

Oczywiście, fotograf tak jak każdy artysta ma prawo do pewnej wizji. Nawet czysto dokumentalne zdjęcia skażone są zawsze jego "sposobem widzenia". Chorzy z krakowskiej kliniki chorób wewnętrznych oplątani przewodami kroplówek, podpięci kablami do sterylnych urządzeń diagnostycznych, wydają się być jednak wyłącznie elementem supernowoczesnej machiny uzdrawiania. Jasne, bezosobowe wnętrze szpitala przypomina statek kosmiczny z filmu science fiction. Jego załoga - personel kliniki w białych uniformach jest zawsze na swoim miejscu, skupiony, pewny i skuteczny. Tylko widoczne na kilku zdjęciach wychudzone chorobą ciało pacjenta wydaje się być jakimś dysonansem w kontekście tej wszechobecnej techniki, bieli i jasności. Ale chyba nie takie były intencje Andrzeja Kramarza...

Wojciech Wilczyk

 

Andrzej Kramarz, z cyklu "Klinika"

 

 

Andrzej Kramarz, z cyklu "Klinika"

 

 

Andrzej Kramarz, z cyklu "Klinika"

 

 

Andrzej Kramarz, z cyklu "Klinika"

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

09 - 06 - 02