19-28 kwietnia 2002 r.

"Dekada fotografii krakowskiej"

Krakowskie Muzeum Historii Fotografii od początku ma trochę pecha. Jego siedziba, w skąd inąd ładnym dwupiętrowym budyneczku przy ul Józefitów 16, to miejsce lokalizacji dawnego wydziału paszportowego Komendy MO-Śródmieście. Zachowany do tej pory układ korytarzy i pokojów mieszczących się w części ekspozycyjnej na pierwszym piętrze, nie zmienił się i przypomina czasy, kiedy przed wręczeniem dokumentu umożliwiającego przekroczenie granicy PRL, funkcjonariusz MO (lub może SB?) patrząc delikwentowi głęboko w oczy odbywał obowiązkową rozmowę na temat "celu" wyjazdu. Odziedziczony po urzędzie układ niewielkich sal wręcz uniemożliwia zrobienie wystawy z prawdziwego zdarzenia i jest sporym wyzwaniem dla kuratora piszącego dla niej scenariusz. Oglądając organizowane przez Muzeum ekspozycje, kluczyć więc musimy przez labirynt małych pomieszczeń. Oczywiście, można by było zapewne zmienić ten fatalny układ części ekspozycyjnej, lecz potrzeba na to pieniędzy, których zresztą placówka ta nie ma. Sporo pokazywanych w Muzeum wystaw, to raczej niskobudżetowe przedsięwzięcia oraz typowe "objazdówki" (krążące po krajach Europy Środkowej i Wschodniej) sprokurowane w instytucjach typu Goethe Institut lub British Council.

Trzeba jednak w tym miejscu zauważyć, że trochę wbrew samej nazwie, krakowska placówka sporo miejsca poświęca współcześnie powstającej fotografii. Typowo "muzealna" część ekspozycji, to prezentowana w trzech salach dość przeciętna kolekcja zabytkowych aparatów fotograficznych z XIX i pierwszej połowy XX wieku (podobno w tym roku udostępniona ma być też nareszcie stała ekspozycja starych zdjęć). Wyraźne zorientowanie na aktualnie powstającą fotografię, było więc chyba jedną z przesłanek, które doprowadziły do zorganizowania wydarzenia pod nazwą "Dekada Fotografii Krakowskiej". Podczas imprezy tej mającej charakter mini-festiwalu lub - lepiej powiedziawszy - przeglądu, zaprezentowanych zostało kilkanaście wystaw. Odbyły się też panelowe dyskusje na temat "kondycji" krakowskiego środowiska fotograficznego oraz także_ np. spotkanie z władzami miasta, odpowiedzialnymi z "politykę kulturalną".

Podczas wspomnianych dyskusji próbowano np. odpowiedzieć na pytanie czym powstające w Krakowie fotografie różnią się od tych, tworzonych przez środowiska artystyczne z innych miast Polski. Jak się należy słusznie domyślać problem ten nie został jednak rozwiązany. Po części stało się też tak dlatego, ponieważ faktycznie zdjęcia jakie realizują mieszkający w Krakowie fotografowie lub "fotograficy" niczym aż tak specjalnym się nie wyróżniają (może z wyjątkiem fotoreportażu, ale o tym nieco później). Osoby zajmujące się głównie fotografią użytkową czy też katalogową (stanowią oni zresztą przeważającą część członków Polskiego Związku Artystów Fotografików) robią ja po prostu na przyzwoitym poziomie (akceptowalnym przez zleceniodawców). Fotografia artystyczna wykładana na Akademii Sztuk Pięknych powiela niestety wszelkie grzechy i patenty typowe dla polskich uczelni plastycznych. Kilku fotografów, którzy odnieśli spektakularny sukces wydawniczy (mam tu na myśli liczne albumy Adama Bujaka i Stanisława Markowskiego), okupiło go niestety ewidentnym odejściem w stronę fotografii folderowej, lub jak kto chce - "turystyczno-pielgrzymkowej".

Zaprezentowane podczas Dekady wystawy właściwie potwierdziły zasygnalizowany powyżej stan rzeczy. Ekspozycje prac powstałych w Liceum Plastycznym lub w dzielnicowych domach kultury prowadzących kółka fotograficzne na pewno prezentują pewien poziom wiedzy (wcale zresztą nie niski) na temat spraw czysto technicznych i metod komponowania kadru, natomiast w sensie artystycznym są tylko wprawkami. Z ich kształtu trudno jest osądzić, czy faktycznie rodzą nam się w Krakowie jakieś wybitne fotograficzne indywidualności. By oddać sprawiedliwość "ruchowi amatorskiemu", najwyższy poziom wśród domów kultury, prezentowały zdjęcia wykonywane podczas prowadzonych od dobrych kilku lat przez Włodzimierza Płanetę warsztatów fotograficznych w Dworku Białoprądnickim. I oczywiście mam tu na myśli nie tylko więcej niż poprawnie wykonane odbitki, ale także - bardzo istotne dla fotograficznego medium - kwestie kształtowania "sposobu widzenia".

Znacznie słabiej za to wypadły prace studentów krakowskiej Akademii. Zbiorowa wystawa zdjęć Pracowni Fotografii ASP prowadzonej przez prof. Zbigniewa Łagockiego w pomieszczeniach Galerii Camelot pt. "Kontrast", rzeczywiście w mocno "kontrastowy" sposób pokazała do czego prowadzą powtarzane od lat i mocno już wyeksploatowane zabawy formalne awangardy z drugiej i trzeciej dekady ubiegłego wieku, zamiast uważnego obserwowania rzeczywistości za pośrednictwem wizjera kamery. Być może zresztą takie podejście do fotograficznego medium, wynika też z samego nastawienia prof. Łagockiego, który podczas wspomnianej wcześniej "panelowej" dyskusji porównał fotografię do młotka (sic!). Od razu wyjaśniam przerażonym czytelnikom, że był to tylko bardzo metaforyczny skrót myślowy, zaś profesorowi krakowskiej ASP chodziło tylko o to, że fotografię należy traktować jako rodzaj (bardzo subiektywnie traktowanego) "narzędzia". Coś jednak w tym musi być, bowiem plastyczne i "konceptualne" wyrafinowanie prac pokazanych na wystawie pt. "Kontrast" - kontynuując ten wątek "narzędziowy" - z powodzeniem można by przyrównać do... budowy cepa.

Zbigniew Łagocki, autoportret



Zbigniew Łagocki: portret Juliana Joniaka



Fot. Zbigniew Łagocki



Autorska prezentacja profesora Łagockiego w piwnicach kamienicy Hipolitów pt. "Znajomi z Krakowa cz. II" to kontynuacja nieco intensywniej uprawianej przez niego w ostatnim czasie fotografii portretowej. Wystawa ta zgodnie z tytułem nawiązuje do ekspozycji sprzed kilku lat, jednak o ile w części pierwszej, można było zobaczyć zdjęcia wykonywane niemal równolegle ze wspaniałymi fotografiami z albumu o Piwnicy pod Baranami, to na drugą część złożyły się prace najświeższe. Łagocki- portrecista jest bardzo wyciszony, unika efektów i efekciarstwa, widać też, że jego sposób pracy z modelem opiera się na pewnego rodzaju "przyjaźni", a nie maltretowaniu tego ostatniego, co jest często stosowaną metodą przez fotografów portretowych. Efektem takiego postępowania są zdjęcia, na których artyści z krakowskich kabaretów (oczywiście głownie z Piwnicy), aktorzy, malarze, oraz lokalne V.I.P.-y wyglądają zupełnie "normalnie" i "przeciętnie" (...no może czasem aż za przeciętnie i bezbarwnie).

Wojciech Plewiński: portret Mariana Eille



Zupełnie inne wrażenie można było odnieść, oglądając także złożoną z portretów wystawę Wojciecha Plewińskiego pod skromnym tytułem "Zdjęć kilka..." Ekspozycja ta upchnięta w ciasnym pomieszczeniu galerii ZPAF, aż prosiła się o pełno gabarytową salę wystawienniczą i znacznie, znacznie szerszy wybór prac! Portrety autorstwa Plewińskiego głównie z lat 60. I 70. czyli z czasów jego współpracy z tygodnikiem "Przekrój", nadal wyglądają bardzo atrakcyjnie. Dodatkowo, interesujący jest też zestaw sfotografowanych (np. Komeda, Kantor, Mrożek), oraz metoda pracy, dzięki której wizerunki te mają... bardziej psychologiczny charakter. Jednak wystawa ta była trochę na siłę przypięta do "Dekady fotografii krakowskiej", bowiem otwarto ją 12 kwietnia, zaś już w niespełna 2 tygodnie później (czyli w czasie trwania festiwalu!) w sali przy ul. św. Tomasza 24 zagościła ekspozycja prac niemieckiej fotografki Jutty Missbach.

Fot. Jutta Missbach



Pokaz zdjęć gościa z Niemiec zorganizowany przez Dom Norymberski w Krakowie składał się w zasadzie z dwóch wystaw. I muszę przyznać, że fotografie architektury (mocno w tradycji plastycznej Bauhausu) pokazane właśnie w Galerii ZPAF-u przy ul. św. Tomasza zrobiły na mnie znacznie mniejsze wrażenie, niż zdjęcia eksponowane w znanym krakowskim pubie "Dym" (nota bene do niedawna nieformalnym miejscu spotkań fotografów), które przedstawiały... robotników. Portrety te, utrzymane w raczej rzadko spotykanej w naszym kraju stylistyce "fotografii socjalnej", wprowadziły w błąd wielu uczestników wernisażu, którzy przekonani byli, iż wykonano je w latach pięćdziesiątych. Jednak jak się dowiedziałem od autorki, z podobnymi reakcjami spotykała się też w Niemczech, co być może spowodowane jest głównie... "archaicznym" wyglądem miejsc pracy. Jak widać, współczesne wnętrza hut lub stalowni zlokalizowanych w pobliżu Norymbergii, mogą przekonać nas też o tym, że warunki wykonywania tych zawodów nie zmieniły się zbytnio na przestrzeni ostatnich 50 lat, zaś wszechobecna telewizja raczej unika takich industrialnych widoków, które mogły by zagrozić obniżeniem "wskaźnika oglądalności". Dokumentalna fotografia górą!

Kontynuując niejako tę wycieczkę po (stosunkowo licznych w Krakowie) pubach-galeriach, warto też było z ul. św. Tomasza, gdzie mieści się Dym, udać się na pobliską ul. Floriańską do miejsca o nazwie "Pauza" (powszechnie nazywanego jednak - "menopauzą"), gdzie 20 kwietnia otwarta została wystawa fotografii Justyny Mielnikiewicz. Autorka ta, znana ze współpracy z lokalnymi gazetami zaprezentowała w "Pauzie" zdjęcia wykonane podczas trzymiesięcznego pobytu w Gruzji. Zdjęcia świetne! Wyłącznie czarno-białe fotografie tworzące cykl o wszelkich znamionach tzw. "subiektywnego reportażu", jednak trochę w bardziej zachowawczym stylu, bez nadmiernej "dynamizacji" fotografowanych motywów (np. przez używanie super-szerokich szkieł) i stosowania czysto formalnych zabiegów. Oglądając te prace w kawiarnianym pomieszczeniu (specjalne punktowe reflektory zapewniają możliwość oglądania zdjęć w ciemnym wnętrzu), aż się prosiło o większą ich liczbę no i też bardziej typowe dla fotograficznych wystaw warunki ekspozycji.

Krzysztof Karolczyk - "Głowy"
wystawa głow wawelskich (chyba własnie wtedy odrestaurowanych)
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 1993"



Adam Golec, cykl "Stary"
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 1997"



Łukasz Trzciński, cykl "Homo hutens"
- o współczesnych mieszkańcach Nowej Nuty
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 2000"



Andrzej Kramarz - "Klinika"
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 2001"



Jednak te dwie omówione przed chwilą wystawy, nie należały wcale do imprez organizowanych w ramach "Dekady fotografii krakowskiej". Oglądając kolejne ekspozycje tego festiwalu nieustannie pytałem siebie w duchu - gdzie do licha jest miejsce na fotoreportaż? Bo przecież to właśnie reporterskie zdjęcia mieszkających w Krakowie autorów takich jak: (obsypany ostatnio nagrodami na Konkursie Polskiej Fotografii Prasowej) Łukasz Trzciński, Andrzej Kramarz, Bogdan Krężel czy Adam Golec są znane, publikowane i nagradzane. W pewnym sensie odpowiedzią dręczące mnie pytanie była wieńcząca festiwal ekspozycja w salach Muzeum Historii Fotografii. Znalazły się na niej bowiem prace (także wspomnianych wcześniej autorów) nagradzane w trakcie trwania konkursu "Portret Krakowa". Impreza ta odbywająca się cyklicznie od 10 lat nie jest nastawiona wyłącznie na "zawodowców", ani też na jakiś konkretny typ fotografii. Dzięki temu, wyróżniane w konkursie zdjęcia w interesujący sposób rejestrują nie tylko zmieniający się kształt miasta, ale także jak najbardziej codzienne życie jego mieszkańców. Dodam też na koniec, że wielu z nich na pewno nie odnajdziemy nigdy w publikacjach prasowych (przynajmniej nie w tym kraju!).

Lech Polcyn, cykl "Rynek Główny"
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 1994"



Andrzej Kramarz - cykl "Pani Klementyna od dwóch lat nie wstaje z łózka"
- o Domu Pomocy Społecznej tzw. Helclów
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 1999"



Grzegorz Kozakieicz - Turowicz (urodziny)
Grand Prix w konkursie "Portret Miasta - Kraków 1992"



Intencją organizatorów "Dekady", jak się chyba słusznie domyślam, było zwrócenie uwagi władz miasta głównie na "aspekt finansowy" funkcjonowania fotografii w Krakowie. Problem ten zresztą był też podnoszony w trakcie wspominanych już przeze mnie "dyskusji panelowych". W mieście, w którym funkcjonuje tak wiele placówek muzealnych opłacanych z funduszy magistratu, oprócz lepiej finansowanego Muzeum Historii Fotografii (chyba poważnie należało by się zastanowić na przebudowaniem części ekspozycyjnej, lub w ogóle zmianą lokalizacji), powinna też istnieć galeria prezentująca fotografię współczesną. Krakowski oddział ZPAF, jak słusznie o tym mówił jego prezes Marek Gardulski, nie jest w stanie bez wsparcia finansowego ze strony miasta, prowadzić dalej w pełni profesjonalny sposób, nawet tak małego lokalu jak ten przy ul. św. Tomasza. Zresztą i w tym przypadku przydałaby się zmiana lokalizacji.

Wojciech Wilczyk




 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

27 - 05 - 02