Smutek odgadywania historii (Latarnik w PeKiNie)

 

Andrzej Georgiew (1963)
Danuta, Warszawa­Praga 2001

 

Aneta Grzeszykowska (1974) i Jan Smaga (1974)
Ludwika, Warszawa 2001

 

KOALICJA LATARNIK przypuściła frontalny atak na samo centrum Warszawy prezentując swoje zdjęcia na i w Pałacu Kultury i Nauki. Zaskoczenie wielkie, gdyż do tej pory autorzy młodego i średniego pokolenia skupieni wokół internetowego magazynu Latarnik oraz wokół osoby Juliusza Sokołowskiego, spiritus movens środowiska i kuratora wystawy "Zbliżenie / Blow-up", z zasady odcinali się od wielkomiejskich salonów preferując prowincję i obrzeża kultury. Z grubsza rzecz biorąc projekt wystawy budzi emocje z przynajmniej dwóch powodów - fotograficznego i architektoniczno-obyczajowego.




Fotografia według Latarnika jest wyłącznie czarno-biała. Ekspozycja składa się z autorskiego zestawienia prac autorów o tak różnych i wyrazistych osobowościach artystycznych jak Andrzej Kramarz, Jacek Poręba, Paweł Żak, Andrzej Georgiew, czy wspomniany wyżej Juliusz Sokołowski i zderzenia ich z pracami fotograficznej młodzieży oraz amatorskimi zdjęciami historycznymi. Eksponowane zdjęcia nie są podpisane, co w pierwszej chwili może dezorientować widza, ale na dłuższą metę ma dobroczynne działanie zwracając uwagę publiczności na wizualne walory prac, pozwalając odgadywać nazwiska autorów w przypadku "osobowości" lub szukać analogii i źródeł cytatów w przypadku fotografów trudniej rozpoznawalnych. Innym wyjściem, mniej dogodnym ze względu na półmrok panujący w sali, jest oglądanie wystawy z katalogiem zawierającym prawidłowo opisane reprodukcje. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na aranżację ekspozycji, którą uzupełnia nastrojowa muzyka. Oryginalna scenografia nie przeszkadza w odbiorze prac. Niepokój budzą natomiast stojące na ziemi fotografie nieosiągalne dla publiczności, bo odgrodzone od niej trudną do sforsowania kratą.

Wystawa jest podsumowaniem dotychczasowej działalności Latarnika na polu fotografii. Składają się na nią prace znane, nagradzane i publikowane w prasie wysokonakładowej (spośród uznanych fotografów młodego pokolenia wystarczy wspomnieć Konrada Pustołę, Przemysława Pokryckiego i Warsztat 2000), które potwierdzają "czarno-biały" kierunek obrany i konsekwentnie realizowany przez Koalicję. Jednocześnie, choć ekspozycja jest wyjątkowo starannie przygotowana, to nie mamy do czynienia z żadnym objawieniem artystycznym. Koalicja Latarnik nie jest w żadnej mierze grupą awangardową, więc kryterium nowości może być wobec fotografów stosowane jedynie warunkowo, niemniej jednak chciałoby się zobaczyć coś więcej niż wyciągnięty z lamusa piktorializm, reportaż społeczny w sosie steichenowskiej "Rodziny człowieczej", czy garść cytatów z mistrzów amerykańskiej "nowej fotografii"... Być może wszystko już zostało sfotografowane, ale też i pozostająca na marginesie fotografia polska od swego zarania ma tendencję do zapożyczeń, szczególnie częste bywają fascynacje Ameryką. Wśród tych wszystkich prac, o których powinowactwie dużo by mówić, pozytywnie wyróżniają się fotografie Juliusza Sokołowskiego, który nie boi się eksperymentów formalnych stanowiących ważną część jego precyzyjnie skomponowanych obrazów.

 


Łukasz Trzciński (1975)
z cyklu Homo Hutens, Nowa Huta 2000

 

Kolejnym aspektem prezentowanej w Pałacu Kultury wystawy, który nieco przybliża nas do wątku "architektonicznego", jest kwestia "6 reguł Latarnika" ("Six Rules of Latarnik") będącego czymś w rodzaju manifestu artystycznego Koalicji. Każde z sześciu przykazań zaczyna się od słowa "zdjęcie" i wokół niego się obraca tworząc coś w rodzaju patetycznej wytycznej dla kolegów po fachu. I tak z pierwszego przykazania dowiadujemy się, że "Zdjęcia robi się wprost" oraz, że "pośpiech zabija tajemnicę". W całości warto zacytować regułę drugą: "Zdjęcia są czarno-białe, bo życie i śmierć, a także miłość i gniew obejdą się bez demokratycznej łatwizny koloru", która w całości stanowi podzwonne dla lekko przechodzonych doktryn Walkera Evansa, niekwestionowanego guru Koalicji. W tym kontekście niejasne wydaje się odniesienie do demokracji, dalekiej przecież od łatwizny. Można próbować wytłumaczyć tę niechęć wpływem patrona Pałacu, Jóżefa Stalina. Z kolei frapującą apologią fotografii amatorskiej jest reguła piąta mówiąca o przepowiadaniu śmierci, przypadku, który jest istotą fotografii, który jest nieuchronny, o smutku odgadywania historii, "nieszczęściu i radości, które już były, a których wypatrujemy uparcie" i tak dalej.

"Powiększenie", o czym była już mowa, ma również aspekt architektoniczny, który choć bardzo efektowny budzi wśród warszawiaków gorące emocje. Chodzi o to, że kurator wystawy, Juliusz Sokołowski, oraz trzech innych sygnatariuszy "6 reguł Latarnika" (Żak, Pajewski, Georgiew) postanowiło powiększyć swoje zdjęcia do gigantycznych rozmiarów przyzwoitej wielkości boiska do piłki nożnej i zawiesić na Pałacu Kultury zamieniając w ten sposób dawny symbol dominacji sowieckiej w... No właśnie nie do końca wiadomo w co. Z umieszczonej na środku wystawy tablicy z przykazaniami dowiadujemy się, że "celem Latarnika jest zatrzymanie czasu, spotkanie i umiejętność zamykania oczu wtedy, gdy zalewa nas potop martwych fotografii." Abstrahując od faktu, że nie bardzo wiadomo, co jest wyznacznikiem żywotności (ew. martwoty) konkretnej fotografii, to wygląda na to, że Koalicja skutecznie pozbawiła Warszawiaków możliwości zamknięcia oczu i przejścia spokojnie przez miasto nie zauważając udekorowanego Pałacu-Latarni. Jedni chcą widzieć w przedsięwzięciu oswajanie koszmarów przeszłości, interesujące wyjście do publiczności albo przykład sztuki dającej odpór wszędobylskiej reklamie. Z kolei drudzy oskarżają fotografów o kicz, megalomanię, zaśmiecanie ikonosfery, a nawet o brak szacunku dla symboli miasta i sztuki architektury, (co na to Lew Rudniew?) itp. Trudno w tym wszystkim znaleźć obojętnych i o to chyba Koalicji chodziło. Temat można zamknąć sugestywną wizją przykrycia powiększeniami arcydzieł fotografii polskiej i światowej wytypowanych obiektów architektonicznych, które z różnych względów (estetycznych, ideologicznych) mogą być uznane za szkodliwe.

Adam Mazur

 

Juliusz Sokołowski (1958)
Hala Mirowska, Warszawa 1996

 

Paweł Żak (1965)
neg. nr 724/10, Parszów 2002

 

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

24 - 10 - 02