„Warschau, Paris, Moskau” - Fotografien von Tadeusz Rolke
DiGiTouch Gallery, Linienstrasse 156, 10115 Berlin-Mitte
12.09 - 31.10.2003

Robert Polidori, Esther Haase „Kuba”
Camera Work, Kantstrasse 149, 10623 Berlin
23.8 - 4.10.2003

Master Photographers - Master Prints 1840-2000
Akira Ikeda Gallery / Berlin
Schoenhauser Allee 176, 10119 Berlin
12.09. - 31.10.2003

James Higginson - „Portraits of Violence”
C/O Berlin, Linienstrasse 144, 10115 Berlin-Mitte
13.9 - 2.11.2003

Richard Kern - „Hot water music”
Galerie Davide Di Maggio - Mudimadue
Torstrasse 138, 10119 Berlin-Mitte
27.06.-28.09. 2003

„Kunst in der DDR - einr Retrospektive der Nationalgalerie”
Neue Nationalgalerie
Potsdamer Str. 50, 10785 Berlin
25.7- 26.10. 2003

Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939) - Photographien/Photographs
Galerie Berinson, Auguststrasse 22, 10117 Berlin-Mitte
6.7 - 1.10.2003

 

 

Wrzesień w Berlinie

 

Początek sezonu wystawienniczego w Berlinie to mocne polskie uderzenie: inauguracja nowej galerii w samym centrum najlepszej, „wystawienniczej” dzielnicy Berlina: Mitte. Właścicielami i organizatorami DiGiTouch Gallery, bo tak nazywa się to miejsce, są animatorzy fotografii z Poznania. Galeria zamierza specjalizować się w fotografii polskich twórców.

 


Otwarcie wystawy Tadeusza Rolke w Galerii DIGITOUCH w Berlinie (Linienstrasse). Od prawej: Dr Enno Kaufhold, Tadeusz Rolke i Karol Starczewski, kurator galerii. Fot. M. Grygiel (lomo)

 

Pierwsza, otwierająca działalność galerii wystawa to Warschau, Paris, Moskau Tadeusza Rolke, starannie dokonany wybór kilkudziesięciu zdjęć z bogatego dorobku artysty. Prace, w większości wydruki komputerowe, ale wykonane z dużą dbałością by sprostać ewentualnym oczekiwaniom niemieckiego w głównej mierze nabywcy, zostały wyeksponowane z dużym smakiem. Oprawione w solidne metalowe ramy, zróżnicowane formatami umieszczone w dwupoziomowej przestrzeni galerii prezentują się niezwykle okazale. Większość z tych prac pokazywana jest po raz pierwszy, pomimo, że niektóre (zwłaszcza te z Paryża) wchodziły już w zestaw poprzednich wystaw autora, np. w 2000 roku podczas Miesiąca Fotografii w Bratysławie.

Warszawa, Paryż Moskwa - jak pisze we wstępie do katalogu wystawy Andreas Rostek, berliński dziennikarz i literat - to spotkanie z ludźmi, ponieważ bohaterami wystawy Rolkego nie są tylko mury i ulice miast, ale ludzie, ich codzienne życie. Jest to trwały, subiektywny zapis kronikarza, a właściwie kogoś kto wybrał się do tych miast by utrwalić coś w rodzaju specyfiki miejsca jednak nie poprzez architekturę, a raczej poprzez zwykłą potoczną codzienność.

Organizatorzy zadbali o bardzo uroczysty wernisaż, dopisała również publiczność, pomimo tego, że w tym samym dniu odbywało się jeszcze kilka innych, równie atrakcyjnych otwarć nie tylko wystaw ale i również nowych galerii (np. galerii „artlonga” na Ackerstrasse 2). Wystawę Tadeusza Rolke zaszczycił specjalnym wprowadzeniem Dr Enno Kaufhold, a wśród licznie zgromadzonych osób znalazło się też sporo osób z Polski, przyjaciół autora i poznańskich galerzystów.

Utworzenie tej galerii prowadzonej przez Karola Starczewskiego i jego najbliższych współpracowników jest bardzo odważnym krokiem, na trudnym rynku sztuki w Niemczech, niemniej lokalizacja w Berlinie rokuje duże nadzieje na sukces.

 


Robert Polidori: Vintage Car - wystawa "Kuba" w galerii Camera Work w Berlinie

 

BERLIN to jedno z tych niewielu miejsc na świecie gdzie możliwość obejrzenia dobrej fotografii jest wyjątkowa. Oczywiście nie należy opuścić obrosłej już swoistym klimatem galerii Camera Work. Ta galeria mająca w swojej ofercie nazwiska największych fotografów (np. niedawna wystawa kontrowersyjnej Leni Riefenstahl, która zmarła kilkanaście dni temu) prezentuje obecnie wystawę pt. „Kuba”. Dwoje autorów, Robert Polidori i Esther Haase, fotografują w sposób nieco odmienny ten niezwykle ponętny dla artystów kamery kraj. Ale czynią to w różny sposób. Robert Polidori uwiecznił w cyklu „Habana vieja” niesamowicie malarskie wnętrza starych, zdewastowanych pałaców i dawnych apartamentów. Szczególną uwagę przykuwają wnętrza kapitalnej apteki „Sarra” z domalowanym na kontuarze napisem już z lat „rewolucyjnych”: Viva nuestra revolucion socialista”, oraz świetna sala widowiskowa Alejo Carpantiera z Teatru Wielkiego w Hawanie.

 


Robert Polidori: Sarra Pharmacy - wystawa "Kuba" w galerii Camera Work w Berlinie

 


Robert Polidori: Sala Alejo Carpentier - wystawa "Kuba" w galerii Camera Work w Berlinie

 

Prace te mają staranne podpisy informujące o technice, rozmiarze, dacie powstania. Jest to o tyle ważne że galeria nastawia się na sprzedaż, i informacje tego typu muszą się znaleźć pod każdym zdjęciem. Dla przykładu wspaniała limuzyna fotografowana przez autora jest opisana następująco:

ROBERT POLIDORI
VINTAGE CAR WITH COMPOSITE PARTS
ARCHIVAL PRINT
MOUNTED TO PLAXIGLASS
3/10           e 7000

Wszystko w języku angielskim, którego uniwersalności w podpisach nikt już nie kwestionuje. Oczywiście istotnym elementem obok tytułu i dokładnego opisu techniki jest też informacja która to jest kopia (3) z całego nakładu (10) i cena (7000 Euro). Podobnie jest przy pracach Ester Haase, tylko częściowo wykonanych na Kubie (część na Majorce i w Hamburgu) ale oddających wspaniale klimat, charakter i dekadencję tego kraju.

W tym miejscu warto dodać, że we wszystkich galeriach Berlina, większość prac jest opisana w taki mniej więcej sposób. Poprawny, pełny opis techniczny pracy jest pewną normą w profesjonalnym świecie galerii, muzeów, salonów wystawienniczych. Normy te powinny być przestrzegane w przyszłości również i u nas np., wtedy gdy organizuje się profesjonalną aukcję fotografii, tak jak miało to miejsce w przypadku niedawnej aukcji Polswiss Art w Warszawie.

 


Informator o wystawach w Berlinie

 

Koniec tygodnia to zwykle w Berlinie otwarcie kilkunastu kolejnych nowych prezentacji, z których na potrzeby tej relacji wybierzmy dwie.

PIERWSZA z nich odbyła się w zabytkowym XIX-wiecznym kompleksie przemysłowym Pffefenberg we wschodniej części miasta, gdzie swoją filię ulokowała Galeria Akira Ikeda z Japonii. Wystawa ta to wspaniały pokaz największych i najwybitniejszych mistrzów klasyki fotograficznej. Kilkadziesiąt całkowicie oryginalnych prac wśród których znalazły się dzieła począwszy od Wiliama Henry Talbota, którego zdjęcie czerwonego cedru z wczesnych lat 40. XIX wieku lokować można u początków fotografii, a skończywszy na Joelu-Peterze Witkinie którego „Poussin w piekle” nosi datę 1999. M.in. można również zobaczyć słynną „Musette” Felixa Nadara, wczesną pracę Roberta Fentona, wspaniałą fotografię biochromatyczną Edwarda Steichena na której sportretował pana Williama M. Chase, Włodzimierza Majakowskiego na wielkiej, liczącej prawie dwa metry wysokości fotografii Aleksandra Rodczenki, czy cudowne zdjęcie Andre Kertesza „U Mondriana” z 1926 roku, którego piszący te słowa nigdy nie spodziewał się spotkać w oryginale i nigdy by nie pomyślał że jest maleńką sepiowaną fotografią (ok. 10,5 x 8 cm) nalepioną na tekturowy kartonik z drobniutką sygnaturą autora naniesioną ołówkiem.

 


Andre Kertesz Chez Mondrian, 1926
Gelatin silver contact on postacrd stoc, 10,5 x 7.9 cm, signed in pencil on print recto copyright: Ministere de la Culture-France, Paris
Z wystawy: "Master Photographers, Master Prints, 1840-2000", AKIRA IKEDA GALLERY, Berlin

 

Kuratorem tej przepięknej i niezwykle wartościowej wystawy jest Manfred Heiting, znany kolekcjoner i kurator z Niemiec mieszkający na przemian w Amsterdamie i USA. Podczas krótkiej rozmowy wyraził duże zainteresowanie fotografią krajów Europy Wschodniej i zapewnił, że w najbliższym czasie zamierza wybrać się w podróż studyjną do tej części Europy.

Cała wystawa mogłaby być ozdobą niejednego muzeum ale trzeba tu nadmienić, że oczywiście wszystkie prace wystawione są na sprzedaż. Ceny ich sa tak ogromne, że podawanie ich tutaj mija się zupełnie z celem. Do wystawy japoński właściciel galerii wydał bardzo starannie przygotowany katalog, gdzie każde zdjęcie ma nie tylko precyzyjny opis techniczny, (w trzech językach: angielskim, niemieckim i japońskim) ale również podane są informacje dotyczące autora i okoliczności powstania danej pracy.

Wydaje się, że dla osób interesujących się historią fotografii światowej, ta wystawa jest obowiązkowa w kalendarzu tegorocznych pokazów tego typu. Obejrzenie na jednej wystawie prac Atgeta, Stieglitza, Sandera, Westona, Stranda, Brassaia, Sudka, Adamsa, Penna, Avedona i Franka - taka okazja nie zdarza się codziennie. Czasu jest jeszcze trochę, bo wystawa czynna będzie do końca października.

 

 


Aleksander Rodchenko - "Vladmir Mayakovsky", 1924, Oversized gelatin print, 185.4x102.9 cm (73x40.5 inches)
© Rodchenko Family Estate, Moscow
Z wystawy: "Master Photographers, Master Prints, 1840-2000", AKIRA IKEDA GALLERY, Berlin

Joel Peter Witkin - "Poussin in Hell", 1999, color-retouched with encaustic, artist frame, Gelatin silver print, 73x83cm (28.7x32.7 inches)
© Joel-Peter Witkin, Santa Fe
Z wystawy: "Master Photographers, Master Prints, 1840-2000", AKIRA IKEDA GALLERY, Berlin

 

 

DRUGA wystawa otwierana tego samego dnia tj. 12 września godzinę później to indywidualny pokaz amerykańskiego artysty Jamesa Higginsona pt. „Portraits of Violence. Mendings.” Wystawa ta została zaprezentowana w bardzo modnym obecnie miejscu mianowicie w galerii C/O Berlin - The Cultural Forum for Photography mieszczącym się : uwaga! na Linienstrasse, czyli podobnie jak nowo otwarta polska galeria DiGiTouch, IFA Gallery i szereg innych ważniejszych dla fotografii miejsc. C/O Berlin istniejące już od dwóch lat mniej więcej organizuje nie tylko wystawy - jest to platforma dokonań w zakresie sztuk wizualnych, najnowszej architektury, design, przeprowadzane są spotkania, dyskusje, warsztaty twórcze.

 


James Higginson: Portraits of Violence, wystawa galerii C/O Berlin. Fot. E. Wolańska

 

Wystawa Jamesa Higginsona dobrze wpisuje się w ten program - dotyka bowiem ważnego problemu narastającego w postindustrialnym społeczeństwie. Problemu przemocy.

Kolorowe, utrzymane w quasi hollywoodzkiej konwencji, perfekcyjnie zainscenizowane fotografie chociaż powstały na bazie przeżyć osobistych autora (przeżycia z dzieciństwa, problem konfliktów i swoistej „toksykologii” rodzinnych) przybierają wymiar uniwersalny. Dotyczyć mogą każdego. Podczas otwarcia o możliwościach interpretacyjnych wystawy, a także o historii przemocy w sztuce fotografii lat 80. i 90. mówił dr Kaufhold, przybliżając tę złożoną tematykę licznie zebranej publiczności. Do tradycji wernisaży otwieranych w Niemczach należy zwykle tzw. „Auffuerung” czyli wprowadzenie. Do wygłoszenia takiego wprowadzenia zaprasza się zwykle kuratorów, krytyków, historyków sztuki, którzy znajomością poruszanej tematyki i jej związków z daną dyscypliną sztuki wzbogacają uroczystość otwarcia wystawy. Szczególnie w Niemczech podchodzi się do tego bardzo rzetelnie, czego przykładem są właśnie wystąpienia Dr Kaufholda, którego teksty ukazują się później na łamach fachowych periodyków takich jak np. Photo News, czy European Photography. Skrócona wersja wystąpienia podczas wystawy Higginsona jest opublikowana w najnowszym numerze Photo News.

Wystawa jest obudowana również szerszym programem edukacyjnym, w tydzień po otwarciu przewidziano spotkanie z artystą, następnie kolejne dyskusje, prelekcje a także performance. (Szczegóły na stronie internetowej galerii)

 

James Higginson: Portraits of Violence, wystawa galerii C/O Berlin

 

Równoległą ulicą o znacznie większym natężeniu ruchu do Linienstrasse jest Torststrasse. I przy niej znajduje się także sporo nowych miejsc wystawiających sztukę współczesną m.in. galeria Davide Di Maggio, będąca filią macierzystej placówki z Mediolanu. W jej niewielkim pomieszczeniu nieco szokująca wystawa amerykańskiego filmowca i fotografa Richarda Kerna. Utrzymane w konwencji videoklipów barwne fotografie młodych kobiet, ocierają się o kiczowatą soft-pornografię są zarazem próbą wejścia w trochę undergroundową atmosferę współczesnych środowisk młodzieżowych subkultur. Wystawa po prezentacji w Berlinie odwiedzi Mediolan.

 

 

BERLIN to nie tylko galerie - przebywając w tym mieście z reguły zawsze można natknąć się na ciekawą prezentację w którymś z muzeów. Tym razem w Neue Nationalgalerie (z której parę lat temu Fototapeta relacjonowała wystawę Newtona) odbywa się bardzo ważny pokaz pt. „Kunst in der DDR”. Odwiedzają go setki osób, ma bowiem dla samych Niemców coś z odkrycia - do tej pory sztukę NRD pokazywało się jedynie jako nieudany wytwór w służbie propagandy. Wystawa w Nationalgalerie zdaje się odkłamywać tę tezę. Zobaczyć tutaj można sporo dobrych obrazów, grafik, elementy sławiące „najlepszy z systemów” zredukowane są do minimum (jeden obraz, formalnie nawet dosyć interesujący, którego bohaterem jest Włodzimierz Lenin!).

Okazuje się, że organizatorzy wystawy podjęli trud zaprezentowania również dorobku wschodnioniemieckiej fotografii i ta fotografia na tle pozostałych prac wypada właściwie najlepiej. Jest więc cała klasyka począwszy od Arno Fischera, są prace Sibylle Bergemann,(znanej z fotografiowania NRD-owskiej klasy robotniczej - takich zdjęć jednak brak na wystawie!) Evelyn Richter i młodszych Thomasa Fleuschetza, Gunduli Schulze, która już po przełomie dorzuciła do swego nazwiska dodatek „El Dowy”. Fotografia przedstawiona na wystawie to już końcowe lata NRD, brakuje zdecydowanie zdjęć z wcześniejszego okresu, takich np. które prezentowane były w ramach wystawy „Fruehe Bilder - Eine Austelling zur Geschichte der Fotografie in der DDR” , pokazywanej w krajach tzw. „demokracji ludowej” a u nas w Starej Galerii ZPAF w Warszawie w październiku 1986 roku. Ciekawe, że na wystawie która akcent kładzie na lata ostatnie zabrakło znanego fotografa i performera Kurta Buchwalda, nie ma również prac klasycyzującego Edmunda Kestinga, który ma przecież trwałe miejsce w historii fotografii niemieckiej.

Niemniej przyznać trzeba, że zgromadzone zdjęcia bardzo dobrze oddają znaczenie fotografii, jej zdecydowanie krytyczną rolę w latach, kiedy kres istnienia NRD nie był tak jednoznacznie prosty do przewidzenia.


 


Wystawa S.I. Witkiewicza w galerii Berinsona w Berlinie. Fot. E. Wolańska

 

 

Katalog wystawy "Stanisław Ignacy Witkiewicz 1885 - 1939
Photopgraphien / Photographs
Galerie Berinson, Berlin
ISBN 3-00-011909-4

I  na koniec tej relacji z wrześniowego Berlina - ogromna niespodzianka: bez specjalnego rozgłosu trwająca wystawa oryginalnych prac Stanisława Ignacego Witkiewicza. W niedużej przestrzeni galeryjnej Berinsona na równoległej do Linienstrasse (z tym że po drugiej, wschodniej stronie) Augustsrasse, a wiec stale w obrębie tych kilku ulic dzielnicy Mitte, zaprezentowano kilkanaście wspaniałych zdjęć Witkacego.

Jest więc tam najsłynniejszy obecnie (szczególnie teraz po aukcji fotografii w warszawskim domu aukcyjnym Polswiss Art.) autoportret z lampą z 1913 roku, portrety Jadwigi Janczewskiej, matki autora Marii Witkiewicz, Tadeusza Nalepińskiego, Janiny Illukiewicz, Artura Rubinsteina, Tadeusza Langiera. I cała seria autoportretów z tym słynnym w pęknietym lustrze, oraz mniej znanym z przekrzywionym krawatem na tle kotary.


Stanislaw Ignacy Witkiewicz - "Kollaps, mit Lampe" / "Collapse, with lamp", Selbstportrait / self-portrait, Zakopane ca.1913, Vintage 12.7 x 17.7 cm
Wystawa w Galerie Berinson w Berlinie

 

Wrażenie jednoczesnego i bezpośredniego obcowania z oryginalnymi (vintage) odbitkami Witkacego dla dużej ilości osób staje się przeżyciem niezwykle intensywnym. Tym bardziej, że prace nie są pokazywane w salach muzealnych, a w niewielkiej galerii, której duża witryna przepuszcza sporo naturalnego światła wprost z ulicy. Poza tym intrygującym odczuciem jest również i to, że wszystkie prace są na sprzedaż, że wystarczy tylko wejść z wiarygodnym czekiem z dobrego banku i oryginał Witkacego można po zakończeniu wystawy mieć u siebie we własnym mieszkaniu.

Mając na uwadze, że taka sytuacja będzie udziałem bardzo nielicznych, można nabyć bardzo starannie wydany mały katalog, którego cena jest zupełnie przystępna nawet dla kogoś z tej jeszcze nadal biedniejszej części Europy.


 

NA koniec, tradycyjnie należy udać się do znanej wszystkim miłośnikom fotografii specjalistycznej księgarni Buecherbogen na Savignyplatz. Tam można spędzić ładnych parę chwil kartkując najnowsze ekskluzywne albumy największych fotografów świata. Z kupowaniem mogą być jednak trudności - ceny nie schodzą poniżej 100 Euro, chyba że się trafi na jakąś super obniżkę i wtedy można wyjść z takiej księgarni mając pod pachą katalog wystawy Newtona w cenie dwudziestu paru euro.

Ciekawostką jest to, że od czasu do czasu można natrafić jakiś polski ślad np. bardzo ładnie wydany katalog wystawy Marka Poźniaka, Berlińczyka od wielu lat, który sportretował po swojemu miejsce, w którym przyszło mu żyć. Jest to bardzo liryczna i piękna wędrówka fotograficzna po mieście uwieczniona starym, angielskim, prawie stuletnim aparatem Ensign. Praca bez migawki, przysłony, i obiektywu wydawała się niemożliwa - jak pisze autor. Nieokreśloną ilość filmów musiał wyrzucić, ale aparat uczył go cierpliwości, poddawania się działaniu aury, i patrzeniu na miasto oczyma tubylca. Powstały w ten sposób zdjęcia ulic, miejsc, których trudno byłoby znaleźć w jakimkolwiek przewodniku.

 

Marek Poźniak: Berlin - Die Stadt des Wanderers
Moje wędrówki
BWA Zielona Góra / ex pose verlag, 2003
ISBN3-925935-49-5

 

Tymi wyznaniami Marka Poźniaka można by zakończyć tę wrześniową relację. Rzeczywiście, przewodniki podczas kolejnych pobytów w Berlinie stają się coraz mniej potrzebne. Wiadomo, że trzeba się znaleźć w dzielnicy Mitte - bo tam teraz koncentruje się wystawowe, fotograficzne życie miasta. I trzeba się znaleźć jak najszybciej, bo właśnie teraz zaczyna się nowy sezon - jest Kunstherbst 03 - czyli jesienny Festiwal Sztuki, a za chwilę zaczyna się Art. Forum Berlin (1-5 10.2003), w którym udział bierze blisko 100 galerii i miejsc wystawowych.

Więc Berlin to miasto do którego trzeba pojechać, teraz szczególnie.

Marek Grygiel

 

 

Witryny internetowe galerii:

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

01 - 10 - 03