Edward Hartwig. Fot. Anna Beata Bohdziewicz



Poprzednio w FOTOTAPECIE m.in.:




 

Edward Hartwig 1909-2003

 

BYŁ najbardziej znanym na świecie współcześnie żyjącym polskim fotografem, stworzył niepowtarzalny, własny styl rozpoznawalny nie tylko przez fachowców ale także przez szerokie rzesze miłośników fotografii. Z dużym sukcesem wprowadził fotografię jako równorzędną dyscyplinę w obszar sztuki współczesnej.

Umiał wykorzystać dokonania artystów poprzednich generacji, ale zawsze proponował oryginalne, swoje własne rozwiązania, które okazywały się potem świeże i odkrywcze. Wraz z jego odejściem fotografia straciła jednego z najciekawszych twórców w całej historii, artystę o formacie światowym, którego długo nikt nie zastąpi.

Jerzy Busza, znany krytyk napisał, że fotografia ma nieco ponad 150 lat a twórczość Hartwiga przypada na ponad 1/3 tego okresu. Twórczość niezwykle bogata. Doceniona zarówno przez krytykę jak i zwykłych miłośników sztuki fotograficznej. Przez kilkadziesiąt lat Hartwig nie rozstawał się z aparatem. Fotografował wszystko, ale wszystko po swojemu. Krajobraz – jeszcze w latach 20. pod wpływem bułhakowskiej koncepcji tzw. fotografii ojczystej. Jednak już wtedy zyskał sobie miano „mglarza” – jego zdjęcia były bardzo nastrojowe i tajemnicze. Sekret sprowadzał się do tego, że fotografował wczesnym świtem, nie potrzebując światła słonecznego. Później zainteresował się łączeniem elementów graficznych z fotografią realistyczną. Zaczęły powstawać nowe, niepokojące formy, przedmioty, postacie. Nie było dla nikogo tajemnicą, że chętniej kontaktował się ze środowiskiem malarzy i grafików niż z samymi fotografami. Jednak jego „graficzne” fotografie przyniosły mu sławę. Jego kultowy, jak byśmy dzisiaj określili album „Fotografika” dzięki dobrej dystrybucji ówczesnych ARKAD trafił do rak tysięcy fotografów amatorów w całej Europie i na rozległych terenach byłego Związku Radzieckiego. Podczas prezentowanej w latach 90-tcyh wystawy Hartwiga w Rydze, tłumnie zgromadzeni fotografowie, filmowcy, ludzie sztuki podkreślali, że ich pierwsze wtajemniczenia fotograficzne brały się z lektury tego właśnie albumu. Był więc Hartwig jednym z najbardziej znanych polskich artystów za granicą, co znalazło zresztą uznanie w licznych nagrodach i wystawach, publikacjach.

I stale szukał nowych rozwiązań. W jednym z ostatnich wywiadów, kiedy jego zainteresowania zwróciły się w stronę fotografii barwnej mówił „Ja się jeszcze nie wyżyłem w kolorze. Fascynuje mnie to ‘barwne życie’ na starość. To mi pomaga myśleć o sobie i o innym świecie....”

Ta ciekawość świata poprzez fotografię nie osłabła do ostatnich dni. Jeszcze kilka miesięcy temu planował nowy, jak wspominał - „eksperymentalny” projekt. Szkoda że już go nie zrealizuje.

Marek Grygiel

 

 

Edward Hartwig

Ur. 6 września 1909 roku w Moskwie gdzie ojciec prowadził zakład fotograficzny. W 1918 rodzina Hartwigów przenosi się do Polski i osiedla w Lublinie. Tam powstają pierwsze zdjęcia Hartwiga, jeszcze w pracowni ojca. Już pod koniec lat 20. artysta dużo fotografuje, głównie pejzaż, w 1929 roku odbywa się jego pierwsza indywidualna wystawa. W latach 30. uzupełnia edukacje na studiach w Wiedniu w pracowni Rudolfa Kopitza. Pod koniec wojny bomba niszczy fotograficzne atelier rodziny Hartwigów, zniszczeniu ulega wiele wczesnych prac artysty. W 1947 roku Edward Hartwig jest współzałożycielem Związku Polskich Artystów Fotografików, później zostanie jego członkiem honorowym. Po wojnie zamieszkał w Warszawie. Autor licznych albumów fotograficznych m.in. „Fotografika”, „Kulisy Teatru”, „Wariacje Fotograficzne”, „Pieniny”, „Moja ziemia Akropol” „Żelazowa Wola”, „Wierzby” „Halny”. Autor kilkudziesięciu wystaw indywidualnych, brał udział w słynnej wystawie „Dziesięciu Fotografików Świata” zorganizowanej przez FIAP, międzynarodowe stowarzyszenie Sztuki Fotograficznej od której otrzymał najwyższy tytuł Honoraire Excellence FIAP. Laureat licznych nagród m.in. otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Nagrody Państwowe w dziedzinie kultury, Nagrodę Miasta Stołecznego Warszawy. Jako jedyny polski fotograf trzykrotnie prezentował swoje prace w ramach wielkich wystaw retrospektywnych w Zachęcie, miał dziesiątki wystaw w kraju i zagranicą m.in. w Paryżu, Mediolanie, Atenach, Amsterdamie, Loznannie a także w Japonii i USA.

Jego prace znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych i publicznych m.in. w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu, w Bibliotheque National w Paryżu, w Musee de l’Elysee w Lozannie, w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

 

 

Odszedł nestor polskiej fotografii

29.10.Warszawa (PAP) - Edward Harwig był nestorem polskiej fotografii. Jego wpływu na tę dziedzinę sztuki nie sposób przecenić - tak wspomina zmarłego w środę fotografa Marek Grygiel, krytyk sztuki, kurator ostatniej wystawy prac Hartwiga w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej.

"Edward Hartwig starał się łączyć w swoich pracach fotografię i grafikę, sam nawet określał swoje prace jako foto-grafikę. Interesowało go właściwie wszystko - człowiek, krajobraz - był artystą wszechstronnym, czego się dotknął, to zamieniało się w małe dzieło sztuki. Ważnym elementem twórczości Hartwiga była fotografia teatralna, głównie ze spektakli warszawskich, miał ogromną kolekcję takich zdjęć" - wspominał Marek Grygiel.

Krytyk przypomniał też zainteresowanie kolorem, które w pracach Hartwiga pojawiło się w eksperymentalnych pracach w latach 70. Artysta intensywniej wrócił do koloru w latach 90., pod koniec drogi twórczej, co zaowocowało jego sławną wystawą w Rydze na Łotwie. Tam też pojawiły się prace, w których Hartwig zapoczątkował swoje eksperymenty z fotografią abstrakcyjną, prezentowaną potem na wielu wystawach w kraju i za granicą.

"Był autorytetem w dziedzinie fotografii artystycznej, szkoda że nie pozostawił po sobie bezpośrednich uczniów. Wpływ jego fotografii na współczesną fotografię światową był ogromny. Sam miałem okazję tego doświadczyć, kiedy prezentowałem jego wystawy za granicą. Przychodzili wtedy do mnie fotografowie wspominając słynne albumy Hartwiga wydane w latach 60 i 70. m.in. Fotografika, Wariacje fotograficzne" - wspominał krytyk.

"Edward Hartwig był niezwykle ujmujący, miał pogodne usposobienie, ciekawiło go to, co nowe. Starał się być na bieżąco ze wszelkimi nowymi nurtami w fotografii, bacznie obserwował życie artystyczne, regularnie bywał w CSW, któremu podarował kilka swoich prac do stałej kolekcji. Nie bał się kontaktu z młodymi ludźmi, inspirował ich, a i sam pewnie coś od nich czerpał. Był szalenie lubianą i cenioną postacią" - zaznaczył Marek Grygiel. (PAP)

 

 

Gazeta Wyborcza - logo

O Hartwigu mówią fotografowie

Janusz Fogler
prezes Związku Polskich Artystów Fotografików

Edward Hartwig to obok Ryszarda Horowitza jeden z niewielu polskich fotografików, których dorobek znany jest na całym świecie.

Miałem szczęście, że widziałem jego wystawy w Paryżu, Nowym Jorku, Wiedniu, Londynie. Wszędzie był wspaniale przyjmowany - był jednocześnie artystą światowym i tak bardzo zakorzenionym w Polsce. Teraz, kiedy się tyle narzeka na utratę tożsamości naszej rodzimej sztuki, jego dzieło staje się testamentem i wskazówką dla tych, którzy zostali.

Kiedyś malarze, pisarze, fotografowie, spotykali się ze sobą na wernisażach, spotkaniach autorskich. Teraz wszyscy zamykają się w zawodowych grupach. On przeciwko temu protestował, namawiał do spotkań. Odejście pana Edwarda oznacza więc koniec pewnej wspaniałej epoki. Ale też może być wyzwaniem dla nas wszystkich: byśmy spróbowali przywrócić to, nad czym mu tak bardzo zależało.

 

Ryszard Horowitz
fotograf, Nowy Jork

Całe życie wychowywałem się w aurze jego świetności. Był prawdziwym nestorem i choć interesował się zupełnie innym rodzajem fotografii niż ja, z pewnością mogę go nazwać swoim idolem. Nie zapomnę mu tego nigdy, że mimo podeszłego wieku odwiedzał moje wystawy. Było to niezwykłe, że do końca wykazywał tyle energii, zainteresowania i chciał się kontaktować z ludźmi.

Ze smutkiem stwierdzam, że w stosunku młodych fotografów do starych mistrzów dzieje się teraz coś niedobrego. Nie wiem, z czego to wynika? Może z ciśnienia konkurencji? A może z młodzieńczego buntu?

Mam nadzieję, że jego twórczość zostanie odpowiednio doceniona, przynajmniej teraz. Liczę, że wkrótce zostanie urządzona wielka retrospektywa jego twórczości, która pozwoli młodzieży ją docenić.

 

Tomasz Sikora
fotograf

Jego wielkość jako fotografa nie podlega żadnej dyskusji. Ale ujmował mnie też zawsze nieprzeciętną klasą, szlachetnością i inteligencją.

Miałem z nim bezpośrednie doświadczenie związane z przyjmowaniem mnie do ZPAP. Byłem wtedy osobą niezbyt wygodną dla kolegów, bo chyba trochę wybiegałem do przodu, i dlatego nie za bardzo chcieli mnie przyjąć. A wtedy przynależność do związku oznaczała być albo nie być fotografa. Bez tego nie można było pracować nigdzie poza prasą. Pan Edward wybronił mnie wówczas z fantastycznym poczuciem humoru. Powiedział, że nie ma mowy, żeby taki talent się zmarnował i zaraz potem dodał, ze jeżeli nie mają do mnie zaufania, to on się mną zaopiekuje. Komisja kwalifikacyjna nie miała wyjścia, ale postawiła mi warunek: raz w miesiącu miałem obowiązkowo kontaktować się z Hartwigiem. Kiedy już skończyło się zebranie, on podszedł do mnie i powiedział: "Wie pan, ja przyjmę pana o każdej porze dnia i nocy, ale tylko na prywatną rozmowę".

Edward Hartwig do końca życia był aktywny. Parę lat temu Fundacja Turleja urządziła wielką wystawę w Krakowie. Prace niektórych młodszych od niego 20 lat fotografów wyglądały tak, jakby ich autorzy zatrzymali się w rozwoju.

Z nim było całkiem inaczej. Zauważył zmiany zachodzące wokół, ciągle się rozwijał. Sfotografował na przykład ściany, na których były poprzyklejane warstwami reklamowe plakaty. Potem te warstwy razem odchodziły jak stare nekrologi na przykościelnej tablicy. On to fotografował w różnym świetle, fantastycznie. Powstało z tego coś takiego jak współczesny nekrolog reklamy.

Gazeta Wyborcza, 29.10.2003

 

 

Takiego fotografa już nigdy nie będzie

(Polskie Radio - IAR, 29.10.2003)    Edward Hartwig, artysta fotografik, nestor polskiej fotografii artrystycznej i współzałożyciel Związku Polskich Artystów Fotografików zmarł wczoraj wieczorem w warszawskim szpitalu. Miał 94 lata.

Członek ZPAF i dziennikarz Polskiego Radia, Tomasz Mościcki podkreśla, że Edward Hartwig był jednym z najważniejszych fotografików nie tylko polskich i europejskich ale także światowych. Po śmierci Hartwiga polskie środowisko fotografików zostało osierocone, zmarł bowiem ostatni współzałożyciel Związku - powiedział Tomasz Mościcki. Dodał, że Edward Hartwig, wyznaczał swoją postawą artystyczną i moralną standardy, które trudno jest komukolwiek teraz osiągnąć.

"Takiego fotografa już nigdy nie będzie" - dodał Tomasz Mościcki.

Urodzony w 1909-ym roku Edward Hartwig studiował w wiedeńskim Instytucie Graficznym. Za całokształt twórczości odznaczony został Medalem Miasta Paryża, w 1960-ym roku otrzymał na igrzyskach w Rzymie medal olimpijski za fotografię sportową. Trzy lata temu został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

 

 

Kadr jak obraz

W warszawskim szpitalu zmarł we wtorek w nocy Edward Hartwig. Miał 94 lata. Był mistrzem obiektywu, fenomenem; artystą wrażliwym na piękno i niezmordowanym eksperymentatorem.

Zdjęcia Hartwiga, jego talent i niespożytą, zdawało się, energię, podziwiają od dziesięcioleci Europa i świat. Nagradzano je wielokrotnie na konkursach i wystawach; autora honorowano międzynarodowymi nagrodami, prestiżowymi odznaczeniami.

Umiał Hartwig pokazać urodę świata, który poznawał w długim życiu. Fotografował ludzi ulicy, teatr, balet, sport, zachwycał oglądających urokami pejzażu w mgłach, architektury, a... nawet zwykłego wieszaka w szatni lub fragmentu parkanu upstrzonego strzępami plakatów, które w jego kadrach odsłaniały swe tajemnice.

Rozpoczynał życiowy romans z fotografią jako kilkuletni chłopiec, w ciemni ojca. Fotograf Ludwik Hartwig prowadził w Moskwie do rewolucji październikowej nieźle prosperujące studio. Kuwety i kopiowanie zdjęć nie wzbudziły entuzjazmu, zamierzał zostać malarzem.

- Miałem jedenaście lat, kiedy po przyjeździe do Lublina zabrał mnie ojciec na Stare Miasto i polecił robić pierwsze zdjęcia kamerą na statywie, formatu 9 x12 cm - mówił mi przed kilku laty, kiedy przygotował wystawy na swe 90-lecie. Przyjaźń z malarzami z kręgu Tadeusza Pruszkowskiego i Bractwa św. Łukasza, studia graficzne i fotograficzne w Wiedniu pod kierunkiem Rudolfa Kopitza, bliskie kontakty z lubelską sceną, wreszcie fascynacja twórczością modnego wówczas Bułhaka rozbudzały zainteresowanie, uczyły dostrzegania urody otaczającego świata, uwrażliwiały młodego fotografa. Odkrył, że ta dziedzina otwiera przed nim szanse realizowania zamierzeń, oferuje mu niezależność ekonomiczną. Związał się zatem z fotografią na zawsze, przeniósł się z rodziną do Warszawy i z profesji uczynił twórczość.

Swoje fotografie nazywał na własny użytek obrazami fotograficznymi, gdyż realia oglądane przez wizjer kamery i zatrzymywane migawką w kadrze traktował zawsze jak tworzywo. Wykorzystując znajomość technik graficznych, eksperymentował z czernią i bielą. Naświetlone klatki poddawał najrozmaitszym zabiegom w ciemni: prześwietlał fragmenty, multiplikował postaci, stosował własnego pomysłu filtry, by np. podkreślić efekt solaryzacji. I udowadniał, że w takiej kompozycji można zamknąć nastrój chwili, uczucie nostalgii albo polski romantyzm.

Przez kilkadziesiąt lat fotografował teatr. "Hartwig odkrył, że przedmiotem do fotografowania jest w teatrze wszystko. Osobliwie zadziwiające wśród fotogramów są te, które ukazują najzwyklejsze obiekty nie tylko przez formalną doskonałość swej kompozycji, ale przede wszystkim przez natężenie liryzmu, przez swój wewnętrzny, uczuciowy związek z całością tematu" - pisał w słowie wstępnym do jego pięknego albumu "Kulisy Teatru" Edward Csato. Wydał ponad dwadzieścia albumów. "Fotografika" uznana została za wydarzenie i miała ponad 20 edycji w różnych krajach.

Przed kilkunastoma laty odkrył Hartwig dla swej twórczości barwę.

- Patrzyłem na kolorowy płot z resztkami plakatów, okalający jakąś budowę. To było olśnienie - wspominał. Zaczął malować obiektywem, aparat zastąpił mu pędzel, sztalugę. Wystawy barwnej fotografii zachwycały, robiły furorę za granicą. Śmierć mistrza obiektywu zamyka kilka epok świetności polskiej fotografii.

Jerzy Wójcik
Rzeczpospolita, 30 października 2003 r.

 

Tadeusz Rolke: Znałem go od końca lat 50., zawsze interesował się młodą fotografią, dostrzegał nowe talenty, pomagał. Wyjątkowo przyjacielski, przy tym łagodny, z wielką kulturą, stanowił dla nas autorytet, a przy tym przyjemnie było z nim przebywać. Jako artysta miał w sobie coś z czarnoksiężnika - potrafił stworzyć coś z niczego. Cały otaczający go świat służył mu jako materiał, z którego wyczarowywał dzieła sztuki. Podobne czary uprawiał w ciemni, przy powiększalniku - z jednego negatywu potrafił stworzyć wiele zupełnie różnych obrazów.

Andrzej Świetlik: Był mistrzem dla kilku pokoleń, dla mnie też. Nie można powiedzieć, że wraz z nim skończyła się pewna epoka, bo był zawsze aktualny i jeszcze długo pozostanie współczesny. Natomiast coraz rzadziej spotyka się ludzi jego formatu, obdarzonych podobną kulturą osobistą i życzliwością dla innych. Uważam, że to szczęście mieć życie spełnione tak jak on.

Rzeczpospolita, 30 października 2003 r.

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

31 - 10 - 03