Korespondencja Ewy Wolańskiej z Berlina

Trzy galerie, trzy wystawy

 

Dwie pierwsze wystawy (Ellen von Unwerth oraz pokaz prac Manueli Schneider i Sabiny Schonberger) wybrałam trochę albo nawet bardzo przez pryzmat tego, co robię sama. Piszę o nich, bo łączy je to, że autorkami obu są kobiety a tematem jest nagość czy też pewna wizja erotyki, ale doprawdy nie kobieta. Kobieta, która fotografuje drugą kobietę – ale dla kogo? Dla siebie, dla kobiety fotografowanej, a może dla mężczyzn, którym podobne zdjęcia muszą sprawiać dużą satysfakcję?

 

PIERWSZA to wystawa Ellen von Unwerth pod tytułem Revenge pokazywana w Camerawork – to galeria w Charlottenburgu słynąca z tego, że wystawia sławy czy jak kto woli kolosy fotografii. Sam Charlottenburg to dla berlińczyków również wierzchołek możliwości – wszelkich, również fotograficznych.

Autorka jest Niemką – urodzoną na południu Niemiec (południe Niemiec chętnie się tutaj podkreśla) – życie zawodowe zaczęła jako dziewczyna w cyrku, potem jako modelka w Monachium i Paryżu. Od 1986 roku zajmuje się zawodowo fotografią. Inspiracją dla niej są prace takich artystów jak: Robert Doisneau, Jacques-Henri Lartique i Richard Avedon. Osobiście najwięcej widzę tam Helmuta Newtona.

Wystawa jest podzielona na części – kolejno: Arrival, Garden, Capture, Education, Revenge, Victory, Liberty. To taka opowieść o dziewczynach – które znalazły się razem nie wiadomo dlaczego - gdzieś na głębokiej prowincji, krajobraz francuski – przybywają, zostają zniewolone? Potem podlegają tresurze? – dużo tam łańcuchów i pejczy, nawzajem się biją i nienawidzą – potem kochają – wszystko w wysokich obcasach, nawet kiedy przyszło im zaistnieć w błocie – potem nadchodzi oczywiście zwycięstwo i wolność, chyba. Na myśl przychodzi Historia O, tyle że z happy endem.

Dla mnie interesujące jest to, że autorka zdjęć jest kobietą. Sam temat czy forma przecież nie są wstrząsające. Doprawdy, nawet nie obsceniczne. Nie chciałabym zapędzić się za daleko mówiąc, że nie ma tam erotyki, mogę się ostatecznie na tym nie znać.

Ciekawie reagowali na wystawę von Unwerth oglądający - podeszli do sprawy bardzo poważnie – taka galeria po prostu musi pokazywać rzeczy istotne, głębokie i godne zastanowienia. Nie może być mowy o błahej z natury erotyce.

 

 

DRUGĄ wystawą jest wspólna prezentacja prac Manueli Schneider i Sabiny Schonberger w galerii Die Aktgalerie na Friedichshein – to młoda dzielnica – mieszkają tu w znakomitej większości młodzi ludzie, tutaj też bardzo dużo się zmieniło od czasu zjednoczenia. Dawna wschodnia część Berlina przejmuje dziś dużo kulturalnych inicjatyw i to tutaj tętni życiem stolica. Sama galeria też młoda – działa od 2001 roku – firmowana jest przez powstałą w 1996 roku grupę berlińskich fotografów, którym temat aktu w fotografii wydał się najbliższy. Grupa liczy około 40 członków i to jej członkowie najczęściej się w Die Aktgalerie wystawiają.

Można na tej wystawie i w ogóle w tym miejscu zobaczyć całą masę fotografii - aktów, nagości w przeróżnej formie, technice, „stylu” itd. Tam można rzeczywiście się upewnić, że zmagania z tematem jakim jest ciało - było, jest i będzie wiecznie pod różnym kątem przerabiane. I co by nie mówić, na takie prace jest zapotrzebowanie.

Ja oczywiście mam swój problem – pokazanie nagości nie koniecznie cokolwiek mówi o człowieku na fotografii – jedynie pozornie ujawnia prawdę – ale tak naprawdę najlepiej potrafi ją ukryć. W tym sensie obie te wystawy mi nie pomogły.

 

 

CHCIAŁABYM opisać jeszcze jedną wystawę – w Cafe Aroma na Kreuzberg – to włoska restauracja z galerią fotografii, świetnie zresztą te dwie funkcje są połączone, naprawdę to żaden wstyd powiesić tam swoje prace nad pizzą. Ostatnio miał tam wystawę Marek Poźniak.

Autorem wystawy jest Frank Silberbach – tytuł: „W Mengwang”. To bardzo nastrojowy cykl fotografii, mówiący o tym, jak różnie możemy przeżyć dany nam czas.

Frank Silberbach jest fotografem najwyraźniej o skłonnościach do opowiadania poprzez swoje prace. Faktycznie odnalazł ciekawą formę, aby móc przekazać miarę czasu. Poszczególne fotografie łączy ze sobą tworząc „panoramy”, gdzie powtarzają się postacie, zwierzęta czy wóz który zdążył już zmienić swoje miejsce – podkreślają tęsknotę autora za czasem który mija bezpowrotnie. W jego pracach znajdują się też motywy religii – buddyzmu, co jeszcze bardziej akcentuje rolę czasu w życiu człowieka.

To oczywiście opowieść człowieka z zewnątrz, zafascynowanego inną kulturą, innym życiem itd. Odczuwa się jego zachwyt nad prostym rytmem życia ludzi z odległej krainy, gdzie każdy od urodzenia do śmierci ma swoje miejsce i oczywistą role do spełnienia. To opowieść człowieka zmęczonego cywilizacją, jednak do niej wracającego.

Ewa Wolańska

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

26 - 05 - 03