Iperrealisti,
05.04. – 15.06.2003, Chiostro del Bramante, Rzym.
Hyperréalismes USA 1965-1975,
27.06. – 05.10.2003, Musée d’art moderne et contemporain, Strasburg.

 

 

Nieprzemijająca świeżość hiper-foto-realizmu

Ze względu na stosowaną technikę uznawano ich za nie potrafiących malować dyletantów, eksploatujących motywy 10 lat starszego pop art’u, nie wnosząc przy tym jednak nic nowego w sztukę. Ignoranci, wyłączeni z jakiegokolwiek kontekstu społecznego, bo ich prace nie odzwierciedlały żadnych krytycznych sądów, nie ustosunkowywały się do rzeczywistości, fotorealiści stworzyli kierunek w malarstwie, który wpisał się w historię sztuki XX wieku.

Stary kontynent, który kiedyś na wskroś skrytykował amerykańskich fotorealistów, dziś daje ukłon w ich stronę organizując dwie wystawy – pierwsza z nich od 5 kwietnia do 15 czerwca gości w rzymskim Chiostro di Bramante. Wystawa pod nazwą Iperrealisti (Hiperrealiści) to pierwsza we Włoszech prezentacja .najbardziej znanych przedstawicieli fotorealizmu (z ang. photorealism), z włoska zaś hiperrealizmu (iperrealismo). W zabytkowym i nieco kontrastującym z nowoczesnym charakterem wystawionych prac Chiostro del Bramante, zaprezentowano 100 prac 30 autorów, z ostatnich 30 lat, pochodzących z prestiżowych kolekcji amerykańskich i angielskich.

 


Richard McLean, "Western Tableau With Australian Shepherd", 1994

 

Hiperrealiści pojawili się w połowie lat 60. XX wieku w Stanach Zjednoczonych, gdzie spodobali się klasie średniej i to dzięki niej zaistnieli na amerykańskim rynku sztuki. Po kilku zbiorowych pokazach, z których pierwszy ważny odbył się w Stockton w Kalifornii, w 1970 r., pokochał ich rynek i w ten sposób stali się nowym kierunkiem malarskim – decyzja ta zapadła jakby poza nimi. Wtedy właśnie nazwano ich fotorealistami. O wiele więcej czasu zajęło im zdobycie uznania, o ile o takim w ogóle można mówić, w Europie. Na wielkiej wystawie Documenta 5 latem 1972 .r. zaprezentowano sporo prac fotorealistów. W tym samym czasie na nowy kierunek otworzył się Paryż. Jednak na drodze do sukcesu w Europie stanęła fotorealistom wojna w Wietnamie. Wszystko co amerykańskie w Europie wówczas bojkotowano. Niemiecka opinia publiczna ostro krytykowała artystów reprezentujących świat sztuki zza oceanu. Do poprzednich słów krytyki doszedł jeszcze poważny zarzut, iż fotorealiści są nosicielami wartości kapitalistycznych i nie mają żadnej wiedzy estetycznej. W czasie gdy w ojczyźnie fotorealizm zaczął reprezentować biznes, w Niemczech i we Francji stał się on obiektem prawdziwej wojny kulturowej.

Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, iż prezentowane prace nie są dziełem fotografa, a… malarza. Szczególnie w wydaniu tych najlepszych jak Richard Estes czy Chuck Close. Dopiero po bardzo dokładnym przyjrzeniu się np. ulicznym pejzażom Richard’a Estes’a, gdzie w sklepowej witrynie dokładnie odbija się najmniejszy szczegół z otoczenia, widz wciąż z niedowierzaniem uzmysławia sobie, że to jednak dzieło pędzla, a nie fotograficznego obiektywu.

Gdyby nie fotografia, fotorealizm, jak sama nazwa wskazuje, nigdy by nie zaistniał. Zresztą sami artyści nie ukrywali, że to właśnie fotografia była dla nich największą inspiracją. Niezmienna, mająca w sobie coś z absolutu, pozwalała ukazać rzeczy piu vere del vero, prawdziwszymi niż są w rzeczywistości. O znaczeniu fotografii świadczy również stosowana przez artystów technika – projekcja slajdu na ścianę i wierne odtwarzanie każdego, najmniejszego szczegółu fotogramu. Przez to zarzucano fotorealistom, że nie potrafili malować.

 


Tom Blackwell, "Odalisque Express", 1992-93

 

Technika wydaje się być dla fotorealistów najważniejsza. W przeciwieństwie do pop art.’u, do którego nawiązują podejmowaną tematyką, posługując się przedmiotami-ikonami współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego, ważniejsze od koncentrowania się na istocie przedmiotu, jest właśnie poszukiwanie techniki, która w najbardziej precyzyjny, mimetyczny wręcz sposób, pozwoli oddać rzeczywistość. Dzieła przedstawione na wystawie Iperrealisti pozbawione są często jakiegokolwiek zabarwienia personalnego – malowane są jakby z dystansu. Zarówno pop art jak i fotorealizm dążyły bowiem do stworzenia w dwóch wymiarach jak najwierniejszej repliki wybranego fragmentu rzeczywistości.

Oglądając wystawę, można się zastanawiać, jaki jest sens wkładania tak ciężkiej i mozolnej pracy w odmalowanie prozaicznego fragmentu rzeczywistości, który można uwiecznić w ułamku sekundy, naciskając spust migawki. W dodatku wybierając najbardziej banalne motywy współczesnego życia – przydrożną restaurację, przed którą parkuje kilka samochodów, jak ta z obrazu Roberta Gniewka Rosie’s Diner czy obwieszoną reklamami fasadę supermarketu z Gordon’s Gin Richard’a Estes’a. Częstym motywem są samochody - ich lśniące karoserie są tak skrupulatnie wypolerowane, że to i ówdzie świecą blikami. Równie banalne wydają się martwe natury Ralph’a Goings’a, takie jak zestaw produktów spożywczych na obrazach America’s Favorites czy Hot Sauce Stall LIfe. Nie brakuje też portretów, np. czarno-biały portret mężczyzny pt. Alex Reduction Print, autorstwa Chuck’a Close’a, na którym autor pieczołowicie odwzorował każdą, najmniejszą bruzdę na twarzy sportretowanego.

Jednak jest w tym wszystkim coś intrygującego – w tych pracach nie widać artysty, przez co robią one wrażenie bezpretensjonalnych, obiektywnych, na tyle, na ile to możliwe. Artyści pokazują owszem rzeczy banalne, ale taka właśnie jest rzeczywistość, która ich otacza. I może o to im właśnie chodziło – o chirurgiczne wręcz wycięcie kawałka tej codziennej rzeczywistości i pokazania jej każdego elementu, bez żadnej interpretacji, bez koncentrowania uwagi na jednym punkcie, z zachowaniem pełnej głębi ostrości. Siła tych prac polega również na tym, że nie próbują niczego, czyt. rzeczywistości, zniekształcać. Dla zmęczonej abstrakcjonizmem krytyki, kierunek był swego rodzaju powiewem świeżości. Prace fotorealistów mają również przypisywaną tradycyjnie fotografii wartość dokumentalną. Artyści, jak wcześniej wspominałam, posługują się przedmiotami, motywami – ikonami społeczeństwa konsumpcyjnego. Widzimy tu fragmenty rzeczywistości - reklamy, samochody, przedmioty – których dzisiaj już nie ma lub wyglądają inaczej.

Wystawa Ipperalisti prezentuje dzieła najbardziej znanych przedstawicieli tego nurtu – obok wcześniej wymienionych - Richarda Estes’a, malującego przestrzenie miast amerykańskich i nie tylko, Chucka Close’a, specjalizującego się w czarno-białych wielkoformatowych portretach, Ralpha Goings’a z jego martwymi naturami, czy wspomnianego już Roberta Gniewka można tu obejrzeć dzieła Roberta Cottingham’a, malującego podświetlane neonami reklamy, Toma Blackwella’a, którego ulubionym tematem są samochody i uliczne pejzaże, Bertranda Mendela, najchętniej malującego hotele, Dennisa J. Martin’a, subtelnego portrecisty czy Jona Kacere, którego głównym motywem prac są fragmenty kobiecego ciała, jakby żywcem ściągnięte z reklamy bielizny.

Na wystawie znalazły się też rzeźby, np. Diane Johna De Andrei przedstawiająca śpiącą kobietę, tak realną, że budzącą nieodpartą ochotę by jej dotknąć i sprawdzić, czy nie jest jednak żywą modelką. Rzeźba jest wykonana z tworzywa tak doskonale imitującego ludzką skórę, że widzowie, po kilka razy okrążają leżącą figurę, jakby czekając aż sama się obudzi. Z kolei rzeźba Duane’a Hanson’a Man on Mower (Mężczyzna na kosiarce) okazała się na tyle „hiperrealistyczna”, iż ponoć podczas inauguracji wystawy podeszła do niej mała dziewczynka i zapytała siedzącą na kosiarce postać, czy może się przejechać na traktorze...

Wystawa foto / hiperrealistów w Chiostro del Bramante pozwala uświadomić sobie jak bardzo zbliżyły się do siebie malarstwo i fotografia i jaki wpływ związek ten wywarł na sztukę. Nie ziściły się XIX-wieczne proroctwa tych, którzy zapowiadali, iż fotografia uśmierci malarstwo. Czas pokazał, że obie dziedziny mogą się wzajemnie inspirować i tworzyć nowe formy artystycznej ekspresji. Wzajemną korelację malarstwa i fotografii można zresztą obserwować do dziś. Być może to fotorealiści pierwsi tak świadomie połączyli ze sobą te dwie dziedziny.

 


John Bell, "Majorette", 1993

 

Warto wspomnieć, że wystawa wkrótce będzie miała kolejną odsłonę. Od 27 czerwca do 5 października wystawę pt. Hyperrealisme USA 1965-1975 będzie prezentować Musée d’art. moderne et contemporain w Strasburgu. Zostanie tam zaprezentowanych 70 prac znaczniejszych i pomniejszych autorów reprezentujących złoty wiek fotorealizmu. Prace te nigdy wcześniej nie były pokazywane w Europie. O tej wystawie mówi się, że będzie pierwszym europejskim pokazem porządkującym i pokazującym to zjawisko artystyczne w pełni. Warto się temu przyjrzeć, bo o fotorealiźmie mówi się, iż jest jednym z najbardziej dyskutowanych i najmniej zrozumianych zjawisk artystycznych XX wieku. Ciekawe jest to, iż do wystawy, która odbędzie się w Strasburgu, przygotowywano się dwa lata. „Dziesięciolecie, które widziało narodziny, rozkwit i odejście tego kierunku zasługuje na głębszą i dokładniejszą analizę” – podkreślił Patrick Javault, jeden z odpowiedzialnych za wystawę. – „Zbyt długo uważany za rodzaj zacofania, w rzeczywistości to dziecko aseptyczne i apolityczne pop art’u podważyło kanony współczesności, podobnie jak uczyniły to minimalizm i konceptualizm.”

Katarzyna Borucka

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

19 - 06 - 03