Galeria Zakręt (Instytut Historii Sztuki UW)
Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28
7 - 25 października 2003 r.

 

 

Maciej Osika: "Mesdames et Messieurs"

 

Maciej Osika - Mesdames et Messieurs, wystawa w Galerii Zakręt, październik 2003 r.

 

Pochwała innej fotografii

 

WYSTAWY fotografii, zwłaszcza jej artystycznej hybrydy, często przypominają ponure spektakle, gdzie nie poparte talentem pretensje autora/autorki idą w parze z pozbawioną charakteru i pomysłu ogólną bezpłciowością jego/jej sztuki. Z mas fotograficznych średniaków zdecydowanie wyróżniają się szeroko pojmowaną odmiennością obrazy Macieja Osiki, który konsekwentnie tworzy homoerotyczne, czy raczej homonarcystyczne autoportrety.

Pokazywane w warszawskiej Galerii Zakręt fotografie można łatwo skreślić sprowadzając je do łatwego gestu stylizacji. Jednak równie dobrze można odnaleźć w nich aurę mistrzowskich prac Moliniera, dostrzec skrywający się na powierzchni „bezwymiar iluzji” (termin wymyślony do opisania skrajnie różnej sytuacji artystycznej, po zmianie kontekstu wydaje się idealnie pasować do zdjęć Osiki). Autor, zaledwie dwudziestodwulatek, w sposób sugestywny konfrontuje widza z grozą niepewności otaczającej nie tyle postać autora, co – uwaga – postać przez autora sfotografowaną.

Patrząc na zdjęcia Osiki można by rozpisywać się o skomplikowanych problemach odmienności, tożsamości, płciowości (pisze o tym w ciekawym wstępie kurator wystawy Piotr Stasiowski). Na marginesie tych skądinąd kluczowych spraw pozostaje pytanie o to, na ile w każdym z nas jest odmienności, na ile jest ona skrzętnie w nas ukryta, i wreszcie, na ile fotografia jest w stanie ją wydobyć i pozwolić jej, chociaż na krótką chwilę, rozbłysnąć.

Adam Mazur

 


 

Maciej Osika - Mesdames et Messieurs, wystawa w Galerii Zakręt, październik 2003 r.

 

„Materiał życia nadaje się do tego, żeby pracować z nim podobnie jak z materią fikcji.(...) Historia naszego życia staje się tworzywem, któremu elastyczności przydają dopiero uczucia.”      Izabela Filipiak, Madame Intuita, Warszawa 2002, s.7

 

PROSZĘ Państwa, oto On. Pan Paradox jr., kwiatuszek, motylek, lalka. Na co dzień mężczyzna. W nocy przeistacza się w zmysłową, ponętną kobietę. Balansując na granicy płci (nie tylko tej gender), epatuje sex appealem, przyprawiając o zawrót głowy tych, którzy go oglądają. Wobec niego/niej nie można być obojętnym, można ją/go kochać bądź nienawidzić. Żadne jednak z tych uczuć nie będzie ani proste, ani łatwe. Jest jak kameleon, olśniewa możliwościami swych wcieleń. Staje się uosobieniem naszych marzeń o doskonałości własnej formy, cyzelowanej tak, jak cyzeluje się dzieło sztuki. Jeśli ociera się o wulgarność i kicz, to tylko po to, by przyprawić nas o szybsze bicie serca. Roztańczone ręce, tragiczna w swym zamyśle fizys są opowieścią o miłości Yvette Guilbert. Skrywając głowę pod welonem staje się jawnogrzesznicą Marią Magdaleną, która nie wyrzeka się tuszu na rzęsach i krwawej szminki na ustach. W wyzywającym spojrzeniu, rozwianych włosach składa hołd tak nieokreślonym seks symbolom naszych czasów. Ale potrafi być też filigranowym efebem, francuskim minet, stworzoną do miłości zabawką, ekskluzywną zachcianką. Czy dojrzycie jednak kryjącą się w jego spojrzeniu śmierć chłopca z trumiennego portretu z El Fajum?

Prezentowane na wystawie serie portretów stanowią świadomą autokreację artysty. Maciej Osika nie ukrywa się za aparatem, medium jego dzieła. Wyzywająco spogląda w obiektyw, jest w nim podniecający, kuszący. Przybiera specyficzne maski: szeroko funkcjonujące w kulturze ikony piękna. Ale przetwarza je na swój indywidualny sposób; sprawia, że stają się one ekspresją jego osobowości. Estetyzuje swój wizerunek do granic perfekcji, wrasta w podmioty, które stwarza i czyni z nich nierozerwalne struktury swych odsłon. Zdjęcia Maćka stają się w ten sposób apoteozą swojego indywidualizmu, ekshibicjonistycznym wyznaniem miłości Narcyza. Postać, którą stwarza na zdjęciach objawia uosobienie mitycznej doskonałości, boskiego androgyne.

Maciej Osika w swoich pracach posługuje się językiem camp. Teatralność miesza się u niego z tym, co autentyczne; groteska staje się dosadnie gorzka. Niedopowiedzenia posiadają swój ukryty, przewrotny sens. Balansując na granicy różnych płci konstytuuje tajemnicę swego dzieła, której nie zamierza wyjawiać laikowi. Ten skazany jest na domysły i niepokój o charakter przedstawienia, który obiecał był sobie obiektywnie osądzić. Osika nawiązuje w ten sposób do tradycji sztuki odmieńców, ich literatury, malarstwa, w których wątki mające świadczyć o ich seksualności okrywali woalem niedomówienia, możliwego do pojęcia jedynie przez im podobnych. W sytuacji polskiej to dialekt wciąż jeszcze nowy, uznawany za wrogi, przeczący narodowym wartościom. Proszę jednak, by zbyt szybko go nie osądzać. Proszę spojrzeć głębiej, postarać się odnaleźć to, co kryje się za grubą warstwą makijażu, sztucznymi rzęsami, czerwoną szminką. Interesujący efekt wizualny tych dzieł staje się sumą tak odmiennych wrażliwości artysty, jego pojmowania świata, piękna, innych ludzi.

I jeszcze to: Osika jest artystą zgoła modernistycznym, wierzy w moc sprawczą sztuki, nawet tej, która z założenia przedstawia wartości tylko li estetyczne. A mimo to wymyka się znanym chwytom krytycznym. Czerpie pełnymi garściami z dokonań kultury imagologicznej, nie boi się zostać odsądzonym od miana artysty przeprowadzając zmasowaną kampanię reklamową, wykorzystującą jego wizerunek. Ten wstydliwy dla innych artystów fakt stosowania autopromocji staje się jego narzędziem, środkiem, za pomocą którego będzie w stanie wpisać się w kontekst sztuki. W jej najbardziej z pierwotnych znaczeń - zostawiania po sobie znaku.

Piotr Stasiowski, Kurator wystawy

 

Maciej Osika - Mesdames et Messieurs, wystawa w Galerii Zakręt, październik 2003 r.

 

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

15 - 10 - 03