Mala Galeria (logo)

Mała Galeria ZPAF-CSW
Plac Zamkowy 8, Warszawa
7 - 31 stycznia  2003 r.

 

 


Matthias Wähner: z serii "Człowiek bez właściwości", Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, styczeń 2003


Matthias Wähner: "Człowiek bez właściwości"

Wystawa "Człowiek bez właściwości" prezentuje fotografie, na których autor, przy pomocy cyfrowego retuszu obrazu, umieścił swoją postać na głośnych zdjęciach prasowych z dziedziny kultury, polityki i sportu, które przedstawiają słynnych bohaterów współczesności i stanowią ilustrowaną kronikę minionych czterech dziesięcioleci.

Cykl zdjęć Matthiasa Wähnera nie tylko ironicznie kwestionuje wiarygodność fotografii, jako wiernego świadectwa współczesnej historii, jest też interesującym świadectwo kulturowego określenia tożsamości współczesnego człowieka, który za pośrednictwem mediów może uczestniczyć w wydarzeniach historycznych.

Matthias Wähner, ur. w 1953 w Berlinie, w 1972-80 studia historii sztuki, filozofii, pedagogiki sztuki na Uniwersytecie i na Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Liczne stypendia oraz wystawy w wielu krajach, m.in. w Towarzystwie Sztuk Plastycznych w Berlinie, w Bonner Kunstverein, w Portfolio Gallery Edinburgh, w Museum Folkwang Essen, w Photographer's Gallery London i w Lenbachhaus w Monachium. Mieszka i pracuje w Monachium.

(z informacji Instututu Goethego w Warszawie)


 


Matthias Wähner: "Człowiek bez właściwości"
Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, styczeń 2003

 

Click here
for English
version of
this page



SAK BYŁO do przewidzenia, takie z wyrachowania pozbawione szacunku podejście do zdjęć-ikon, wysoko nacechowanych afektywnie, i do scen ze współczesnej historii o niekwestionowanym znaczeniu wywołało reakcje pełne wzburzenia i urazy. Widocznie fotografie te znalazły się pomiędzy różnymi frontami politycznej poprawności i narobiły bałaganu na światopoglądowych grządkach, bowiem widoczny na nich człowiek - równie nieznany co niepożądany - wdarł się w intymność owej sfery, w której strzeże się prywatności identyfikacji, zarówno tych negatywnych jak i tych pozytywnych. Świetny efekt. Bowiem niezależnie od tego, czy Wähner wpycha się na plan pierwszy zsekularyzowanej sceny ołtarzowej, jak ta, w której Willy Brandt klęka w Warszawie, czy też wkrada się w szeregi „smutnych panów“ z Federalnego Urzędu Kryminalnego, którzy właśnie aresztowali Ulrike Meinhof, czy stoi ze współczującą miną przy marach Che Guevary, gawędzi z Klausem Barbie i Uwe Barschelem, czy też biegnie po łące, trzymając za rękę Brigitte Bardot, siedzi w salonie Simone de Beauvoir, sadowi się na kanapie obok Bokassy lub idzie się kąpać razem z szachem Persji - taka manipulacja zawsze stanowi krytyczny komentarz do patosu i negatywnie lub pozytywnie zaakcentowanego dewocyjnego charakteru pierwotnych fotografii, rozsadza od środka obowiązujące interpretacje motywów, które z czasem utrwaliły się w głowach ludzi, traktując je przy tym z ironią.

Artysta zatytułował swój cykl fotografii „Człowiek bez właściwości“, a okładka katalogu jest cytatem dostępnego obecnie wydania powieści Roberta Musila. Za tym tytułem kryje się nie tylko postać artysty, który uprawia swoje trawestacje na wyeksponowanych rozdrożach najnowszej historii i dziejów kultury. Cytat z powieści Musila stanowi też świetną kwintesencję wiecznie niedoskonałego, melancholijnego, a jednak tak produktywnego twórczego ducha jego własnej generacji. „Człowieka bez właściwości“ czytały bowiem w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych niezliczone rzesze młodych ludzi, pogrążonych w wątpliwościach i rozmyślaniach, choć wielu z nich już przy „świętych rozmowach“ Ulricha i Agaty ulegało znużeniu i rezygnowało z dalszej lektury tej wycyzelowanej powieści - znakomitej, ale zabójczej dla nerwów w swym intelektualnym nabożeństwie dla szczegółu - porzucając czytanie na długo przedtem, zanim zaczęła ona pełznąć w kierunku swego jak wiadomo niedokończonego końca.

„Nic nie jest prawdziwe i wszystko jest dozwolone“ - kiedy ogląda się te zdjęcia, to przychodzi człowiekowi na myśl ta stara mądrość Assassinów. Po 1989 roku odwieczne wartości polityczne doznały poważnego uszczerbku, a wiara w obiecującą przyszłość chociażby sztuki znów znalazła się w straszliwym kryzysie. Taka sztuka jest zdecydowanie na miejscu w tak niepokojących czasach, w których dokładnie wiadomo, co było, ale zupełnie nie wiadomo, co nas czeka.

Heinrich v. Berenberg, „Fälscher im Devotionalienkabinett. Über Matthias Wähner und seine Kunst“, Freibeuter nr 60, czerwiec 1994, Verlag Klaus Wagenbach

 

 


Matthias Wähner: "Człowiek bez właściwości"
Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, styczeń 2003

 


Matthias Wähner: "Człowiek bez właściwości"
Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, styczeń 2003

 


Matthias Wähner: "Człowiek bez właściwości"
Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, styczeń 2003

 

 

Zobacz też:

 

 


Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa, 7 stycznia 2003: wernisaż wystawy Matthiasa Wähnera p.t. "Człowiek bez właściwości". Autor (w środku) w rozmowie z Tadeuszem Rolke (z lewej). Fot. A. Mazur

 

 

Wystąpienie Matthiasa Wähnera
podczas wernisażu w Małej Galerii

Szanowni Państwo,

kiedy artysta stworzy jakieś dzieło, jest ono zazwyczaj pokazywane trzy lub cztery razy, a potem - sprzedane, albo też i nie - ląduje w magazynie jakiejś kolekcji lub, dość często, u samego artysty. W obu przypadkach nie jest to sytuacja satysfakcjonująca, choć przyznam, lepiej jest sprzedać niż nie sprzedać. Tak przynajmniej mówią moja żona i dzieci.

Gdy rozpoczynałem tę pracę w 1993 r., nie wiedziałem, że z "Człowiekiem bez właściwości" będzie inaczej. Na marginesie dodam, że po dziś dzień nie wiem tak naprawdę, dlaczego jest inaczej, ale spróbuję znaleźć jakieś wyjaśnienie.

Faktem jest, że od 1994 r. cykl ten był ok. 40 razy pokazywany na wystawach indywidualnych i zbiorowych, w całości i we fragmentach, w muzeach, galeriach, w instytucjach publicznych i niepublicznych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Nie wliczam tu aktualnego tournee przez wszystkie kontynenty, zorganizowanego przez Instytut Goethego.

Jest to więc sytuacja idealna i wielkie szczęście dla artysty. Bo wedle słów wielkiego angielskiego filozofa George'a Berkeleya: "być" to to samo co "być postrzeganym". Zatem rzecz, której się nie widzi, nie istnieje. Wychodząc od tej tezy Berkeleya, możemy stwierdzić, że moja praca istnieje.

Tej właśnie pracy poświęcone były relacje dziennikarskie w prasie, radiu i telewizji; historycy sztuki pisali o niej fachowe artykuły, studenci musieli na jej temat wygłaszać referaty, a nawet niemieckich uczniów „dręczono“ z jej powodu.

Natomiast sam artysta, po tych wszystkich latach, ciesząc się z powodu tego zainteresowania, odczuwa też bezradność. Coraz trudniej jest mi zrozumieć ten niekończący się popyt na moją pracę, która właściwie jedynie rzuca pewne światło na wyimaginowany świat przeżyć ówczesnego czterdziestolatka.

Czy chodzi o irytację, którą wzbudzają ewidentnie manipulowane fotografie? Czy też może obcowanie ze sławnymi osobami jest tak ekscytujące? Czy ktoś w ogóle zna te osoby? "Bokassa who"? Czy to nowa grupa pop?

Na czym więc polega ich atrakcyjność? Być może chodzi o to, że została tu pokazana swego rodzaju zbiorowa biografia rozpolitykowanego pokolenia z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Autor pozwala tu sobie bez skrępowania, a nawet wręcz bez-czelnie twierdzić, że i on tam był. Bez skrępowania i bezczelnie twierdzi, że przez swoją obecność współtworzył historię świata.

Już same zdjęcia demaskują tę uzurpację. Jako współuczestnik wydarzeń pojawia się na nich biały Europejczyk z Europy Środkowej, który bezceremonialnie, swobodnie i całkiem bezpiecznie błąka się po historii świata i dziejach kultury, we wszystkim bierze udział, nie opuszczając swojego zacisznego domu.

Jego wkład w dzieje świata polega na tym, aby pozwolić innym robić to, co robią. Nie jest to ani zbyt twórcze, ani zbyt odważne, ani zbyt nowe, natomiast dość rozpowszechnione.

Na koniec chciałbym wyjawić Państwu pewną tajemnicę: mnie w ogóle nie interesują cyfrowe możliwości manipulacji obrazem, czyli to, co zazwyczaj określa się jako "cyfrową ciemnię". "Fałszowanie" zdjęć nie jest niczym tak naprawdę nowym. Od ponad stu lat fałszuje się fotografie. Owszem, zmieniła się i udoskonaliła obróbka techniczna, ale efekt ostatecznie pozostał ten sam.

Jeżeli w tej mojej pracy tkwi jakiś przekaz, to na pewno nie ten, że nie należy ufać zdjęciom. To i tak wszyscy już wiedzą. A jeśli już ma być jakiś przekaz, to raczej ten, że czasami nie powinno się ufać sobie samemu.

Dziękuję za uwagę, a szczególnie serdecznie dziękuję za zaproszenie.

Matthias Wähner
Mała Galeria ZPAF-CSW, Warszawa
7 stycznia 2003

 

 

Również w fotoTAPECIE:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

19 - 02 - 03