Galeria Zderzak
Kraków, Floriańska 3
25 listopada - 14 grudnia 2003 r.

 

 

Sławoj Dubiel, Piotr Szymon,
Andrzej Ślusarczyk, Ireneusz Zjeżdżałka:
FOTOREALIZM

Wojciech Wilczyk

 

MALARSKI realizm z lat 60. nazywany także fotorealizmem lub hiperrealizmem, nie miał właściwie polskiego odpowiednika. Zawsze się zastanawiałem, dlaczego tak się stało, bo przecież np. równoległa rzeczywistość siermiężnej epoki towarzysza Wiesława (którą akurat dość dobrze jeszcze pamiętam) lub wczesnego Gierka wydaje się być niezwykle atrakcyjnym tematem. Nikt jednak (lub prawie nikt) tego nie malował. Malarski hiperrealizm pokazujący z całym bogactwem detali kształt zachodniej cywilizacji drugiej połowy XX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem tematyki wielkomiejskiej), dość słusznie nazywany bywa fotorealizmem, ponieważ faktycznie twórcy zaliczani do tego kierunku, przy swojej pracy korzystali z pośrednictwa fotografii. Samo wykorzystywanie tego medium jednak, nie było wcale czymś specjalnie nowym, by przypomnieć dość częstą praktykę impresjonistów, czy wreszcie posługiwanie się camera obscura przez miejskich pejzażystów z XVII i XVIII.

Ale przecież nie idzie tutaj o ustalanie stopnia zależności tego rodzaju malarstwa od fotografii, co raczej o wybór tematu i sam sposób jego prezentacji. Nie trudno bowiem zauważyć, że pośrednictwo optyczno-mechanicznego urządzenia jakim jest aparat fotograficzny (lub poprzedzająca go camera obscura), spowodowało daleko idące zmiany w sposobie rozumienia i traktowania warstwy symbolicznej obrazów. Przewaga elementów zarejestrowanych nad tym co zazwyczaj bywało owocem autorskiej fantazji i wykształconych przez kulturę danej epoki nawyków komponowania, postawiła potencjalnych odbiorców tego rodzaju sztuki, oko w oko z trudnym do przyjęcia zapisem („małosymbolicznej” w swej istocie) rzeczywistości.

Zasygnalizowany powyżej problem prześladował też prawdziwych entuzjastów fotografii. Walter Benjamin pisząc o paryskich zdjęciach Eugene Atgeta, porównuje je do wizji lokalnej w „procesie historycznym”, w którym głównym oskarżonym jest system kapitalistyczny. Cytowany przez Benjamina bodajże w tym samym eseju Bertold Brecht, ubolewa nad faktem, że samo zdjęcie hal fabryki Kruppa „nic nam nie mówi na temat panujących tam stosunków społecznych”. Jednak rzeczywistość zarejestrowana przez Atgeta na paryskich ulicach w początku ubiegłego stulecia, czy też industrialne fotografie z lat 20. i 30. sporo mogą nam powiedzieć o charakterze formacji społecznej, która przyczyniła się do nadania im takiego, a nie innego kształtu, choć może nie jest to akurat najistotniejsza refleksja, jaka powinna się pojawić przy oglądaniu tych fascynujących zdjęć.

 

Sławoj Dubiel: Groszowice, 1998-2000. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

Traktowanie fotografii jako rodzaju rzeczowego dowodu w sprawie, gdzie w roli oskarżonego występuje np. socjalistyczny, kapitalistyczny czy też jakikolwiek „system”, to nie tylko dość wulgarne uproszczenie, ale także świadectwo odbioru realistycznej sztuki w anachronicznych mocno kategoriach symboliki np. „walki klas” czy też „drogi do wiecznego zbawienia”. Poza tym, w zjawisku tym można chyba się również dopatrzyć pewnych, dość zasadniczych problemów z „rzeczywistością, a konkretniej mówiąc z akceptacją jej kształtu, co akurat w kraju nad Wisłą, Odrą i Nysą Łużycką ma charakter permanentny. Czysto dokumentalne zapisy nigdy nie były w Polsce specjalnie popularne, a i też fotografowie (niejako z definicji należy tu od razu wykluczyć fotografików) raczej rzadko wybierali taki sposób artystycznego postępowania.

Kształt przemysłowych miast, zakonserwowany dzięki niepodważalnym przez pięćdziesiąt lat regułom socjalistycznej ekonomii, ulega w ostatnim czasie procesowi błyskawicznej destrukcji. Oczywiście, demontaż w pierwszej kolejności spotyka nieczynne już obiekty industrialne. Wyprute z wnętrzności hale fabryk, betonowe szkielety konstrukcji o tajemniczym dzisiaj przeznaczeniu, magistrale rur i wreszcie pustoszejące ulice przyfabrycznych osiedli, powinny zapewne przyciągnąć uwagę wielu osób z aparatami fotograficznymi, ale tak się jednak nie dzieje… Postindustrialna rzeczywistość ciągle wydaje się być czymś wstydliwym i niegodnym uwagi artysty, zaś treść nagminnego pytania jakie spotyka osoby uprawiające taki rodzaj fotografii (zadano je także Davidowi Lynchowi, których 2 lata temu przybył do Łodzi fotografować fabrykę Poznańskiego) brzmi, „dlaczego na temat swoich zdjęć wybrali takie brzydkie obiekty”.

Wszystko to jest tym bardziej dziwne, że przecież artystyczna działalność i to niekoniecznie akurat z zakresu sztuk wizualnych, bardzo często odwołuje się do pamięci, a mówiąc ściślej, do rozmaitych funkcji pamiętania. Wydawało by się więc, że fotografia, która niezależnie od intencji od osoby wyzwalającej spust migawki, zawsze pozostaje medium o dokumentalnym charakterze, powinna być w opisanej wyżej sytuacji przyspieszonych zmian szczególnie na czasie… Tak jednak nie jest. Z tym większą przyjemnością, pragnę zaprosić wszystkich na wystawę prac czterech autorów, którzy zdecydowali się na ten niezbyt popularny u nas gatunek fotografii. Zdjęcia Sławoja Dubiela, Piotra Szymona, Andrzeja Ślusarczyka oraz Ireneusza Zjeżdżałki przedstawiają najnowszą polską rzeczywistość. Zaprezentowani w Galerii Zderzak artyści w prosty sposób fotografują tematy ze swojego najbliższego sąsiedztwa. Choć każdy z nich posługuje się innym rodzajem sprzętu i w zupełnie inny sposób też „widzi” rejestrowane obiekty, tym co ich łączy jest czysto realistyczne i bezpretensjonalne podejście do tematu.

 

Sławoj Dubiel: Groszowice, 1998-2000. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

POŁOŻONA w podmiejskiej dzielnicy Opola Cementownia Groszowice już nie istnieje. Na fotografiach Sławoja Dubiela możemy oglądać jej wygląd, zarejestrowany podczas przeprowadzanych prac rozbiórkowych. Betonowe i stalowe konstrukcje służące wcześniej do produkcji cementu, teraz częściowo już zdekompletowane i wyłączone z „ciągu technologicznego”, nabierają nieco absurdalnego charakteru. Dubiel zazwyczaj ustawia swoją wielkoformatową kamerę nisko, zaś dzięki przesuwaniu przedniego standardu z obiektywem (efekt shiftowania), podkreśla monumentalny charakter budowli w Groszowicach. Oczywiście, w jakiś sposób zdjęcia te nawiązują do industrialnej fotografii, np. z czasów Republiki Weimarskiej. Jednak ponieważ, fotografowany jest tutaj obiekt już nieczynny, w trakcie coraz bardziej zaawansowanej rozbiórki, jego kształt (zarejestrowany przez Dubiela) nie jest tak czysty, logiczny i bezwzględny, jak na zdjęciach entuzjastów industrializmu pierwszych dekad XX wieku, a przez to zyskuje bardziej… ludzki wymiar.

 

Andrzej Śluarczyk: Walbrzych ­ Powidoki, 1999. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

PODOBNO kopalnie w Wałbrzychu miały być już zamknięte w 1938 roku, ze względu na niską nieopłacalność eksploatacji cienkich i głęboko położonych pokładów węgla. Jednak zbliżająca się wojna, a następnie półwiecze praktycznego stosowania zasad ekonomii socjalistycznej, sprawiły że, decyzja o ich likwidacji mocno przesunęła się w czasie. Zdjęcia Andrzeja Ślusarczyka przedstawiają przemysłowe obiekty zagłębia węglowego w Górach Szarych podczas ostatniej dekady ich funkcjonowania. Górnicze hałdy, kominy, stalowe konstrukcje kopalnianych wież wyciągowych i kłęby białej pary buchające z systemów chłodzenia koksowni, wtapiają się tutaj w typowy górski krajobraz. Mimo że, wprowadzenie przemysłu w takie miejsce, jak górskie doliny wokół Wałbrzycha było ewidentnym gwałtem na naturze, niemal wszystkie te industrialne instalacje, obecne na zdjęciach Andrzeja Ślusarczyka, wydają się być… integralną częścią lokalnego pejzażu. Dodatkowo, widoczna jest też tutaj niewielka w sumie skala wspomnianej ingerencji człowieka, zaś porównanie jej z niezbyt monumentalnym przecież krajobrazem Gór Szarych, nie wypada dla tych pierwszych zbyt korzystnie.







Andrzej Śluarczyk: Walbrzych ­ Powidoki, 1999. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

ZLOKALIZOWANY w podpoznańskiej Wrześni zakład przemysłowy o charakterystycznej dla minionych czasów nazwie „Stokbet” też już zapewne zniknął z powierzchni ziemi. Fotografując przez kilka lat rozbierane hale i budynki, Ireneusz Zjeżdżałka przygotował wystawę pod prostym się tytułem „Inwentaryzacja”. Na jego kwadratowych zdjęciach, utylitarna architektura hal fabrycznych, projektowanych na bardzo konkretny sposób użytkowania, w sytuacji opróżnienia z wszelkich urządzeń, odsłania swój klaustrofobiczny charakter. Najwyraźniej, funkcjonalizm i symetria przemysłowych założeń ma sens tylko w „procesie produkcji”. Nieczynne, czy też rozbierane hale wrześnieńskiej fabryki na fotografiach Zjeżdżałki, niepokoją swoim pustym wnętrzem. Ale artysty nie interesują wyłącznie industriale. Równie często fotografuje on tematykę miejską, choć nie da się ukryć, że wybiera raczej kadry, sugerujące „przestrzenie bez wyjścia” i „sytuacje zamknięcia”, co dość dobrze chyba dokumentuje losy pewnego (ciągle żywego) pomysłu na miasto (i miejsca w nim człowieka).

 

Ireneusz Zjeżdżałka: Września, 2002. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

 

Ireneusz Zjeżdżałka. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

PRZEJAZD pociągiem przez Górny Śląsk może być bardzo mocnym doświadczeniem. Szczególnie na odcinku między stacjami Mysłowice i Zabrze Główny, kiedy co chwilę, wagony niemal wjeżdżają w centralne dzielnice miast lub na tereny hut i kopalni. Mieszkający w Katowicach Piotr Szymon, wielokrotnie przemierzył wspomnianą trasę ze swoją małoobrazkową lustrzanką. Na jego zdjęciach, wykonywanych w pełnym biegu pociągu, przemykają archaiczne budynki mieszkalne oraz fabryczne hale z czasów intensywnej industrializacji. Realizowany w ten sposób projekt, niemal automatycznie nabiera cech nośnej metafory. Niepowtarzalna zabudowa śląskiej konurbacji w ciągu ostatnich kilku lat ulega procesowi gwałtownej destrukcji. Utrwalone na fotograficznej kliszy miejskie lub przemysłowe krajobrazy Górnego Śląska, przemijają równie szybko, jak obrazy obserwowane w oknie pędzącego pociągu.

 









Piotr Szymon: Obserwacje pospieszne, 2003. Wystawa "Fotorealizm", Galeria Zderzak, Kraków, listopad/grudzień 2003 r.

 

HIPERREALISTYCZNE zainteresowanie konkretem w równej mierze chyba wynika z troski i niepokoju nad nietrwałością materii, co z fascynacji jej kształtem. Hiperealizm unikał posługiwania się symboliką typową dla europejskich sztuk wizualnych, pozwalając „przemawiać” przedmiotom namalowanym z fotograficzną dokładnością. Sam gest zapisu, akt rejestracji w jakiś sposób staje się najważniejszą metaforą tych obrazów, oczywiście jeżeli czujemy nieodpartą potrzebę tropienia w malarstwie wyłącznie treści symbolicznych. Używając wobec przygotowanej przez mnie wystawy tytułu „Fotorealizm”, całkiem świadomie nawiązuję do malarskiego hiperrealizmu, jednocześnie zdając sobie sprawę, że taki kierunek z małym prawdopodobieństwem miałby szansę pojawić się jeszcze w Polsce. Zresztą w sytuacji technicznej możliwości wykonywania fotograficznych odbitek o rozmiarach kilku metrów, być może takie malarstwo było by już zupełnie bez sensu. Ale przecież nie o techniczne aspekty idzie tutaj, co o sam sposób widzenia tematu. Malarski hiperrealizm sprzed prawie 40 lat otworzył nam oczy na miejską i industrialną rzeczywistość. Wybrani przez mnie autorzy obdarzeni są tą samą właściwością intensywnego widzenia fotografowanych tematów (które z pewnością dla wielu ludzi w naszym kraju nadal pozostaną brzydkie lub wstydliwe).

Wojciech Wilczyk

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

01 - 12 - 03