Galeria Luksfera
Warszawa, ul. Ząbkowska 27/31
23 stycznia - 15 lutego 2004

 

 

Powiesić robotnika w salonie

 

W WARSZAWIE otwarto pierwszą galerię komercyjną sprzedającą wyłącznie fotografię. Galeria Luksfera mieści się w poprzemysłowych przestrzeniach fabryki wódek na Ząbkowskiej na Pradze. Luksfera, kolejne miejsce - po znanej Fabryce Trzciny i po trochę starszym Teatrze Academia - wykorzystuje do celów artystycznych gustowną architekturę praską. Szczególna aura miejsca udziela się sztuce, która rozkwita po drugiej stronie rzeki. Pierwszą wystawą w galerii są „Robotnicy” Przemysława Pokryckiego. Młody fotograf, który podobnie jak właścicielki miejsca (K. Żebrowska, M. Przeździak) przeszedł przez słynne fotograficzne warsztaty Juliusza Sokołowskiego (guru nowej fotografii czarno-białej, związany również z Koalicją Latarnik). Inauguracja galerii wypadła bardzo dobrze pod względem towarzyskim, trochę gorzej pod względem artystycznym.


Przemysław Pokrycki, Pan Paweł, 2003
Ostrów Wielkopolski. Fabryka Wagon. Paweł Jabłoński w fabryce pracuje od 2 lat.

Przemysław Pokrycki, Pani Małgorzata, 2003
Ostrów Wielkopolski. Fabryka Wagon. Małgorzata Radkowska w fabryce 21 lat.

Przemysław Pokrycki, Pan Grzegorz, 2003
Bytom. Kopalnia Centrum. Grzegorz Drozdowski w kopalni pracuje 14 lat.

Przemysław Pokrycki, Pan Kazimierz, 2003
Stocznia Gdynia. Kazimierz Cejrowski w stoczni pracuje 39 lat.

„Robotnicy” Pokryckiego to kilkadziesiąt czarno-białych, perfekcyjnie odbitych portretów polskich robotników. W tle widać upadające zakłady, w których robotnicy jeszcze pracują. Zdjęcia są proste, nieskomplikowane, w domyśle szlachetne, jak sfotografowani ludzie. Zapewne długo można by mówić o humanistycznym podejściu autora do tematu, choć utrudniać to może fakt, że zdjęcia zostały wystawione w „elitarnej galerii promującej i sprzedającej fotografię artystyczną”. Chociaż wśród zawieszonych w szeregu, elegancko oprawionych prac znaleźć można zdjęcia ciekawe, to jednak dobry warsztat i pewna wrażliwość, nazwijmy ją społeczno-artystyczną, nie wystarcza. Po bardzo dobrej serii zdjęć z sianokosów sprzed kilku lat, Pokrycki nie pokazuje niczego nowego, zarówno pod względem poznawczym, jak i artystycznym. Mało tego, wszyscy, którzy pamiętają wystawę Sebastiao Salgado o zaskakująco podobnie brzmiącym tytule „Robotnicy”, będą mieli poczucie niedosytu, jakby obcowali z dalekim echem, skromniejszą wariacją na zadany temat. Trudno powiedzieć, na ile projekt Pokryckiego jest pastiszem Salgado, a może jakąś próbą ożenienia go z portretowym dorobkiem np. Augusta Sandera (w Polsce tego typu twórczość od dawna uprawia duet Zorka Project).

Inna sprawa, że wystawa, która miała szansę świetnie zagrać z poprzemysłową przestrzenią została położona pod względem scenograficznym i jest po prostu nudna. A wydawało się, że ludzie Latarnika egzamin ze scenografii zdali podczas przygotowywania pamiętnej ekspozycji-manifestu w Pałacu Kultury. Wypominając różne niedoróbki trzeba wspomnieć o braku najpoważniejszym, mianowicie o braku katalogu wystawy. Wydanie choćby najskromniejszego katalożku, przy dużej liczbie sponsorów wystawy, powinno być punktem honoru dla organizatorów. Nie wspominając o tym, jak ważne są tego typu wydawnictwa dla rozpoczynających karierę artystów.


Przemysław Pokrycki, Pani Leokadia, 2003
Ostrów Wielkopolski. Fabryka Wagon. Leokadia Górecka w fabryce pracuje 24 lata.

Przemysław Pokrycki, Pan Mariusz, 2003
Stocznia Gdynia. Mariusz Romaniuk w stoczni pracuje 7 lat.

Przemysław Pokrycki, Panowie Wiesław, Marek i Jerzy, 2003
Stocznia Gdynia. Wiesław Białkowski w stoczni pracuje 3,5, Marek Zaleski 3, Jerzy Kolanko 29 lat.

Przemysław Pokrycki, Pan Stanisław, 2003
Warszawa. Daewoo - FSO. Stanisław Cudny w fabryce pracuje 34 lata.

Oglądając zdjęcia w pierwszej galerii sprzedażnej widz zastanawia się, kto te zdjęcia kupi? Jest coś perwersyjnego w sprzedawaniu w przestrzeniach fabryki wódek portretów wyrzucanych na bruk robotników, którzy staną się w wyniku fotograficznego zabiegu elegancką ozdobą na ścianach burżuazyjnych salonów. Być może największą zaletą wystawy Pokryckiego jest uchwycenie momentu, gdy ginie w Polsce jedna klasa, robotnicza, a druga się rodzi i rozwija. Tą nową klasą jest oczywiście kupujące fotografię mieszczaństwo (lub jak kto woli, w kapitalistycznej nowomowie, klasa średnia).

Adam Mazur

 


Przemysław Pokrycki podczas otwarcia swej wystawy w Galerii Luksfera. Fot. A. Mazur.

Wśród gości wernisażu w Leksferze - austriacki artysta Heinz Cibulka. Fot. A. Mazur.

 

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.