CSW, Galeria 1
(wspólnie z video instalacją: Anna Konik "Przezroczystość")
Warszawa, Al. Ujazdowskie 6.
27 czerwca - 28 sierpnia 2004.

 

 

Monika Wiechowska - "Somnambule":
Podróż do wszędzie czyli do nikąd


Monika Wiechowska - "Somnambule", wystawa w CSW, lipiec - sierpień 2004 r.

PISZĄC o wystawie Moniki Wiechowskiej "Somnambule" nie sposób nie odnieść się do tekstów znajdujących się w towarzyszącym wystawie katalogu. Nie widząc zdjęć a znając tylko te teksty można oczekiwać wiele, tym bardziej więc zaskakuje rozziew między obietnicą tych tekstów a rzeczywistością wystawy.


Monika Wiechowska - "Somnambule", wystawa w CSW, lipiec - sierpień 2004 r.

Tekst pierwszy (Maxine Kopsa) w czymś w rodzaju scenariusza wystawy czyni odniesienia do chyba wszystkich zdjęć na niej się znajdujących, czasami obdarzając bujnie rozbudowaną interpretacją zwykłe i w gruncie rzeczy nie raz już widziane zdjęcia porzuconych, przeznaczonych do rozbiórki domów, których banalna malowniczość pociąga w pewnym okresie chyba wszystkich fotografów. Jest też w tym tekście mowa o tym, czego na wystawie nie ma, o rosyjskich łyżeczkach w Gruzji i w Polsce, które urastają do rangi symbolu dominacji Wielkiego Brata (niedługo dowiemy się, że zbrodniczość systemu sowieckiego wynikała z chęci narzucenia światu samowarów) oraz o tym, co jest ale czego dzięki szczególnej ascezie Wiechowskiej nie widać, o Gruzji.

Tekst drugi (Magdalena Ujma) trafnie rozpoznaje płycizny projektu ale - przewrotnie - nazywa je zaletami. Tak więc mówi np. że "nie jest to przypadkowa antologia odnalezionych współczesnych ruin" kiedy jest to zbiór niemal słownikowych haseł tłumaczących motyw bądź sposób sfotografowania na nastrój - nie można oczywiście czynić zarzutu z tego, że artystka zna środki wyrazu i używa ich. Chodzi o to, czy te elementy, swoista gramatyka i zasób słów coś mówią - ale one, poprzez właśnie schematyzm budowania nastroju ("automatyzm" w tekście Ujmy) sprawiają wrażenie raczej studenckiej etiudy niż dojrzałego poematu. Używa też autorka tekstu takich sformułowań jak "kolejne akty we wnętrzach, kolejne okna z rozwianymi firankami, kolejne opuszczone domy i łuszczące się w sposób malowniczy tapety" oczywiście z zaprzeczeniem. Ale chyba zaprzeczenie nie jest potrzebne, to naprawdę są kolejne akty, kolejne opuszczone domy itd. I nie zmieni tego faktu wzmianka o "lekkich przesunięciach w typowej kompozycji" tak jak nieumiejętności opowiadania nie pomoże nazwanie jej "narracją zbudowaną na nieciągłości, niedopowiedzeniach".

Ma być projekt Wiechowskiej podróżą w przeszłość ale wskutek wybrania przez artystkę jak najbardziej (w większości) standardowych punktów orientacyjnych właściwie nie wiemy, dokąd nas poprowadziła. Może to też być nasza przeszłość, ale z faktu, że każdy może znaleźć coś swojego nie wynika wiele - zastosowanie najmniejszego wspólnego mianownika uczyniło z tego projektu podróż do wszędzie czyli do nikąd.

Są też na tej wystawie prace, które pozwalają oczekiwać indywidualnego stylu, stworzenia przez artystkę naprawdę własnego słownika - dotyczy to zarówno niektórych zdjęć głównej części wystawy (przestrzeń pod łóżkiem, specyficzne operowanie kolorem w kilku zdjęciach) jak i epilogu - fotografii martwej sarny. Na razie jednak wystawa ta zdaje się być kolejnym przykładem "holendersko-austriackiego" stylu, zbiorem w większości trywialnych zdjęć porażających godną pozazdroszczenia techniką introligatorską, jeszcze jednym powodem by postmodernistyczną zasadę "everything goes" (coraz częściej wyradzającą się w "anything goes") stosować pamiętając o innej, znacznie starszej: "Omnia mihi licent! Sed non omnia expediunt."(1 Kor 6,12)* i to nie tylko w odniesieniu do tzw. kontrowersyjnych projektów.

 

Krzysztof Wojciechowski

 

* Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne.

 


Monika Wiechowska - "Somnambule", wystawa w CSW, lipiec - sierpień 2004 r.

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2018 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2018 Zeta-Media Inc.