Ignacy Płażewski:
"Dzieje polskiej fotografii 1839-1939"
Warszawa 2003.
ISBN: 83-05-13316-8

 

 

Krzywe spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii

 


Ignacy Płażewski: "Dzieje polskiej fotografii 1839-1939"
Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 2003 r.
448 stron - oprawa twarda, format: 19,5 x 23,5 cm
ISBN: 83-05-13316-8

WYDANIE w 2003 roku „Dziejów polskiej fotografii” Ignacego Płażewskiego przeszło praktycznie bez echa w prasie mniej i bardziej specjalistycznej, zajmującej się programowo fotografią. Brak dyskusji i refleksji o tyle zaskakuje, że do dziś dnia polska fotografia nie doczekała się porządnego historycznego opracowania, a do takiego właśnie roszczą sobie prawo „Dzieje”, znane zapewne większości amatorów fotografii jako „Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii” (tytuł pierwszego wydania z 1982 roku). Milczenie recenzentów, krytyków, i wreszcie samych fotografów postawionych wobec spisanej historii „fotografiki” staje się w pełni jasne w kontekście lektury książki, kiedy dociera do świadomości czytelnika zupełna degrengolada artystyczna i rozpad niegdyś spójnych i żywotnych środowisk fotograficznych, uwiąd czegoś, co jeszcze niedawno nazywano „ruchem fotograficznym”. Innymi słowy, „ciszej nad tą trumną, Panowie!”. Warto jednak przyjrzeć się uważnie „Dziejom”, gdyż nie tylko zawierają niesamowity materiał faktograficzny do tego spisany piękną przedwojenną polszczyzną (takie skojarzenia przynajmniej u mnie wywołuje szczególny język Płażewskiego), ale przede wszystkim są dającą do myślenia próbą ogarnięcia i uporządkowania fotografii artystycznej w Polsce.

Już na wstępie trzeba podkreślić nierzetelność ze strony wydawcy, Książka i Wiedza, wznawiającego książkę pod mylącym tytułem, z pominięciem kilkunastu końcowych stron książki bez podania istotnych powodów, z gorzej wydrukowanymi i niedokładnie opisanymi zdjęciami, a wszystko za horrendalnie wysoką cenę 56 złotych. Wprawdzie książka ma twardą oprawę i prawie 450 stron, ale jest to wznowienie w całości wykonane lichą techniką druku jednobarwnego na papierze offsetowym, co sprawia, że wydanie z 1982 roku, jawi się jako luksusowe. Jedną z nielicznych zalet nowego wydania jest umieszczenie na końcu obszernego „Pocztu fotografów i fotografików działających w Polsce przed 1 września 1939”.

Co się tyczy tytułu publikacji, to nie bez przyczyny autor upierał się przy „Spojrzeniu” a nie „Dziejach”, czy „Historii”. W pierwszych zdaniach słowa wstępnego pisał: Zastanawiam się, czy to „spojrzenie w przeszłość” nazwać historią fotografii polskiej, o którą zaczęto wołać przed pięćdziesięciu laty. Przecież materiały do napisania tej książki, zbierane od lat prawie czterdziestu, wielokrotnie były uzupełniane, wszystkie fakty i zdarzenia sprawdzone, a jednak nie nazwałem jej umyślnie historią, zarysem historycznym czy dziejami fotografii.

Decyzja Płażewskiego nie wynikała wyłącznie z przyrodzonej autorowi skromności, czy braku fachowego warsztatu historyka (co wielokrotnie będzie dawało o sobie znak w książce), lecz z prostej przyczyny braku dostępu do materiałów źródłowych, co z góry skazywało autora na snucie mniej lub bardziej autorskiej wizji dziejów. Gdy archiwa zostały doszczętnie spalone lub rozproszone, pisał dalej Płażewski, gdy nie ma zbiorów muzealnych czy galerii z twórczością minionych generacji fotografów bądź fotografików, w ocenie zjawisk artystycznych, w osądzie twórczości poprzednich pokoleń opierać się mogłem wyłącznie na ówczesnych recenzjach i wypowiedziach, a już co najwyżej na prasowych reprodukcjach często dość wątpliwej wartości.


Pierwsze ślady artystycznej fotografii napotykamy właściwie pięćdziesiąt lat wstecz [...] ale dopiero w latach dziewięćdziesiątych [dziewiętnastego wieku] powiał silny prąd nowego kierunku z Francji (Demachy, Puyo) i wiedeńskiego Kamera Klubu (Watzek, Henneberg, Kuehn). Otworzył zupełnie nowe drogi fotografii, rugując wszelki szablon, martwotę i pozę, a stwarzając prawdę, życie i swobodę, ujęte w formę piękna, w szatę artyzmu. Wskutek znakomitych zdobyczy naukowych na polu chemii i fizyki uległ zupełnej zmianie materiał fotograficzny, a ze zmianą jego począł coraz uporczywiej, coraz wybitniej przejawiać się na fotogramach indywidualizm twórców, którzy mając coś do powiedzenia, wypowiadali się nie krępowani już ciasną techniką, która poszła nawet w służbę wyższych celów, dążeń artystycznych. – Henryk Mikolasch


Oczywiście, wydawca nie zweryfikował merytorycznie tekstu, nie opatrzył przypisami wywodów autora i nie dotarł do lepszych wersji prac w celu ich profesjonalnego zreprodukowania i wyjaśnienia kwestii praw autorskich. W przypisie do cytowanego wyżej fragmentu tekstu wydawca tłumaczy się, że zmiana tytułu – de facto wbrew intencjom autora – podyktowana była tym, że od roku 1982 „nie ukazało się żadne inne opracowanie tematu, obszerniejsze, bardziej źródłowe” i stąd „pełniej odpowiadający jej tytuł”! Trudno o równie bzdurne tłumaczenie, zwłaszcza w kontekście wszystkich zaniedbań ze strony wydawcy. Można domyślać się, że wydawcy chodziło o względy marketingowe: „Dzieje” lepiej będą się sprzedawały niż „Spojrzenie”, bo uczniowie i studenci, a wreszcie i sami wykładowcy w rozlicznych szkołach i szkółkach chętnie wykorzystają taki „podręcznik”. I tu dotykamy sedna pozornie błahej zmiany tytułu. O ile bowiem „Spojrzenie” zakłada subiektywną wizję przeszłości, o tyle „Dzieje” mogą stać się dla wielu podręcznikiem historii fotografii polskiej, co byłoby grubym i niewybaczalnym błędem. Zwłaszcza wobec braku innych podręczników historii fotografii.

O tym, że „Dzieje” vel „Spojrzenie” historią fotografii nie są dobrze świadczy już sama okładka z fotografią mająca niewiele wspólnego, na której ledwo widać zza impresjonistycznej mgiełki siedzącego na plaży, pod parasolką i przy sztalugach malarza malującego falujące przed jego oczyma morze („Przy sztalugach” Bolesława Gardulskiego, guma wielobarwna). Malarska nie tylko w formie, lecz również w treści fotografia okazuje się zaskakująco trafnie dobrana do dziejów fotografii spisanych przez Płażewskiego, gdzie dominującym wątkiem jest powstanie i rozwój „fotografii artystycznej” (w popularnej, post-bułhakowskiej nomenklaturze zwanej „fotografiką”). A ponieważ w rozumieniu samych fotografików to, co artystyczne równa się temu, co malarskie, mamy więc w dziejach do czynienia z plejadą mistrzów piktorializmu, paletą technik „szlachetnych”, pełną gamą salonów i wystaw artystycznych. Mocno zaskoczeni będą ci foto-amatorzy, którzy chcieliby dowiedzieć się z „Dziejów” czegoś na temat fotomontażu, awangardy fotograficznej, fotoreportażu, fotografii dokumentalnej. Dzieje nie obejmują swym zasięgiem tak dziwnych i nie-artystycznych zjawisk fotograficznych jak Witkacy, Hiller czy Podsadecki, o mniej lub bardziej anonimowych mistrzach dokumentu nie wspominając. Dużo tu natomiast pomnikowych postaci na miarę Mikolascha, Bułhaka, Langera, Kuruszy-Worobiewa i Wańskiego przy których nawet Edward Hartwig to młody, niepokorny eksperymentator. Wszystko byłoby w porządku, gdyby wydawca podmieniając tytuł pomyślał i zamiast „Dziejów polskiej fotografii” zaproponował raczej „Dzieje polskiej fotografiki”.

O ile Płażewski imponuje malowniczością języka, bogactwem danych faktograficznych i bezsprzeczną erudycją, o tyle momentami w dość szczególny sposób odpływa snując swoją pełną rozmachu wizję dziejów. W jakiś sposób jest to urocze, że początki fotografii odnajduje w trzynastym wieku, radykalnie odcinając się od różnych teorii doszukujących się czegoś na kształt fotografii w starożytnym Egipcie. Na lekką paranoję zakrawa doszukiwanie się wszędzie polskich wątków i nazwisk przypominające szukanie przez dzieci polskich nazwisk na listach płac hollywoodzkich produkcji. Nieznany wkład Polaków w dzieje medium rozpoczyna już postać trzynastowiecznego uczonego Vitellona „zwanego błędnie Ciołkiem”. Płażewski systematycznie tropi Polaków w wiekach późniejszych. Jedną z ciekawszych i bardziej tajemniczych postaci jest nasz ziomek Warabowski, ponoć pierwszy człowiek sfotografowany przez Daguerra. „Dzieje” są również kopalnią przedziwnych, zbędnych jak mogłoby się wydawać z pozoru danych historycznych. W jakimś sensie jest to imponujące, że autor podejmuje trud wydobycia z mroków dziejów wszystkich, którzy mieli cokolwiek wspólnego z fotografią na ziemiach polskich. W pewnym momencie na przykład Płażewski wzmiankuje żyjących w połowie dziewiętnastego stulecia fotografów teatralnych Władysława Straussa z Wilna, Maurycego Seyfrieda z Poznania, a „Łódź miała E.Stumanna,” pisze, „który między innymi fotografował sławnego aktora murzyńskiego Aldridge’a, zmarłego w czasie gościnnych występów w tym mieście...”


Pierwsze wydanie pracy Ignacego Płażewskiego ukazało się pod tyt. "Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii", w roku 1982.

Jeśli chodzi o poglądy estetyczne Płażewskiego to zdecydowanie opowiada się on po stronie fotografii artystycznej w wydaniu mniej lub bardziej piktorialnym. W jego widzeniu dzieje fotografii zmierzają właśnie ku zarzuceniu, jak pisał „Petroniusz polskiej fotografii” Henryk Mikolasch, „wszelkiego szablonu, martwoty i pozy” i „stworzeniu prawdy, życia i swobody, ujętych w formę piękna, w szatę artyzmu.” Być może fotografia piktorialna była bardziej artystyczna i bliższa prawdy od mieszczańskich portretów studyjnych, ale nie udało jej się uniknąć szablonu, martwoty i pozy, co z tego, że ujętych w formę piękna, w szatę artyzmu. Płażewskiego nie interesowały także trudne do zaklasyfikowania indywidualności na miarę Witkacego, lecz tylko i wyłącznie fotograficy działający na scenie fotografii artystycznej, walczący o emancypację fotografii artystycznej powstałej z post-impresjonistycznej formy przemieszanej z narodową treścią typową dla malarstwa Grottgera czy Kossaków. Nie ma tu miejsca na awangardę, czy inność. To zdumiewające, ale wszystkie konflikty w łonie fotografii artystycznej dotyczą tak błahych spraw jak wyższości technik szlachetnych nad bromowymi, wielko-formatowych aparatów nad małym obrazkiem, artystów nad pstrykaczami. W tym wszystkim doskonale czuje się autor przyjmując postawę ugodową – jest za postępem i powiększeniami, kształceniem amatorów...

Na zakończenie wypada wspomnieć o manipulacji wydawcy polegającej na wycięciu ponad dwudziestu stron kończących książkę. Stawia to cały zamysł ponownego wydania w bardzo złym świetle. O ile bowiem głęboki sens ma wydawanie dokładnych reprintów książek, którym rzesze czytelników i upływający czas nadał status dzieł w danej dziedzinie „klasycznych.” O tyle na edytorskie szalbierstwo zakrawa fakt wycinania niewygodnych fragmentów z przedrukowywanych książek. Znakiem czasu w jakim powstawało „Spojrzenie” jest dodanie przez autora obszernego zakończenia sławiącego błogosławiony wpływ PRL na rozwój polskiej fotografii, wyliczającego wystawy robione przez m.in. Edwarda Hartwiga w 1944 w wyzwolonym Lublinie, wszystkie ogólnokrajowe przeglądy i zjazdy tak celebrowane w tym czasie. Nie ma co zamiatać pod dywan tych wszystkich faktów i udawać, że tego nie było. Wydaje się, że redaktorzy trochę zapędzili się w swoiście rozumianym „odkłamywaniu historii”.

Inna sprawa, że w kontekście całości wywodu Płażewskiego, pozytywna ocena współpracy między środowiskami fotograficznymi a ludowym państwem jest jak najbardziej zrozumiała. Centralizacja życia artystycznego i objęcie kultury mecenatem państwowym przez wielu uznawane było za radykalny krok naprzód. Dopiero po latach kontrola okazała się nieznośna, a system przegniły. Także zaskakująco dobrze rymuje się piktorializm z promowanym w swoim czasie przez władze socrealizmem. Obie estetyki wyraźnie łączy idealizowanie rzeczywistości, pochwała piękna, afirmacja szczególnie rozumianych stosunków społecznych. Po latach wyraźnie widać, że Płażewski wykazał się dużą dozą intuicji ucinając swoją narrację (w wersji pierwotnej) na roku 1955, po którym wraz z wszelkiego rodzaju „odwilżami” rozpoczęła się stopniowa utrata energii przez system w sferach politycznej, ekonomicznej, ale również kulturalnej.

Adam Mazur

 



Ignacy Płażewski (1899 – 1977) - Fotografik, historyk wydawca. Członek tajnego harcerstwa. Uczestnik walk 1918-20. Absolwent Szkoły Nauk Politycznych w Warszawie. Wydawca Biblioteki Domu Polskiego najtańszej polskiej książki w prenumeracie. Naczelnik wydziału Państwowego Wydawnictwa Książek we Lwowie. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. W czasie wojny pozbawiony zawodu wydawcy zajął się profesjonalnie fotografią. W 1944 mianowany szefem Wojskowego Instytutu Naukowo Wydawniczego, został w 1950 w stopniu pułkownika wyrzucony z wojska i aresztowany. Po powrocie do fotografii zorganizował okrąg łódzki ZPAF, którego był prezesem. Uczestniczył w licznych salonach fotograficznych. Miał cztery pośmiertne indywidualne wystawy. Opierając się na długo gromadzonej bibliotece fotograficznej ostanie lata poświęcił pisaniu książki "Dzieje fotografii polskiej" by jak mówił ”.. żadna więcej dyscyplina sztuki nie pozostała bez spisanej historii”.

(na podstawie katalogu II Aukcji Fotografii Rempexu, 3.XI.2004)

Ignacy Płażewski (1899 - 1977): "U wrót lwowskiego uniwersytetu", brom, 23,8 x 29,8 cm; na odwrocie stempel artysty oraz napisy: U WRÓT LWOWSKIEGO UNIWERSYTETU (1937) oraz LWÓW


W FOTOTAPECIE poprzednio m.in.:


 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.