Yours Gallery
Budynek Metropolitan
Warszawa, Plac Pilsudskiego 1
7 września - 20 października 2005 r.

 

 

Wystawa Elliota Erwitta w Warszawie

 


Elliot Erwitt w galerii YOURS. Fot. M. Grygiel


TRUDNO sobie wyobrazić historię fotografii światowej bez Elliota Erwitta (ur. 1928), jednej z gwiazd słynnej agencji Magnum, wybitnego twórcy stawianego w jednym szeregu z takimi tuzami jak Henri Cartier-Bresson, Robert Doisneau, czy Eduard Boubat. Dlatego przygotowaną przez warszawską Yours Gallery wystawa Erwitta obowiązkowo obejrzeć muszą wszyscy zainteresowani fotografią. Na wystawie zobaczyć możemy dwie serie czarno-białych zdjęć pochodzących z dwóch cykli – „Between the Sexes” („Między płciami”) oraz „Beaches” („Plaże”). Chociaż prace będące wariacjami na temat miłości i natury nie zostały wybrane przez artystę, lecz przez kuratorów i są to raczej zdjęcia mniej znane, to znaleźć wśród nich można prawdziwe perełki świadczące o klasie artystycznej Erwitta. Szczególnie w pracach przedstawiających zakochane pary – młodych i starszych ludzi, bogatych i biednych, kobiety i mężczyzn – widzimy talent obserwatora, który potrafi z ulotnych momentów wydobyć piękno, porządek, stworzyć ciepłe, nostalgiczne, czy wręcz romantyczne w klimacie fotografie. Wystawa pokazywana przez Yours Gallery jest kolejnym krokiem w kierunku zbudowania jej międzynarodowego prestiżu. Dystansując ospałe, stołeczne instytucje - kojarzona z Tomaszem Gudzowatym galeria coraz wyraźniej określa swój profil podnosząc reportaż do rangi sztuki.

Adam Mazur



Elliott Erwitt - USA. Kalifornia. 1955.
© Elliott Erwitt / Magnum Photos
Gazeta Wyborcza - logo

Wystawa Elliotta Erwitta w Yours Gallery

Do Warszawy przyjechał jeden z najzdolniejszych fotografów świata - Elliott Erwitt. Wczoraj wieczorem otworzył wystawę swoich 61 zdjęć w Yours Gallery w biurowcu Metropolitan.

Elliott Erwitt to żywa legenda światowej fotografii. Choć wczoraj bardziej pasowałoby do niego określenie "półżywa legenda". Bo przeziębił się w Warszawie okrutnie. - Najchętniej nie wychodziłbym dziś z hotelu - wyznał mi szczerze. Szkoda, pomyślałam, pewnie nie weźmie do ręki aparatu i nie zobaczymy Warszawy widzianej jego oczami. - Następnym razem - obiecał.

Mimo swoich ponad 70 lat wciąż jest w ruchu. I bynajmniej nie jeździ wyłącznie na eleganckie wernisaże swoich wystaw. Wciąż intensywnie fotografuje. - Właśnie wróciłem z Brazylii, przygotowuję też nowy album - wylicza. Z sentymentem wspomina swoje wizyty w Polsce - w 1964 roku, gdy sporo jeździł po naszym kraju, przygotowując materiał do albumu o Europie Wschodniej ("To były ciężkie czasy, ale ciężkie czasy są dla fotografa najlepsze") oraz wizytę w Krakowie, półtora roku temu.

Przemieszcza się po świecie od wczesnego dzieciństwa. Urodził się we Francji, pierwsze dziesięć lat życia spędził we Włoszech, w 1941 roku znalazł się z rodziną w Los Angeles, a w 1948 roku zamieszkał w Nowym Jorku. Tam poznał Roberta Capę, który po kilku latach zaprosił go do prowadzonej przez siebie agencji fotograficznej Magnum, dziś największej na świecie. Mówi o sobie, że "freelansuje". Że na szczęście fotografia to zajęcie dla leniów, bo nie wyobraża sobie siebie zatrudnionego gdzieś na stałe. Pierwszy sukces odniósł na początku lat 50., gdy jeszcze był w wojsku. Swoje zrobione Leicą zdjęcia wypoczywających żołnierzy wysłał na konkurs ogłoszony przez magazyn "Life". Wygrał 1500 dolarów, kupił samochód i zyskał szacunek w jednostce.

I podążył tą drogą - do dziś fotografuje w czerni i bieli, najprostsze, na pozór mało atrakcyjne miejsca i sytuacje. Potrafi zatrzymać minę, gest, krajobraz w takim momencie, że widz oglądając jego zdjęcia najpierw się śmieje, a chwilę potem chce mu się płakać. Tak są liryczne, momentami nawet sentymentalne. Nie na darmo Elliott Erwitt za swojego idola uznaje Charliego Chaplina. On też był mistrzem w wywoływaniu śmiechu i łez niemal jednocześnie. Erwitt mówi też o sobie, że zawsze pozostanie fotograficznym amatorem. I nie chodzi mu o podejście naturszczyka, a o głębszą etymologię tego słowa. W końcu "amare" znaczy "kochać".

W Yours Gallery pokazuje 61 fotografii z dwóch cykli: "Between the sexes" i "Beaches". Wyboru prac na wystawę dokonał szef galerii Antoni Rodowicz. Nie ma tu najsłynniejszych erwittowych psów, które od lat namiętnie fotografuje, nie ma portretu Marilyn Monroe. - I bardzo dobrze, one już się opatrzyły. A te, może mniej znane w Polsce zdjęcia, mówią o mnie znacznie więcej - kwituje autor.

Wystawę w Yours Gallery w biurowcu Metropolitan (pl. Piłsudskiego 1) można oglądać do 20 października, codziennie w godz. 11-20. Wstęp wolny.

Agnieszka Kowalska
(Gazeta Stołeczna, 6 września 2005 r.)

 


E. Erwitt w galerii YOURS. Fot. Adam Mazur

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.