Czeskie Centrum
Warszawa, Aleja Róż 16
21 listopada - 6 grudnia 2006 r.
poniedziałek - piątek, 9.00-17.00

 

 

Tomáš Dittrich i Jiří Ernest. Rozdzielona przestrzeń.

Tomáš Dittrich - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie

JEDNYM z miejsc w Warszawie, w których dość systematycznie prezentowana jest fotografia, jest Czeskie Centrum. Najnowsza wystawa przedstawia prace dwóch młodych fotografów. Obaj fotografują krajobraz, ale każdy z nich zajmuje się innym pejzażem, innej techniki używa i nawet korzysta z innego rodzaju światła.

Tomáš Dittrich penetruje peryferie Pragi po zmierzchu, fotografując oświetlone sztucznym światłem budynki, magazyny, fragmenty elewacji – wytwory człowieka. Używa przy tym aparatu cyfrowego, ale na wystawie pokazuje zdjęcia czarno-białe, bardzo skontrastowane i będące silnie powiększonymi fragmentami kadrów – wskutek czego widoczna staje się struktura zbudowanego z pojedynczych pikseli obrazów, dająca w tym przypadku efekt przypominający retykulację emulsji klasycznego filmu fotograficznego.

Tomáš Dittrich - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie
Tomáš Dittrich - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie

Jiří Ernest zajął się pejzażem, jaki można spotkać na obrzeżach małych miejscowości, a więc krajobrazem sensu stricto, wolnym od oczywistej ingerencji człowieka, fotografowanym przy miękkim, być może porannym czy wieczornym świetle i za pomocą najprymitywniejszej techniki fotograficznej – kamery otworkowej. Te zdjęcia, o bardzo delikatnej tonacji wynikającej zapewne zarówno z długich czasów ekspozycji jak i rodzaju oświetlenia są wykonane w klasycznym procesie negatywowo-pozytywowym.

Zdjęciom towarzyszy projekcja wideo – porównanie szybkości zmian w pejzażu miejskim i w tym, który uważamy za naturalny.

K.W.

Jiří Ernest - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie
Jiří Ernest - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie

POŁĄCZENIE autorskiej twórczości Tomáša Dittricha i Jiřego Ernesta nie należy do koncepcji stwarzającej jakąś wspólną i jedyną możliwą tożsamość „galeryjną“, ale wystawa widziana w całości przestrzeni ekspozycyjnej pozwala stopniowo i odpowiednio odtwarzać ich dialog. Z pewnością w tym dialogu wspólnym rysem jest dążenie, by przeniknąć do istoty, przy czym zmierzające w różnych kierunkach kombinacje nie zakłócają całościowej atmosfery tej prowadzonej za pomocą obrazów (w istocie dramatycznej i dynamicznej) rozmowy. Spróbujmy uogólnić rezultaty porównania obecnej twórczości obu autorów.

Z pewnością nie można wątpić o tym, że pamięć ucywilizowanego krajobrazu jest naszym dziełem, podobnie jak stopniowo kształtowana przestrzeń miasta, w której być może częściej niż w porządku natury napotyka się na niekontrolowaną wybujałość. Przecież oba „krajobrazy“ człowiek przystosowuje do siebie.

Szczególny kontrast koncepcji obu fotografów pojawia się już w sposobie zapisu obrazu. Cyfrowy, „miejski“ zapis Tomáša Dittricha (który jednak stosuje tradycyjną czarno-białą transformację i wygenerowane przez komputerowy program „szumy“) i barwny, analogowy zapis krajobrazu (który ulega transformacji pod wpływem optycznej alchemii, związanej z nieuniknonymi wadami zastosowanego przez niego prymitywnego aparatu otworkowego) Jiřego Ernesta.

Krajobrazy Ernesta stanowią powrót do samych prapoczątków, nie da się tu odkryć prawie nic z modelowania ucywilizowanego krajobrazu. Chodzi tu bardziej o zapis przyrody jako nieodłącznej części ograniczonego życia i losu niż o czystą symbolikę i tematykę przyrodniczą. Co więcej, Ernest znajduje motywy swoich zdjęć w bezpośrednim otoczeniu swojego miejsca zamieszkania, co do którego moglibyśmy zakładać, że niemal na pewno napotkamy w nim krajobraz ukształtowany przez człowieka. Ta szczególna dynamika momentu narodzin ma swoją wyraźną wizję, widzianą w bezpośrednich kształtach. Symetryczne elementy umieszczone w płaszczyźnie znajdują się w opozycji do inspirujących asymetrycznych i filigranowych szczegółów.

Powściągliwość koncepcji widać przede wszystkim w odniesieniu do palety barw, przy czym autor jednocześnie fotografuje krajobraz raz po raz, by nie zgubić żadnego szczegółu zawiłego rysunku. Ulgę przynoszą odcienie wytworów natury wystawionych na działanie światła i warunków atmosferycznych. Kolory są przytłumione, ich tonalność nieokreślona, na przemian pojawia się w nich miękka żółć, zieleń, brąz i kolejny szczególny odcień srebrzystych lub złocistych refleksów, które są jak ożywcza iskra w bardzo spokojnych poza tym pracach.

W miejskich wedutach Tomáša Dittricha scena określona konturem wolna jest od wszystkiego, co zbędne. Obiekt architektoniczny, czy tylko jego fragment antycypuje w określonym kontekście niektóre cechy, których w innym może się bezpowrotnie pozbyć. W ostatecznym i zrównoważonym analitycznie porządku obrazu, który ma całkiem odmienny zamysł i inną koncepcję, niż ma to miejsce w przypadku zdjęć Jiřego Ernesta, obserwujemy jakąś poddaną transformacji wędrówkę nocnego przechodnia. Dittrich, jak sam mówi, przejmuje z tradycyjnej sztuki modernistycznej okresu miedzywojennego i wojennego „jakąś wizualność, ale przeniesioną na współczesne tematy oraz współczesne procesy i środki wyrazowe.“ Bardziej niż o rozwiązania konstruktywistyczne lub funkcjonalistyczne (chociaż precyzyjnie zrównoważone rozwiązanie kompozycyjne tę paralelę narzucają) chodzi o inspirację poetyką nocnych zdjęć ulic Miroslava Háka i niektórych dalszych transpozycji artystów Grupy 42.

Zestaw powstawał przez dłuższy czas i nawiązuje luźno do wcześniejszych zdjęć autora (np. z cyklu „Modrá/City/“, „Z dziennika“ itd.)

Urywki i fragmenty, sugestie i niedopowiedzenie mają pierwszeństwo przed jasnym sformułowaniem czy nawet realistycznym opisem. Autor nie jest wytrwałym obserwatorem szczegółów życia prefabrykowanego miasta, a pomimo to jego sondy stanowią część codzienności. Powodem jest jego stała obecność w tej przestrzeni, jak również pewne stany myślenia, wynikające ze starań, by nie zostać przygniecionym przez otaczającą masę.
Należy jeszcze raz przypomnieć, że taka sama wstrzemięźliwość a nawet asceza, jaką autor wykazał przy fotografowaniu, odnosi się również do samego wyboru sposobu zapisu. Zaskakuje jego odwaga, by zakończyć pracę tam, gdzie kto inny by ją dopiero rozpoczynał. Pierwotna wyraźna struktura przedstawionej przez niego architektury wielkiej płyty jest świadomie zakłócona sztucznością wirtualnej rzeczywistości z nowo stworzonymi przez program komputerowy strukturami. Znaczenie tego manewru może wydać się w pierwszym rzędzie wtórne, ale w tej technicznej gierce możemy spotkać się z komputerową regeneracją przedmiotów stworzonych przez człowieka naśladującą odwieczną regenerację następującą w przyrodzie.

Prace Tomáša Dittricha stanowią dalszy istotny komponent dynamiki projekcji zapisu wideo. Ponownie otwiera ją zamrożona chwila. „Każda sekunda jest uchwycona, każdy moment zatrzymany i zapisany, w chwili stał się przeszłością“ mówi Jiří Ernest. „Przeszłość to fragmenty naszych przeżyć, w których czas staje się naszym towarzyszem podróży, który te strzępy układa potem znowu razem w naszych myślach. Powstają wspomnienia, które czas zamienia na poszarpane obrazy. Medium wizualne (fotografia i video) jest pośrednikiem – podglądaczem zaglądającym w naszą obecność w tym życiu.“

Ten swobodnie zamocowany i ruszający się most zapisu wideo potwierdza to, co widać wyraźnie w obu ekspozycjach. Czas musi się wypełnić a wszystko inne pozostaje niepewne.

Aleš Kuneš
(tekst towarzyszący wystawie
tłum. Krzysztof Wojciechowski)

Jiří Ernest - wystawa w Czeskim Centrum w Warszawie

 

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.