Galeria Luksfera
Warszawa
6 czerwca 2006 r.

Instytut Polski/ Polnisches Institut
BERLIN
15 września / September 2006

 

 

Tadeusz Rolke, Marta Kilińska, Andreas Rostek

"Kierunek Z." - wieczór literacko-fotograficzny







 

JEDNYM z najtrudniejszych a zarazem dosyć ekscytujących wyzwań w sztuce jest próba połączenia jej różnych gatunków, różnych rodzajów, w taki sposób by tworzyły spójną całość.

Obraz i tekst, albo na odwrót tekst i obraz - och współgranie, dopełnienie się to jest to główne zagadnienie, którego upatruję w tym bardzo ambitnym projekcie.

Zwykle w takich przypadkach należy postawić pytanie o INSPIRACJĘ.

Niewątpliwie był nią tekst literacki Andreasa Rostka, tekst, który po przeczytaniu przez Tadeusza Rolke zainicjował myśl by podjąć próbę wspólnego artystycznego przedzięwzięcia.

Rozmowy jakie obaj toczyli, wymiana myśli, spostrzeżeń na temat odczuwania pewnej przestrzeni literackiej, niejako wyobrażeniowej i zamienienie jej na przestrzeń wizulanie namacalną w postaci kilkunastu fotografii czarno-białych jest wynikiem takiego właśnie podejścia.

Znane są z przeszłości przypadki świadomego łączenia tekstu z fotografia - robili to artyści fotografowie (Duane Michels, u nas Mariusz Hermanowicz, czy Anna Bohdziewicz) - znane są też przypadki kiedy to piszący ilustrowali swoje teksty wykonanymi przez siebie fotografiami (tu przypominają mi się np. eseje Petera Handke).

Ale wartość tego projektu, do którego obaj twórcy zaprosili młodą osobę, Martę Kilińską, polega na tym że udało im się osiągnąć pewną interesującą równowagę wypowiedzi, zarówno poprzez pewna powściągliwość tekstu działającego głównie swoja warstwą poetycką, a prostotą, naturalnością i używając modnego określenia subiektywną dokumentalnością sfotografowanych miejsc.

Te fotografie, bardzo zwyczajne a jednocześnie wysublimowane - pozwalają naszej wyobraźni zbliżyć się do warstwy tekstowej i otworzyć naszą wyobraźnię na to, czego czasami dostrzec się nie udaje.

MG

 

 





 

Zamość

... jest zadziwiającym niewielkim miastem w drodze z Lublina do Lwowa. Założone w XVI wieku przez lubelskiego magnata, który nazwał go swoim nazwiskiem, zaprojektowane przez włoskiego budowniczego, wygląda dzisiaj jakby wypadło z czasu i przestrzeni i robi to znakomite wrażenie. Być może to jest powodem, dla którego Tadeusz Rolke – a wtenczas znaliśmy się dopiero kilka lat – na początku lat 90-tych zeszłego wieku, zwrócił moją uwagę na Zamość.

Od tego czasu byliśmy tam parę razy, ja napisałem opowiadanie, w którym Zamość gra główną rolę, natomiast Tadeusz kilkakrotnie fotografował miasto, ostatnio razem ze swoją studentką Martą Kilińską. Pomysł pokazania naszych przeżyć w tym wyjątkowym mieście w ramach jednego projektu nie jest nowy. Do jego realizacji potrzeba było kilku lat.

Projekt jest więc też wynikiem przeciwieństw, przerw i powiązań pod każdym względem. Już samo miasto: renesansowe założenie, które urzeczywistnia włoski wzór miasta idealnego w odległym zakątku Polski. Miasto, które zdaje się naśladować miasta-republiki Italii, ale które było lokacją i siedzibą jednego z wielkich polskich rodów szlacheckich. W latach 40-tych XX wieku miasto miał stać się centrum specjalnej niemieckiej strefy, ale przetrwało i te czasy. Bezpośrednio po okresie PRL Zamość jest niczym mały zaniedbany klejnot – obraz możliwości i ograniczeń.

Później pojawiają się polski fotograf i niemiecki autor; Polak, który urodził się w końcu lat dwudziestych i Niemiec, który przyszedł na świat w połowie lat pięćdziesiątych. Dołącza do nich młoda studentka, dla której nawet PRL to odległa historia, która minęła.

Cała trójka spogląda na to niewielkie miasto, leżące na krawędzi czasu i na skraju Europy. Ale to naturalnie nie jest prawdą i Europa sięga dalej niż wskazują jej obecne granice. Kiedy Rolke i Rostek byli po raz pierwszy w Zamościu, do picia można było dostać tylko oranżadę i wódkę a do jedzenia miękkie wodniste ziemniaki z ochłapem mięsa – i to w miejscowym jedynym, beznadziejnym hotelu. Dzisiaj Zamość czerpie ze swojego dziedzictwa i stał się pięknie odrestaurowanym celem podróży turystycznych.

Po raz pierwszy wymieniłem Zamość w noweli z końca lat 90-tych, w której chodziło o próbę wyjaśnienia sobie świata przy pomocy kabały, ideologii, matematycznych modeli oraz o zdumiewające podobieństwa tych modeli. Tekst ten był bazą opowiadania „Na drodze do Z.“, które z kolei stało się dla Tadeusza Rolke materiałem wyjściowym dla jego ostatniej wycieczki fotografi cznej do Zamościa, w której wzięła udział również Marta Kilińska.Projekt Zamość pokazuje fotografi e, które powstały podczas tej wycieczki i zestawia je z fragmentami tekstu opowiadania; fotografi e są odpowiedzią na tekst i na miasto; z kolei fragmenty tekstu stanowią odpowiedź na te obrazy.

Również sam tekst opowiadania jest częścią kilkakrotnej konfrontacji: mężczyzna z Warszawy i mężczyzna z Hamburga podróżują do Zamościa z zupełnie różnych powodów. Ten pierwszy szuka starej księgi z mądrościami dawno zmarłego autora Kabały i wie, że dawno dawno temu Zamość stanowił centrum sztuki drukarskiej. Więcej nic nie wie. Ten drugi wie jedynie bardzo ogólnie, że jakiś wujek z jego niemieckiej rodziny podróżował pod koniec lat 30-tych do Zamościa. Wtedy Niemcy rozpoczęli wojnę. On też więcej nic nie wie. Obydwaj czegoś szukają.

Mężczyźni znają się, zetknęli się ze sobą na początku lat 80-tych. Stary Polak z powodu politycznej głupoty tego drugiego trafi ł w latach stanu wojennego do więzienia. Teraz spotykają się ponownie, przypadkowo i po raz pierwszy w Zamościu. O tym opowiada tekst, dotychczas nie publikowany.

No i jeszcze jest ten pies. W opowiadaniu podąża drogą między Lublinem i Zamościem, towarzyszy raz jednemu, raz drugiemu mężczyźnie. Jest obdarzony irytującą właściwością: ma w głowie pamięć innych psów, tak więc wspomnienie wielu rozmaitych czasów trafi a do jego pamięci.

Na niektórych zdjęciach, jeżeli się tego chce, można rozpoznać perspektywę patrzenia psa. Być może da się też dostrzec na fotografi ach melancholijne widzenie świata. To pasowałoby do tekstów. Melancholia wie, że rzeczy mają swoją wagę i są przemijalne. Zna się na bezużyteczności wielkich marzeń i na sile przypadku i na zaskakujących prezentach. Wszystko to ma niewiele wspólnego z granicami.

Andreas Rostek (wprowadzenie do katalogu)

 



"Kierunek Z." - wieczór literacko-fotograficzny w galerii Luksfera w Warszawie, 6 czerwca 2006 r. Fot. M. Grygiel

Od lewej Tadeusz Rolke, Marta Kilińska i Andreas Rostek w Luksferze. Fot. Jan Rolke

 

Zobacz też:

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.