ZDJĘCIE CZY SYMBOL
(Looking for an icon)
dokument, 2005, Holandia; 52 min.
reżyseria: Hans Pool, Maaik Krijgsman

CANAL+
24 kwietnia, godz. 22:40
25 kwietnia, godz. 09:50

 

 

Dokument: symboliczne zdjęcia naszych czasów

 

O FOTOGRAFII powstaje coraz więcej filmów.  Z rozwojem telewizji i cyfrowego zapisu obrazu wydawać by się mogło, że dwuwymiarowy obraz jaki daje fotografia nie jest już w stanie wywołać naszego zainteresowania. Okazuje się jednak, że fotografia, ta prawdziwa, nie zafałszowana ani nie przetworzona, będąca zapisem autentycznego momentu, nadal spełnia swoja rolę i nadal jest w stanie poruszać nasze emocje, wywoływać silne reakcje.

O takim oddziaływaniu mówi film „Zdjęcie czy symbol”, opowieść o kilku fotografiach, które siłą swego przekazu wdarły się w zbiorową świadomość i - być może - w znacznym stopniu wpłynęły na dalszy rozwój wydarzeń. Okazuje się bowiem, że oddziaływanie nieruchomych obrazów  fotograficznych może być większe, niż tych ruchomych, zapisywanych kamerą filmową lub telewizyjną.

Pod koniec lat 60 w Stanach Zjednoczonych nasilały się protesty i ujawniała coraz większa niechęć do wojny w Wietnamie.  Wtedy to w 1968 roku amerykański fotograf Eddie Adams wykonał wstrząsające zdjęcie ulicznej egzekucji żołnierza z Vietkongu.

Zdjęcie to trafiło na pierwszą stronę New York Times’a, a fotoedytor  - sam będący przeciwnikiem tej wojny - umieścił to zdjęcie, by wstrząsnąć amerykańską opinią publiczną w taki sposób, by ludzie przejrzeli na oczy i zobaczyli całe okrucieństwo oraz bezsens tej niesprawiedliwej wojny. Jakież było jego  zdziwienie, gdy do redakcji zaczęły nadchodzić listy  gloryfikujące czyn generała wietnamskiego, wykonującego straszliwą egzekucję na komunistycznym partyzancie. Ale z czasem okazało się, że to zdjęcie, podobnie jak inne zdjęcie uciekających przed bombardowaniem napalmem wietnamskich dzieci, stało się decydującym momentem w nastawieniu Amerykanów do tej wojny. Słynny angielski fotograf David Bailey powiedział, że wojna w Wietnamie została przerwana dzięki tym dwóm fotografiom. Wszystkie reportaże telewizyjne nie miały takiej siły oddziaływania jak te dwa wstrząsające zdjęcia.

O tym, jaka siła kryła się w prasowej fotografii, przekonał się szybko rząd amerykański, i od tego czasu  korespondenci wojenni poddawani byli wojskowej cenzurze, bowiem szybko zorientowano się, iż fotografia może pełnić niezwykle silną rolę propagandową i kreować nastroje społeczne.


Vo Suu, przed laty kamerzysta sieci TV amerykańskiej NBC, współcześnie odwiedza miejsce, w którym Eddie Adams (1933-2004) zrobił swe sławne zdjęcie egzekucji w Sajgonie. W 1968 r. Adams, pracujacy dla Associated Press, znalazł się tam wraz z ekpią NBC, która również nakręciła tę scenę. Kadr z filmu "Looking for an icon" publikujemy dzięki uprzejmości TV Canal+.

Innym ciekawym przykładem może być fotografia Davida Turnley’a,  podczas pierwszej wojny w Iraku w 1991 roku, za którą otrzymał główną nagrodę w konkursie World Press Photo. Znakomite zdjęcie, mimo obaw autora, przeszło cenzurę wojskową i zostało opublikowane w wielu gazetach na całym świecie. Zawierało taki ładunek emocjonalnego wstrząsu – na zdjęciu wykonanym w helikopterze widzimy rozpacz żołnierza w momencie gdy dowiaduje się, że transportowane ciało to jego najbliższy przyjaciel – że stało się najczęściej publikowanym zdjęciem z tej wojny, właściwie jej symbolem.

David Turnley, za nim w tle jego słynne zdjecie z wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku, "Zdjecie Roku" World Press Photo. Kadr z filmu "Looking for an icon" publikujemy dzięki uprzejmości TV Canal+.

Czasami fotografia nie musi spełniać wymogów doskonałości. Ważne jest jej bezpośrednie przesłanie – szybkość kojarzenia sytuacji, która mogła być decydująca dla historii. Takim zdjęciem jest prawdopodobnie ostatnia fotografia prezydenta Chile, Salvador Allende, w otoczeniu kilku żołnierzy, kilka minut przed śmiercią. Zdjęcie to – chociaż nie perfekcyjne, wykonane przez nieznanego fotografa  - obiegło cały świat i w latach 70-tych stało się symbolem walki społeczeństw południowoamerykańskich z reżimami wojskowymi.

Fotografowie, szczególnie ci pracujący dla agencji i mediów,  stają się często bezpośrednimi świadkami wydarzeń, które pozostaną na lata zapisane i utrwalone w zbiorowej pamięci kilkoma najcelniejszymi zdjęciami. Jak można nie zapamiętać demokratycznego zrywu chińskich studentów jeśli nie przez słynną fotografię wykonaną przez Charliego Cole’a  na placu Tien An Men, gdzie samotny, bezbronny człowiek trzymający w ręku siatki z zakupami stoi przed rzędem czołgów z lufami wycelowanymi w jego stronę? Zdjęcie to, odwołujące się do mitu Davida i Goliata, symbolizujące samotną walkę jednostki przeciwko tyranii, jest również świadectwem utrwalonym przez fotografa - choćby ta walka nie przyniosła natychmiastowych efektów.

Fotografie często obrastają w mity, często nadajemy im naszą własną interpretację.

Słynny włoski fotograf Olivieri Toscani używa fotografii do tworzenia niezwykle sugestywnych plakatów oddziałujących jak ikony – bo w ikony wierzymy, stają się one przedmiotem swoistego kultu. W takim stopniu niektóre fotografie są ikonami współczesności – najlepiej i najdosadniej oddają skomplikowane treści jednym obrazem kumulując emocje i dramat zapisywanych wydarzeń. Stanowią również historyczna pamięć ludzkości – najczęściej, niestety jej ciemnych i  przerażających fragmentów.

Marek Grygiel

 

 

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.