5. Międzynarodowy Festiwal Fotografii w Łodzi
18 – 21 maja 2006

Organizator: Fundacja Edukacji Wizualnej
ul.Tymienieckiego 3, 90-365 Łódź
Dyrektor Artystyczny: Krzysztof Candrowicz
Dyrektor Wykonawczy: Joanna Studzińska

 

 

FotoFestiwal Łódź 2006


Fragment Manufaktury, starej fabryki Poznańskiego, która będzie przeznaczona na sale wystawowe Muzeum Sztuki w Łodzi. Fot. M. Grygiel

NA świecie w ostatniej dekadzie powstało kilkadziesiąt nowych festiwali fotograficznych. Tylko niektórym z nich udało się wejść w międzynarodową cyrkulację współtworzenia najwyższej rangi wydarzeń w tej dziedzinie. Aspiracje takie ma niewątpliwie Międzynarodowy Festiwal Fotografii w Łodzi, którego piąta edycja właśnie odbyła się maju 2006 r.

Na wypracowaną dotychczas formułę Festiwalu składa się przede wszystkim program wystaw. Oprócz wystaw prowadzone są warsztaty, wykłady, spotkania, pokazy slajdów. W tym roku po raz pierwszy przeprowadzono aukcję fotografii i przegląd portfoliów.

Festiwal fotografii w Łodzi ma inną formułę niż tzw. miesiące fotografii. Otwarcia wystaw skumulowane są w kilku dniach, kiedy to przyjeżdżają autorzy prezentacji i zaproszeni goście z kraju i zza granicy. W tym roku ta kulminacja przypadła na weekend, który nastąpił zaraz po otwarciu Festiwalu w dniu 18 maja.


Wystawa: Fotoobrazy, Gest Plastyczny w Fotografii
Waclaw Szpakowski - Autoportret, 1912

Festiwalowe w ystawy przedstawiane zostały zarówno w programie głównym, otwartym, i w tzw. offowym. Były też wystawy towarzyszące o charakterze retrospektywnym, tak jak np. znakomita wystawa pt. „Fotoobrazy. Gest plastyczny w fotografii” prezentowana w Muzeum Sztuki a przygotowana przez Józefa Robakowskiego, dla którego inspiracją stała się kultowa już, wydana w 1965 roku książka Urszuli Czartoryskiej pt. „Przygody plastyczne w fotografii”.

Wystawowy program główny, czerpiący tytuł z prac nowozelandzkiego fotografa Harvey’a Benge - „Killing Time in Paradise”, ułożony został z wystaw podejmujących problem kształtowania otocznia przez człowieka i próby znalezienia sensu w szybko globalizującym się świecie.

Uwagę szczególną przyciągały dwie wystawy umieszczone w jednym dużym pofarbrycznym pomieszczeniu. Kolaż fotomontaży znanego z wystawy w Houston amerykańskiego artysty Lisdebertusa (Luis Delgado Qualtrough) z cyklu „Unfathomable Humanity,” 2005 (Niezbadana ludzkość). Wystawa ta pokazuje różne formy przemocy, które miały wpływ na dzieje świata. Śmiałe kolaże na zasadzie „alchemii obrazów” ukazują problem odpowiedzialności za to, co stało się z naszym człowieczeństwem i są próbą podważenia utartych schematów interpretacyjnych związanych z historią. Natomiast do czasów obecnych nawiązuje duża ilość fotografii zgromadzona przez przyjaciół skupionych wokół działającej już 20 lat kolońskiej galerii Lichtblick. Ta międzynarodowa kolekcja powstała na zasadzie sprzeciwu wobec wojny. W połowie lutego 2003 roku Tina Schelhorn wysłała e-maile z zaproszeniem do udziału w wystawie. Już 20 lutego na stronie www.imagesagainstwar.com pojawiło się 100 zgłoszeń. Efektem tego była szybko zrealizowana wystawa w galerii jeszcze w lutym 2003 roku. Obecnie kolekcja liczy 600 prac artystów z całego świata. Prezentowana była już w kilku krajach, a w Łodzi wzbudziła spore zainteresowanie.


Andreas Pein - "Wading"

Wystawy w programie otwartym ulokowano głównie w tzw. Patio Centrum Sztuki na terenie uczelni Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Tam m.in. można było zobaczyć wystawę, która zdobyła laur najciekawszej prezentacji u 25 osobowego jury Festiwalu. W jednym z niewielkich pomieszczeń pofabrycznych ulokowali swoje prace niemieccy artyści Andreas Pein i Kai Bornhoft. Ich spójna fotoinstalacja składająca się z niewielkich czarno-białych fotografii, pomysłowo oświetlona biegnącą nad zdjęciami świetlną rurką, z towarzyszącą ścieżką dźwiękową dawała poczucie zanurzenia się w prywatność obydwu autorów, którzy swoją twórczość traktują bardziej jako własną reakcję na sytuacje, które ich poruszają niż dokumentalny zapis rzeczywistości. Wystawa bardzo poetycka, podnosząca walor tzw. zwykłej fotografii, która dopiero w przemyślanym zaaranżowaniu nabiera mocy oddziaływania na oglądającego.

W tej części programu wystawowego należy zwrócić jeszcze uwagę na ciekawy cykl trójwymiarowych portretów 30 mieszkanek Berlina, które fotografowała kanadyjska artystka, Natalie Daoust, oraz zrobiony z werwą reportaż z Kuala Lumpur Holendra, Johna Lambrichtsa. Oryginalną propozycją, nawiązującą do ekspresjonizmu, była fotograficzna multimetialna prezentacja czarno-białych fotografii wykonanych klasyczną metodą przez Konrada Grajnera Blitza.

 


John Lambrichts - "Brickfields"

Nathalie Daoust - "Between Four Walls"

 

Miejsce, które zapewne na dobre stanie się rozległą powierzchnią wystawową, są tereny Manufaktury, starej fabryki Poznańskiego, otwartej niedawno jako wielkie handlowe centrum Łodzi. Jeszcze nie wszystko jest ukończone, ale Festiwal wykorzystał niektóre przestrzenie i ulokował tam przegląd kilku szkół fotograficznych.

Obszerna, przestronnie zawieszona wystawa pt. „Fabryka Fotografii”, dobrze wpisywała się w całą politykę programową festiwalu. Znalazło się na niej kilkanaście ciekawych realizacji, zwłaszcza z budapeszteńskiej Akademii Sztuki i Projektowania im. Mohloy-Nagy’a, oraz podobnej placówki edukacyjnej z Helsinek.


Wystawa Akademii Sztuki i Projektowania w Budapeszcie
po lewej : Matyas Misetics, po prawej : Peter Pukulus

Na terenie Manufaktury, ale w nieco odległym od wejścia miejscu, w jednym z jeszcze nie odrestaurowanych pawilonów, miała miejsce premiera kolejnej edycji Galerii Bezdomnej, gdzie tym razem najciekawszą i najdowcipniejszą pracę zaprezentował Tomek Sikora - obok Andrzeja Świetlika i Jakuba Winiarskiego - pomysłodawca tej trwającej już kilka lat nietuzinkowej fotograficznej inicjatywy.


Vesselina Nikolaeva (Grand Prix Fotofestiwal 2005) - Transformacja

Dobrym zwyczajem Festiwalu łódzkiego stanie się zapewne prezentacja wystawy artystów nagrodzanych w poprzedniej edycji festiwalu. Zeszłoroczna laureatka, Vesselina Nikolaeva, której niektóre prace omawialiśmy z okazji jej udziału w FOTOFEST w Houston, w Łodzi prezentuje bardzo liryczny esej o swojej prababci.

I wreszcie program wystaw towarzyszących. Była ich dosyć pokaźna oferta. Wiele z nich bardzo interesujących jak np. wystawa Mikołaja Tyma w Galerii FF, doskonale potwierdzająca tak modne obecnie wśród młodych fotografów tendencje utrwalania rzeczywistości w postaci takiej, jaka ona jest. Ciekawe wystawy Ireneusza Zjeżdżałki „Proces naturalny i inne fotografie”, i Marka Domańskiego pt. W stronę światła – w stronę ciszy” jeszcze raz unaoczniły siłę „kontemplacyjnej postawy” fotografów, jak to określił w starannie wydanym katalogu Tomasz Ferenc.


Mikołaj Tym - wystawa p.t. Tym okiem w Galerii FF w Łodzi. Fot. M. Grygiel

Wystawą trochę skandalizującą, (przed wejściem ostrzeżenie o drastyczności ujęć!) była niewielka prezentacja Mathieu Huez’a, który zdał wnikliwie realistyczne sprawozdanie z lekcji anatomii, jaką odbyli francuscy studenci medycyny. Zdjęcia, z całą bezpośredniością pokazują nie tylko fragmenty ludzkich zwłok, na których przyszli lekarze uczą się trudnej sztuki eskulapa, ale także ich bezradność, zmieszanie, szczególnego rodzaju konfuzję i strach po prostu przed czymś, co wymyka się słownym interpretacjom. Huez te trudne chwile fotografuje z empatią i, odnieść można wrażenie, że taka postawa ludzkiego współodczuwania w tych trudnych momentach pozwala mu zrealizować reportaż ciepły, przyjazny i mimo wszystko bardzo autentyczny.

Tradycją łódzkiego Festiwalu jest próba wykorzystania pomieszczeń niektórych pubów i kawiarni do prezentowania wystaw. W kawiarni FOTO, vis a vis Łodzi Kaliskiej, gdzie odbywał się dwudniowy przegląd portfoliów, swoje prace z cyklu „Niemiecka broń” zaprezentował Frank Rothe. Solidna wystawa bardzo aktywnego i przebojowego autora. Takich wystaw w kawiarniach jest w Łodzi znacznie mniej niż w Krakowie, ale jako element dopełniający festiwalową ofertę korzystnie wpisują się w całą imprezę.


Frank Rothe, autor wystawy: "Niemiecka broń" w Cafe Foto, ul. Piotrkowska 102, w ramach Festiwalu Fotografii w Łodzi. Fot. M. Grygiel

Na koniec warto wspomnieć o dwóch wydarzeniach jakie miały miejsce na Festiwalu po raz pierwszy: aukcja fotografii i wspomniany już przegląd portfoliów.

Na aukcję wybrano być może nie najlepszy czas ( sobotnie przedpołudnie). Prowadzona bardzo wdzięcznie przez bardzo udanie debiutującego (podobno) licytatora nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W aukcji wzięła udział warszawska galeria Luksfera, której oferta znacznie przekraczała możliwości nabywcze nie najliczniej zgromadzonej publiczności, np. bardzo atrakcyjna praca Bogdana Konopki z prezentowanej niedawno wystawy pt. „Chińskie mury” wyceniona została na 3900 PLN. Praca zapewne warta tej ceny, ale rynek kolekcjonerski jeszcze cały czas w Polsce się nie narodził, dlatego sprzedano tylko kilkanaście fotografii, których ceny nie przekroczyły (oprócz jednej pracy) kwoty 800 PLN.

Przegląd portfoliów nosił również znamiona trudnych początków. Szczególnie pierwszego dnia, kiedy to zgłosiło się niezbyt wielu odważnych i chętnych do zaprezentowania i skonsultowania swoich prac. Znacznie lepiej było w niedzielę, kiedy to swoje prace pokazali niektórzy artyści biorący udział w festiwalu.

Być może ich świadomość skorzystania z obecności kilku ciekawych kuratorów z zagranicy (np. Tiny Schelhorn, Beate Cegielskiej, Laszlo Gergely, Lucii Benickiej, Harveya Benge) zadecydowała, że spotkanie w Cafe Foto stało się czymś bardziej niż rutynowym przeglądem portfolio.

Szkoda, że w mieście, w którym jest tylu studentów uczelni artystycznych, nie pojawiło się ich więcej; być może zawiodła informacja. Przy wielu festiwalach przegląd portfoliów staje się swoistym tyglem, centrum wymiany poglądów, i niekiedy ogromna szansą na bycie dostrzeżonym przez grono fachowców. Szkoda, że tej szansy łódzcy (i nie tylko) młodzi artyści nie dostrzegli. Być może zmieni się to na korzyść w przyszłym roku.

Mimo pewnych jeszcze niedociągnięć (w realizacji bierze udział wielu ofiarnych i pełnych zapału woluntariuszy) cieszy rosnąca ranga tej imprezy. W porównaniu z latami poprzednimi na festiwalu w Łodzi pojawiło się wiele dobrych i bardzo dobrych wystaw. Skutecznym i trafnym okazuje się podział na program wiodący, wystawy w formule otwartej i prezentacje offowe. Za te ostatnie (w tym roku całkiem interesujące) organizatorzy nie muszą się wstydzić, a jest to przecież zawsze jakiś rodzaj ryzyka..

Łódź, mająca tak świetne tradycje i dokonania w sztuce współczesnej, słynną szkołę filmową, liczne uczelnie artystyczne jest na pewno znakomitym miejscem dla takiego festiwalu. Kolejna, szósta przyszłoroczna odsłona będzie zapewne równie bogata i wniesie wiele nowego do rozumienia fotografii jako jednego z podstawowych środków wypowiedzi artystycznej

MG

John Lambrichts - Brickfields, wystawa w Patio - Centrum Sztuki WSHE. Fot. M. Grygiel

Galeria Bezdomna - tym razem w ogromnej hali Manufaktury. ot. M. Grygiel.

Zobacz też:

 

Poprzednio w FOTOTAPECIE m.in.:


 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.