Eugène Atget. Une rétrospective
Exposition du 27 mars au 1er juillet 2007
Bibliotheque nationale de France - site Richelieu
Galerie de photographie
58, rue de Richelieu 75002 Paris

Komisarz:
Sylvie Aubenas i Guillaume Le Gall

 

 

Atget dla początkujących i zaawansowanych

CÓŻ nowego można napisać o Atgecie ? Jest to jedna z tych postaci tellurycznych, mitycznych, którzy pchnęli fotografię na nowe tory. Wielu fotografów, nawet jeśli nie widzieli nigdy zdjęć Atgeta (czy to jednak możliwe ?) to znają je poprzez prace innych fotografów, zafascynowanych jego zdjęciami.

Atget jest jakby postacią ojca z twórczości Brunona Schulza, raz tytanem obdarzonym jakimiś nadprzyrodzonymi siłami, sprawiającymi cuda, raz bezwolną figurką, którą można sprzątnąć ze sceny jednym ruchem ręki służącej Adeli. Postacią tajemniczą, o której w gruncie rzeczy wiemy niewiele. Słaby aktor, malarz, który nie osiągnął żadnego sukcesu, w końcu postanowił wykonywać "dokumenty dla artystów". Już przez to samo uznał, że sam nie jest artystą. Gdy Berenice Abbott i Man Ray chcieli opublikować jego zdjęcia w jednym z pism surrealistycznych zgodził się, ale zastrzegł, by nie podawać jego nazwiska.

 


Zdjęcie Atgeta ludzi obserwujących zaćmienie słońca i to samo zdjęcie opublikowane w piśmie "Rewolucja surrealistyczna".

 


Ulica Saint-Medard - fotografia Atgeta i rysunek na podstawie tej fotografii zrobiony przez rysownika Dev'a.

 

W 1920 roku pisał : "Przez ponad 20 lat, swoją pracą i z mojej własnej inicjatywy, zebrałem zdjęcia, formatu 18/24, wszystkich ulic starego Paryża, dokumenty artystyczne przepięknej architektury od XV do XIX wieku (...) Ta olbrzymia kolekcja, artystyczna i dokumentalna, jest dzisiaj zakończona. Mogę powiedzieć, że posiadam cały stary Paryż".

Z tego zdania wynikałoby, że był zadowolony ze swojego życia i z tego co zrobił. Skromny rzemieślnik, nie wiedział, że jego zdjęcia, dokumenty przecież tylko, wzbudzą po latach o wiele większe zainteresowanie niż prace wielu artystów, dla których swoje zdjęcia przeznaczał. 

Atget : Une rétrospective
de Sylvie Aubenas, Laure Beaumont-Maillet, Clément Cheroux, Guillaume Le Gall. Editeur : Hazan (2007); Langue : Français; ISBN-10: 2754101667; ISBN-13: 978-2754101660

Ojczyzna Atgeta, Francja, nie mogła nie zareagować na 150 rocznicę jego urodzin i 80 śmierci (1857 - 1927). Między 27 marca a 1 lipca 2007 r. w paryskiej Bibliotece Narodowej, przy ulicy Richelieu, odbyła się wielka retrospektywa jego prac. Zgromadzono 350 zdjęć, ze zbiorów francuskich, amerykańskich i niemieckich. Komisarzami wystawy są Sylvie Aubenas i Guillaume Le Galle. Biblioteka Narodowa, razem z wyd. Hazan, wydała imponującą książkę z tekstami komisarzy oraz kilku innych historyków sztuki.

Cały szereg informacji o tej wystawie jest dostępnych pod adresem : http://expositions.bnf.fr/atget/

Jan Eugeniusz August Atget urodził się 12 lutego 1857 r. w Libourne. Wcześnie osierocony, został wychowany przez swoich dziadków w Bordeaux. Jakiś czas pływał jako marynarz. W 1878 przybywa do Paryża, by wstąpić do "Conservatoire national de musique et de declamation". Zdaje za drugim razem. Jednocześnie ze studiami musi jednak odbywać służbę wojskową. Połączenie obu tych zajęć jest jednak trudne i w styczniu 1881 roku Atget zostaje skreślony z listy studentów szkoły aktorskiej. Jakiś czas jest "dyrektorem" sporadycznego pisemka humorystycznego, publikuje też w nim rysunki. 

Rysunek Atgeta opublikowany w piśmie "Spacerowicz", pierwszy numer, 1882 rok.
Andrzej Calmette, przyjaciel Atgeta, zdjęcie zrobione przez Berenice Abbott w 1928 roku.

Andrzej Calmette, jego przyjaciel, później wykonawca jego testamentu, pisał, że Atget grał jakieś trzeciorzędne role w prowincjonalnych teatrach. Jego niewdzięczna powierzchowność i silny południowy akcent uniemożliwiły większą popularność. Przy okazji tej pracy poznał aktorkę, Valentine Compagnon, swoją przyszłą towarzyszkę życia, z którą w końcu XIX wieku zamieszkał na stałe w Paryżu. 

List Maurycego Leloire do Henryka Levedan, z portretem Atgeta, rok 1908.
Atget w kostiumie aktorskim, rysunek nieznanego autora.

Atget do końca życia czuł się związany z teatrem. Udzielał konferencji na tematy teatru w wielu instytucjach, na zdjęciach, które zrobił w swoim mieszkaniu, można przeczytać na grzbietach książek, że miał dzieła zebrane takich autorów jak Racine, Molier, Szekspir.

Atget robił także serię wnętrz mieszkań ludzi o różnych zawodach. To zdjęcie podpisał jako wnętrze aktora. W rzeczywistości jest to wnętrze jego mieszkania-pracowni.

Podobno w czasie naświetlania odbitek na balkonie swojego mieszkania-pracowni lubił wygłaszać długie dialogi ze sztuk teatralnych, ku utrapieniu sąsiadów. Aby podać już wszystkie dane z jego życia, o którym wiemy bardzo niewiele, dodam, że towarzyszka jego życia, Valentine Compagnon, zmarła w 1926 roku. Zapewne po jej śmierci odżywiał się niezdrowo, może też cierpiał, w każdym razie zmarł rok później. Sąsiedzi zapamiętali, że przed śmiercią wyszedł na schody i krzyknął : "Umieram". 

Ilustrator i fotograf Pierre Delarue-Nouvelliere wspominał, że Atget odwiedzał go czasami i jego sąsiadów, także artystów, proponując im zakup swoich prac. Pierre pisze : "Kupowaliśmy często od niego jakieś prace, bardziej by mu sprawić przyjemność, bo wzbudzał naszą litość".

Jeden z dwóch portretów Atgeta wykonanych przez Berenice Abbott tuż przed śmiercią Atgeta.

Berenice Abbott, która wykonała dwa jedyne znane portety fotograficzne Atgeta wspominała, że miała nadzieję, że Atget przyjdzie do jej pracowni w zniszczonym ubraniu, w jakim go poznała i w jakim robił swoje zdjęcia. Ale Atget przyszedł w najlepszym ubraniu jakie miał. Nie poznamy więc nigdy "prawdziwego" Atgeta. Natomiast, wobec braku dokładniejszych informacji na temat tego co sam Atget sądził o swojej fotografii, cenne jest zdanie Atgeta, jakie cytuje Berenice Abbott : "Ludzie nie wiedzą co fotografować". Świadczyłoby to, że Atget nie był jednak tylko zwykłym "Douanier Rousseau" fotografii, jak chcieli go widzieć niektórzy krytycy. 

Autorzy tekstów opublikowanych w książce słusznie podkreślają, że działalność Atgeta wpisuje się w krąg zainteresowań, żywych od początku XIX wieku - ciekawości dla zabytków przeszłości. Liczni malarze, rysownicy, graficy brali w tym udział. Był to proces ogólnoeuropejski. U nas jego przykładem może być chociażby Napoleon Orda, który zresztą studiował w Paryżu. Po wynalezieniu fotografii do tego procesu włączyli się także fotografowie. Atget nie był jedynym fotografem ani francuskim, ani paryskim, który pracował w tym kierunku (u nas najbardziej znanym  przedstawicielem i propagatorem tego gatunku był Bułhak, ale już w późniejszych latach). 

Atget swoje zdjęcia proponował nie tylko artystom, ale także różnym instytucjom, Bibliotece Narodowej, Bibliotece Historycznej miasta Paryża, nawet Victoria & Albert Museum w Londynie. Ocenia się, że za swojego życia Atget sprzedał około 25 tysięcy odbitek. 

Pytaniem, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi jest co by się stało ze zdjęciami Atgeta, gdyby jego prace nie zostały docenione przez innych artystów. Czy nadal pozostawałyby w zbiorach różnych szacownych instytucji jako dokumenty tylko ? Czy w ogóle ktoś by się nimi zainteresował ?

Przypadek zrządził, że młody Amerykanin, Emanuel Rudnicki, znany pod pseudonimem Man Ray, wynajął pracownię przy tej samej ulicy, przy której Atget miał swoją pracownię-mieszkanie. Man Ray kupił kilkadziesiąt zdjęć Atgeta. Berenic Abbott, asystentka Man Raya, po śmierci Atgeta, kupiła 1.500 jego negatywów i 10.000 odbitek (według innych źródeł 1.300 negatywów i 7.000 odbitek), które zabrała ze sobą do Stanów. Przez 40 lat zabiegała o nadanie im właściwego rozgłosu. Zdjęcia te zafascynowały Walkera Evansa i ukierunkowały jego twórczość. Pod wpływem tych zdjęć Julien Levy postanowił zająć się sprzedażą dzieł sztuki i otworzył swoją galerię w Nowym Yorku. Maria Morris Homburg wykonała olbrzymią pracę, analizując kolejne numery zdjęć Atgeta, zestawiając je ze zdjęciami zebranymi w różnych albumach, doszła do wniosku, że Atget wykonywał swoje fotografie z wielką systematycznością, fotografując ulicę po ulicy, w wybranych przez siebie dzielnicach. Atget podzielił swoje zdjęcia na 5 działów : Pejzaże-dokumenty, Okolice, Paryż malowniczy, Sztuka w starym Paryżu, Topografia starego Paryża. Działy te dzielą się na rozliczne serie. 

Zdjęcie Atgeta z początków jego twórczości - dokumentował wtedy ludzi wykonujących różne zawody. Tu zdjęcie z 1899 roku - zbieracz szmat.

Berenice Abbott, razem z Julien Levy, sprzedali prace Atgeta MOM-ie. W 1969 roku John Szarkowski doprowadził do wielkiej retrospektywy Atgeta w tym muzeum, zaś w latach 1981 - 1985 wydane zostały cztery tomy pracy "The work of Atget". Szarkowski oceniał, że zdjęcia Atgeta, które mogą uchodzić ze dzieła sztuki, stanowią 20% jego produkcji. 

Maria Morris Homburg, John Szarkowski zaliczyli prace Atgeta do obszaru sztuki, ponieważ uznali, że kierował się on zamysłem ogólnym, wymyślił niejako pojęcie serii i sekwencji, inwentarza, pojęcie całości, w której pojedyńcze zdjęcia, lepsze czy gorsze, należy rozważać w kontekście całości. Podobnie postąpił August Sander w Niemczech, podobnie postąpili Becherowie. Odtąd każdy szanujący się autor stara się wpisywać swoje prace w obszar podobnej tematyki, podobnej metody - Atget jest jednym z pierwszych autorów, który pracował właśnie w ten sposób. 

Ale kult, którego obiektem stały się zdjęcia Atgeta, próbują podważyć kolejne pokolenia historyków sztuki. Molly Nesbit, amerykańska historyczka sztuki, posługująca się metodą marksistowską (!) próbuje sprowadzić pracę Atgeta do wąskich ram pracy komercyjnej, na zlecenie i podważyć jego przynależność do świata dzieł sztuki. W tym samym duchu został napisany w 1982 roku głośny artykuł Rosalinde Krauss.

Spór o Atgeta nie jest więc zakończony. Co mnie zafrapowało w tekstach francuskich historyków sztuki umieszczonych w książce opublikowanej z okazji tej wystawy to jakaś taka podskórna pretensja, że inni, Amerykanie, Niemcy, uznali Atgeta za wielkiego artystę, podczas gdy on, przecież, wykonywał tylko prace dokumentalne dla artystówi i różnych muzealnych instytucji. Te pretensje idą nawet tak daleko, że jeden z autorów tekstu umieszczonego w tej książce zarzuca Johnowi Szarkowskiemu, że "wymyślił" on (dosłownie) Jacques'a-Henri Lartigue'a i Ernesta Jamesa Bellocq'a. Tak jakby ci autorzy nie byli genialni w swoich pracach i trzeba było ich "wymyślać" !

Co zatem myśleć o Atgecie ? Czy był on artystą czy tylko dokumentalistą ? Wiele zdjęć Atgeta pozostaje rzeczywiście tylko dokumentem, który może pożytecznie zilustrować jakiś tekst z historii sztuki. Ale są jego zdjęcia, przy których oglądaniu przyjemność staje się tak wielka, że nie ma wątpliwości, że są one dziełami sztuki. Mam za sobą już ponad 20 lat pracy z kamerą formatu 4x5 cali, mniejszą co prawda niż aparat 18x24 cm, jakiego używał Atget. Mogę jednak stwierdzić, że praca z kamerą dużego formatu jest czymś zupełnie innym niż praca na negatywach 24x36 czy nawet 6x6 czy 6x7. Zupełnie inne są problemy jak "wsadzić" świat, który widzimy, do pudełka aparatu. Dlatego patrząc na niektóre zdjęcia Atgeta czuję się tak jakbym mu zaglądał przez ramię, czuję jego problemy z jakimi borykał się robiąc swoje zdjęcia. Widzę, gdzie brakowało mu pola widzenia obiektywu (obiektyw jakiego używał był mniej doskonały niż obiektywy współczesne), stąd czarne zaokrąglone brzegi na wielu jego fotografiach w górnej części zdjęć. No i zdjęcia Atgeta wymuszają na nas oglądanie ich z bliska, tyle jest tam wspaniałych detali, szczegółów, które przenoszą nas w tamte czasy. Odczytywanie zdjęć Atgeta to przyjemność, którą trzeba rozłożyć na dłuższy czas. Dla mnie jednym z takich elementów paryskich zdjęć Atgeta jest obecność na ulicach i zaułkach Paryża różnych wózków, przeznaczonych do transportu towarów. Atget musiał często robić swoje zdjęcia wcześnie rano, zanim jeszcze ludzie, którzy tymi wózkami przewozili towary do różnych miejsc, wstali. Są zdjęcia Atgeta, przy oglądaniu których czujemy się tak, jakbyśmy byli w tych miejscach, które on fotografował. Chyba nie może być większego komplementu dla tego typu fotografii. 

Francuskie Ministerstwo Kultury i Sztuki przywiązuje wielką wagę do umieszczenia na "sieci" wszelkich dokumentów znajdujących się w zbiorach francuskich instytucji. Można więc obejrzeć ponad 4.000 zdjęć Eugeniusza Atgeta, w tym wiele zdjęć z tych pokazanych na tej wystawie. Wystarczy udać się pod adres :

http://www.culture.gouv.fr/culture/inventai/patrimoine/

potem klinknąć w "recherche experte" i w oknie, które się pojawi w linijce "Auteur et photographes" wpisać "Atget" i mamy już dostęp do 4629 fiszek, z których większość jest ilustrowana zdjęciami Atgeta. 

Gdyby to zdjęcie zrobił Lee Friedlander powiedzielibyśmy, że świadomie zrobił swój autoportret jako odbicie w szybie (robił wiele takich zdjęć). W wypadku Atgeta nie możemy być tego pewni. W każdym razie widzimy go tutaj "w akcji". Aparat na statywie, torba z kasetami na ziemi i on przyciskający spust migawki.

Atget napisał, że to zdjęcie przedstawia wnętrze fotografa. Rzeczywiście sfotografował tutaj fragment swojej pracowni. Na półce widać drewniany stojak do suszenia zdjęć, na którym są dwie szklane klisze formatu 18x24 cm. Widać też inne przyrządy, którymi się posługiwał. Ach, gdyby można było wejść jeszcze raz do tego pokoju, zobaczyć co jest na tych negatywach, które się suszą, wziąć je w ręce...

Atget rzadko fotografował ludzi. Ale w ramach dokumentacji strefy między murami obronnymi Paryża a prawdziwymi przedmieściami, fotografował ludzi, którzy gnieździli się na terenie tej "zony".

Pod koniec życia, na zlecenie jednego z malarzy, Atget fotografował "maisons closes" (burdele)  oraz czekające na klientów prostytutki.

Jeden z niewielu aktów Atgeta.

Atget nie fotografował tylko zabytków z przeszłości. Tutaj, jak przypuszczam, jedna z atrakcji ówczesnego wesołego miasteczka.

Jedno ze zdjęć jakie uwielbiali surrealiści. Manekiny, odbicia w szybie - ileż wariacji na ten temat powstało po Atgecie.

Ale zwykła dokumentacja rzeczywistości może też stać się surrrealistyczna. Atget jako prekursor jednego z tematow współczesnej fotograii - akumulacji przedmiotów ?

Mnie też zdarzyło się fotografować korzenie drzew uwypuklając ich walkę o życie. Ale Atget dostrzegł ten temat pierwszy. Zdjęcie to zrobił w 1906 roku.

Stary Paryż, owszem, ale samochód musiał być bardzo nowoczesny w 1922 roku, gdy Atget go "zdokumentował".

No a to zdjęcie, które nie figuruje na wystawie, przez jakąś taką swoją "niedokompozycję", pustkę, wydaje mi się bardzo nowoczesne. Gdyby mi ktoś powiedział, że zostało wykonane współcześnie, to zapewne bym w to uwierzył. Czuję, że wśród tych około 10.000 zdjęć, które Atget zrobił w swoim życiu, mogą kryć się jeszcze niespodzianki.

No i na koniec ciekawa informacja. Można kupić odbitki wykonane z negatywów Atgeta. Francuska instytucja Caisse des Monuments Historiques na podstawie niektórych negatywów, które znajdują się w ich zbiorach, w 1982 roku zleciła wykonanie pewnej ilości odbitek w nakładzie 100 egzemplarzy. Niektóre z tych odbitek można kupić pod następującym adresem :

http://www.verdeau.com/verdeaunew/index.php

w dziale "Rechercher" trzeba wpisać nazwisko Atgeta. Na moim komputerze, w chwili gdy piszę te słowa, pokazały się 72 odbitki zdjęć tego fotografa.

Przy niektórych odbitkach jest np. informacja, że wykonał je Pierre Gassman, wielki artysta-laborant, twórca laboratorium nazwanego jego nazwiskiem. Przy innych znowu odbitkach podane jest nazwisko Georges'a Fevre'a, innego wielkiego laboranta z laboratorium Picto, zmarłego niedawno. Niektóre odbitki są wykonane na papierze albuminowym, czyżby przez samego Atgeta ? Ale z kolei są one mniej ciekawe jako zdjęcia, z wyjątkiem jednego są to raczej tylko dokumenty. Ceny tych odbitek zaczynają się od 150 euro i dochodzą do 1200 euro.

Między 29 września 2007 roku a 1 stycznia roku 2008 wystawa Atgeta będzie do obejrzenia w berlińskim Martin Gropius Bau, a więc bardzo blisko granic Polski. Rzadka to okazja do obejrzenia oryginalnych odbitek, na papierze albuminowym, genialnego fotografa. 

Mariusz Hermanowicz

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.