802 procent normy
Pierwsze lata Nowej Huty na fotografiach
Henryka Makarewicza i Wiktora Pentala
Sala Marmurowa Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie
Pl. Defilad 1
Elewacje PKiN / ulice Warszawy
7-31 lipca 2007
Organizacja Projektu Fundacja Imago Mundi
Kurator wystawy – Anna Brzezińska-Skarżyńska
Aranżacja wystawy Anna Gawlikowska

Polska fotografia w XX wieku
Pałac Kultury i Nauki
Warszawa, pl. Defilad 1
Kuratorzy: Małgorzata Plater-Zyberk, i Adam Sobota
4 lipca – 31 sierpnia 2007

 

 

Pałac pełen fotografii

 

Warszawski Pałac Kultury i Nauki w środku lata zapełnił się nagle fotografiami. W Sali Marmurowej była wystawa pt. „802 procent normy” zorganizowana przez krakowską fundację Imago Mundi, zdjęcia z pierwszych lat budowy Nowej Huty, dwóch fotografów: Henryka Makarewicza i Wiktora Pentala. A w północnej części parteru „Polska fotografia XX wieku” wystawa zorganizowana przez ZPAF z okazji 60-lecia istnienia Związku. Dwie duże, ciekawe wystawy. Obie nasunęły mi kilka refleksji natury ogólniejszej.

Wystawa "802 procent normy". Fot.: A. B. Bohdziewicz

TWÓRCY wystawy krakowskiej rzeczywiście wykonali 800 procent normy, a może nawet 1000? Dwa wielkie portrety przodowników pracy wywieszono na Pałacu Kultury (każdy ważył ponad 600 kg i ma ponad 1000 m/kw powierzchni). W całym mieście na przystankach autobusowych i citylightach umieszczono portrety 200 innych przodowników. Na wystawie ponad 100 dużych wydruków wisiało na wstawionych do Sali Marmurowej rusztowaniach. Sam środek sali wypełniała przedziwna instalacja z rur. Czy to pomnik „człowieka czasu propagandy… postaci nadętej przez propagandę do granic możliwości, tak wielkiej, że brakuje jej miejsca dla samej siebie i nie mieści się w przestrzeni zaplanowanej dla niej przez system”? Cytuję Łukasza Trzcińskiego z Imago Mundi. Co by to nie było, był to twór pretensjonalny i utrudniał oglądanie zdjęć, na które często chciałoby się spojrzeć z pewnego oddalenia (duże powiększenia wisiały wysoko). Na zawieszone na tychże rurach ekrany wyświetlane były zdjęcia kolejnych przodowników pracy. Rury instalacji wychodziły ze stosu cegieł, albo też w nim grzęzły. Były też monitory, na których oglądalismy inne zdjęcia. Można było także obejrzeć krótki film, w którym świadkowie epoki opowiadali, jak wyglądała budowa Nowej Huty. Rozmach, potęga, wielkość… zupełnie jak w czasach przodownictwa pracy.

A przecież wiemy, jak ono w rzeczywistości wyglądało. Wszystko to była propagandowa lipa. Na przodowników pracowały po kilkanaście godzin całe brygady robotników. Człowiekowi z marmuru podano w końcu gorącą cegłę.

Czy chcę przez to powiedzieć, że organizatorzy wystawy taką właśnie cegłę nam podają?


Wystawa "802 procent normy". Fot.: A. B. Bohdziewicz

Pod zdjęciami nie było podpisów. Szkoda. Wystawa tego typu bez opisu zdjęć jest uboższa. Poinformowano mnie, że chodziło o to aby widz odebrał tę wystawę, jako wystawę fotografii a nie wystawę dokumentalną. Tłumaczenie to wydaje mi się idiotyczne. I dziwne, bo na stronie internetowej Imago Mundi, zdjęcia z wystawy opatrzone są podpisami. I tak dowiadujemy się na przykład, że kilkanaście kobiet suszących głowy u fryzjera to nie są – jak można by przez chwilę pomyśleć - robotnice, które robią sobie fryzury na weekend, ale uczestniczki festiwalu mody Op-Art. (zdjęcie Makarewicza z 1966 roku); że Spółdzielnia Wojskowa „Pocisk” zajmowała się dostarczaniem towarów spożywczych rodzinom wojskowych a została założona przez Wiktora Pentala (jego zdjęcie z 1946 roku); a grupka ludzi przy samochodzie piszących coś na kartce, to akcja zapisywania się na dostawę ziemniaków (zdjęcie Pentala, bez daty); itd. Czy informacje te zubażają nasz odbiór zdjęć? Wydaje mi się, że jest raczej odwrotnie. A czy wszystkie wystawy dzisiaj to muszą być wielkoformatowe wydruki komputerowe? Owszem, to dobrze, że odnalezione negatywy natychmiast się digitalizuje, ale przecież można robić wydruki różnej wielkości. Mniejsze wcale nie oznacza gorsze. Uważam, że często, w tym wypadku też, byłoby to z pożytkiem dla zdjęć i dla wystawy.

Wystawa "802 procent normy". Fot.: A. B. Bohdziewicz

Teraz trochę o megalomanii. Imago Mundi przedstawia się jako współorganizator Miesiąca Fotografii w Krakowie - „jednego z największych tego typu wydarzeń w Europie”. Henryk Makarewicz i Wiktor Pental to dwaj „wielcy” fotografowie, tacy jak Cartier-Bressson i Doisneau, z których „żaden – jak piszą organizatorzy - do dziś nie doczekał się szerszej prezentacji”. Całą wystawę zapowiedziano jako sensację, odkrycie, „największą akcję wystawienniczą w Polsce”.

Czy Miesiąc Fotografii w Krakowie to jedna z największych imprez tego typu w Europie? Z całym szacunkiem, ale chyba jeszcze długo nie. Wiktor Pental miał dwa lata temu wystawę w Nowohuckim Centrum Kultury, pokazano tam też jego unikatowe kolorowe zdjęcia z Nowej Huty lat 60-tych, jest nawet katalog z tej wystawy . NCK zresztą od wielu już lat systematycznie drąży temat Nowej Huty i pokazało w ostatnim okresie pięć dużych wystaw fotograficznych na ten temat. W wystawach zbiorowych prezentowano zdjęcia i Pentala i Makarewicza. Aktualnie zresztą jest w Nowej Hucie kolejna, tym razem plenerowa, wystawa „Nowa Huta – najmłodsza siostra Krakowa”, gdzie pokazane są także zdjęcia co tam było przed 1949 rokiem (zdjęcia zebrane przez Adama Gryczyńskiego) od dawnych mieszkańców tych okolic. Czy Makarewicz i Pental to fotografowie tej miary co Cartier-Bresson? No jednak bez przesady, chociaż są autorami wielu znakomitych zdjęć.

Wystawa "802 procent normy". Fot.: A. B. Bohdziewicz

Ta wystawa według Łukasza Trzcińskiego to prowokacja, która miała wywołać dyskusję. Ale o czym?! O eksperymencie nowohuckim, o jego ofiarach, o przodownikach pracy? O epoce stalinizmu w Polsce? Zdjęcia Makarewicza i Pentala przedstawiają nam raczej obraz idealny przedsięwzięcia pt. „budowa Nowej Huty”. Owszem, robotnicy ciężko pracują, ale po pracy nie muszą stać w kolejce po chleb, wręcz przeciwnie, zakupy robią w nowoczesnych sklepach samoobsługowych. Dzieci bawią się w przestronnych salach przedszkolnych, ulice nowej dzielnicy są szerokie, a nowe domy wyrastają jak grzyby po deszczu. Nie bardzo rozumiem czemu niby te zdjęcia nie mogły być pokazywane w swoim czasie? Interesujące byłoby zestawienie ich ze zdjęciami propagandowymi, wtedy może odpowiedź na to pytanie byłaby jaśniejsza. Moim zdaniem wystawa ta zachęca raczej do dyskusji o fotografii. W jaki sposób eksponować stare zdjęcia, tak aby jak najpełniej pokazać ich walory estetyczne a jednocześnie wartość dokumentalną? Czy rzeczywiście aby przyciągnąć widza potrzebna jest aż taka „zadyma ekspozycyjna”? Czy widz jest u nas tak niedojrzały, że nie jest w stanie oglądać normalnie pokazanych zdjęć? Czy używając takiego sztafażu nie przyznajemy się w pośredni sposób do własnej niewiary w siłę samej fotografii, bądź też do tego, że zdjęcia, które akurat przedstawiamy, bez tego by się nie obroniły? Cartier-Bresson tego wszystkiego nie potrzebuje i wystawy jego zdjęć są normalnymi, tradycyjnymi wystawami. Niezbyt duże zdjęcia w ramach, wiszące na ścianach. A jaka siła!

 

 

WYSTAWA „Fotografia polska XX wieku” zorganizowana przez ZPAF, to właśnie taka „normalna” wystawa. Mamy tu zdjęcia standardowych rozmiarów, w ramach, wiszące jedne obok drugich. Widać, że bardzo się starano. Związek poprosił o współpracę dwoje znanych kuratorów. Zamówiono piękne ramy i passe-partout. Bardzo dobrze pasują one do fotografii z początku XX wieku, ale już o wiele gorzej do zdjęć późniejszych. Zdjęcia wiszą na ściankach wystawowych, trochę wprawdzie jak z poprzedniej epoki, podziały paneli często nie odpowiadają rozmiarom zdjęć a ustawienie ścianek w ukośny szereg kojarzy się bardziej ze szkolną wystawką. Zapowiadano album, nie wiem, czy się już ukazał, ale na otwarciu wystawy go nie było. Nie wiadomo więc, czy jest to wystawa prezentująca dorobek całości polskiej fotografii XX wieku, czy też dorobek członków Związku Polskich Artystów Fotografików i przedwojennego Fotoklubu Polskiego. Nie wiemy z jakich zbiorów i archiwów wybrano zdjęcia, jak szeroka była kwerenda, jakie właściwie były kryteria doboru artystów i prac.

Wystawa "Fotografia polska XX wieku".Fot.: A. B. Bohdziewicz

Mimo to pięknie prezentuje się część przedwojenna (w mniejszej sali, ścianki tworzą małe boksy) . Oryginalne odbitki w różnych technikach, w różnych tonacjach, na różnych papierach. Tego nic nie zastąpi. Można je oglądać godzinami. Ale zupełnie nie rozumiem, jak można było pominąć artystów związanych z awangardą, używających fotografii w zupełnie wtedy nowatorski sposób. Brak takich twórców jak Mieczysław Szczuka, Janusz Maria Brzeski, Podsadecki czy Hiller, żeby tylko wymienić kilku, to luka niewybaczalna. Dość skąpo też z przedwojenną fotografią reportażową, choć przecież jest już ona trochę rozpoznana. Bardzo słabo moim zdaniem przedstawia się okres wojny, tylko kilka dość przypadkowych fotografii z Powstania Warszawskiego. To naprawdę za mało aby, na wystawie o tak szumnym tytule, nie przedstawić czasu II wojny, tak tragicznego dla Polski.

Część współczesna, mimo że reprezentowani są w niej wszyscy ważniejsi artyści, sprawia wrażenie bezładnej zbieraniny, tak jakby każdego poproszono o wybranie kilku prac, i każdy coś tam wyciągnął z szuflady, co akurat było pod ręką. Niektórzy autorzy z kolei byli zdziwieni, widząc na wystawie, takie a nie inne swoje zdjęcia, które powieszono jakby bez żadnej myśli przewodniej. Podobno o kolejności wieszania zdjęć decydował rok urodzenia artystów. Jaki to dało efekt? W wielu miejscach kuriozalny. Obok siebie wiszą prace, które się nawzajem znoszą, nagle interesujące zdjęcia wydają się zupełnie nieciekawe. Z dorobku artystów wybrano często wcale nie najważniejsze ich dzieła.

Wystawa "Fotografia polska XX wieku". Na zdj. prace Tomka Sikory (po lewej) i Zofii Kulik. Fot.: A. B. Bohdziewicz

Wystawa, którą Związek zapowiadał w ulotce jako „próbę podsumowania doświadczeń polskiej fotografii w czasach rewolucyjnych zmian ekonomicznych, politycznych i technologicznych XX wieku” prawie zupełnie tych czasów nam nie pokazuje. Nie ma na niej ani jednego zdjęcia Marszałka Piłsudskiego, Lecha Wałęsy, Czesława Miłosza czy Jana Pawła II. Nie ma zdjęcia ze strajku w Stoczni Gdańskiej, ani zdjęcia z okrągłego stołu. Tak jakby nie powstały znakomite zdjęcia tych osób, czy nie było świetnych zdjęć z tych właśnie wydarzeń. W ogóle z tej wystawy można odnieść wrażenie, że fotografowie polscy w XX wieku w znikomym stopniu zdokumentowali wydarzenia historyczne, jakie zaszły w naszym kraju w XX wieku.

Głównym jednak mankamentem tej wystawy jest brak podjęcia próby jakiegoś wartościowania, syntezy, podsumowania dokonań. Brak tu próby wydobycia z całości fotografii polskiej XX wieku pewnych problemów, zjawisk najciekawszych, wyjątkowych, takich, które w istotny sposób wpłynęły na rozwój sztuki fotograficznej, na zmianę myślenia o niej. Takich dokonań było w fotografii polskiej wiele i są one ciągle za mało znane w świecie. Chociaż było już kilka takich wystaw, jak na przykład słynna wystawa „Polish photography” Ryszarda Bobrowskiego i Williama A. Ewiga z 1978 roku, pokazana w ICP w Nowym Jorku, a potem w Londynie i w 1981 roku w Paryżu w Centre Pompidou (nieco zmieniona, pod tytułem „Presances polonaises”). Wybierając zdjęcia na te wystawę Ewig i Bobrowski przejrzeli w sumie ponad 500 tysięcy zdjęć. „Zabiera to dużo czasu, ale jednocześnie ułatwia wybór – pisał we wstępie do paryskiej edycji wystawy Ewig – dzieła wybitne, skarby, znajdują się szybko na tle masy dzieł średnich.”. Są więc jakieś punkty odniesienia, pierwsze kroki zostały już dawno zrobione. Szkoda, że wystawa ZPAF nie jest kolejnym krokiem do przodu na tej drodze.

Anna Beata Bohdziewicz

 

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.