Galeria Wejście
Centrum Sztuki Współczesnej - Zamek Ujazdowski
Warszawa, Al. Ujazdowskie 6
30 lipca - 9 września 2007 r.

 

 

Stefan Szczygieł - Powiększenia

Stefan Szczygieł, Broszka 022, 9/2005, 200 x 240 cm

POWIĘKSZENIA to tytuł wystawy pokazującej kilkanaście zdjęć z dużej serii „Przedmioty w wysokiej rozdzielczości”, która powstaje od szeregu lat. Pomysł na dokumentację przedmiotów zrodził się jeszcze w trakcie moich studiów na ASP w Düsseldorfie w klasie profesora Bernda Bechera.

Przedstawiając różne przedmioty w ogromnym zbliżeniu chcę oddziaływać na wyobraźnię oglądającego i dostarczać mu przeżyć wizualnych. Zwyczajne przedmioty stają się wielkimi nowymi przestrzeniami złożonymi z kolorów i kształtów, struktur i faktur. Oddalając się od zdjęć widzimy znajome kształty (niekiedy przedmioty są tak rzadkie i stare, że ich nie rozpoznajemy), myślimy o ich funkcjach, kiedy ostatni raz je używaliśmy. Podchodząc bliżej zaczynamy odkrywać coraz więcej form zupełnie dla nas nowych.

Seria obejmuje różne niewielkie przedmioty codziennego użytku, nieduże mechanizmy i urządzenia oraz inne rzeczy świadczące o pomysłowości i kreatywności człowieka. Przedmioty, które fotografuję są często jedynymi zachowanymi egzemplarzami swojego rodzaju. Wiele z nich wyszło już zupełnie z codziennego użytku a inne przestaną być używane za chwilę.

Realizacja pomysłu musiała poczekać kilkanaście lat ze względów technicznych. Trzy lata temu opracowałem technikę wykonywania zdjęć o bardzo wysokiej rozdzielczości dochodzącej nawet do miliarda pixeli. Średnia rozdzielczość zdjęć w tej serii to 250-350mln pixeli. Rozmiary zdjęć w tej serii mają 200cm x 200 do 400cm szerokości/wysokości.

Stefan Szczygieł, 5 cents, 09/2004, 200 x 200 cm
Stefan Szczygieł, Guzik 021, 12/2006, 200 x 200 cm
Stefan Szczygieł, Zegar 081, 11/2005, 200 x 235 cm

Przedmioty dobieram pod względem wyglądu, kształtu i funkcji. Rzeczy te są najczęściej z różnych materiałów (moje ulubione są wykonane z metalu), często monochromatyczne z graficznymi elementami, wzorami. Oryginały mają od 1cm do maksymalnie 40-50cm średnicy/długości. Powiększenie przy najmniejszych przedmiotach dochodzi nawet do 200x.

Zdjęcia dzielę na różne serie: mechanizmy, przedmioty metalowe z grafiką, z tworzyw sztucznych, sztuka/biżuteria i wiele innych związanych z życiem codziennym, sztuką, rzemiosłem, wiedzą itp. Przedmioty są używane, widać na nich ślady czasu, co nadaje im szczególny charakter i wygląd w dużym zbliżeniu. Przed fotografowaniem nie czyszczę ich, żeby nie zatrzeć śladów środowiska, w którym przebywały do tej pory.

Zdjęcia są dokumentacją pewnych sfer życia, pomysłowości, dobrego gustu lub jego braku. Rzeczy, które fotografuję nie zawsze są dziełami sztuki, lecz dzięki moim zdjęciom powoli się nimi stają. Powiększone do tak dużych rozmiarów, oglądane z niedużej odległości robią wrażenie obrazów malarskich lub grafiki. Stosuję zawsze takie same jasno szare tło i centralnie umieszczam przedmioty. Powoduje to maksymalne skupienie odbiorcy na kształcie, fakturze, szczegółach. Z daleka widzimy cały przedmiot. Zbliżając się zagłębiamy się coraz bardziej w struktury, faktury, zaczynamy zauważać to, co gołym okiem nie jest widoczne. Poznajemy rzeczy z tak bliska, jak to tylko możliwe. Ślady używania, zarysowania, zniszczenia tworzą całe opowieści, historie o przedmiotach.

Mam nadzieję, że moje zdjęcia będą dla oglądających chwilą refleksji nad upływającym tak szybko czasem i przyczynią się do tego, że będziemy zauważali więcej drobnych, niepozornych rzeczy wokół nas. To przecież te drobiazgi otaczają nas, na co dzień od tysięcy lat.

Stefan Szczygieł

Stefan Szczygieł, Zapalniczka 087, 11/2006, 200 x 300 cm
Stefan Szczygieł, Zapalniczka 054, 11/2006, 270 x 200 cm

PRZYZWYCZAJENIE, by zobaczyć na fotografii tylko to co zostało na niej uwiecznione jest pierwszym odruchem oglądającego wystawy. Często bywa tak, że jeśli stopień realności jest zachowany w stu procentach mijamy szybko kolejne prace nie poświęcając im za wiele czasu.

W przypadku fotografii Stefana Szczygła spostrzeżenie to wydaje się trafne tylko na pozór. Bowiem w wiernym zapisaniu każdego sfotografowanego przedmiotu tkwi tajemnica. Autorowi udało się do niej dotrzeć i nam ją przedstawić. Nie tylko przez znaczne powiększenie skali, ale również przez kilka zasadniczych zabiegów m.in.: wydobycie formy i bogactwa szczegółu. Tajemnica ta ujawnia się gdy w ogromnych zbliżeniach dostrzegamy ślady przemijania odkładające się w postaci różnych mini odkształceń, rys, uszkodzeń, których na pierwszy rzut oka nie zobaczylibyśmy.

Fotografowanie Stefana Szczygła kojarzyć się może z pracą jakiegoś archiwariusza, który dokonuje ścisłej inwentaryzacji dziwnych przedmiotów. Przedmioty te, poprzez wielokrotne powiększenie na pierwszy rzut oka niezbyt rozpoznawalne, okazują się być wytworami ludzkiej ręki dobrze znanymi z niedalekiej przeszłości. Dostrzegamy w nich z cała mocą dystans przemijania, i w tym właśnie tkwi ich przyciągająca siła.

Autor w swoim archeologicznym zestawie wyłonionych z niepamięci przedmiotów, najczęściej już dysfunkcyjnych, ze śladami zużycia i zapomnienia przywraca ich wartość estetyczną, chociaż praktycznej nie maja już żadnej. Odsłania ich oblicza i wnętrza odkrywając nam całą maestrię ich doskonałości kształtu, proporcji, szlachetności materiału z jakiego są wykonane. Dotyczy to zarówno rozebranych zegarów jak i porysowanej powierzchni małej metalowej zapalniczki, która w swej wielkości na powiększonej fotografii sprawia wrażenie jakiegoś kosmicznego statku. Bogactwo geometryzującej struktury starej broszki to nieomal perski dywan, a zwykły guzik staje się fragmentem jakiejś nieokreślonej planety.

Zakłócenie dawnego użytkowego znaczenia z estetycznymi wartościami jakich te przedmioty w wyniku upływu czasu nie utraciły staje się zabiegiem tyleż przewrotnym co zamierzonym. Autor stara się odwołać do naszej dziecinnej wrażliwości, przywołać ducha andersenowskich baśni, gdzie przedmioty uczłowieczały się i rozgrywały miedzy sobą prawdziwe dramaty. Bohaterowie zdjęć Stefana Szczygła stają się na jego zdjęciach weteranami tych dramatów, z całym bagażem doświadczenia mijających dni.

W ostatnich latach techniczne możliwości utrwalania obrazu wydają się być nieograniczone. Jednakże o wartości fotografii w coraz mniejszym stopniu decydować będzie zastosowana technologia. Nadal liczyć się będzie inwencja, pewna odkrywczość i zobaczenie tego, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Fotografie Stefana Szczygła to nie tylko rodzaj refleksji nad szczegółami codzienności, która nas otacza, to próba zapisania tej codzienności w wymiarze ponadczasowym. To także próba refleksji nad samą fotografią, jej możliwościami poświadczenia naszej egzystencji w relacji do zmieniających się okoliczności.

Marek Grygiel

Stefan Szczygieł, Box silver 021, 6/2005, 260 x 200 cm
Stefan Szczygieł, Książka 01, 12/2005, 200 x 230 cm

Zobacz też:

 

Stefan Szczygieł - Powiększenia, fragment wystawy w CSW

"Powiększenia" w Centrum Sztuki Współczesnej

- W powiększeniu przedmioty zaczynają nowe życie - mówi Stefan Szczygieł, którego fotografie możemy oglądać w Centrum Sztuki Współczesnejw Zamku Ujazdowskim

Wystarczy zmienić perspektywę, by w tym, co oswojone, odkryć to, co nieznane. Artysta multimedialny Stefan Szczygieł od kilku lat fotografuje przedmioty codziennego użytku w zbliżeniu, które sięga nawet 200 razy. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nam misterną japońską grafiką, okazuje się grzbietem książki, a w gęstwinie poplątanych metalicznych rurek dopiero po chwili rozpoznamy powierzchnię guzika.

- Usiłuję dojść do szczegółu ukrytego przed wzrokiem - tłumaczy autor. - Przedmioty, które fotografuję, są zwykle bardzo małe: papierośnice, zapalniczki, srebrne pudełeczka, broszki. Dopiero w powiększeniu można zobaczyć to, co niewidoczne gołym okiem: linie, rysy, rzeźbienia.

Przez kilka lat artysta zebrał pokaźną kolekcję wielu setek powiększeń. Nazywa ją "encyklopedią niedużych przedmiotów". Na wystawie zobaczymy 24 zdjęcia w wymiarach ok. metr na metr. Stefan Szczygieł wyjaśnia, że fotografuje rzeczy, które mu się podobają.

- Ważna jest faktura przedmiotu, kolor, kształt. W dużym zbliżeniu guziki czy mechanizmy zegarków zaczynają przypominać przestrzenie malarskie - tłumaczy. Chętnie sięga po zabytkowe zapomniane obiekty, często robione ręcznie.

- Ujawniają upływ czasu. Każdy przedmiot jest księgą, z której można wyczytać jego historię - mówi. I dodaje: - Będę to robił do końca życia. Na świecie są jeszcze miliardy pięknych przedmiotów do powiększenia.

Wystawa potrwa do 9 września.

Magdalena Dubrowska
Gazeta Wyborcza, 30 lipca 2007 r.

Wernisaż wystawy - 30 lipca 2007 r. Fot. K. Wojciechowski

Rzeczpospolita, dodatek "WIR", 3 sierpnia 2007 r.

 

Polecam - Monika Małkowska

W fotografii zmiana skali nie jest nowym pomysłem. Termin "powiększenie" od razu kojarzy się z tym medium - co wykorzystał Antonioni, dając tytuł swojemu głośnemu film o fotografie mody "Powiększenie". Tego samego tytułu użył Stefan Szczygieł - tyle że w liczbie mnogiej.

W parterowej salce CSW zaprezentował "portrety" 23 przedmiotów. Wszystkie w ogromnym zbliżeniu, kolorowe i idealne technicznie. Nasz artysta, w przeciwieństwie do bohatera filmowego "Powiększenia", dysponuje cyfrową aparaturą. Pozwala mu to przy stu-, dwustukrotnych powiększeniach uzyskać wysoką rozdzielczość - do miliarda pikseli!

Obiekty pokazane są na gładkim białym tle w taki sposób, żeby nie było widać cienia. Jakby zostały wycięte. Tym sposobem Szczygieł uabstrakcyjnił rozmaite obiekty codziennego użytku. Niekiedy na pierwszy rzut oka trudno powiedzieć, czemu służą. A raczej, jakie funkcje pełniły - bo na większości zdjęć widzimy przedmioty z innej epoki, wykonane z pietyzmem i emocjonalnym zaangażowaniem, jak dzieła sztuki. Okazuje się, że zwykły guzik czy grzbiet książki są równie dekoracyjne jak broszka bądź srebrne puzderko. W zbliżeniu można podziwiać ich bogato zdobione powierzchnie: rytmy faktury, tłoczenia, złocenia, inkrustacje. Niektóre obiekty przywodzą na myśl konstruktywistyczne rzeźby - jak zapalniczka "Silver Match" sprzed kilkudziesięciu laty, pokryta drobnym, zgeometryzowanym reliefem. Albo guzik ze srebrzystych drucików, który wygląda jak spłaszczony kłębek włóczki.

Szczytem wyrafinowania są zegarowe werki. Szczególnie fotogeniczne są męskie cebule z grawerowanymi kopertami, na łańcuszkach. Nie tylko szwajcarskie marki zachwycają go misternymi układami zębatych kółek, śrubek i szlachetnych kamieni. Ciekawią go też tajemnice zwykłego, popularnego budzika z blaszanym dzwonkiem. Na wielkich odbitkach (200 x 235 cm) werk przeobraża się w fantastyczną konstrukcję. Logika mechanizmu staje się mniej ważna. Ujawnia się natomiast bogactwo faktur i kolorów metalowych części pokrytych rdzą i plamami. Po prostu abstrakcyjne arcydzieło.

Monika Małkowska
Autorka jest krytykiem sztuki "Rzeczpospolitej"

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.