Mariusz Hermanowicz, 1950-2008

 


FOT. M. GRYGIEL

WCZORAJ odszedł Mariusz Hermanowicz, jeden z najważniejszych polskich fotografów, wspaniały artysta, znawca sztuki, niezwykły człowiek i przyjaciel. Nasz autor. Miał 57 lat.

Dla mnie Mariusz Hermanowicz należał do świata fotografii prawie od zawsze. Moja pierwsza wystawa w Małej Galerii to właśnie wystawa Mariusza Hemranowicza   we wrześniu 1979 roku.Wtedy zaczęła się nasza znajomość, wkrótce, przyjaźń, która przetrwała aż do wczoraj. Prawie trzydzieści lat - teraz trudno zebrać myśli.

Był niezwykłym artystą, człowiekiem o niesamowitej wrażliwości, której nigdy za bardzo nie eksponował. Można nawet powiedzieć, że był nieśmiały. Nie forsował swoich ocen, poglądów, opinii za wszelką cenę chociaż jak mało kto miał bardzo własne, głęboko ugruntowane zdanie na temat jakiejś pracy, filmu, książki, spektaklu czy działalności artystycznej. Dlatego tak zawsze byłem ciekawy jego sądów, chociaż nie zawsze pokrywały się z moimi. Ale to, co stanowiło u niego ogromny atut, to nieograniczona niczym ciekawość zagłębiania tajników twórczości innych artystów, życzliwe, z podziwem doszukiwanie się ich oryginalności i tego, co mają nam nowego i ciekawego do powiedzenia.

Mariusz Hermanowicz należał do tych niezwykłych artystów, którzy bardzo interesowali się twórczością innych artystów, nie tylko kolegów, znanych sobie od dawna przyjaciół, ale również co jakiś czas odkrywał dla siebie jakieś nowe zjawisko, nową postać i wspaniale umiał się tym dzielić z innymi. Wśród środowiska artystycznego taki celownik ustawiony nie tylko na siebie samego zawsze bardzo mi imponował. Czerpałem dosyć często i obficie z jego wiedzy na temat sztuki - a był jej znawcą wytrawnym. Poza tym znakomicie rozpoznawał, interpretował, smakował sztukę artystów już mających swoje miejsce w historii sztuki. Dokonywał niezwykle ciekawych reinterpretacji ich twórczości, wynajdywał rzeczy, na które do tej pory nie zwracano uwagi - umiał o tym porywająco opowiedzieć i podzielić się bezinteresownie.

Nie mogło się to skończyć inaczej jak propozycją, by na stałe współpracował z Fototapetą, tak jak to robił przez blisko 30 lat z Małą Galerią, w której zrealizował kilka swoich premierowych wystaw, a swoim udziałem z nowymi pracami w jubileuszowej wystawie w zeszłym roku w CSW potwierdził swoją wspaniałą aktywność i to, że zawsze ma coś ważnego i istotnego do powiedzenia od siebie dla innych. Szkoda tylko że nie wszyscy umieli to dostrzec.

Jego własna twórczość jest niezwykle zróżnicowana, bogata i będzie jeszcze odkrywana i poznawana zaskakując swoją klasą, rozmachem, wielością poszukiwań. Mariusz był typem samotnika i nie umiał sam siebie zareklamować w dostateczny sposób, ale jego  - catalogue raisonne - spis wszystkich prac jest niezwykle imponujący i szeroki.

Był otwarty na nowości, również technologiczne, wykraczał w swoich pracach poza klasyczną fotografię, robił inscenizacje, para - performances dla fotografii, od wczesnych lat swojej twórczości podpisywał zdjęcia swoim niesamowitym i niepodrabialnym charakterem pisma, właściwie opatrywał je komentarzem, autoironicznym, czasami ciętym jak brzytwa, celnym i drwiącym zarazem, niekiedy liryczno-poetyckim. Był w tym prekursorem, nieomal na równi ze słynnym Duane Michels'em, który zdziwiony z zachwytem oglądał prace Mariusza gdy mu je pokazałem  w Bratysławie na początku lat 90. 

Fotografie Mariusza, zawsze perfekcyjne pod względem warsztatowym, zawierają w sobie materialną i duchową istotę fotografii, owe puncutm już tak dokładnie opisane przez najwybitniejszych teoretyków. Będąc świadkiem wielu kierunków w sztuce - tworzył sztukę swoją, niepowtarzalną...jeszcze nie do końca odkrytą. Poszukiwał nowych wartości, form, nowych inspiracji, znaczeń, skojarzeń,  - ostatnie serie portretów kobiecych jakże daleko odbiegają od jego wczesnych para-konceptualnych czy nawet socjologizujących prac, które z kolei i tak będą na trwale zapisane w historii polskiej (i nie tylko) fotografii.

Te chaotyczne zdania, niekiedy może zbyt ogólnikowe nie oddadzą w tej chwili ani znaczenia jego sztuki, ani znaczenia Mariusza jako osoby tak pozytywnie inspirującej działania wielu ludzi z jego kręgu. 

Wszyscy oni odczują teraz zapewne ogromną pustkę jaką po sobie zostawia.

A tyle jeszcze mieliśmy razem zrobić....

Na razie, Mariusz !  

 

Marek Grygiel
wieczorem, 4.X.2008

 

 

Pogrzeb Mariusza Hermanowicza w Warszawie 21 października 2008 r.
Fot. M. Grygiel

 

W imieniu przyjaciół artystów na pogrzebie Mariusza Hermanowicza przemówiła Anna B. Bohdziewicz (z lewej).
Fot. M. Grygiel

Chciałam w imieniu nielicznych obecnych tu kolegów fotografów, a może i wszystkich tu zebranych, powiedzieć parę słów o Mariuszu. Jesteśmy wstrząśnięci jego śmiercią i bardzo trudno jest mi mówić. Żegnamy wspaniałego człowieka i artystę. Mariusz był artystą niezależnym. Nie ulegał żadnym modom. Był artystą własnym. Jego dzieło jest już teraz zamkniętą księgą. Zawiera  wiele rozdziałów, które będziemy teraz na pewno dopiero odkrywać. Mariusza już z nami nie ma. To wielka strata, dla nas, dla kultury polskiej. Ale zostawił nam swoją sztukę i przez nią będzie zawsze z nami obecny.

Żegnaj Mariuszu!

Anna Beata Bohdziewicz
21 października 2008 r. nad grobem rodziny Hermanowiczów na cmentarzu w Powsinie

 

Fot. M. Grygiel

 

W FOTOTAPECIE:

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.