PRZEJRZYSTOSC RZECZY. Edycja 7.
URODZINY. Edycja 60
fotografia, fotoobiekty

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie
Otwarcie wystawy: 9 września, godz. 18.00
Wystawa czynna do 12 października 2008.
Kurator: Marek Grygiel

 

 

Tomek Sikora - Przejrzystość rzeczy

DZIESIĘĆ lat temu, siedząc w zagraconej kompletnie kuchni Cioci Magi w Londynie zapytałem ją po co to wszystko trzymać. Ciocia przyniosla z sypialni srebrną puderniczkę, połoźyła ją na stole. Patrząc na nią odtworzyła mi fragmenty swojego życia. Owa puderniczka to jedyny przedmiot z tamtych dramatycznych czasów wojny. Towarzyszyła Cioci w zesłaniu na Syberię. Była ostatnią szansą na przetrwanie. Miała ocalić przed głodem. W końcu pozostała przy Cioci, a z nią zapisane mocno w pamięci tamte czasy.

Bliska jej sąsiadka Pani Zofia wyciągnęła z szuflady rozsypującą się książeczkę do nabożeństwa. Dostała ją od męża we Włoszech, pod Monte Casino, z życzeniami powrotu do Ojczyzny. Nigdy nie wróciła.

Chari, filipińska opiekunka do dzieci w Singapurze, wysunęła z podwójnego dna swojej walizki malutką sukienkę swojej córeczki. Trzymając ją w ręku opowiadała z łezką w oku o swoich dzieciach tam daleko, na wyspach. Wyjechała za chlebem. Mama schowała sukienkę do bagażu Chari, aby ta nie zapomniała o rodzinie.

Zaproszeni do udziału w moim projekcie Przejrzystość rzeczy przekazywali mi te bezcenne dla nich relikwie pamięci z wielkim namaszczeniem, bo mieli świadomość, że te bardzo niezwykłe, intymne przeżycia otworzą się na świat, a te przedmioty staną się świadectwem tych przeżyć dla wielu ludzi.

W paru przypadkach moja propozycja udziału w Przejrzystości stała się zbawieniem dla osób, króre mogły się pozbyć przedmiotu będącego zapisem niedobrych momentów w życiu, przedmiotu z którym rozstać się przedtem nie mieli odwagi.

Od paru lat proponuję udział w wystawie również ludziom których nie znam, albo znam słabo, ale cenię ich bardzo.

Deborah Turbeville, amerykańska fotografka, obejrzawszy moją ksiąźeczkę przekazała mi dwie strony ze swojego pamiętnika. Był to ilustrowany polaroidami opis jej pierwszej sesji fotograficznej mody dla francuskiego Vogua. W drodze na wschód zatrzymała się w Warszawie. Spotkanie było krótkie, ale intensywne. Deborah nie zdawała sobie sprawy, że ofiarowany przedmiot istnieje w tym projekcie wraz z portretem właściciela. Znana jako fotograf , który nigdy nie pozwala się fotografować, przemogła się i zgodziła na parę błyskawicznych zdjęć. W chwilę po tym jechała już taksówką na lotnisko. Ja ochłonąłem dopiero wsiadając do własnego samochodu. Ale tylko na moment.

Okazało się, źe aparat był pusty.

Pogoń za taksówką trwała 10 minut. Gdy zajeżdżalem im drogę, Deborah, przyklejona do szyby samochodu z lekkim łagodnym uśmiechem pozowała już do następnego zdjęcia. Ona wiedziała.

Kolekcja składa się z około 200 bardzo osobistych, krótkich historii z życia ludzi. Każda inna, każda opowiedziana pozornie bezwartościowym przedmiotem.

Tomek Sikora

WYSTAWA Tomka Sikory Przejrzystość rzeczy zawiera kilkadziesiąt przedmiotów, które artysta otrzymał od różnych osób. Są to z reguły osoby mu bliskie, ale również spotkane przypadkowo w czasie licznych podróży po świecie jakich Sikora odbywa sporo z racji wykonywania zawodu fotografa. Przedmioty te opatrzone krótkimi opisami zawierają wyjaśnienie dlaczego były lub są szczególnie ważne dla ofiarodawców. Na wszystkich Tomek Sikora umieszcza jeszcze dodatkowo fotografie tych osób, w taki jednak sposób by nie zniekształcały one podstawowej formy danej rzeczy, ani nie zmieniały jej funkcji.

Tak zaprojektowana wystawa-instalacja jest swoistym inwentarzem przedmiotów należących kiedyś do osób szczególnie ważnych dla autora.
Jest jednocześnie próbą interpretacji zjawiska przenikania osobistych biografii do świadomości szerszej za pomocą nadania pewnym przedmiotom charakteru nośnika pamięci. Wyjaśnienie dlaczego dana rzecz ma wielką wartość dla danej osoby powoduje, ze więcej dowiadujemy się o niej samej niż o przedmiocie, który jest tylko materialnym śladem naszej egzystencji.

Nie sposób przecież wszystkiego sfotografować, ale poprzez zespolenie fotografii z przedmiotem można otrzymać pogłębioną i pełniejszą interpretację przeszłości nawet pojedynczych losów. To jest głównym polem dociekań dla Tomka Sikory, który tym razem fotografii użył w bardziej wyrafinowany i wysublimowany sposób. Fotografie twarzy poszczególnych ofiarodawców są wpisane w przedmioty. Przylegają do tych przedmiotów bezpośrednio. W sposób nieco przewrotny utrwalają się w naszej pamięci ściśle przywołując ładunek magicznej sfery, jaka jest w nich zawarta w zderzeniu z przedmiotami, które do tych osób należały.

Od premierowego pokazu sprzed kilku lat w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie kolekcja Tomka Sikory powiększyła się o kolejne 150 zaskakujących i nieprzewidywalnych przedmiotów. Tym razem są one pozyskiwane mniej przypadkowo. Należały do osób, które dla Tomka Sikory mają szczególne znaczenie. Są to postaci z kręgu jego bliższych i dalszych znajomych, przyjaciół artystów, osób będących dla niego autorytetami w różnych dziedzinach życia.

Przejrzystość rzeczy Tomka Sikory to pokaz-instalacja wykraczający poza samą fotografie jako jednolitą dziedzinę twórczości łączący fotografię z obiektami wielowymiarowymi. Taka konstrukcja, umożliwia jej przenikniecie w świat form i kształtów zarezerwowany do tej pory dla rzeźby i architektury.

Jest ta wystawa-instalacja kolejną próbą wprowadzenia fotografii w szerszy kontekst sztuki współczesnej w której podziały na poszczególne dyscypliny (takie jak malarstwo, grafika, czy rzeźbą) nie są jedynymi wyznacznikami artystycznej kreacji.

Marek Grygiel

To są moje pierwsze w życiu majtki z prawdziwego jedwabiu, które dostałam będąc dojrzałą trzydziestolatką. Dzisiaj wydaje się to dziwne, że mieszkając w Paryżu ciągle rozsądnie kupowałam sobie bawełniane majtki od Marksa & Spencera z Anglii. Wynikało to poprostu z mojego przyzwyczajenia oraz surowego wychowania i być może stało się powodem mojego rozwodu.
W każdym razie, miałam 30 lat, byłam właśnie po rozwodzie kiedy moja matka zmienila radykalnie swoje dotychczasowe stanowisko.
Wraz z majtkami, które były prezentem od niej, załączona była notka zawierająca jedno słowo; ,,Baw się!’’
Te majtki były symbolem mojego dorastania.
O tak, bawiłam się!
Ale dyskrecja nakazuje, aby ich intymna historia nie została opowiedziana.
Malgosha Gago

Historia……….Cichej Kolekcji.

To był jeden z tych zimnych, ponurych dni marcowych.
Wiosna….była daleko od Paryża. Fotografie te zostały zrobione dla niewielkiego magazynu zatutułowanego Collection. Nie mieli pieniędzy ani na modelki, ani na asystentów, ani na lokację.
Jedną z moich ulubionych ,,ruin‘‘ był wtedy Hotel Sully…stary, odrapany, prywatny hotel w dzielnicy Marais….(teraz mieści się tam Muzeum Picassa), ale wtedy był moim studiem…..zaniedbany….wszędzie gruz…..potłuczone lustra i niekończące się połamane schody……bardzo mi sie przydały……Dozorczyni miała starego krolika, który skakał po podwórzu ……..Wpuszczała mnie kiedy tylko chciałam….Dlaczego nie?....Niczego tam nie było…..Tego dnia Isabelle i Aurelia Weengarten (moje modelki i przyjaciółki) wtargnęły do pustych pokoi…..Można było usłyszeć spadającą szpilkę…..Dziewczyny poruszały się jak duchy po pokojach lub stały nieruchomo….podczas kiedy ja fotografowałam ich odbicia w lustrach…..trochę zamazane i zniekształcone przez szkło….świat ,,innych głosów‘‘…….innych pokoi….Chciałam, żeby wyglądały jakby…..kiedyś….wiele lat temu….istniala tutaj kolekcja wspaniałego projektanta…..a to co ja fotografowałam bylo echem…odbiciem czasu.

Deborah Turberville

3 lata temu ta herbata w torebkach miała pewne osobiste znaczenie dla mnie.
Z biegiem czasu zaczęłam nazywać to teorią herbaty w torebkach.
Zawsze byłam kolekcjonerką, ale dopiero od czasu tej teorii chciałam wiedzieć dlaczego.
Ojciec mojego ukochanego zbierał w ciemno te torebki dla mnie tylko ze względu na wagę słów jakie jego syn przywiązywał do nich.

Dawno temu, jeden z moich ludzkich kochanków, przedstawił mnie temu mechanicznemu. Chciałabym nazywać go “Robocopem”, gdyż aresztowałby mnie kiedykolwiek bym tego chciała, posyłałby mnie na księżyc i spowrotem w przeciągu paru sekund. Był on świetnym kochankiem – spokojny, łatwy w utrzymaniu, zero zazdrości, posesywności, obsesji, pozbawiony był tych wszystkich komplikacji, które ludzie wnoszą do związku. W następnych dwóch dekadach inni kochankowie przychodzili i odchodzili, ale mój “Robocop” przetrwał ich wszystkich. Powoli jednak jego stan pogarszał się przy mnie. Stał się coraz głośniejszy, ciężki i trudniejszy w obsłudze. A co najgorsze podróże na księżyc były coraz trudniej osiągalne. No cóż……
W każdym razie, do dzisiaj trudno mi to wytłumaczyć, jest to jak defloracja dziewicy, chciałabym zatrzymać mojego “Robocopa” na zawsze!
Dowiedziałam się ostatnio, że nieprzywiązywanie się jest dobrą rzeczą. Jestem więc gotowa rozstać się z nim dla dobra sztuki.
I jestem bardzo dumna, że może on stać się częścią tej wspaniałej wystawy. Tomku, opiekuj się moim chlopcem.
Kochająca,
Ryba Schabecamp

Coś dziwnego działo się z tymi tubkami. Tak jakby miały jeszcze drugie życie, chociaż już nie działają.
Okazuje się, że zawsze kiedy się przeprowadzam zabieram je ze sobą, jakby miały jakieś trudne do wyrażenia zadanie do spelnienia, którego nie rozumiem.
Teraz już rozumiem.
Janusz

Kiedy miałem sześć lat byłem pewien, że mój ojciec jest superbohaterem i kiedy mój brat przyniósł mi mój pierwszy komiks o synach Supermena i Batmana ze zdziwieniem odkryłem, że synowie superbohaterow wyrastają na superbohaterów. Prawie trzydzieści lat minęło od czasu kiedy dostałem ten komiks. Ojciec mój, chociaż już starszy, ciągle jest dla mnie superbohaterem. Ja natomiast ciągle jestem normalnym czlowiekiem, ale wiem, że któregoś dnia, tak jak w komiksie, też zostanę superbohaterem.

17/8/2002
Jeruzalem
Etgar Keret

Historia tego przedmiotu:
Nazwa: Doskonały gorset w kolorze ultrafioletowym

Jest to gorset, który pochodzi z mojego pierwszego pokazu w czasie London Fashion Week, który odbył się 22 września 1999 roku. Był to mój debiut na międzynarodowej scenie mody, więc gorset ten znaczy dla mnie bardzo dużo i zawsze będzie przypominał mi ten czas, ten pokaz i mój poród dokonany na wybiegu, którym zasłynąłem. To był pierwszy i jak dotąd jedyny raz kiedy mogłem w pełni wyrazić się artystycznie na pokazie London Fashion Week. Ten plastikowy odlew doskonałego ciała kobiety został nierówno pomalowany ultrafioletową farbą i był noszony w ciemnym pokoju ze specjalnym oświetleniem ultrafioletowym.
Efekt był niesamowity. Wyglądało to jakby to doskonałe ciało kobiety było w ogniu bóli przedporodowych.
To było o narodzinach mnie samego oraz Nowego Millenium.
Suzy Menkes zatytułowała wtedy swój artykuł w International Herald Tribune: "Narodziny nowego Millenium".
Arkadius


Ten maly wypchany konik niesie ze sobą wspomnienia radości dzieciństwa. Jazdy na kucyku do szkoły podstawowej, gorącego letniego wiatru i suchej trawy, która pokrywała łyse wzgórza Strath Creek. Pogoni za kangurami przez gęste…….., samodzielnych przygód i magicznego australijskiego buszu.
Znalazlam go na śmietniku na Tasmanii w 1998 roku parę godzin przed wejściem do samolotu, którym wracałam do domu. Pamiętam, że wyskoczył na pas przesuwający bagaże na lotnisku w Melbourne, cały zgnieciony i zniekształcony z wyrazem niewinnego zakłopotania. Kiedy przesuwal się po tym pasie do celu, twarze ludzi rozjaśniały się z radością i rozbawieniem na widok tej biednej, zagubionej duszy podróżującej w morzu twardych, kanciastych walizek.
Przypomina mi to jak ważna w życiu jest łagodność, wychodzenie poza normy i niewinność.
Carolyn Hanna 2001

To jest mój komputer Apple Macintosh z 1986 roku. Dostałem go po pracy nad fotograficznym projektem „ Dzień w życiu Ameryki”.
Według mnie, osoby która żarliwie wierzy w komputery, ale z jakiegoś powodu równie żarliwie nie może pojąć jak się nimi posługiwać, w nim streszcza się wielki sukces pewnego projektu oraz wielki technologiczny skok naprzód. Przypomina mi on także katastrofę nuklearną w Czernobylu, która wydarzyła się kiedy pracowałem nad pewnym projektem w Ameryce, a moja żona i syn byli wtedy w Polsce, bezpośrednio narażeni na radioaktywne odpady z Ukrainy, dawny ZSRR. Okazało się wtedy niemożliwe, abym mógł zatelefonować z USA do Polski, a więc nie mogłem skontaktować się z moją rodziną.
Teraz mogę się tylko śmiać w związku z jeszcze jedną rzeczą, o której przypomina mi ten Apple McIntosh: w 1986 roku był on szczytem możliwości w dziedzinie komputerów osobistych, cud elektroniczny – prawie jak tajna technologia zbrojeniowa – w czasie kiedy zimna wojna między Wschodem i Zachodem ciągle wrzała. A więc ponieważ mój Apple był tak „potężny” , to abym mógł go wywieźć z Anglii, gdzie został mi dostarczony, do (wtedy komunistycznej) Polski, dowiedziałem się, że będę musiał otrzymać pozwolenie z jakiegoś ważnego ministerstwa w Londynie. Posłusznie złożyłem podanie o takie pozwolenie, ale tak długo to trwało, że poprostu włożyłem ten komputer do mojego ręcznego bagażu i zabrałem go do Polski.
Dzisiaj, siła tego komputera jest śmiechu warta – ot taki duży kalkulator, ale w 1986 roku….

Chris Niedenthal

 

Poprzednio w FOTOTAPECIE m.in.:

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.