SIEGesIKONen / Icons of Victory
transFORM, Berlin
30 sierpnia - 3 września 2009 r.
Humboldt Umspannwerk Berlin

 

 

Ikony zwycięstwa w Berlinie

Urszula Usakowska-Wolff

Wystawa "Ikony zwycięstwa" w Berlinie, gólny widok jednej z sal ekspozycyjnych, w głębi prace Ryszarda Waśki

Krótka transformacja w trafostacji

NAJBARDZIEJ znanym architektem obiektów przemysłu energetycznego w dwudziestoleciu międzywojennym w Berlinie był Hans Heinrich Müller (1879-1951), pochodzący z Grätz (dziś Grodzisk Wielkopolski) koło Poznania. W 1909 roku zaprojektował gmach zakładu energetycznego w berlińskiej dzielnicy Steglitz. W1924 roku został kierownikiem wydziału budowlanego Berlińskiego Przedsiębiorstwa Energetycznego S.A. (BEWAG) i zajął się wznoszeniem budynków trafostacji: jedenaście takich budowli, stojących do dziś w stolicy Niemiec, jest jego dziełem.

Budynek transformatorni (Humboldt Umspannwerk).

Architektura przemysłowa autorstwa Müllera jest połączeniem modernizmu z gotykiem: jego wzorem był Zamek w Malborku. Dlatego też nieprzypadkowo wszystkie obiekty przemysłu energetycznego, wykonane według planów tego architekta, wyglądają jak twierdze. Dziś, w erze postindustrialnej, te monumentalne i nostalgiczne konstrukcje z cegły straciły pierwotne przeznaczenie i - jako pomniki industrializacji - starają się dopasować do nowych czasów: coraz częściej zaczynają żyć na nowo jako instytucje przemysłu kulturalnego.

Kolekcjoner ciekawych nieruchomości

Najlepszym przykładem jest Humboldt Umspannwerk, czyli Trafostacja im. Humboldta, zaprojektowana przez Müllera i oddana do użytku pod koniec 1925 roku. To kompleks pięciu zbudowanych wokół rotundy budynków z cegły z dwoma wieżami o łącznej powierzchni 14500 m2 na rogu Kopenhagener i Sonnenburger Strasse, w modnej obecnie dzielnicy Prenzlauer Berg we wschodnim Berlinie. Trafostację zamknięto w 1993 roku. Przed trzema laty kupił ją od BEWAG za 5,5 mln Euro Michael Tippin (* 1968), mieszkający w Budapeszcie miliarder z Toronto, który zajmuje się kolekcjonowaniem ciekawych nieruchomości, restauruje je (wydał już na to podobno ponad miliard USD) i zamienia w miejsca, które wynajmuje i gdzie odbywają się kulturalne eventy: pokazy mody i sesje zdjęciowe, targi sztuki i designu, bale dobroczynne. Służą także jako kulisy filmowe. Od 2007 roku w Trafostacji im. Humboldta organizowany jest Berliner Kunstsalon (Berliński Salon Artystyczny, 22.-27.09.2009), jedna z corocznych, cyklicznych imprez targowych, towarzyszących Berlin Art Forum (24.-27.09.2009). Pod względem powierzchni wystawowej (7000 m2) Berliner Kunstsalon zajmuje drugie miejsce po Berlin Art Forum. W ubiegłym roku tragi młodej sztuki w starej trafostacji na Prenzlauer Berg obejrzało łącznie ponad 16000 ludzi. Na wernisaż przyszło 5000 osób. Na taką frekwencję trzeba pracować cały rok: mieć aktualną i stale aktualizowaną stronę internetową, karmić media informacjami prasowymi, reklamować się, znać grupę docelową, czyli wiedzieć, jak i do kogo trafić, żeby trafili do ciebie właściwi ludzie. Bez tego trudno zaistnieć na kulturalnej mapie Berlina, gdzie codziennie są dziesiątki imprez kulturalnych, a więc chodzi się na takie, które są nagłośnione w mediach lub na których należy się pokazać.

Otwarcie Otwarcie: druga od lewej - Aleksandra Kielan, dyrektor MCKiS, Zbigniew Belowski, dyrektor programowy MCSW "Elektrownia" w Radomiu, Józef Z.uk Piwkowski - kurator, Tadeusz Sudnik, 30 sierpnia 2009 r.
Otwarcie - performance Andrzeja Mitana
Prace Stefana Gierowskiego
Tomasz Sikorski (stolik), Teresa Gierzyńska (prace na ścianie)
Krzysztof Wojciechowski
Jacek Bąkowski

Artyści artystom

Nie wiem, ile czasu trwały przygotowania wystawy "SIEGesIKONen/transFORM/100" Künstler +/1980/1989/2009" która odbyła w dniach od 30.08. (wernisaż) do 3.09.2009, czyli że pokazywana była przez cztery dni z kawałkiem w surowych wnętrzach Humboldt Umspannwerk w Berlinie. Była to więc duża ekspozycja grupowa, pod wieloma względami rekordowa: rekordowo krótka, mimo że z dziełami ponad stu artystek i artystów, głównie polskich z Polski i polskich z innych krajów; z rekordową liczbą siedmiu kuratorów (w tym trzy panie), którym w realizacji "Ikon zwycięstwa" w Berlinie pomogło siedemnaście instytucji kulturalnych i artystycznych, zajmujących się promocją dziedzictwa narodowego. Dziedzictwo narodowe i międzynarodowe, które obejrzeć można było, jak się wiedziało, że tam jest, u Humboldta, wyglądało imponujące, multimedialnie i interdyscyplinarnie: dobra i dobrze wyeksponowana sztuka w ciekawym miejscu. Zabrakło jej niestety promocji i działań z zakresu tzw. dydaktyki muzealnej. Zaproszenia na konferencję prasową (27.08.2009) i wernisaż (30.08.2009) wysłane zostały mailem 26.08.2009. Konferencja odbyła się więc bez dziennikarzy. Na wernisażu miało się wrażenie, że licznie przybyłych artystów i funkcjonariuszy kultury z Polski odwiedziła podobna liczba artystów polskich z Berlina. Zabrakło na nim natomiast funkcjonariuszy kultury, kuratorów, dyrektorów muzeów, kolekcjonerów, właścicieli galerii i dziennikarzy z Berlina, czyli ludzi decydujących o obecności artystów na rynku sztuki. Wprawdzie mury Humboldta szczelnie oklejone były plakatami wystawy, jej reklamę przez tydzień pokazywano na monitorach w wagonach metra, ale podróżujący tym środkiem lokomocji raczej nie mają zwyczaju partycypacji w kulturalnych wydarzeniach. Nie było ulotek, wyjaśniających treść dzieł lub akcji artystycznych. Na świetnych zdjęciach Tadeusza Rolke kulturalny Berlińczyk mógł rozpoznać być może Josepha Beuysa, ale już Erny Rosenstein i otaczających ją osób chyba nie. Skąd miał też wiedzieć, jakie znaczenie odgrywają w Polsce artyści, których odciski palców uwiecznia Marek Niemirski? I dlaczego Jerzy Kalina, jego żona i brat Andrzej, niemłodzi już w końcu ludzie, śpią w nieogrzewanej o tej porze roku rotundzie na styropianie, też berlińskiej publiczności, gdyby przyszła, trudno byłoby zrozumieć. Pomocny byłby zapewne katalog wystawy, ale i jego zabrakło, podobno miał się ukazać po jej zakończeniu

Jerzy Kalina
Jerzy Kalina
Jerzy Kalina
Instalacja Jerzego Kaliny
Wolf Kahlen
Krzysztof Wojciechowski, Adam Klimczak, Wiktor Polak, Varda Getzow, Paweł Grześ
Jan Pieniążek
Gabriela Morawetz
Grzegorz Rogala
Andrzej Janaszewski

Jako taka frekwencja

Trudno się dziwić, że w mediach ukazały się tylko trzy recenzje "Ikon zwycięstwa": Elżbieta Stasik napisała o nich dobrze i po polsku na internetowej stronie radia Deutsche Welle, Ann-Katrin Frank po niemiecku i mniej entuzjastycznie ("Wątpliwy pochód zwycięstwa") na blogu. O berlińskim "zwycięstwie" radomskich malarek Edyty i Renaty (była również kuratorką wystawy) Jaworskich i fotografa Jerzego Kutkowskiego informowała Barbara Koś na portalu internetowym echodnia.eu. Jej relacja kończy się tak "Wystawa, otwarta w przeddzień 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej, zyskała bardzo dobre recenzje krytyków. 'Na wernisażu nie mogło zabraknąć pani Bogusławy Jaworskiej, burmistrza Zwolenia', podkreśla Zbigniew Belowski (z-ca dyrektora "Elektrowni" w Radomiu). 'Pani burmistrz naprawdę może być dumna z córek'". O udziale w "Ikonach zwycięstwa" doniósł ponadto lapidarnie na stronie Łodzi Kaliskiej Andrzej świetlik: "Do Berlina pojechaliśmy na trzydniową wycieczkę na trzydniową wystawę. Pojechało też kilkudziesięciu artystów głównie z Polski, dzięki czemu na wernisażu była jako taka frekwencja. Na wielu piętrach byłej elektrowni dużym wysiłkiem Żuka Piwkowskiego, Klary Kopcińskiej i nielicznych pomocników, zainstalowanych zostało sporo zupełnie przyzwoitych prac. Jedynie informacja do społeczeństwa o wystawie nie wyszła, ale wystawa fajna i tak..."

Tomasz Sikorski
Joanna Krzysztoń

Kalina nie wierzy łzom

Faktycznie, fajna była ta krótka wystawa i fajnie, że na niej byłam aż dwa, a może tylko dwa razy, bo moja druga obecność w trafostacji na "Transformacji" sprzyjała komfortowemu zwiedzaniu: poza mną i kilkoma artystami w przepastnych halach nie było nikogo, tak, że mogłam powoli i nierozpraszana przez kulturalną publiczność zapoznać się z "Ikonami zwycięstwa", które uprzednio pokazywano w Warszawie i Łodzi (2006), w Radomiu (2007) i w tym roku w Sofii. Na wernisażu największe wrażenie robił performance "Obciążenie" Wojtka Sawy i obciążony kamieniami performer Michał Molka. Publiczność mogła go odciążyć, zdejmować z niego kamienie i nalepiać je na ścianie, a wtedy także i jej kamień spadał z serca. Multimedialnym przeżyciem był muzyczno-werbalny performance "Niemiecka wersja polskiego poematu pedagogicznego" w wykonaniu Andrzeja Mitana i Tadeusza Sudnika w niedzielne popołudnie 30 sierpnia. Zwiedzanie najlepiej było rozpocząć w podziemiach trafostacji: były tam m.in. liczne zdjęcia Chrisa Niedenthala dokumentujące przemiany ustrojowe i społeczne w Polsce i krajach bloku wschodniego, instalacje Jerzego Kaliny ("Mur", "Nie wierzę łzom Berlina i Moskwy"), Sandry Bromley & Wallisa, rysunki i obiekty Andrzeja Kaliny. Na parterze przeciwległego budynku wisiały flagi Tomasza Sikorskiego i Pawła Susida, w drugiej hali stała m.in. szachowa instalacja Andrzeja Dłużniewskiego i "Koń na biegunach" Ryszarda Ługowskiego. Na dwóch kondygnacjach głównego budynku trafostacji (tego z podziemiami) też można było obejrzeć dużo ciekawych zdjęć, m.in. Tadeusza Rolke, Jacka Bąkowskiego, Jacka Boneckiego, Erazma Ciołka, Bettiny Cohen, Pawła Grzesia, Adama Nitkiewicza, Wiktora Polaka; Krzysztofa Wojciechowskiego, Michała Wosążnika, Jaśminy Wójcik, Dagmary Uhde), fotokolaże, foto- i wideoinstalacje Teresy Gierzyńskiej, Jana Kubasiewicza, Andrzeja Janaszewskiego, Henryka Gajewskiego, Ryszarda Waśko, Renaty i Edyty Jaworskiej, Guya Avitala, Dobrochny Badory, Rafała Chmielewskiego, Grzegorza Rogali, Kurta Fleckensteina. Nie zabrakło też malarstwa, m.in. Michaela Agackiego, Piotra Byliny, Rafała Chmielewskiego, Andrzeja Dłużniewskiego, Romana Lipskiego, Veroniki Peddinghaus, Ryszarda Grzyba, Stefana Gierowskiego.

Tomasz Sikorski
Wojciech Bruszewski
Prace Lodzi Kaliskiej
Tadeusz Rolke (Jan Tarasin)
Tadeusz Rolke (Wojciech Bruszewski, Józef Robakowski), zdjecie z 1967 roku

Narodowe stereotypy

Spektakularne instalacje były dziełem Gabrieli Morawetz, Johna von Bergena, Marka Niemirskiego, Ivo Nikića i wielu, wielu innych, bo nie sposób wymienić, a co dopiero opisać wszystkich spośród 100 + artystów "Ikon zwycięstwa". Mnie najbardziej utkwiły w pamięci prace Gabrieli Morawetz ("Jeu du regard"), Tomasza Sikorskiego ("After My Father", czyli walizka z rzeczami, które pozostały po ojcu) i Beatrice Jugert ("Cocteauphon, Megaphon For The Manifesto"), bo pokazywały, że wszystko jest złudne: życie, władza, sława, które przemijają i pozostaje po nich jedynie garstka przedmiotów. A to nie żadne ikony zwycięstwa, tylko skończoności. Ciekawe były też prace, zajmujące się ośmieszaniem lub kontynuowaniem narodowych stereotypów. Te pierwsze były czteroczęściowym, wiszącym na zewnątrz Trafostacji im. Humboldta dziełem niezawodnej jak zwykle Łodzi Kaliskiej, które pokazywały bardzo podobne i tak samo skąpo odziane kobiety, bo leżały na plaży i na różowym lodzie: Polkę (jako jedyna miała ona trzy ręce), Niemkę, Rosjankę i żydówkę, które mają bardzo podobne wyobrażenia o świecie i wszystkie lubią lody. Do tych drugich należały okrągłe znaczki Marka Glinkowskiego, na których umieścił on różne ważne słowa, np. "widzę", "jestem", "pamiętam" po polsku, angielsku, francusku, rosyjsku. Dlaczego urodzony w 1977 roku absolwent poznańskiej ASP po niemiecku napisał je szwabachą, rodzajem pisma gotyckiego, nieużywanego w Niemczech od siedemdziesięciu lat: to jest pytanie?

Tekst:
Urszula Usakowska-Wolff

Fotografie:
Krzysztof Wojciechowski i Marek Grygiel

Tadeusz Rolke (Joseph Beuys)
Andrzej Dłużniewski
Janusz Bąkowski
Sandra Bromley, Wallis Kendal
Rafał Chmielewski
Chris Niedenthal

Zobacz też:

 

Więcej zdjęć w Picasa Web Album:

 

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.