Albert Zawada - Stambuł

Oglądając zdjęcia Alberta Zawady, które zrobił niedawno w Stambule, ma się wrażenie, że niektóre z nich mogliśmy już gdzieś wcześniej widzieć. Tak może się zdawać szczególnie tym, którzy widzieli fotografie tureckiego klasyka tego gatunku - Ary Guelera. To właśnie zdjęcia Gulera, dopełniają autobiograficzną książkę laureta literackiej Nagrody Nobla, Orhana Pamuka pt. Stambuł.

Albert Zawada chyba całkiem świadomie czerpie z niego inspiracje zabierajac nas ze sobą na wędrówkę po tym magicznym mieście. Towarzyszymy mu w staromiejskich zaułkach, oglądamy wraz z nim piękne kamienne fragmenty jakichś budowli, a jednocześnie dziwimy się widząc rozpadające się malownicze drewniane kamienice. Gdzieniegdzie napotkamy jakiegoś anonimowego przechodnia, grupę mężczyzn gawedzących podczas południowej sjesty, chłopca siedzacego na krześle przed domem, ulicznego czyścibuta, którego klient wdaje się z nim w zajmującą pogawędkę.

Sceneria zdjeć ma pewną powtarzalność, niektóre sekwencje nakładają się na następne, i to dodaje im dodatkowych znaczeń i szerokich możliwości interpretacyjnych. Ta trzymilionowa metropolia tętni ruchem, a my, podążając za obiektywem Alberta, mamy wrażenie spowolnienia czasu i jakiegoś niedopowiedzenia. Mimo że przecież jest tu obecna spora dynamika, są samochody na nadmorskim buwarze, kilkukrotnie pojawia się staromodny tramwaj, na kilku zdjęciach utrwalne są melancholijne spojrzenia pasażerów pływających promami przez Cieśninę Bosforską. I jest normalne, codzienne życie: jakieś panie w parku przy kwiatowych klombach, chór chłopięcy na tle jasnej fontanny, kot wygrzewający się na sklepowej wystawie, czy pies biegnący wieczorną ulicą.

Nasuwa się pytanie - czy to manipulacje czasem i przestrzenią wykonane przez fotografa, czy to nastrój tego niezwykłego miasta powoduje, że trzeba mu się podporządkować i niespiesznie zapisywać, sumować w jedną całość te utrwalone przez niego fragmenty rzeczywistości, aż same ułożą się w calkiem dobrze dopełniającą się mozaikę.

Operowanie szarością, półtonami, brak jaskrawych kolorów tak nahalnie kojarzących się z Orientem, zamglone, czasmi nieregularne kadry... "swiatłocień zmierzchu" - by użyć określenia Pamuka  -  to są elementy fotograficznego języka, który świadomie narzuca nam Albert Zawada, a my poddajemy im się jak podczas niekończacego się snu.

Te poszarzałe czarno białe fotografie zostają w pamięci na długo i są dowodem na to, że nawet tak bogate w turystyczne atrakcje miasto, można pokazać od innej, mniej banalnej, bardziej poetyckiej i melancholijnej strony naciskając spust migawki nieco staromodnego aparatu, w odpowiednim czasie i we właściwym momencie.

Tak jak to zwykli robić dawni mistrzowie fotografii. Warto czasami iść ich tropem.

Marek Grygiel

 

 

Albert Zawada, ur. 1973, od 2001 fotoreporter "Gazety Wyborczej", wcześniej operator kamery stacji TVN. Autor licznych publikacji w prasie polskiej i zagranicznej, a także w wydawnictwach książkowych. Fotografował w wielu krajach Europy, w Południowej Afryce, w Indiach i Australii.

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.