Wolfgang Tillmans
”Zachęta Ermutigung”
Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
Pl. Małachowskiego 3
00-916 Warszawa
20 listopada 2011 - 29 stycznia 2012

„Wspólnicy. Fotograf i artysta około roku 1970”
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
ul. Pańska 3, 00-124 Warszawa,
18 listopada 2011 – 17 stycznia 2012

Wojtek Wieteska
”Rurka bez kremu może być lunetą”
Galeria Asymetria, ul. Jakubowska 17, 03-902 Warszawa, Polska
19-26 listopada 2011

Jacek Łagowski
”Afrowarszawiacy”
Dom Spotkań z Historią” ul. Karowa 20, Warszawa
19 listopada - 4 grudnia 2011.

STREET PHOTOGRAPHY NOW – Fotografia uliczna tu i teraz.
„Galeria Muzeum Drukarstwa Warszawskiego w budowie” ul. Marszałkowska 3/5 Warszawa
19 listopada 2011 - 15 stycznia 2012.

 

 

FOTOGRAFICZNY WEEKEND

 

JesieŃ to nie tylko czas wielkich fotograficznych Festiwali na świecie, to również ożywiony sezon w Warszawie. Ostatni weekend przyniósł otwarcie kilku wystaw z których co najmniej kilka wartych jest odnotowania.

Wolfgang Tillmans, z wystawy w Galerii Zachęta

Stołeczna Zachęta zaprasza od piątku na dużą, indywidualną wystawę Wolfganga Tillmansa – niemieckiego fotografa, który łączy różne rodzaje fotografii tworząc ciekawy melanż. Sporo na tej wystawie zdjęć z Polski, artysta bowiem znalazł się w Warszawie podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej, a także odniesienia do ostatnich wydarzeń z 11 listopada. Prace wyeksponowane sa dosyć niekonwencjonalnie, artysta w wywiadach udzielanych mediom mówił o tym, że fotografia jest dla niego tworzeniem obrazów. Nie maluje tylko dlatego, że medium fotograficzne jest bliższe naszym czasom i on sam lepiej może się w nim wyrazić.

Na wystawie zobaczyć można prace bardzo malarskie, na poły abstrakcyjne. Jego zdjęcia wykonane są w sposób bardzo nowoczesny, ciekawe niekonwencjonalne kadrowanie, zróżnicowane formaty. Jest to na pewno bardzo współczesne myślenie na temat tworzenia fotografii i jej prezentacji.




Wolfgang Tillmans, prace z wystawy w Galerii Zachęta

 

W  Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawa ”Wspólnicy” opowiadająca o spotkaniach artystów i fotografów w latach 60. i 70. kiedy te podziały jeszcze się wyodrębniały. Fotografowie często dokumentowali wtedy działalność artystyczną różnych twórców (często konceptualnych) i tak powstały ciekawe realizacje w obszarze sztuki eksperymentalnej. Obok nazwisk tak znanych fotografów jak Peter Hujar, czy Carl Andrem na wystawie sa prace świetnych węgierskich artystów Tibora Hajasa w fotografiach Janosa Veto, czy pokazana jest również współpraca między Edwardem Krasińskim i Eustachym Kossakowskim.

Gwenn Thomas i Jack Smith, Fear Ritual of Shark Museum, Kolonia 1974.

 

Galeria Asymetria, jeszcze przed tygodniem gościła na Paris Photo, a w piątek otworzyła nowa wystawę: Wojtek Wieteska zaprezentował fotografie ”codzienności rodzinnej” jak sam określił ten projekt.

Bardzo ciepła wystawa zdjęć prywatnych, głównie dotyczących relacji z synem. Zdjęcia te zawarte są w książce która z kolei napisała mama bohatera wystawy Agata Passent. Jest to ”opowieść o balansowaniu między bliskością a obcością, dystansem a jednością”. Urocza książeczka pod przewrotnym ”Dziecko? O matko!” to zbiór felietonów napisanych z pozycji bardzo szczerych i osobistych. ”Bezradnik psychologiczny” jak go nazywa przesadnie autorka – i dodaje: ”nasza książka to dwie równoległe opowieści, które przecinają się”. Bardzo jasna i nie banalna opowieść rodzinna która rzeczywiście bardzo lekko i dowcipnie się ”przecina” i uzupełnia.


 

Pod bardzo wdzięcznym tytułem ”Afrowarszawiacy” prezentuje swoją niewielka ale bardzo interesującą wystawę w Domu Spotkań z Historią na ulicy Karowej Jacek Łagowski, fotoreporter Gazety Wyborczej. Te kilkanaście bardzo kolorowych zdjęć to wynik wnikliwej i bardzo bliskiej obserwacji życia Afrykanów mieszkających w Warszawie, tych zakotwiczonych tu od lat i tych którzy znaleźli się tu od niedawna. Zdjęcia znakomite, autorowi udało się uzyskać bezpośredni kontakt ze swoimi bohaterami, oni z kolei odpowiedzieli mu zaufaniem i spontanicznością. Powstała jasna, o dobrej energii wystawa, pokazująca fajnych ludzi, którzy prowadzą ciekawe i pełne samorealizacji życie nad Wisłą.

Catherine Kasima Kanda. Jej mama jest Polką, tata pochodzi z Konga. Ona sama czuje się Polką i Kongijką, Europejką i Afrykanką. Jako małe dziecko rozmawiała w lokalnym języku lingala, którym posługują się jej krewni ze strony ojca. - Niestety, już zapomniałam - żałuje. Niedawno skończyła Szkołę Główną Handlową i studium psychologii psychotonicznej. Teraz ma własny biznes - prowadzi szkolenia samorozwojowe dla kobiet. A dokładniej - to szkoła uwodzenia. Kongo, ze względu na napiętą tam sytuację polityczną, odwiedza rzadko. Lubi spacery nad Wisłą. Fot. Jacek Łagowski.
Restauracja La Mama to nowy punkt na mapie Warszawy. Prowadzi ją Lidia Nwolisa ze swoim nigeryjskim mężem Arinze. - Szefem kuchni jest moja teściowa Cordelia, pomaga jej szwagier Chuka - dodaje pani Lidia (oboje na zdjęciu). Polskich kucharzy jeszcze w La Mamie nie ma, może pojawią się z czasem. Serwowane tu potrawy przygotowywane są po europejsko-afrykańsku. - Czyli zmniejszyliśmy stopień pikantności potraw - wyjaśnia pani Lidia. Hit La Mamy to gulasz z pestek dyni. Je się go razem z purée z afrykańskich ziemniaków yam, które trzeba sprowadzać z Nigerii. Zresztą tak jak większość produktów, łącznie z piwem i winem. Fot. Jacek Łagowski.
Ksiądz Silvanus Stock z Tanzanii jest misjonarzem ruchu Matki Bożej Consolata (Pocieszycielki), który gromadzi duchownych i świeckich głoszących prawdy Ewangelii jako prawdziwe pocieszenie dla świata. Jak sami mówią, chcą "być blisko z emigrantami i ich problemami, pocieszać strapionych, leczyć chorych, nieść pomoc humanitarną potrzebującym, bronić praw ludzkich, oraz promować sprawiedliwość i pokój". Na zdjęciu ksiądz Stock podczas mszy w kościele Matki Bożej Królowej Polski przy ul. Gdańskiej. Duchowny szuka w Warszawie chętnych do wyjazdu na misje do Afryki, Azji, Ameryki Łacińskiej. - Jest duże zainteresowanie, zwłaszcza wśród młodych - mówi. Niebawem pierwsza dwudziestoosobowa wyjedzie na trzy tygodnie do Tanzanii. Na miejscu będą mogli doświadczyć życia misjonarza. - Może ktoś odkryje swoje powołanie - dodaje. W Polsce zamierza zostać do sierpnia, uczy się polskiego. Wcześniej pracował m.in. w Portugalii i we Włoszech. Fot. Jacek Łagowski.
Wvarwzeky-Viz -Kombo-Bouetoumousse (na zdjęciu podczas statystowania do w serialu "Prawo Agaty") pochodzi z Konga. Pierwszy człon imienia nawiązuje do nazwiska nauczyciela jego ojca (najprawdopodobniej "Wawrzewski"). - Nie wiadomo, czy pochodził z Polski, ale na pewno z kraju słowiańskiego - mówi Kombo. W Kongu uczył się na elektronika i misjonarza, w Polsce studiował informatykę na Politechnice Krakowskiej i zarządzanie biznesem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przeniósł się do Warszawy i tu odkrył swoje powołanie: aktorstwo. - Pewien reżyser powiedział mi, że jest to we mnie - stwierdza. Miał epizod w serialu "Londyńczycy", grał w teatrze, m.in. w sztuce "Cukier Stanik". Właśnie założył grupę artystyczną Dala Ba Ta Kombo, co znaczy "Dzieci ojca Kombo". Chce wystawiać przedstawienia nawiązujące do historii i tradycji Afryki. Fot. Jacek Łagowski.
Doktor Honory Kiwale pochodzi z Tanzanii. Pracuje w zakładzie opiekuńczo-leczniczym przy ul. Szubińskiej, jest też lekarzem w pogotowiu. Do Polski przyjechał na stypendium studenckie w 1986 r. - Przyznam szczerze, że nic o tym kraju nie wiedziałem. Mogłem wybierać: Polska, Związek Radziecki, Bułgaria, Węgry - opowiada. Po studiach został w Warszawie, zaczął staż lekarski, poznał przyszłą żonę Dorotę. Fot. Jacek Łagowski.
Katarzyna Ezeh (na zdjęciu z mężem Nigeryjczykiem Okwudili Jamesem Ezeh i jego ojcem) poznała przyszłego męża sześć lat temu na Poczcie Głównej. - Do dziś żartuję, że spotkaliśmy się dzięki Poczcie Polskiej i skarbówce - śmieje się. Stała w długiej kolejce, by ostatniego dnia wysłać zeznanie podatkowe do urzędu skarbowego, a Okwudili James Ezeh próbował wysłać paczkę. - Nikt nie mówił po angielsku, postanowiłam mu pomóc - wspomina pani Katarzyna. Pobrali się w lipcu. Uroczystość miała nigeryjski charakter. Tradycja jest taka, że na ślub może przyjść każdy - dlatego odbył się pod gołym niebem. Tata pana młodego, który przyleciał z Nigerii, przywiózł też specjalne stroje dla młodych. A świadkiem był nigeryjski książę. Fot. Jacek Łagowski.
17.11.2011 Warszawa, Jacek Łagowski podczas wernisażu Afryka inaczej w Domu Spotkań z Historią, ul. Karowa.
Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta

 

I  wreszcie chyba wydarzenie jakiego dawno nie było, przynajmniej pod względem frekwencyjnym. Działająca ledwie od marca br. roku Fundacja DOC zaprosiła do Muzeum Drukarstwa Warszawskiego w budowie, czyli do dawnej drukarni Życia Warszawy u początków Marszałkowskiej przy pl. Unii na dużą zbiorową wystawę dotyczącą fotografii ulicznej. Składa się ona z kilku części – z których najważniejsza to ta zrealizowana wspólnie we współpracy z Third Floor Gallery z Cardiff, University of Wales w Newport oraz wydawnictwem Thames & Hudson.

Zobaczyć tu można zdjęcia tak wspaniałych fotografów jak Alex Web, Joel Meyerovitz, Martin Parr.

Z polskich uczestników wystawiają swoje prace m.in. Rafał Siderski, Wojciech Grzędziński, Mariusz Forecki, Michał Macioszczyk, Agnieszka Sym, Robert Jaworski, Jerzy Łapiński, Piotr Koszczyński, Sylwester Rozmiarek, Bart Pogoda, Światek Wojtkowiak. Artur Alan Willmann, Tomek Wiech, Tomasz Kulbowski, Szymon Michna, Przemek Wajerowicz, Damian Chrobak, Jan Wajszczuk, Jacek Szust, Magda Galas, Adam Lach, Michał Szlaga.

19.11.2011 Warszawa , wystawa Street Photography, Muzeum Drukarstwa w budowie, ulica Marszałkowska. fot. Marek Grygiel
19.11.2011 Warszawa , wystawa Street Photography, Muzeum Drukarstwa w budowie, ulica Marszałkowska. fot. Marek Grygiel
19.11.2011 Warszawa , wystawa Street Photography, Muzeum Drukarstwa w budowie, ulica Marszałkowska. Po prawej: Joel Meyerowitz, WTC, październik 2001. Fot. Marek Grygiel

Wśród wielu prac, powieszonych nawet w trzech rzędach (!) odnaleźć można zdjęcia uliczne takich autorów jak Kacpra Krajewskiego (być może jedenego z istotniejszych twórców tego gatunku) czy Krzysztofa Millera, słynnego wojennego fotoreportera Gazety Wyborczej, z którym niezwykle ciekawy wywiad ukazał się w ostatniej ”Polityce”.

Wystawa - wydarzenie na dużą skalę, z rozmachem – ale mająca również swoje wady – fatalne oświetlenie i chaotyczny układ prac – zwłaszcza w polskiej części wystawy można brać na karb rozkręcającej się dopiero działalności. Doskonałym pomysłem było pojawienie się podczas wernisażu stoisk księgarskich ze znakomitymi wydawnictwami o fotografii zarówno z kraju jak i z zagranicy.

To na pewno nie ostatnie takie ”mocne uderzenie” Fundacji DOC – na pewno zaskoczy nas jeszcze wieloma ciekawymi wydarzeniami – bo czuje się energię i ochotę do działania tej grupy ”zakręconych” fanów dobrej fotografii.

M. G.

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.