Galeria Nowych Mediów 
ul. Targowa 61/63 , Łódź
17.02.2012 – 31.03.2012.

Ciąg dalszy... w samo południe
spotkanie z autorem wystawy
piątek, 23 marca 2012, od godz. 12:00

 

 

Krzysztof Wojciechowski:
Imperfecta & trivia (wydanie drugie, rozszerzone)

Fot. Piotr Tomczyk

W Łodzi rozpoczęła działalność nowa galeria mieszcząca się w niedawno oddanym do użytku gmachu Nowych Mediów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej.

Zainaugurowała swoją działaność 17 lutego 2012 wystawą indywidualną Krzysztofa Wojciechowskiego. Wystawa ta przewidziana jest jako duża prezentacja o charakterze retrospektywnym. Umieszczono na niej większość cykli autora, które wchodziły w skład jego ostatnich dużych wystaw : Czas Ujawniony, Obrazy Ujawnione – CSW Warszawa, i Galeria Rempex, 2010, wystaw Sztuki Konceptualnej (Łódź 2009, Berlin, Gorzów Wielkopolski, 2011), oraz wystawy "When I am Sixty Four" (z Zygtmuntem Rytką) w CSW z 2011 roku.

Główny inicjator i zarazem kurator wystawy, Józef Żuk Piwkowski, wykładowca szkoły w Łodzi, zaprojektował wystawę, która w czasie trwania w sposób zamierzony zmieniała swoją zawartość. Wraz z upływem czasu przybywało przestrzeni i prac, toteż, po pierwszym wersnisażu w dniu 17 lutego, nastapiło oficjalne otwarcie wystawy dnia 8 marca, a z kolei kulminacja nastapi w piątek 23 marca, kiedy to odbedzie się specjalne spotkanie z autorem.

Otwarcie wystawy, od lewej: Żuk Piwkowski, Krzysztof Wojciechowski, prof. Janusz Maria Tylman, Tomasz Tuszko, prof. dr hab. Stefan Czyżewski, prorektor PWSFTviT.  Fot. M. Grygiel
Fot. Piotr Tomczyk
Fot. M. Grygiel

Miejsce twórczości Krzysztofa Wojciechowskiego na mapie polskiej sztuki jest ostatnio coraz mocniej przypominane. Jego prace, tak proste w konstrukcji, a jednocześnie komunikatywne w odbiorze, jak to podkreślił podczas otwarcia wystawy Żuk Piwkowski, stają się potwierdzeniem konsekwentych wyborów estetycznych, jakich Wojciechowski dokonał jeszcze z końcem lat sześćdziesiątych, kiedy zaczęła się jego wielowątkowa twórczość.

Koncentracja na najbliższym otoczeniu, zapis nieselektywny, czasami na granicy automatyzmu, po latach jawi się jako dokumentalna rejestracja, a jak wiadomo dokumentalność fotografii jest od jakiegoś czasu jednym z głównych rozważań natury teoretycznej, kiedy przy pomocy rejestracji tzw. "nowych zjawisk nowymi technologiami", próbuje się na siłę re-definiować artystyczne wartości jakie ten typ fotografii ze sobą niesie. Wydaje się, że Wojciechowski zagadnienia te przepracował bez wielkiego rozgłosu znacznie wcześniej, i teraz jedynie uwadze historyków i krytyków fotografii należałoby zadedykować jego twórczość, by nie definiowali i nie opisywali rzeczy już zdefiniowanych wcześniej.

Wystawa w Łodzi skomponowana jest w wielu pomieszczeniach, które niejako zwierają poszczególne cykle i etapy twórczości autora. Prace wyeksponowane bardzo pomysłowo, w postaci całoprzestrzennych instalacji, projekcji, powieszone niekonwencjonalnie na ścianach, płaszczyznach szklanych, korytarzach i specjalnie wykorzystanych wnętrzach bardzo dużej galerii mieszczącej się na dwóch piętrach dosyć sporego, nowoczesnego budynku.

Wystawa Krzysztofa Wojciechowskiego została zaprezentowana z dużą starannością i na pewno jest ważnym elementem w szeroko rozumianym procesie edukacyjnym Szkoły Filmowej w Łodzi - jak mało która wystawa doskonale nadawała się na inaugurację tego miejsca.

Marek Grygiel

Krzysztof Wojciechowski. Fot. M. Grygiel

Specjalna kategoria

Tomasz Tuszko

(Refleksje niniejsze są wynikiem zadumy nad całością twórczości fotograficznej Krzysztofa Wojciechowskiego; ich związek z konkretną, poszczególną pracą może się wydawać problematyczny, lub żaden.)

 

W  połowie lat sześćdziesiątych, a więc mniej więcej w tym czasie, gdy Krzysztof Wojciechowski rozpoczynał swą drogę twórczą, Tadeusz Różewicz napisał „Spadanie”, wiersz będący refleksją nad kondycją człowieka i nad klimatem duchowym owych czasów. Poeta pisał w nim:
(...)
słowo spadanie nie jest
słowem właściwym
nie objaśnia tego ruchu
ciała i duszy
w którym przemija
człowiek współczesny
(…)
dawniej spadano
i wznoszono się
pionowo

obecnie
spada się
poziomo

Owo spłaszczenie świata, pozbawionego dna, na które się spada i z którego można się podźwignąć, otchłani, z której głębokości wyciąga się ręce ku górze w geście nadziei, to obraz dramatu, którego jesteśmy po równo widzami i uczestnikami - tak to postrzegał Różewicz. Dramatu polegającego na tym, że w płaskim, jednowymiarowym świecie wszelkie ludzkie działania stają się z konieczności pustą grą, pozorem, grą pozorów. Zniknięcie tradycyjnych punktów odniesienia napawało poetę zgrozą. Sytuację kultury, powstającej w takim klimacie opisał w „Ziemi Ulro” Miłosz: choćby tworzona była w najlepszych intencjach z największym talentem, jeśli nie znajduje zakorzenienia w wierze, religii, micie, jeśli oderwana jest od sacrum – kultura taka, pozbawiona całościowej i spójnej wizji metafizycznej skazana jest na obumarcie.

Od czasu napisania przez Różewicza wiersza „Spadanie” minęło pół wieku. W tym czasie dokonała się znacząca przemiana - to, co jeszcze dla poety było dramatem, dla tych, co przyszli po nim, stało się (czy nie z wyboru?) jedyną możliwą opcją. Obieg kulturalny uwolniony od „wielkich narracji” skarlał (mimo zalewu produkcji stwarzającego wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie) do mnożących się w nieskończoność odniesień kontekstualnych, co dowiodło prawdziwości diagnozy Miłosza. Sytuacja ta z konieczności doprowadziła do przemodelowania języka krytyki artystycznej. Obecnie język ten bez reszty zanurzony jest w rzeczywistości przez siebie opisywanej. Przez immanentną niemożność zadawania trudnych, niewygodnych pytań, ten zubożały język doprowadził do powstania kolejnego „świata nieprzedstawionego” (używając terminu Kornhausera i Zagajewskiego ze schyłkowych lat PRL-u).

Żeby być konkretnym: pod koniec lat siedemdziesiątych (razem z Krzysztofem) związany byłem z działającą przy klubie Remont galerią o tej samej nazwie. Kiedyś stałem się mimowolnym świadkiem rozmowy, podczas której Leszek Kowalewski, sepleniący poeta z filmu „Rejs”, wydawał dyspozycje odnośnie scenografii jego wieczoru poetyckiego: „muszą być szwiese, duszo szwies i kszysz– oszywiście złamany”. Kowalewski był człowiekiem z pogranicza folkloru, łatwo go obśmiać czy lekceważyć. Ale zadajmy sobie pytanie: dla którego ze współczesnych polskich twórców o głośnych nazwiskach krzyż nie jest „oszywiście złamany”? Dla którego kuratora, kierownika galerii, czy krytyka? Nie chodzi mi w żadnej mierze o postulowanie konfesyjności sztuki, o podporządkowanie jej płytko rozumianej wyznaniowości, ale o dostrzeżenie i poważne potraktowanie spraw poważnych.

Czytając towarzyszące wystawom krytyczne opisy prac Krzysztofa Wojciechowskiego, nawet te kompetentne, merytorycznie bez zarzutu, doświadczam owej wyrwy w języku: piszący potrafią bezbłędnie przyporządkować poszczególne prace, czy ich cykle, do tego, czy innego nurtu sztuki fotograficznej, lub też wskazać odniesienia do twórczości tego, czy innego twórcy. Do tej pory nie spotkałem się jednak z próbą rozumiejącego ujęcia postawy twórcy, tego, co tak wyraźnie rysuje się, przełamane przez mnogie stylistyki tworzonych w przeciągu wielu lat pracy cykli. Tego, co rysuje się jako sens tej twórczości, jej istotny przekaz.

Powtarzając za Antonim Liberą, że „tworzyć dzieło sztuki to przede wszystkim kultywować formę, a zarazem podejmować fundamentalne pytania; pytania od zarania cywilizacji niezmienne: o Los, o sens istnienia i możliwość pojednania ze światem” * - ubolewam nad sytuacją, w której recepcja – przynajmniej ta „oficjalna” - dzieła sztuki dotyka jedynie jego naskórka. Pozostaje mi żywić nadzieję, że są odbiorcy, którzy wchodzą z pracami Krzysztofa w kontakt osobisty i w ich obliczu owe ważne pytania stawiają.

Zresztą może jest i tak, że – choć prace nie są erudycyjne – krytykom brak po prostu stosownej wiedzy i doświadczenia: nie rozumieją odniesień biblijnych czy ewangelicznych, brak im doświadczenia przeżywania czasu mierzonego upływem świąt kościelnych, w ocenie bieżących wydarzeń nie wychodzą poza horyzont zakreślony przez publicystów Gazety Wyborczej? Obce im są przywiązania, choćby do barw narodowych, do historii ojczystej (video”Streszczenie”), będące udziałem Krzysztofa. A może też jest i tak, że traktuje się te odniesienia jako sferę wstydliwą i milczy po prostu ze skrępowania?

Wśród wielu artystów różnych dyscyplin sztuki, których cenię, których twórczość jest dla mnie ważna, jest też taka specjalna kategoria – tych, wobec których czuję głęboką wdzięczność.

I do tych artystów - dziękując mu - zaliczam Krzysztofa Wojciechowskiego.

Tomasz Tuszko

(wystapienie podczas wernisażu wystawy K. Wojciechowskiego w Łodzi, tytuł pochodzi od redakcji.)

* ) Antoni Libera, "Kim jest artysta w dzisiejszym świecie?"

Fot. M. Grygiel

 

Fot. M. Grygiel

Zobacz też:

  • Zapis rozmowy Doroty Bąkowskiej-Rubeńczyk z Krzysztofem Wojciechowskim, Łódź, 23 marca 2012 r.

 

Krzysztof Wojciechowski

Ur. 1947 w Warszawie. Zajmuje się fotografią, video: kurator, autor tekstów, tłumacz, aktywny uczestnik zycia artystycznego.

Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim. Fotografuje od końca lat 60. Od 1968 roku współpracował z Andrzejem Jórczakiem. Będąc członkiem Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego (od 1968) poznał m.in. Elżbietę Tejchman i Zbigniewa Dłubaka. Pierwsza wystawa z Andrzejem Jórczakiem i Pawłem Łuckim "Nasza wystawa psów rasowych" miała miejsce w WTF (1969) i toruńskiej galerii "Prezentacje" (1970). Od 1970 współpracował z Henrykiem Gajewskim i Andrzejem Jórczakiem w ramach Galerii Remont i działał w środowisku artystycznym skupionym wokół galerii. Wspołpracował również z białostocką Galerią "Znak" Janusza Szczuckiego. Od 1975 członek ZPAF. W drugiej połowie lat 70. i w latach 80 zrealizował dwa duże cykle "Zabawy dziecięce" i "Przechodzień"(dokumentacja graffiti politycznych). Od poczatku lat 90. pracował w Małej Galerii ZPAF-CSW.

Jego twórczość rozwijała się w dwóch kierunkach – metaforycznym ("Parabole", "Musica Muta") i parapublicystycznym ("Opowieści lewantyńskie", "Barwy walki").

Ważniejsze wystawy indywidualne:

"Imperfectum/Mur", Galeria Remont w Warszawie (1974), "Pejzaże i notatki", Galeria Znak, Białystok, "Przechodzień", Mała Galeria PSP-ZPAF, Warszawa (1981), "Parabole", Galeria FF, Łódź (1996), "Zcas Ujawniony" CSW – Zamek Ujazdowski, Warszawa, "Obrazy ujawnione", Galeria Art.-on Warszawa (2010).

Ważniejsze wystawy grupowe i zbiorowe:

"PL – A" Fotogalerie w Wiedniu (1996), "Obszary prywatności", Szawle, Litwa (1998) "Czas Zapamiętany" CSW – Zamek Ujazdowski, Warszawa (2007), "Marzyciele i świadkowie. Fotografia polska XX wieku", Muzeum Czartoryskich, Kraków (2008), Ikony Zwycięstwa, Berlin (2009), "Polska fotografia konceptualna", Łódź, Berlin, Gorzów Wielkopolski, (2009 – 2011).

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.