Krzysztof Miller: 13 wojen i jedna

 

Fot. Krzysztof Miller: 29.12.1991, Tbilisi, walki w Al Rustaweli, z książki "13 wojen i jedna", Wydawnictwo Znak, rozdział "Wojna na kilometrze kwadratowym (Gruzja)", str. 22

 

Nie myślę o zdjęciach, myślę jak przeżyć. To zdanie pochodzi z książki Krzysztofa Millera, fotoreportera Gazety Wyborczej, która właśnie się ukazała. Jest to książka bardzo osobista i prawdziwa, relacja z wojen w których brał udział, a co za tym idzie i o konsekwencjach, jakie sam w wyniku tego poniósł.

Zapis zmagania się z pamięcią, która utrwalona na setkach zdjęć powraca niczym bumerang i nie da się jej wyczyścić ani od niej uciec.

Wydawałoby się, że żyjemy w czasach pokoju, tymczasem wojenne konflikty zbrojne stale są na porządku dziennym.

Krzysztof Miller: „13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013. ISBN 978-83-240-2100-0

Kiedy Krzysztof Miller zaczął pracować w Gazecie Wyborczej zaraz po przełomie 1989 roku, świat nabrał przyspieszenia. Nie była to jeszcze epoka internetu. Fotograf zabierał ze soba paczkę negatywów i trafiał do miejsc, w których dokonywały się bardziej lub mniej gwałtowne zmiany systemów (upadek całego tzw. bloku państw komunistycznych w Europie) walki, masakry, gwałty, katastrofy humanitarne, obozy dla uchodźców.

Jego dramatyczne relacje fotograficzne, w niewielkiej części tylko publikowane na łamach gazety, miały wtedy wartość bieżącego przekazu, a teraz, po latach, stały się autentycznym dokumnetem tamtych wydarzeń.

Wszystko to jednak nie odbyło się bez kosztów natury psychologicznej, i o tym również jest ta książka.

Po latach, gdy wyjazdy nie były już tak częste, gdy zmieniła się sytuacja w mediach i zdjęcia zapisywane cyfrowo można było przesyłać szybkim internetem, „świat czasoprzestrzeni” Krzysztof Millera, zaczął się kurczyć.

Wysportowany, przywykły do wysiłku fizycznego (szesnastokrotny mistrz Polski w skokach do wody z trampoliny), myślał, że przetrzyma chwilowy kryzys, na który obok traumy wydarzeń nałożyło się jeszcze zjawisko kryzysu całego obszaru fotografii prasowej i reportażowej. Wraz z nadejściem telefonów komórkowych, którymi można robić zdjęcia wszędzie i w każdej chwili, wraz z pędzacym postępem technologicznym (natychmiastowy przekaz zdjęć), zawód fotoreportera mocno ucierpiał i stracił blask swej niezwykłości.

Fotografowanie przez tyle lat w ekstremalnych warunkach, ocieranie się o śmierć, wyniszczajacy psychicznie tryb życia i gromadzenie w sobie tych wszystkich nieszczęść, darmatów, tragedii, spowodowało, że potrzebna stała się pomoc fachowa (klinika stresu bojowego przy Wojskowym Instytucie Medycznym), która na szczęście okazała się pomocna.

Owo „wyjście z czarnej psychicznej dziury” zaowocowało tą ksiażką, ale jej pisanie także przywołało demony z przeszłości. „Gdybym wiedział wcześniej, ile emocji będzie kosztowała mnie ta ksiażka, pewnie bym się nie zgodził”. Dobrze jednak, że stało się inaczej i możemy prześledzić te wszystkie dramatyczne sytuacje i bardzo rzetelnie i szczerze opisane emocje autora, oraz jego wielką pasję do fotograficznego dokumentu wojennego wykonywanego w tak ekstremalnych sytauacjach.

Wszystkie zdarzenia opisane są jezykiem bardzo wartkim, potocznym, chciałoby się powiedzieć wręcz mówionym, bez upiększania, twardymi i niekiedy nawet brutalnymi słowami.

Ta potoczystość i gęstość języka powoduje, że tę książkę nie tyle się czyta co doskonale również słucha – o czym mogliśmy się przekonać z codziennych odcinków interpretowanych przez Arkadiusza Jakubika w radiu TOK FM.

Dużo jest o kondycji fotografa – „tego robotnika zapierdalającego fizycznie z ciężką torbą po ulicy”. Na ten temat Miller wielokrotnie wypowiada się na łamach swojej relacji: nawet pod ostrzałem artyleryjskim (wojna w Górnym Karabachu) musi pamiętać aby zagiąć rożek naświetlonego filmu by nie narazić go na podwójną ekspozycję bo … „gdybym tak zrobił, kto wie, może zdobyłbym uznanie na jakimś fotograficznym konkursie? W świecie sztuki zaistniał? Ale ja dla gazety, dla niusa, dla informacji robię, a nie po akademickie laury”.

Andreas Rostek, Krzysztof Miller - O wojnach
Edition.fotoTAPETA, Berlin Warszawa 2009
ISBN 978-83-61072-05-8


Patrick Chauvel - „Reporter wojenny”
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2005. ISBN 83-7359—204-0

Czas ten jego pogląd na fotografię artystyczną również zweryfikuje, kiedy na wystawie Gazety Wyborczej pt. „Ludzie, wydarzenia, przemiany” z okazji 20-lecia Gazety Wyborczej w Zachęcie w 2009 roku obok zdjęć wojennych w sekwencji pt „Linie frontu” jako artystyczny aneks Miller pokaże wykonane przez siebie prace w klasycznej technice mokrego kolodionu.

Stanie się to już wtedy, kiedy rozpocznie studia fotograficzne w Łódzkiej Filmówce.

Te zmagania o to czy fotografia może być sztuką, pojawią się w relacji gdy fotografuje rodziny uwięzionych w wojnie czeczeńskiej gdzieś w jakiejś sali gimnastycznej w Inguszetii. Wspomina: „…fotografuję ich chcąc im sprawić jak najmniej bólu swoim służbowym natręctwem. Bez żadnych hopsztosów i wygłupów. Bez dodatkowego oświetlenia. Szybko. Nie jak Richard Avedon…. Boję się, że się rozmyślą, nie rozstawiam tła, tylko na tle naturalnym, zastanym, zielono-białym mierzę się ze sobą i z nimi. Z moimi emocjami, które nie są ważne. Z ich emocjami, które są najważniejsze.”

Tych emocji jest w tej książce wiele i one zapewne stanowią o jej sile i wiarygodności.

Szkoda tylko, że same nieliczne czarno-białe zdjęcia są ledwie dodatkiem, przerywnikiem w tej opowieści. W tym momencie warto przywołać wydaną przed kilku laty ksiażkę, w której fotografie Krzysztofa Millera stanowiły równorzędny materiał, niejako symboliczny kontrapunkt do tekstu innego autora. Ta w pewnym sensie artystyczna publikacja, w której zamieszczono opowiadania o wojnach (nie tylko współczesnych) niemieckiego pisarza Andreasa Rostka, nie spotkała się jednak z szerszym odbiorem i przeszła właściwie bez echa.

Wydaje się jednak, że wydanie porządnego, dużego profesjonalnie opracowanego albumu ze zdjęciami Krzysztofa Millera na pewno nastąpi i wtedy obok tej napisanej teraz relacji, taki album da pełny ogląd dokonań prawdziwego fotoreportera wojennego, którego misja – jak sam zapowiada w licznie udzielanych teraz wywiadach – jeszcze się nie skończyła.

Książka – relacja z 13 wojen (i tej swojej własnej, z samym sobą) jest na tle innych tego typu wspomnień pozycją wyjątkową. Wydana przed kilku laty opowieść Patricka Chauvela to przetworzona literacko relacja, z dialogami i opisami jak w klasycznym reportażu. Nie zawiera ona tak głebokich i autentycznych, a przede wszystkim gorących przemyśleń nad kondycją fotoreportera, nad sposobem jego pracy, nad całą psychofizyką i samotnością w obliczu śmierci, skupia się tylko na wydarzeniach i ich okolicznościach.

Miller posunał się znacznie dalej… odkrył to, co zazwyczaj nieodkryte. Nie tylko dla innych, również dla siebie. Szczerze. Aż do bólu.

MG

 

 

Zobacz też:

 

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.