Les Rencontres Internationales de la Photographie

Spotkania w Arles

 

WSZYSCY, którzy interesują się fotografią wiedzą, że najstarszym festiwalem fotograficznym we Francji są Spotkania Fotograficzne w Arles. W tym roku, jak zawsze na początku lipca, odbyły się one po raz 31. Ale od wielu już lat nie jest to jedyna letnia impreza poświęcona fotografii we Francji. Przegląd w Cahors odbył się po raz dziesiąty, spotkania fotograficzne w Niort również, we wrześniu odbędzie się w Perpignan po raz 12 międzynarodowy festiwal fotodziennikarstwa, miesiąc fotografii w Talant odbył się po raz ... nie wiem już który.

Byłem kilka razy w Arles, ale ostatni raz już dawno temu, w 1994 roku. Nakręciłem wtedy kilka godzin materiału na amatorskiej kamerze wideo. Tematem tego nigdy nie zmontowanego filmu miało być coś, co jest doskonale znane stałym bywalcom Arles, a o czym najczęściej zupełnie nie wiedzą miłośnicy fotografii, którzy śledzą spotkania w prasie, czy od kilku lat, w Internecie.

A więc, zamiast pokazu tego filmu, którego pewnie nigdy nie będzie, chociaż kilka kadrów z taśmy wideo :

 

Jean-Claude Lemagny. W 1994 był kuratorem fotografii we francuskiej Bibliotece Narodowej. Obecnie jest już na emeryturze. Zawsze bardzo sumiennie, przez wiele godzin, oglądał zdjęcia, zawsze ustawiał się do niego tłum fotografów. Ale kupował do zbiorów Biblioteki tylko zdjęcia naprawdę bardzo znanych fotografów. Od innych starał się je "pozyskać" twierdząc, że każde dzieło sztuki, tak jak jeden egzeplarz książki, powinno zostać przekazane przez autora do Biblioteki jako "dépôt légal" czyli tak jak każdy wydawca przekazuje jeden egzemplarz książki do Biblioteki Narodowej.

 

 

Georges Vercheval, w 1994 r. dyrektor belgijskiego Muzeum Fotografii w Charlerois ogląda portfolio. Co jest przyjemne w Arles to to, że można sobie stanąć z boku i przyłączyć się do tego oglądania zdjęć.

 

Fritz Gruber. Bardzo zasłużona postać dla rozwoju fotografii, nie tylko w Niemczech. Twórca międzynarodowych targów fotograficznych w Kolonii, słynnej "Photokiny", honorowy czlonek Komitetu - Fundacji World Press Photo.

 

 

Nie widziałem tu łowców autografów. Ale można tu spotkać prawdziwe sławy w dziedzinie fotografii. Helmut Newton rozgląda się, gdzie by tu się napić kawy.

 

 

Nie znam nazwiska tego pana (po prawej stronie). Obecnie jest już zapewne na emeryturze. W każdym razie był to ktoś wyjątkowo serdeczny, "chaleureux" jak mawiają Francuzi. Jestem pewien w 99,9 %, że był to właściciel hotelu Arlatan. Wszyscy stali bywalcy go znali i on znał wszystkich. O ile dobrze pamiętam, był on w tej małej grupie ludzi z Arles, którzy, razem z Lucien Clergue, który też przecież jest mieszkańcem tego małego miasta, rzucili przed laty pomysł zorganizowania jakiegoś przeglądu fotograficznego...

 

Trzy portfolia leżą, czekając aż ich właściciele znajdą kogoś, komu beda mogli je pokazać...

 

Arles nie jest tylko miejscem, gdzie w lipcu pokazuje się co najmniej kilkanaście wystaw fotograficznych i gdzie na początku lipca odbywa się kilka wieczornych projekcji w amfiteatrze (oglądanych nie tylko przez miłośników fotografii, ale przyciągających też straszne ilości komarów).

Dla stałych bywalców Arles to przede wszystkim "giełda fotografów". Nie jest to nazwa oficjalna, wymyśliłem ją na własny użytek. Na dziedzińcu hotelu Arlatan (przypuszczam, że tak jest nadal) spotykają się przez kilka dni na początku lipca fotografowie i krytycy sztuki, właściciele galerii, kuratorzy muzeów, kolekcjonerzy. Dla fotografów pragnących pokazać swoje zdjęcia, mieć indywidualną wystawę w jakiejś galerii, wydrukować swoje prace w jakimś czasopiśmie, jednym słowem "sprzedać" w ten czy inny sposób swoje prace, jest to wymarzone miejsce. Ludzie, którzy oglądają portfolia i mogą te zdjęcia "kupić" są tu na miejscu na "wyciągnięcie ręki". Trzeba tylko się z nimi umówić, wyprzedzić innych, czymś zainteresować, aby w ogóle chcieli obejrzeć nasze zdjęcia. Bo konkurencja jest duża. Tłum ludzi z portfoliami pod pachą, z portfoliami na wózkach, z olbrzymimi zdjęciami w rulonach, lub tylko z diapozytywami 24x36, krąży bezustannie po salonach na parterze hotelu, po dziedzińcu wewnętrznym i ogródku na tyłach hotelu.

Zdjęcia są różne. Niektóre bardzo ciekawe, zawsze jest szansa na zobaczenie czegoś zupełnie nowego, świeżego, większość jednak to naśladownictwa mniej lub bardziej udane fotografii znanych mistrzów, różnych mód i ostatnich tendencji fotograficznych. Niełatwe mają zadanie ludzie, którzy przyjechali tu by oglądać portfolia.

 

Ale wspomnienia wspomnieniami. Co przyniósł festiwal w tym roku ? Pod internetowym adresem festiwalu znalazłem, owszem, trochę informacji, spis wystaw, jakieś krótkie omówienia, ale nic, co by mi pozwoliło poczuć się jakbym tam był na miejscu, żadnej oceny, podsumowania, jakiegoś osobistego spojrzenia.

Pozostało mi tylko przekopać się przez pewną ilość czasopism, gazet, artykułów - rezultaty tych poszukiwań w skrócie streszczam poniżej.

 

SERCE zabiło mi żywiej, gdy przeczytałem, że Sophie Calle pokazała tu swoją nową wystawę (prezentowaną już zresztą w innych miejscach, np. w jesieni zeszłego roku w Muzeum Sztuki Współczesnej miasta Strasbourga) "Wspomnienia Berlina Wschodniego". Możnaby zresztą tytuł przetłumaczyć także jako "Pamiątki Berlina Wschodniego" W 1996 roku zwrócił się do niej Matthias Arndt, kierownik jednej z berlińskich galerii, aby zrobiła jakieś zdjęcia w Niemczech. Sophie Calle nie była nigdy w Niemczech, zawsze przyciągała ją bardziej np. Hiszpania. Gdy w 1984 postanowiła zrobić zdjęcia w pociągu transsyberyjskim i miała przejeżdżać przez Polskę, jej dziadkowie, polscy Żydzi, mówili jej, by nie wychodziła w Polsce z wagonu i trzymała okna przedziału zamknięte. Obecnie zatem tylko trzy powody mogłyby ją zachęcić do zrobienia czegoś w Niemczech - gdyby tam się w kimś zakochała, gdyby zaproponowano jej jakieś nadzwyczajne miejsce na wystawę, albo gdyby ktoś podsunął jej jakiś pomysł, który możnaby zrealizować tylko w Berlinie, typowy dla tego miasta. I ten trzeci powód skłonił Sophie Calle do przyjechania do Berlina - Matthias Arndt zaproponował jej, aby sfotografowała miejsca, które pozostały po usunięciu pomników z epoki komunistycznej, różnych Leninów, przodowników, czerwonych gwiazd...

Trzeba powiedzieć, że galeria bardzo ułatwiła pracę artystce - dostarczyła jej listę takich miejsc, zdjęcia pomników, z czasów, gdy stały jeszcze one na swoich pierwotnych miejscach. Sophie Calle pytała przechodniów, każdego przez kwadrans, czy pamiętają, co było w danym miejscu. Większość pamiętała bardzo dobrze, połowa żałowała, że pomniki te zostały usunięte. Czemu ci z "Zachodu" zabrali nam nasze pamiątki ?

Sophie Calle była też zdziwiona faktem, że miejsca te nie zostały jakoś inaczej zagospodarowane. Nikt nie posadził trawy na miejscu usuniętego pomnika, nie ukrył śladów po usuniętej tablicy. Dla niej dowodzi to jakiegoś nieświadomego lenistwa. Dla mnie byłoby to raczej dowodem, że ludzie ci nadal nie czują się gospodarzami u siebie.

Sophie Calle część zdjęć zrobiła sama, niektóre powierzyła do wykonania komuś innemu, dostarczając mu tylko gotowe rysunki.

Zdjęcia te wydane zostały w znanym wydawnictwie "Actes Sud", które mieści się zresztą także w Arles. Zdjęciom towarzyszą spisane przez Sophie relacje z rozmów z przechodniami. Sophie Calle należy do tego nietypowego rodzaju ni to fotografów piszących ni to pisarzy fotografujących.

Myślę, że ta seria jest całkowicie w stylu niektórych poprzednich prac Sophie Calle - szukanie śladów nie tylko na miejscu jakiegoś zdarzenia, ale głównie w pamięci ludzi, którzy kiedyś z tymi miejscami obcowali na codzień i obcują z nimi nadal, ale miejsca te już są inne, coś zostało z nich usunięte. W jednej z poprzednich prac artystki były to obrazy czy inne przedmioty ukradzione z muzeów, tu obiekty bardziej z dziedziny polityki i propagandy niż kultury. Temat utraty, usunięcia czegoś, zabicia kogoś, wyeliminowania jest jednak tematem uniwersalnym.

 

 

 

 

 

Tekst na zaproszeniu na wystawę Sophie Calle w Muzeum Sztuki Współczesnej w Strasbourgu 6 listopada 1999 roku :

"W Berlinie wiele symboli dawnej NRD zostało usuniętych. Zostawiły one ślady. Sfotografowałam tę nieobecność i przeprowadziłam rozmowy z przechodniami. Zastępiłam usunięte pomniki przez wspomienia, które one zostawiły".

W miejscu pokazanym na zaproszeniu była tablica upamietniająca wizytę Lenina w bibliotece na Bebelplatz.

 

TEMATEM, który organizatorzy chcieli promować w tym roku była "fotografia skrzyżowana", "przemierzana" - nie łatwo przetłumaczyć w tym kontekście tytuł "photographie traversée". W ogóle zauważyłem, że we francuskich tekstach poświęconych sztuce, a więc i fotografii, w dobrym tonie jest używać słów "wysokich", trochę niejasnych, aluzyjnych, opartych na grze słów, znaczeń, bardzo trudnych do przetłumaczenia. W każdym razie program festiwalu miał zwracać uwagę, że fotografia zawsze była i jest ściśle związana z tym co działo się i dzieje w innych dziedzinach sztuki, jak malarstwo, literatura, film, wideo, sztuki multimedialne, sztuki dźwięku.

Jeśli chodzi o wieczorne projekcje ciekawy był podobno film "Samotność w Arizonie Frederyka Sommersa", fotografa mało znanego. Bardziej kontrowersyjna była projekcja pod tytułem "Edward Weston i Tina Modotti, Love Story w Meksyku". Relacje z projekcji "Przekroczenie granicy" przygotowanej przez Jean-Michela Arberolę pozwoliły mi wyczuć, że wśród widzów dominowało uczucie zawodu.

Ciekawym momentem festiwalu była projekcja "Vanishing Point", projekcja zdjęć filozofa Jean Baudrillard'a komentowana przez ich autora. Filozof, który nie znosi rzeczy zbyt estetycznych przedstawił zdjęcia bardzo ładne. Publiczność, może zauważając, a może nie zauważając tej sprzeczności, nagrodziła jego zdjęcia oklaskami. Inną sprzecznością w jego komentarzu była pochwała milczenia. Użył bardzo wielu słów, by chwalić milczenie.

Ostatnia projekcja pod angielsko brzmiącym tytułem "On Air", przygotowana przez Walerego Grancher, polegająca na jakimś wielkim miksażu różnych dźwięków z przeróżnymi fragmentami wideo, mimo, że trwała tylko 42 minuty, spowodowała ucieczkę dwóch trzecich publiczności

Przedstawionych było 18 wystaw. Jedna z nich to rodzaj "wskrzeszenia" Tiny Modotti, dotąd bardziej znanej w historii ruchu komunistycznego niż w historii fotografii. Postać tej kobiety stała się ostatnio bardzo znana. Czy dlatego, że amerykańscy kolekcjonerzy zaczęli skupować jej zdjęcia, płacąc bardzo drogo (165 000 dolarow w 1991 roku w Sotheby's), czy dlatego, że była modelką Edwarda Westona w jego słynnych zdjęciach aktów, czy dlatego, że była kochanką wielu znanych osób, m. in. Vittorio Vidali, zamieszanego w zabójstwo Trockiego, czy dlatego, że była związana z postępowymi artystami meksykańskimi, jak Rivera, Siqueiros, Orozco, Frida Khalo...

Tina Modotti nie zrobiła wielu zdjęć. Jej dorobek ocenia się na 250 fotografii. Komisarze ekspozycji w Arles, Patricia Albers i Sam Stourdzé, poza kilkudziesięcioma zdjęciami z muzeów, pokazali zdjęcia małego formatu (7x9 cm) odnalezione w 1995 r. w rodzinie zmarłego w 1922 r. męża Tiny Modotti. Wystawa w Arles jest próbą spojrzenia na twórczość Tiny Modotti świeżym okiem, uwolnienia się od całej otoczki sensacyjności, jaka się zebrała wokół tej postaci.

Wystawa Daniela i Geo Fuchsów "Conserving" - to owoc peregrynacji autorów po różnych kolekcjach przyrodniczych, gdzie fotografowali przechowywane w formolu zwierzęta, ryby, ludzi...

"Słońce wstaje na wschodzie" - wystawa o sytuacji artystycznej w Azji.

Wystawa retrospektywna Jakoba Tuggenera, fotografa szwajcarskiego, pokazuje jego zdjęcia z lat 1926-1956. Poza zdjęciami bardziej klasycznymi, uwagę zwracają jego zdjęcia z bali i barów, które robił przez 20 lat, ciekawe z punktu widzenia socjologicznego i ciekawe z punktu widzenia fotograficznego (nieostrości, poruszenia...).

Narodowe Centrum Fotografii (Régis Durand i jeszcze 2 osoby) przygotowało wystawę "Kronika zewnętrzności i inne hipotezy " ("Chroniques du déhors..." - jeśli ktoś chce lepiej przetłumaczyć tytuł). Wybrani artyści : Victor Burgin, Philippe Durand, Véronique Ellena, Pierre Faure, Pierre Giner, Frances Kearney, Laurent Montaron, Valérie Mréjen, Erwin Wurm. Artyści eksperymentują z nowymi formami narracji.

Kierownikiem artystycznym festiwalu i w zeszłym i w tym roku (będzie nim i w przyszłym) był Gilles Mora. Kiedyś fotograf, potem wydawca, wykładowca, dziennikarz, pisarz. Przygotowuje na 2002 rok wystawę dla Centre Pompidou poświęconą amerykańskiemu fotografowi Charles'owi Sheller'owi. Znajduje jeszcze czas, aby dwa dni w tygodniu nauczać francuskiego w szkole w Agen.

W 1999 roku wystawy obejrzało 140 tysięcy osób (w tym 1/3 cudzoziemców), o 30% więcej niż w 1998.

 

NA KONIEC porozmawiajmy o pieniądzach. Koszta festiwalu wynoszą 10 milionów franków, miasto daje 1,8 miliona, region i departament (czyli wojewodztwo) po 1,6 miliona, Ministerstwo Kultury daje milion, Misja 2000 także milion. Różni sponsorzy dają w sumie 3 miliony. W 1999 roku deficyt wynosił 300 tysięcy franków.

Wstęp na wystawy w Arles i wieczorne projekcje są płatne. Przyniosły one, łącznie ze sprzedażą katalogów, 1,2 miliona franków w 1999 roku.

W jednym z artykułów znalazłem informacje ile Gilles Mora zarabia rocznie jako kierownik festiwalu w Arles. Wymieniona była suma 300 tys. franków. Dalej następowało sprostowanie komitetu organizacyjnego - samo wynagrodzenie wynosi 150 tys. franków, zwrot różnych kosztów, podróży itp. podnosi tę sumę do 270 tysięcy.

Ile miasto na festiwalu zarabia - hotele, restauracje - można się tylko domyślać. Ile wynosi kilkudniowy obrót "giełdy fotografów" ? - trudno nawet sobie wyobrazić jak możnaby zacząć jego obliczanie. W każdym razie nie zapominajmy, że rozmowy na temat organizacji wielu wystaw, które potem możemy w różnych miejscach świata oglądać, często zaczęły się właśnie tu, w Arles...

Mariusz Hermanowicz

 

Zobacz też:

 

Książki:

The Detachment : A Berlin Travel Guide
Sophie Calle

Paperback (December 1998)
Verlag der Kunst;
ISBN: 9057050463

Art Museum
Trudy Wilner Stack, Sophie Calle (Photographer) , Diane Neumaiger (Photographer)
Paperback (March 1995)
Center for Creative Photography;
ISBN: 0938262262

Tina Modotti (Master of Photography)
Tina Modotti, Margaret Hooks
Hardcover - 96 pages (September 1998)
Aperture Book;
ISBN: 0893818232

Tina Modotti
Margaret Hooks
NOT YET PUBLISHED - Książka ukaże się we wrześniu 2000
Paperback - 288 pages (September 2000)
Da Capo Press;
ISBN: 0306809818

Based on years of research in Mexico, Europe and the USA, this biography of Tina Modotti (1896-1942) provides a definitive portrayal of one of the most accomplished women artists of the 20th century. It traces Modotti from her early years in Italy to 1920s Hollywood, on to Mexico City, Berlin, Moscow and eventually to war-torn Spain. The book examines her romantic, artistic and political liaisons with the likes of Edward Weston, Diego Rivera and Pablo Neruda. The volume also incorporates interviews with Modotti's contemporaries together with archival material.

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

23 - 08 - 2000.