Wystawa czynna od 5 do 29 września 2000.
Mała Galeria ZPAF/CSW
Plac Zamkowy 8, Warszawa

 

 

Wojciech Prażmowski:
"Biało-czerwono-czarna"

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

W
Click here
for English
version of
this page



YDAWAĆ by się mogło, że przemiany ostatnich lat w naszym kraju uzewnętrznią się bardzo szybko w zwykłym codziennym otoczeniu, również urbanistyce, architekturze. W jakiejś części tak jest w istocie. Zmienia się wygląd wielu miejscowości, przybywa sporo nowych budowli, widoczne jest to szczególnie w dużych miastach np. w Warszawie. Ale to przyspieszenie cywilizacyjne nie odbywa się jednolicie, nie obejmuje jednakowo wszystkich regionów kraju, nie dociera do wielu miejsc, które skazane są na zastój i wegetację. Dotyczy to szczególnie małych miasteczek na tzw. prowincji. Tam czas prawie zatrzymał się, wszystko przebiega w innym, bardziej ospałym rytmie, "blask i połysk" nie dociera tam tak szybko jak do dużych ośrodków miejskich. Ten swoisty nastrój albo inaczej urok prowincji w którym ze zdwojoną siłą objawia się pospolitość i kicz, nie wzbudza gorących dyskusji - uznajemy go bezwiednie za trwały element przypisany tym miejscom.

W znanej książce na temat kiczu Abraham Moles wiąże powstawanie i rozprzestrzenianie się kiczu wraz z rozwojem cywilizacji mieszczańskiej. Paradoksalnie rzecz biorąc, przejawy kiczu w bardzo szeroko rozumianym zakresie przetrwały właśnie raczej w małych prowincjonalnych miejscowościach niż w wielkich metropoliach, tam gdzie ukształtowane schematy zachowań poprzednich epok odcisnęły mocniej swoje materialne ślady.

By odkryć ten nieco przykurzony i zapomniany świat Wojciech Prażmowski przełamał swoją dotychczasową konwencję fotografii opartej na drążeniu przeszłości i za pomocą innych, do tej pory nie stosowanych przez siebie środków. Postanowił przybliżyć nam ten odchodzący powoli w zapomnienie skansen w projekcie "Biało-czerwono-czarna" realizowanym od letnich miesięcy 1999 roku. Jeden z krytyków nazwał ten projekt może dosyć pochopnie "reportażem metafizycznym". Reportażem dlatego, iż rzeczywiście sposób wykonania tych zdjęć nosi cechy zachowań typowo reporterskich. Prażmowski podróżując specjalnie do tego celu przysposobionym motorowerem dociera do zapomnianych niewielkich miast i osiedli centralno - wschodniej Polski. Ale nie rejestruje przejawów codziennego życia, raczej tego życia ślady odciśnięte w osobliwych, pozbawionych wszelkiego estetyzmu wytworach nieodległej epoki tzw. demokracji ludowej. Bohaterami jego znalezisk stają się pomniki samolotów, betonowe dinozaury na podmiejskich skwerach, ławki-koszmarki z oparcie w kształcie łabędzia, wypchane jelenie, metalowe zwierzęta na karuzeli z opuszczonego parku jordanowskiego. Wynajduje i utrwala porzucone fragmenty małomiasteczkowej tandety, dziwnych sprzętów, opuszczonych i zaniedbanych podwórek. Wszystko na tych zdjęciach tchnie bezradną i banalną prowincjonalnością, z każdej niemal fotografii atakuje kicz i brzydota. Zardzewiałe fragmenty starych karoserii samochodowych, zdewastowane karuzele w parku jordanowskim, wszelkiego rodzaju pomniki maszkary, elementy tzw. małej architektury - cały ten świat o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, a którego trwałości zarówno materialnej jak i w naszej podświadomości długo jeszcze nie będzie można usunąć.

W tych zdjęciach podobnie jak to miało miejsce w większości prac Prażmowskiego nie ma ludzi, nie ma też aż tak bardzo metafizyki - jest do bólu atakująca rzeczywistość pozbawiona jakiejkolwiek estetyki upiększającej. Chłodna relacja za którą czai się nieubłagany rozpad i przemijanie - czyli to właśnie co stanowiło do tej pory centralną oś twórczości Wojciecha Prażmowskiego. I chociaż więcej tu wyrafinowanej, chłodnej i spostrzegawczej ironii niż nastrojowej poezji - jest w tych skromnych zdjęciach nostalgia i ciepła ludzka wyrozumiałość dla szaleństw nieokiełznanego kiczu jaki odnaleźć można nie tylko na obszarach do których fotograf dotarł ze swoim aparatem.

Projekt artystyczny "Biało-czerwono-czarna" oprócz tego że jest czystym zapisem mającym walor dokumentacyjny jest także osobistym przekazem autora o trwałości pewnych stereotypów ujawnianych w naszym otoczeniu i o tym, że to otoczenie zawiera tak dużo zakodowanej informacji o nas samych. Okazuje się raz jeszcze, że Wojciech Prażmowski, fotografując kolejną fazę przemijania, fotografuje pewien stan naszej świadomości stosując bardzo oszczędny w wyrazie, prosty zapis istniejącej wokół nas rzeczywistości.

Marek Grygiel

 

Projekt fotograficzny "Biało-czerwono-czarna" został zrealizowany przez Wojciecha Prażmowskiego w 1999 roku dzięki stypendium Ministerstwa Kultury RP.

 

 

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

Wojciech Prażmowski

Urodzony w 1949 r. Fotografuje od 1969 roku. W latach 1972-74 studiował fotografię w Brnie w Czechosłowacji. Wykłada w Wyższym Studium Fotografii przy PWSFTiTV w Łodzi. Mieszka w Częstochowie.

Początkowo zajmował się fotografią o charakterze dokumentalnym. Od końca lat 80-tych wystawia w kraju i za granicą. Do tej pory wziął udział w ponad 120 wystawach. Miał swoje indywidualne prezentacje m.in. w Striped House Museum w Tokio w Japonii, w Centre de la Photographie w Pas-de-Calais we Francji, w Galleri Image w Aarhus w Danii, podczas festiwali fotograficznych FOTOFEST w Houston w Stanach Zjednoczonych, FOTOFEIS w Szkocji, wystawiał w większości krajów europejskich, ostatnio w Budapeszcie i Belgradzie a także w Stanach Zjednoczonych i Japonii.

Brał udział w licznych wystawach i projektach międzynarodowych, m.in. w wystawie "L'année de l'Est" w Lozannie w Szwajcarii, "Schnelle Bilder" w Kunstlerhaus" w Wiedniu w Austrii, Ars Baltica 1 Fototriennial (Szlezwik, Berlin, Drezno, Helsinki, Tallin, Odense, Warszawa, Poznań).

Jest autorem kilku publikacji, m.in. "L'ange brisé", ostatnio wydano zbiór jego zdjęć w ramach serii "Fotografia polska". Jego prace były eksponowane w ramach kolekcji Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Brał udział dwukrotnie w Biennale Fotografii w Poznaniu.

Jego ostatnia wystawa "100 fotografii" prezentowana była w kilku miastach Polski, m.in. w Katowicach, Sopocie, Krakowie, Lublinie, Wroclawiu, Szczecinie. W sierpniu 2000 w Galerie Institut fuer Auslandsbezeihungen e.V w Berlinie otwarto jego dużą retrospektywną wystawę pt. / "Fotografien und Objekten". W listopadzie 2000 prace Wojciecha Prażmowskiego będą prezentowane na wystawie pt. "Przemiany" w ramach X Miesiąca fotografii w Bratysławie na Słowacji.

Poprzednie wystawy w Małej Galerii:

 

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

 

Znikające punkty

Nieretuszowane, sfotografowane rzetelnie, ostro, bez żadnych upiększeń - takie są fotografie Wojciecha Prażmowskiego z cyklu "Biało-czerwono-czarna" pokazywane w Małej Galerii ZPAF/CSW.

Wojciech Prażmowski wyruszył w 1999 r. motorowerem w podróż po kraju i rejestrował zanikające już ślady surrealistycznej, prowincjonalnej rzeczywistości. Odkrył zardzewiałe pomniki samolotów, betonowe dinozaury na podmiejskich skwerach, wypchane jelenie, ławeczki z oparciami w kształcie łabądków. Na jego zdjęciach nie ma blichtru, znaku przemian zachodzących w ostatnich latach. Jest szara, kiczowata, ospała Polska B.

- Zmienia się krajobraz - mówi Wojciech Prażmowski. - Stoimy przed czymś, co się zdarzy, nie wiem, czy to Unia Europejska, czy co. To ostatni moment na rejestrowanie znikających punktów, choć uważam, że i tak jest za późno. Za chwilę będziemy tłumaczyć: "Tak wyglądał koń, a tak pług, a tak normalny dom".

Prażmowski, zapytany, co było bodźcem do powstania cyklu, opowiada, jak kilka lat temu zobaczył przy Kanale Augustowskim nad Jeziorem Płaskim, gdzie, jak mówi, panuje dzicz totalna, - pawilon Supermax. Neon się palił, bo był doprowadzony przez puszczę prąd, była lodówka, a w niej 22 gatunki piwa.

- W puszczy 22 gatunki piwa! I wtedy powiedziałem: "To już koniec". Pojechaliśmy w to miejsce, bo to miał być ostatni skrawek dziczy... - wspomina.

Prażmowski podróżuje skonstruowanym przez siebie motorowerem, bo "kiedy jedzie się peugeotem, przyciska się gaz, to miejsca, obrazy uciekają".

- Ważne jest, żeby zagadać z ludźmi. To nie wynika z naśmiewania się, że ktoś ma np. kretyńską studnię. Nie chodziło o to, żeby pstryknąć i zwiać, a potem szydzić. Jeżeli coś fotografowałem, to dlatego, że mnie to interesowało.

Prażmowski uchwycił najbanalniejsze codzienne widoki i sytuacje. Jest jednak w tych zdjęciach coś malarskiego, coś, co je uszlachetnia. Może to kwestia kwadratowego formatu i symetrycznych ujęć. Dziwne, bo na ogół nie widzimy nic szczególnego w śmietniku czy parkowej ławce. Jak wiele zależy od kompozycji kadru!

- Ktoś powie: "Stary, daj spokój! Śmietniki fotografujesz, może byś się wziął do czegoś poważnego!". Czyli że sprawa jest jednoznaczna, że tu wielkiego zachwytu i poklepywań nie będzie, i ja sobie w pewnym momencie uświadomiłem, że to fenomenalna rzecz! Ja po raz pierwszy poczułem się jak wolny człowiek i wielki artysta - mówi Prażmowski.

AGNIESZKA KOWALSKA
Gazeta Stołeczna, 8.IX.2000

 

 

 

Wojciech Prażmowski: z cyklu "Biało-czerwono-czarna" (1999). Wystawa w Małej Galerii ZPAF-CSW, wrzesień 2000 r.

 

Poprzednio w fotoTAPECIE m.in.:



Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

28 - 10 - 2000