Nataszo, prosilem, bysmy umieli byc dla siebie dobrzy. Zrobilas w te strone wazny krok. Bardzo, bardzo Ci dziekuje za list. Chyba najdluzszy jaki kiedykolwiek od Ciebie dostalem. Niezwykle ciekawy, cenny. Chce odniesc sie do kilku watkow, ktore poruszylas. Jak sie domyslasz, Henryk mial tu, w Toronto, dosc liczne grono przyjaciol, a w kazdym razie - bliskich znajomych, ktorych sobie latami dobieral, kolekcjonowal, pozyskiwal. Co zapisuje na plus pamieci o nim, to to, ze nie byli to tylko ludzie z nazwiskami, jakos wazni, slawni lub bogaci. Najlepszy dowod w tym, ze i mnie kiedys zaprosil do swego kregu. Okres choroby H., jego nieklamany wowczas heroizm, i tyle serca, ktore wlasnie wtedy od niego doznalismy, trudny jest do opisania i pewnie nigdy nie bedzie w pelni wyrazony. Henryk wczesniejszy... Wszystko, lub prawie wszystko to, co opisalas, ja tez widzialem, wiedzialem, czulem. Jego styl, snobizmy, ambicje - jedni padali przed tym plackiem, inni drwili. Dla mnie nigdy nie bylo to tak na prawde istotne. Ani cala ta mitologia stalinowska, o ktorej tyle teraz w "Dworcu Gdanskim". Jak bylo trzeba, to sie z nim (przyjaznie) klocilem, pyskowalem na niektore jego teksty, te, ktore wydawaly mi sie "puszczone" albo niepotrzebnie stylizowane "pod Passenta", itp. Nie byl zadowolony, ale nie mial mi za zle, mowil, ze chwalic najlatwiej, ze on nie chce, bym mu z dobrego serca "szczal do kieszeni". Bo tylko na chwile robi sie wowczas cieplo. W calej swej oryginalnosci (dla innych: sztucznosci) byla to postac niezwykla. Osobowosc szczodra. Spotkanie z nim 20 lat temu pomoglo mi znalesc sens pozostania tu, w Toronto, dokad trafilem przeciez z kompletnego przypadku. Choc nigdy nie mialem ochoty byc kims takim, jak on, czy przejmowac jego styl, mody, gusta. Kosinski, pieniadze, Agata, sliczni synowie... Malo wiem o jego zazylosci z Kosinskim, a wczesniej z Tyrmandem, Konwickim. O pozostalych kartach tej ukladanki coskolwiek wiem, i wiem, ze bylo raz lepiej, raz gorzej. Cenilem go za to, ze umial trzymac poker face, gdy nie wszystko ukladalo sie najlepiej. Byc moze najblizej trafiasz piszac o tym, ze to byla niepewnosc (zarazem - niezwykla wrazliwosc) maskujaca sie postawa bywalca. To dosc powszechne. Zazdroscilem, bo sam tak nie potrafilem. I smiem przypuszczac, ze tak jak w Twoim przypadku - on o tym wiedzial, ze ja wiem. Bo chyba jedno co wiedzial o mnie, to ze jestem odporny na wszelka pretensjonalnosc. A rownoczesnie autentycznie lubilem go w tych wszystkich jego kolorach. Czy pamietasz, ze spotkalismy sie wlasnie wtedy, gdy postanowilas zakpic zen i odszukac sklep, w ktorym kupil ow rzekomo nieosiagalny piekny plaszcz? I ze nam sie to udalo w pare godzin? Agata... Talent, pracowitosc, polszczyzna. Plus: wariatka, i depresja. Wiekszosc przyjaciol tutejszych prawie automatycznie przelala na nia swe uczucia do Henryka. Ale nie wszyscy. A i z ta scheda ona tez postepuje dosc swobodnie. Jakze on ja na poczatku ukrywal przede ludzmi, chyba bal sie zapeszyc? Mieszkal juz osobno (a wyprowadzil sie z domu 3 lata po tym, jak ja poznal) i wciaz nie chcial mi powiedziec nawet, jak ma na imie ta pani z fotografii zrobionej nad morzem (w South Carolina, i ja lubie jezdzic jesienia w tamte strony). Wydaje mi sie, ze H. najbardziej kochal w niej pisarke. Sama to mowi w "Cwiczeniach..." ze juz chory krzyczal, zeby pisala, bo "pielegniarke mozna wynajac". Napomyklalem pare razy, ze to niezbyt stosowne, a mimo to powtarzala ten passus w wywiadach w Polsce. Trudno mi bylo to przelknac, bo ja kocham w niej wlasnie to, jak z gwiazdy umiala zmienic sie w pielegniarke, ze potrafila warowac przy nim, dzwigac go po schodach, ze go wyciagnela z niebytu na caly dlugi, bogaty rok zycia. Mnie podoba sie ten charakter, ta determinacja, a ze jest to tez autorka tekstow, od ktorych trudno sie oderwac, to (dla mnie) inna, dodatkowa wartosc. Kiedys poskarzylem sie Henrykowi, ze jej ksiazka o Krzywickiej jest dla mnie nieznosna, bo choc bohaterka wydaje mi sie okropna, a historia z Boyem to wszystko imaginacja - to jest napisana tak, ze nie moge sie oderwac o 3-ciej nad ranem, mam zmarnowana noc. - "Powtorze to Agacie, bardzo sie ucieszy" - smial sie glos w sluchawce. Teraz nie ma Henryka, brak nam nawet wiary, ze patrzy na nas gdzies z zaswiatow. Czasem tylko zdaje mi sie, ze Lonia, ich jamnik, jest wyznaczonym przez niego straznikiem swojej pani. Lubimy sie z bydleciem, ale ostro warczy na mnie, gdy zblizam sie do niej, jesli akurat drzemie. Przez duza czesc stycznia, polowe lutego pomagalem przy drobiazgach zwiazanych z ksiazka H. Odpowiedzi na tysieczne pytania redaktora z WL, skanowanie fotografii, awantury o podpisy pod zdjeciami. Jest bliskosc miedzy nami, jest mi siostra, moze wiecej - sam nie wiem. Moze kiedys zechcesz powiedziec mi, co H. opowiadal Ci o mnie. Agata uparcie milczy na ten temat, choc przyznaje, ze o mnie duzo rozmawiali. To dziwne, daje do myslenia. Czy aby nie jeszcze jedna mitologia? Obawiam sie, ze kochany H. mnie w jakiejs mierze wylansowal, wyolbrzymil, ze obiecywal cos na moj temat, czego nie bylem i nie jestem w stanie wypelnic. Nie przenos na Agate swej sympatii dla H. Nie ma takiej potrzeby. To inny, juz osobny czlowiek. Napomknelas o sytuacji wpadania w czarna dziure po stracie, po rozstaniu. Ale ze teraz juz lepiej. Czy domyslam sie? Czy potrafie to pojac? Na pewno nie umiem o tym pisac, wrecz boje sie liter. Choc rozmawiac bedzie chyba jeszcze trudniej. To juz tyle lat. Tak, czy owak, prosze przyslij zaraz gdy wyladujesz w Ameryce jakis normalniejszy numer tel. zamiast norweskiej komorki - bo jaki sens, zeby glosy nasze wedrowaly przez Atlantyk i jeszcze troche, tam i z powrotem? Tak, nie watpie, ze blizej nam juz do okazji, zeby sie spotkac, pomowic, pomilczec "spokojnie, bez oczekiwan, bez goryczy, bez napiecia". Juz pora na to. Tak, badzmy dla siebie dobrzy. Dziekuje Ci. =================== Zatem badzmy dla siebie dobrzy, bo i czasu nie przybywa, piszesz. Prosisz bym objela Agate... Nie bylo mnie przy niej w Warszawie, nie moglam tego uczynic. Wpadla po odjesciu Henryka do czarnej dziury, a zycie przymusza ja do pisania. Wierze w te energie uzdrowicielska. Jestem przekonana ze sie pozbiera. Jednoczesnie, wzruszona Twoja dobrocia i checia utulenia Agaty, mysle (egoistycznie) o swoim koszmarnym czasie. Taka dobroc, takie zrozumienie moglo mnie wtedy uratowac. Bol i ciezka zaloba maja rozne zrodla i rozne formy. Do dziury wpadamy zawsze z powodu najblizszych, nie musza to byc partnerzy zyciowi. No, ale przeszlo, minelo...Jest o wiele lepiej. Jest po prostu dobrze Umowilismy sie, ze bedziemy dyskretni. Podzielam Twoja ostroznosc w chwaleniu Agaty jako pisarki. Ja sie, prawde mowiac, tylko dlatego Agata interesuje, ze byla miloscia Henryka. Ty Henryka w pewnym stopniu idealizujesz, i rozumiem doskonale dlaczego. Byles przy nim w najgorszym okresie jego zycia, ogladales jak bohatersko zmagal sie ze smiercia, jak potrafil dawac z siebie w krotkich chwilach wytchnienia, do samego konca... Tym wlasnie Henryk najbardziej mi zaimponowal, ze mial wtedy w sobie tyle milosci do ludzi, ze chcialo mu sie dzwonic, by sie zegnac, nie wymawiajac tego slowa. Mowil o ludziach, ze go nie zawiedli. Mowil o Tobie. To byl Henryk najpiekniejszy. Bo przedtem, kiedy jeszcze byl jednym z wielu, nieswiadom istnienia planety chorych, a moze nawet wybrankeim losu, bo a to przyjazn z Kosinksim, a to Agata, a to sukcesy literackie, pieniadze, sliczni synowie. Wtedy widzialam skazy charakteru. A Henryk wiedzial, ze widze, i ze mimo tych slabosci mam dla niego wylacznie cieplo. Podziwial mnie, uwazal mnia z madra i nawmawial do pisania. A przeciez nic mu o sobie nie mowilam. tak sobie tylko wyobrazal. I taki pozostaje w mojej pamieci: Niepewnosc siebie kryta mina bywalca salonow i z rzadka okielznywana ostrym tonem. Chucpa wypolerowana na maniery, mozolnie wypracowany styl mieszczanski. Jednoczesnie autentyczna potrzeba otaczania sie pieknem i jakoscia, ale nie tylko bo piekne i jakosciowe: takze bo tak wypada, bo tak sie "w swiecie" nosi, i tak sie w swiecie je, i tak sie w towarzystwie mowi. Plus rozczulajacy snobizm. Po co mu to bylo? Byl w sam raz taki jaki byl, nie potrzebowal kolo siebie znanych nazwisk. Zawsze zostanie w moich oczach chlopcem, ktory znalazl sie nie tam, gdzie chcial byc, i zajmowal sie nie tym, co kochal. Jego gorzka, nieodwzajemniona milosc do Polski. Tak mi to kiedys tlumaczyl, kiedy mowil, ze zone tez kocha: Ale zrozum, Agata, to byl tez jezyk polski. Jezyk polski, rozumiesz? W niej znalazlem wszystko co dotyka mych najglebszych strun. Zyszku drogi, pisze w wielkim zaufaniu. To sa rzeczy, ktore nadaja sie tylko dla uszu i oczu bliskich przyjaciol. Przenosze wiec na Agate sympatie przez lata kierowana ku komus innemu, i robie to dla niego, a nie dlatego, ze ja lubie czy dlatego, ze ona cierpi. Wystarczy mi ze kochal ja Henryk. Innych powodow, mowiac bardzo szczerze, nie mam. A pojutrze przelece przez Atlantyk. Spedze 10 dni w Nowym Jorku, bardzo blisko. Moj syn, ktorego doskonale pamietasz, mieszka tam nadal. Zabieram norweska komorke. Numer: +47 922 822 32. Bede regularnie na Google. A moze? Moze powinnismy sie ktoregos dnia spotkac, spokojnie, bez oczekiwan, bez goryczy, bez napiecia. Pomilczec razem i pomowic razem. Badzmy dla siebie dobrzy.