Artykuł z "Gazety Wyborczej" z 28 kwietnia '98

Gazeta Wyborcza

Świat spreparowany

Artyści nie chcą dziś fotografować ludzi, domów, zwierząt, sprzętów i roślin.

Fotografia funkcjonuje dzisiaj w Polsce raczej jako fototapeta niż osobne dzieło sztuki. Trudno sobie wyobrazić mieszkanie, w którym na ścianach wiszą zamiast obrazów oprawione w ramy zdjęcia. Miejsce fotografii to kalendarz albo gazeta. W obu wypadkach spełnia ona rolę użyteczną - dekoracji albo informacji. Owszem w gazecie zdarzają się wspaniałe zdjęcia, które wznoszą się ponad relację i użyteczność, ale nie ma tam dla nich za wiele miejsca. Brak jest czegoś pomiędzy światem spreparowanym, wygładzonym przez konwencję i potrzebę "ładności", a światem zwyczajnym, schwytanym bezrefleksyjnie, "na gorąco". Można by sobie wyobrazić, że w związku z tym dla artystów w Polsce wytwarza się ogromne pole do popisu, wielka szansa, otwierają się możliwości.

Migawka jak czas

I Biennale Fotografii Polskiej w Poznaniu i jego główna wystawa w Galerii Arsenał, która gromadzi prace ponad 30 arystów z całego kraju, dowodzi, że nie wypełnili on jeszcze tej luki. Prezentowana tam fotografia w przeważającej części sytuuje się po stronie tego, co sztuczne, co "artystyczne". Oczywiście daleka jest od banalnego kiczu kalendarza, więcej - walczy z nim z całych sił, zamiast niego proponuje jednak równie schematyczną estetyczną konwencję. Ma się wrażenie, że artyści tej wystawy za żadną cenę nie chcą być fotografami. Widzą przepaść między zadaniami artysty, a zadaniami fotografa. Chcą zajmować się sztuką, a nie fotografią. Jeśli pojmiemy fotografię, tak jak ją rozumiał Roland Barthes - jako sposób rejestracji upływającego czasu, który z góry skazany jest na niepowodzenie, jako sposób chwytania tego, co i tak nie daje się uchwycić, co się wymyka, to można powiedzieć, że autorzy pokazywanych w Poznaniu zdjęć nie chcą mieć z fotografią nic wspólnego.

Aparaty są zegarami do patrzenia - powiedział - Barthes, dla którego dźwięk migawki brzmiał jak tykanie zegara. Polscy artyści ignorują ten dźwięk i mówią co innego - aparat fotograficzny to środek uzyskiwania efektów plastycznych, to narzędzie do tworzenia na płaszczyźnie pięknej kompozycji. Podobnie traktowali fotografię artyści awangardy, choćby Man Ray czy Karol Hiller, którzy odrywając się od tradycji, poszukiwali nowych technik dla uzyskiwania nowych form. Jednak to było już bardzo dawno. I choć taki sposób postępowania obraca się przeciw tradycyjnym zamiarom fotografii - wydaje się dzisiaj przestarzały. Tym bardziej że w fotografii światowej widać dzisiaj powrót do fundamentalnej funkcji fotografii, jaką jest rejestracja rzeczywistości i zapis upływającego czasu. Tak jakby po okresie formalnych eksperymentów stwierdzono, że już naprawdę nic więcej nie można i nie warto wymyślać i trzeba wrócić do tego, co jeszcze nie wyczerpane - do samej istoty fotografii.

Klimat starego

Oglądając Biennale w Poznaniu, stwierdzić trzeba, że prezentowana tam fotografia, chociaż miejscami bardzo dobra, w większości jest jeszcze na etapie rozkoszowania się własnymi możliwościami formalnymi, bez refleksji nad tym, co przy użyciu tych fantastycznych środków można zapisać i uchwycić. Dzięki temu udaje się jej uniknąć chwytania, a więc i wypuszczania z ręki tego, co przemijące, śmiertelne, nietrwałe. Może stąd klimat tej wystawy daleki jest od filozoficznej zadumy. Dopóki eksperymentuje się z formą, można zapomnieć o czasie.

Niektóre eksperymenty są ciekawe z formalnego punktu widzenia - jak prace Józefa Robakowskiego, Krzysztofa Cichosza, Wojciecha Mullera, Jerzego Olka; odnajdziemy nawet dadaizm - wielki kolaż fotograficzny Andrzeja Świetlika. Izabella Gustowska przy pomocy fotografii tworzy rzeźbę, Wojciech Prażmowski malarstwo przedstawiające martwe natury, podobnie jak Piotr Trzebiński, który z użyciem różnokolorowych filtrów fotografuje drzewa, układając je w efektowną mozaikę.

Niestety o wiele częściej tendencja, by pokazywać w fotografii to, co sztuczne i piękne, grozi pretensjonalnością, co widać na pokazie prac sześciu artystów w Galerii Garbary 48 i na wystawie "Fotografia ASP w Poznaniu" w galerii U Jezuitów, które zostały włączone do Biennale. Zdjęcia studentów i części pedagogów pokazane U jezuitów wydają się po prostu zmanierowane, z dwoma chlubnymi wyjątkami, którymi są prace Andrzeja Dąbrowskiego i Marianny Michałowskiej. Co prawda nie robią oni zwyczajnych zdjęć, ale ich kompozycje z użyciem fotografii to interesujące i wyrafinowane rozważania na temat przemijania.

Tu trzeba zrobić uwagę - choć generalnie polska fotografia tematem przemijania raczej się nie chce zajmować, istnieje w niej pewien nurt, który z założenia powraca do tego, co dawne i zasnute mgłą przeszłości - chodzi o fotografię kontaktową, czyli zdjęcia wykonywane starymi (lub takimi jak stare) aparatami. Mają format negatywu - najczęściej 9 na 12 centymetrów, i w pierwszej chwili wyglądają tak, jakby były wykonane około 1900 roku. Choć niektóre są pełne romantycznego piękna i pokryte szlachetną patyną, drażni w nich nadużywana sepia. Klimat starego zdjęcia wywoływany jest tu często na siłę, czas przywoływany zbyt nachalnie, bo przy pomocy techniki.

Wołanie o realizm

Na wystawie w Arsenale tych, którzy uprawiają fotografię w sposób prosty, nie zmanierowany, "nieartystyczny" i nie stylizowany, widać jak na dłoni. Trzeba ich docenić, bo oni właśnie, odwracając się od formalnego eksperymentowania, odnawiają fotografię. Myślę tu przede wszystkim o czarno-białych zdjęciach Wojciecha Zawadzkiego, przedstawiających budynki w Jeleniej Górze (z cyklu "Moja Ameryka"). Ich prostota jest właśnie niezwykła. Jakby mimochodem, bez widocznego wysiłku udaje się autorowi uchwycić treść poddanego rozpadowi miejskiego krajobrazu - kruchość miejsca i kruchość spojrzenia. Katowicki fotograf Waldemar Jama również wykonał coś bardzo prostego i przez to doskonałego - sfotografował okno (zapewne w starym kościelnym murze), które ma wykrój oka i co dziwniejsze naśladuje ruch oka - na jednym zdjęciu jest otwarte, na drugim zamknięte - zasłonięte żelaznymi okiennicami. Pracą wykonaną z lekkością, swobodą i pełną prawdy jest opowieść w formie tekstu z wklejonymi zdjęciami, napisana i zakomponowana przez Mariusza Hermanowicza pt. "Nieznajomy starszy pan z brzuszkiem". Autor opisał swoją podróż na Białoruś do dawnego rodzinnego majątku. To historia poszukiwania tego, czego już nie ma, i znalezienia tego, czego się nie spodziewał, czyli pamiątki rodzinnej w postaci starego zdjęcia. Jest to praca szalenie naiwna, myślę, że specjalnie - wyraźniej widać brak naiwności, który ją otacza.

Na wystawie prawie nie ma portretu (z jednym wyjątkiem, który potwierdza regułę - są to konwencjonalne, pozbawione emocji fotografie Marka Poźniaka) i nie ma autoportretu. Jeśli na fotografiach występują ludzie, to albo w sytuacjach zainscenizowanych, albo są to fotografie o treści erotycznej, a przy tym - co w fotografii o treści erotycznej jest u nas niemal regułą - przedstawiające zamazane ciała. Są także dwa zdjęcia Natalii Lach-Lachowicz będące zapisem jej performance. Na zdjęciach tych widać świat, może ciekawy, ale jednak upozowany, zapis wydarzeń w fotograficznym czy też artystycznym atelier. Wygląda to tak, jakby artyści w strachu przed posądzeniem o dziennikarstwo w ogóle uciekli ze świata, jakby w każdym realizmie słyszeli złowróżbny poszept: "soc". Może myślą, że sfotografowane życie, wprowadzone do sztuki, strąci ją z piedestału? W efekcie w naszej fotografii jest trochę tak jak na polskich filmach, gdzie rzadko zdarza się żywy dialog, gdzie najczęściej mówi się językiem sztucznym, nieprawdziwym, tak jakby ingerencja codzienności miała pozbawić dzieło artystyczności i metafizyki. Artyści polscy boją się przestać być artystami, jakby się bali utracić tożsamość. I z kilkoma wyjątkami myślą raczej o sobie i o formie, niż o świecie i o czasie.

I Biennale Fotografii Polskiej: "Pola indywidualności" Galeria Miejska Arsenał, kuratorzy Wojciech Makowiecki i Stefan Wojnecki, do 14 maja; "Fotografia Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Wystawa prac pedagogów i studentów", Galeria U Jezuitów, (od 9 do 24 kwietnia); "Marginesy swobody. Wystawa członków ZPAF i ZPAP Okręgu Wielkopolskiego", Galeria Garbary 48, Poznań do 2 maj.

Dorota Jarecka

 

  • "Gazeta Wyborcza" w Internecie: http://www.gazeta.pl

  • Spis treści

    Copyright © 1997-2012 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2012 Zeta-Media Inc.
    e-mail: fti@zeta-media.com