Poprzednio:
"W oczekiwaniu na..." (Pierwsza część relacji z Mois de la Photo a Paris 2000)
"Już się zaczęło..." (Druga część korespondencji)

 

I'm completely exhausted (3)

Mariusz Hermanowicz
korespondencja z Paryża

 

 

"I'm completely exhausted" zdjęcie z 1998 roku, autorstwa Florence Paradeis)

Intencje były dobre - zobaczyć jak najwięcej wystaw z ostatniego miesiąca fotografii w Paryżu, by móc potem napisać relację jak najbardziej wyczerpującą. Ale stało się to co na tym zdjęciu - "I'm completely exhausted" - oglądanie tych wystaw wyczerpało mnie kompletnie, nie było już sił na napisanie relacji z tego miesiąca wkrótce po jego zakończeniu. A więc dopiero teraz kilka słów na ten temat.

 

MIESIĄC fotografii to zawsze kilkadziesiąt wystaw oficjalnie do tej imprezy wpisanych, oraz wiele innych, które nie zostały wciągnięte na listę. Największe wystawy, retrospektywy, wystawy problemowe, organizowane są oczywiście przez różne instytucje, państwowe muzea, fundacje. Prywatne galerie, mające mniej możliwości finansowych, mniej przestrzeni także, organizują wystawy skromniejsze, przynajmniej w sensie ilościowym.

Ale jednak prywatne galerie zdobyły się na imprezę znaczącą, która konkuruje bardzo skutecznie z największymi muzeami. Oficjalnie nie wchodzi do "Mois de la Photo", ale nieprzypadkowo odbywa się w tym samym czasie. Chodzi o "Paris Photo 2000", międzynarodowe spotkanie galerii i wydawców, które odbyło się w tym roku po raz trzeci w Carrousel du Louvre (www.photographie.com/parisphoto/00/fr/). Jest to impreza komercyjna, rodzaj targów sztuki, trwała więc tylko kilka dni, między 16 a 19 listopada 2000 roku. Wstęp na tę imprezę jest drogi (bilet około 10 dolarów). Brało w niej udział około 80 galerii i wydawców. Nie wiem, czy można napisać, że z całego świata, ponieważ głównie były to galerie ze świat zachodniego, z krajów, gdzie są ludzie, którzy fotografie kupują i sprzedają. Z Europy Centralnej była tylko jedna "Vintage Gallery" z Węgier, dwie galerie działające we Francji mają związki z naszą częścią Europy - "Csaba Morocz" oraz "Carre Noir". Niektóre galerie niemieckie czy austriackie sprzedają również zdjęcia fotografów czeskich.

Samo tylko uważne obejrzenie wiszących na ścianach zdjęć, bez zaglądania do portfoliów, książek, rozmów z galerzystami, zajęło mi cztery godziny. Daje to pojęcie o skali imprezy. Nie ma oczywiście mowy o jakimś wspólnym stylu, kierunku. Galerie oferujące klasyczne zdjęcia z XIX wieku sąsiadują z galeriami, które proponują prace młodych, obiecujących artystów, jak najbardziej awangardowych.

 

Paris Photo 2000: wystawa Annie Leibovitz

 

Ze zdjęć, które zrobiły na mnie największe wrażenie w pierwszym rzędzie muszę wymienić prace Annie Leibowitz. Nie są to tym razem prace przedstawiające znane osoby z dziedziny kultury masowej (nie bardzo wiadomo w takim wypadku czy podoba się nam zdjęcie, czy fakt, że udatnie przedstawia nam współczesnych "świętych"). Leibowitz sfotografowała zawodowych tancerzy jednego z nowojorskich baletów, ale zdjęcie te, akty, nie są pokazaniem ich pracy, ale pokazaniem ludzkiego ciała w jego, pełnej intymności, ciszy. Nie są to odbitki na papierze fotograficznym, ale wydruki z komputera w procesie, o ile dobrze pamiętam, "Iris", na papierze używanym do grafik. Daje to fantastyczne rezultaty, ziarno filmu miesza się z ziarnem papieru, a ziarno papieru miesza się z ciepłem skóry. Widzimy pod skórą cienkie żyłki, nie są to zdjęcia, jak często zdjęcia aktów, przeestetyzowane, na których skóra jest niewidoczna pod grubą warstwą makijażu. Leibowitz nie upiększa sztucznie ludzkiego ciała, jawi się nam ono w całej swojej naturalnej piękności, tak jak pojawiło się na rysunkach na przykład Leonardo da Vinci. Gdybym kolekcjonował fotografie, na pewno bym kilka tych zdjęć kupił. Pytałem się nawet o cenę, och, nie tak drogo, 4 i pół tysiąca dolarów. Ciekawe, odbitki te, numerowane od 1 do 25, podpisane były nie tylko przez Annie Leibowitz, ale także przez osoby, które pozowały do zdjęć. Słuszne uznanie, że zdjęcie jest wspólnym dziełem fotografującego i osoby pozującej, szczególnie w przypadku zdjęć pozowanych i tak osobistych, jakimi są zdjęcia aktów. Zdjęcia pokazała Edwynn Hook Gallery z Nowego Jorku.

Na wystawie zauważyłem dwa akcenty polskie - zdjęcia Bogdana Konopki pokazała paryska galeria Francoise Paviot (już w dniu wernisażu dwa zdjęcia zostały sprzedane), a autoportret Witkacego znalazł się w tej części wystawy, gdzie pokazane zostały kolekcje fotograficzne kilku dużych prywatnych firm.

 

Paris Photo 2000: autoportret Witkacego

 

Paryska galeria "Carre Noir" ("Czarny Kwadrat" - aluzja oczywiście do tytułu obrazu Malewicza) promująca prace rosyjskich fotografów, pokazała m. in. zabawną serię, w której widzę wpływ zachodniej fotografii na fotografów działających w Rosji - zbiór zdokumentowanych nakryć głowy noszonych przez kobiety rosyjskie, rodzaj jakichś beretów, kupionych, robionych na drutach, czy dzierganych. Takich nakryć głowy nie widzi się na "Zachodzie", choć spotkać je można również w Polsce. Uważam, że seria ta (autorstwa Olgi Czernichowej) dobrze oddaje, jak wzajemne wpływy w sposobie patrzenia mogą wzbogacać pracę fotografów poszczególnych krajów. Coraz częściej prace powstają w ramach jakichś cykli, drążenia jakiegoś jednego tematu i znalezienie tego tematu staje się początkiem pracy, ale nie przesądza oczywiście o rezultacie.

 

Paris Photo 2000: Rosyjskie bereciki Olgi Czernichowej w galerii "Carre Noir"

 

Galeria węgierska "Vintage Gallery" pokazała przede wszystkim kollaże, Jozsef'a Jakovits'a i Imre Kinszki'ego z lat 30-tych, oraz Endre Balint'a z lat 50-tych. Jedna z galerii pokazała zabawną pracę Aleksandra Rodczenki, makietę "Majakowski. Rozmowa z inspektorem podatkowym o poezji".

Wydawnictwo "Filigrane" pokazało m. in. album Stefana Duroy, "L'Europe du Silence" - "Europa ciszy", w którym znalazły się także zdjęcia z Polski.

"New York Times" wystawił na sprzedaż prasowe odbitki znanych fotografów (Henri Cartier-Bresson, Elliott Erwitt...), odbitki, które ci fotografowie wysłali wiele lat temu do tej redakcji z przeznaczeniem tylko do druku. Według prawa autorskiego obowiązującego w zachodniej Europie, redakcja nie stała się posiadaczem praw do tych odbitek, miała prawo tylko umieścić je swego czasu na łamach gazety. Amerykanie twierdzą zaś, że mają prawo sprzedać te odbitki za kilka tysięcy dolarów, czyli ceny śmiesznie niskie wobec cen jakie obecnie osiągają zdjęcia tych fotografów. Kolejny spór między Europą a Ameryką.

Jeśli już mówimy o cenach, nie zawsze ceny pokazanych zdjęć są wywieszone. Największa cena jaką widziałem za pokazane na tych targach zdjęcie to pół miliona dolarów za portret Indianki zrobiony przez Westona w latach 20-tych (szwajcarska galeria "Zur Stockeregg"). Widziałem już wiele lepszych zdjęć tego autora, może liczy się tu data powstania zdjęcia, temat, rzadkość odbitki.

 

"Bliźniaczki" - Nie tylko zdjęcia są ciekawe. Czasami od oglądania zwiedzających rozdwajają się oczy.

 

Dokładne obejrzenie zdjęć wymaga często wejścia z nimi w bliski, prawie intymny kontakt.

 

 

PRZEJDŹMY teraz do tego co pokazały paryskie galerie prywatne w swoich murach w ramach ostatniego miesiąca fotografii.

Najstarsza paryska galeria Agaty Gaillard, zagrożona zresztą w swoim istnieniu, przynajmniej w miejscu, w którym od początku się znajduje (dzielnica ta stała się modna i właściciel może żądać większego czynszu od jakiegoś sklepu z ubraniami niż od galerii fotograficznej) pokazała prace Krzysztofa Pruszkowskiego "Paris detruit, mines niet". Paryż zniszczony, no a dalej to chyba nie trzeba tłumaczyć. Krzysztof Pruszkowski pokazał zdjęcia w tym samym stylu, w którym robi je od wielu lat, czyli nałożone na siebie wielokrotne ekspozycje.

 

Agata Gaillard

 

Wystawa Krzysztofa Pruszkowskiego "Paris detruit, mines niet" w galerii Agaty Gaillard.

 

Galeria Michele Chomette pokazała wystawę "Bernard Plossu czyli nieruchome kino", rodzaj retrospektywy tego autora, zdjęcia z lat 1960 - 2000. Autor ten uparcie robi zdjęcia w swoim bardzo specyficznym stylu, zdjęcia trochę nieostre, poruszone, pełne jednak jakiejś dziwnej atmosfery, którą bardzo trudno przekazać w słowach.

 

Wystawa "Bernard Plossu czyli nieruchome kino" w galerii Michele Chomette

 

Galeria Anne Barrault pokazała pracę Anne Deguelle "Paryż widziany z mojego okna 1992 - 2000". Jako autor cyklu zdjęć "Widok z mojego okna. Kronika z lat 1968 -1976" nie mogłem tej wystawy nie obejrzeć. Autorka rzeczywiście fotografowała w serii kolorowych zdjęć zmieniający się pejzaż rozbudowującego się za oknami jej mieszkania miasta.

 

Anne Deguelle "Paryż widziany z mojego okna 1992 - 2000" w galerii Anne Barrault.

 

Galeria Esther Woerdehoff pokazała cykl znanego francuskiego fotografa Claude'a Dityvon "Nocturnes". Dziwne zdjęcia, dziwna atmosfera. Samotny człowiek przechadza się po mieście, nocą, fotografuje innych ludzi, także samotnie przemierzających to miasto.

Znana galeria Baudoin Lebon pokazała swoją wystawę w "Espace Commines", co za świetne miejsce na jakąś dużą wystawę. Wystawa pokazana trochę eklektyczna, zbiorowa, zdjęcia takich autorów jak Lucien Clergue, Patrick Bailly-Maitre-Grand, Peter Knapp, kilka zdjęć klasyków z XIX wieku.

 

Wystawa "Espace Commines" w galerii Baudoin Lebon

 

Galeria Camera Obscura pokazała wystawę "P. S. Q. F." zorganizowaną przez kilka galerii. Rozwinięcie skrótu brzmi następująco "Paris sans quitter ma fenetre", co w tłumaczeniu znaczy "Paryż nie opuszczając mojego okna". Jest to wystawa prac kilku autorów, m. in. Lucien Herve, starszego już francuskiego fotografa, który użyczył wymyślonego przez siebie terminu na tytuł wystawy. Na wystawie tej możemy zobaczyć także kilka zdjęć Bogdana Konopki, z okresu gdy mieszkał przy ulicy Norvins. Większość zdjęć pokazanych na tej wystawie została rzeczywiście wykonana z okien mieszkań gdzie mieszkali akurat ich autorzy. Jest na tej wystawie kilka zdjęć Lucien Hervé. Jego zdjęcia widziałem jeszcze na kilku wystawach w ramach tego miesiąca. Jakiś renesans zainteresowania twórczością tego fotografa. Galeria "Agnes B." która, jak zawsze, pokazazuje wystawy zbiorowe, poświęciła jemu sporo miejsca, pokazując jego kolorowe współczesne zdjęcia z jego paryskiego mieszkania.

 

Galeria Camera Obscura

 

 

Zdjęa Lucien Hervé w galerii "Agnes B."

 

Galeria Francoise Paviot pokazała wystawę "Paryż/Paryż", na której znalazły się zdjęcia raczej klasyczne, fotografów często znanych, już nieżyjących. Jest np. jedno zdjęcie, ale bardzo słabe, Man Ray'a (za kilkadziesiąt tysięcy franków, nigdy bym tyle nie dał za tak słabe zdjęcie). Najciekawszym zestawem jest może praca Roberta Doisneau - wszystkie materiały przygotowawcze do znanej fotografii tego autora przedstawiającej dom "w przekroju", rodzaj fotomontażu, w którym pokazane są różne mieszkania, na kilku piętrach, z ludźmi, którzy w tych mieszkaniach żyją. Zabawny montaż o zacięciu socjologiczno-humorystycznym.

Galeria "Czarny Kwadrat" o której była już mowa, pokazała zdjęcia Igora Mouchina, dość klasyczny reportaż z dzisiejszej Rosji.

Wśród wystaw nie zaliczonych do miesiąca fotografii można wymienić galerię Kamela Mennour'a, która pokazuje zdjęcia Arakiego (raczej te bardziej skandalizujące) oraz galerię o poetycznym tytule "A l'image du Grenier sur l'Eau", zadziwiający wybór starej francuskiej fotografii braci Nadar, Carjat'a itd., wszystko do kupienia, jeśli ktoś kolekcjonuje starą fotografię.

 

Prace Nobuyoshi Araki w galerii Kamela Mennour'a.

 

 

OSOBNY dział to wystawy pokazane przez ośrodki kulturalne różnych krajów. Zacznę od wystawy przygotowanej przez Instytut Polski. Z różnych powodów, także dlatego, że była to jedna z najlepszych wystaw w czasie tegorocznego miesiąca fotografii. Przygotowana została przez Instytut i galerię Francoise Paviot. Jej tytuł to "Paris en gris" - " Szary Paryż"; a autor to Bogdan Konopka.

 

Wernisaż wystawy Boghdana Konopki "Paris en gris" - " Szary Paryż"; zorganizowanej przez Instytut Polski i galerię Francoise Paviot.

 

Katalog wystawy Bogdana został nienagannie wydrukowany przez Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Miałem to szczęście, że większość ze zdjęć mogłem zobaczyć już kilka lat temu w atelier Bogdana, wtedy, gdy były jeszcze "ciepłe". Ale zdjęcia tak dobrej jakości nie starzeją się, więc była to dla mnie wielka przyjemność odkryć je w scenografii przygotowanej przez Filipa Le Duc. Bogdan, śmiejąc się, nazywał swoją wystawę, "małe, szare, na nieheblowanym". Wystawa cieszyła się wielkim powodzeniem, została przedłużona, omówienia tej wystawy, wywiady z Bogdanem, ukazały się w wielu gazetach, wywiady z Bogdanem przeprowadziło również francuskie radio, został zrealizowany krótki film, a wystawa (w całości ! pierwszy raz coś takiego się zdarzyło) została kupiona przez Fond National d'Art Contemporain. Z kilku polskich fotografów żyjących we Francji Bogdan jest niewątpliwie tym, który odnosi największe sukcesy.

Ze zdjęć Bogdana emanuje tak pełna poezji atmosfera, że nic w tym dziwnego. Ponieważ dobrze jest podeprzeć się cytatem jakiegoś znanego autora więc i ja zacytuję tu zdanie Italo Calvino : "Miasta są tylko formą czasu". I rzeczywiście, patrząc na zdjęcia Bogdana, zdajemy sobie sprawę, że to co wydaje się nam tak stabilne, mury domów, które nas otaczają, miasta, w których żyjemy, też umierają, odchodzą. Wiele miejsc które Bogdan fotografował już nie istnieje, Paryż też ulega stałym zmianom, całe dzielnice znikają, powstają nowe. Ale atmosfera, która istnieje w zdjęciach Bogdana nie jest związana z Paryżem. Tę wizję nosi on w sobie, w środku. Zdjęcia, które robił we Wrocławiu, w Angers, w innych miastach w których żył, lub tylko podróżował, mają w sobie podobną atmosferę. Krytycy francuscy chcieliby widzieć jakieś podobieństwo pracy Bogdana z pracą Eugene Atgeta, przed czym Bogdan się broni. Raczej czuje on pokrewieństwo z Jozefem Sudkiem. Może w jego zdjęciach jest coś z polskiego doświadczenia o ktorym kiedyś pisał Czesław Miłosz ? Doświadczenia narodu, którego miasta zostały zburzone, albo zabrane, a dano mu w zamian miasta, które nie on wzniósł ? I tak doświadczenia narodu splatałyby się z wrażliwością Bogdana, by zaowocować w zupełnie innym mieście - Paryżu.


 

Bogdan Konopka podpisuje katalog wystawy "Paris en gris" - " Szary Paryż"

 

Centrum Kulturalne Kanadyjskie pokazało prace Arnaud Maggs'a. Jedna seria to sfotografowane frontalnie, w bardzo ciasnym planie pionowe wywieszki paryskich hoteli. Hoteli, raczej tanich, bo droższe reklamują się w mniej standartowy sposób. Tych zdjęć jest prawie 200. Właściwie są to reprodukcje plansz, jakaś analiza stylu graficznego liter. Być może, że nic nie zrozumiałem, ale praca ta zostawiła mnie doskonale obojętnym. Natomiast bardzo spodobała mi się druga praca, choć musiałem się bardziej domyślić o co chodzi, niż mogłem przeczytać w tytule lub obok. Mianowicie autor sfotografował notes z adresami, który kiedyś należał do Eugene Atgeta. Niektóre nazwiska były w nim przekreślone, można się domyślać, że adresaci zmarli. Domyśliłem się bardziej niż dowiedziałem (czasem jakieś wyjaśnienie nie jest złe), że jest to karnet klientów, dla których Eugene Atget robił swoje zdjęcia. Jeśli się wie kim był, kim jest Eugene Atget dla rozwoju współczesnej fotografii, karnet ten staje się jakąś relikwią, dzięki której możemy podróżować w czasie, puścić wodze naszej fantazji, wcielić się w skórę tych ludzi, którzy kupowali zdjęcia Atgeta.

 

Notes zo Eugene Atgeta - wystawa Arnaud Maggs'a w Kanadyjskim Centrum Kulturalnym

 

Centrum Kulturalne Szwajcarskie pokazało bardzo sugestywną wystawę przygotowaną przez Jean-Luc Godarda, który, jak wiadomo, jest Szwajcarem, mimo, że swoją karierę filmową realizował głównie we Francji. Wystawa ta jest złożona właściwie z dwóch niezależnych wystaw, zainstalowanych w dwóch osobnych pomieszczeniach. Jedna nawiązuje do filmu "Alphaville", a druga do filmu "Dwie, lub trzy rzeczy, które o niej wiem". Godardowi udało się stworzyć bardzo dziwną atmosferę, rówie dziwną jak w niektórych jego filmach. Jest to szczególnie dobrze widoczne w części inspirowanej filmem "Alphaville". Można by tu mówić o wystawie "totalnej", autor posłużył się zdjęciami z filmu, często pokazanymi w formie przeźroczystych błon, krótkie teksty, o zacięciu filozoficznym, biegną wzdłuż ścian wystawy, z głośników dobiega muzyka i słowa aktorów z filmu, projektor diapozytywów wyświetla kolejne obrazy, inny projektor rzuca na ścianę cień manekina, na "półeczkach" są ustawione różne przedmioty (np. popularne we Francji środki uspokajające). Środki jakich użył Godard można by zatem znaleźć w tym co się nazywa "instalacjami", ale Godardowi udało się stworzyć tak dziwną atmosferę, że wystawa jego zapadła mi w pamięć jako coś zupełnie niepowtarzalnego.

 

Centrum Kulturalne Szwajcarskie

 

 

Wystawa Jean-Luc Godarda w Centrum Kulturalnym Szwajcarskim

 



Szwedzki ośrodek kulturalny pokazał wystawę Tore Johnson'a (1928 - 1980), zdjęcia Paryża z lat 1948 -1958. Wiele było wystaw w czasie tego miesiąca fotografii, którego tematem przecież był Paryż, na których można było zobaczyć zdjęcia takie sobie, nostalgiczne obrazki "Paryża z bagietką", zrobione kiedyś przez fotografów francuskich, albo przez cudzoziemców, którzy chętnie zawsze do tego miasta ciągnęli. Te zdjęcia powodują często pewien przesyt, jak za duża ilość zjedzonych ciastek. Nic z tych rzeczy w wypadku zdjęć Tore Johnson'a. Poczucie obcowania z twórczością autentyczną. Autor nie ściąga od innych autorów tematów, sposobów ich traktowania. Zdajemy sobie sprawę, że tworzył w pewnej epoce, podejmował tematy, które podejmowali i inni, ale robił je po swojemu i jego zdjęcia noszą piętno jego osobowości. Bardzo przyjemne odkrycie - a więc są w historii fotografii autorzy, których dorobek nie jest szeroko znany i którzy są warci odkrycia.

 

Dom Ameryki Łacińskiej pokazał zbiorową wystawę fotografii argentyńskiej, głównie dokumentalnej. Najbardziej podobały mi się prace Martina Webera. Fotografował on różnych ludzi prosząc ich, aby napisali na czarnych tabliczkach jakie jest ich największe marzenie (czy nie pod pewnym wpływem Sophie Calle, w której stażu uczestniczył ?). Młoda dziewczynka napisała np. "chcę być modelką", starsza kobieta "chcę by mój syn wyzdrowiał", młody mężczyzna, patrzący pełnym miłości spojrzeniem na młodą kobietę "abyś się nigdy nie czuła sama".

 

Sophie Calle

 

Druga pokazana wystawa to zdjęcia z dawnych lat jakie spędziła w Paryżu znana podobno w Ameryce Łacińskiej Alicia d'Amico. Niestety, spore rozczarowanie, "Paryż z bagietką".

Zbiorowa wystawa w Centrum Kulturalnym Meksykańskim również rozczarowująca.

Zbiorowa wystawa w Centrum Kulturalnym Holenderskim (płatna, to rzadkie w wypadku centrów kulturalnych) rozczarowuje mniej, ale widać, że każdy z autorów miał za mało miejsca, by się pokazać, więc zostawia pewien niedosyt.

 

Wystawa w Centrum Kulturalnym Holenderskim

 

CZAS przejść do wystaw przygotowanych przez muzea państwowe, fundacje, różne instytucje. O niektórych z nich pisałem już w poprzednich korespondencjach.

Muzeum Rodina pokazało w ogrodach, na świeżym powietrzu, wystawę zdjęć Bernarda Desprez'a. Zdjęcia robione w Paryżu, którym towarzyszą komentarze. Pamiętam, kiedyś pomysł łączenia zdjęć z obrazami wydawał się kalaniem czystości fotografii, teraz nikt się już temu nie dziwi, biorą się za to nawet ludzie, którzy, wydaje mi się, nie czują tego typu zestawień. Wystawa Desprez'a broni się raczej dobrze.

 

Bertrand Desprez - "Lato w Paryżu fotografowane dla "Le Monde'u".

 

 

Piramidalne

Kiedyś, nie tak dawno temu, pewien faraon postanowił zbudować ostatnią piramidę. Szkło zastąpiło kamień, a dyskusje były bardzo zażarte, ponieważ wybór miejsca w którym miała wznieść się piramida, w centrum wielkiego muzeum, wywołał wściekłość starych mamutów. Ale faraon, niczym sfinks, zachował kamienny spokój. Konstrukcja, którą sobie zażyczył, została wzniesiona, ku radości pomywaczy szyb.

mój komentarz : Bertrand Desprez robi tutej aluzję do F. Mitteranda za którego prezydentury postanowiono zbudować wejście do Luwru w kształcie piramidy.

Bertrand Desprez
"Lato w Paryżu fotografowane dla "Le Monde'u".

 

Bertrand Desprez - "Lato w Paryżu fotografowane dla "Le Monde'u".

 

Fosa pawianów
Miałem może 6 lub 7 lat
Matka zabrała mnie do zoo.
Stojąc nad fosą pawianów
upuściłem mojego misia.
One go rozszarpały. Nie można było
go odzyskać. Od tego czasu
często o nich myślę. Kiedy one krzyczą,
wrzeszczą, biją się, iskają
są tak bardzo ludzkie.

Bertrand Desprez
"Lato w Paryżu fotografowane dla "Le Monde'u".

 

Dużo gorzej wypada pokazana we FNAC Rennes wystawa zdjęć Gerarda Rondeau, który śledzi swoim aparatem dziennikarza Bernarda Franka w jego paryskim życiu. Zdjęciom pierwszego towarzyszą pisane komentarze drugiego, mało ciekawe, w dodatku często bardzo trudne do odszyfrowania.

 

 

Wystawa Gerarda Rondeau w FNAC Rennes.

 

Inna wystawa - przykład jak starsi już fotografowie przejmują nowe sposoby fotografowania. Fundacja Dina Vierny (dawna modelka Maillol'a) i Muzeum Maillol'a pokazuje dużą wystawę Franka Horvata, a właściwie dwie wystawy : jedną złożoną ze starych odbitek, które jakimś cudem, jak pisze autor, zachowały się u niego, a negatywy często zaginęły, zdjęć mody, które robił w latach 50-tych, nie sądząc, że przetrwają one tyle lat i ktoś będzie miał ochotę je kiedyś oglądać. Stąd tak mało szacunku jaki okazywał przez te lata negatywom.

Druga wystawa jest, wręcz przeciwnie, złożona ze zdjęć jeszcze "ciepłych" zrobionych w ciągu 1999 roku. Frank Horvat postanowił prowadzić rodzaj dziennika, zrobił 20.000 zdjęć, wybrał 418 i dołączył do niego swoje komentarze. Jesteśmy więc zaproszeni do uczestniczenia w jego życiu, w jego podróżach, w spotkaniach z jego znajomymi, w każdym razie w takim stopniu, w jakim sam Horvat nam na to pozwala. Całość jest dosyć sympatyczna, osobiście przeszkadza mi trochę zbyt "reporterski" typ zdjęć, jakoś nie za bardzo pasujący do komentarzy, tak jakby autor obrał sposób narracji trochę obcy jego temperamentowi, czy po prostu przejął środki wyrazu od innych, a nie zaadaptował ich naprawdę. W tym samym muzeum także wystawa Ilyi Kabakowa z 1982/3 roku, "Wspólna kuchnia", na temat wspólnych kuchni w moskiewskich mieszkaniach. W wystawie tej wielką rolę grają teksty, które są oczywiście po rosyjsku, nie wiem co z tego dociera do publiczności, która nie zna tego języka. Może się ona pocieszyć jednak smakiem potraw w muzealnej restauracjo-kawiarni, które noszą takie nazwy jak "Talerz Poliakowa", lub "Talerz Diny", ten drugi to bliny z łososiem (około 10 dolarów).

Muzeum Historii Francji przy Archiwum Narodowym zorganizowało niewielką, ale ciekawą wystawę poświęconą fotografii i Wystawom Światowym w Paryżu od 1867 do 1900 roku. Pokazano oczywiście nienaganne technicznie zdjęcia dokumentujące te wystawy, projekty najnowocześniejszych (wtedy) studiów fotograficznych. Szczególnie ciekawy wydaje się jeden z albumów, w których zgromadzono zdjęcia portretowe osób zaanagażowanych w realizację tych wystaw. Zdjęcia te służyły także jako wejściówki na wystawę. Trych zdjęć powstało kilkanaście tysięcy, jaki to ciekawy zbiór, choćby z punktu widzenia socjologii. Na wystawie pokazane są tylko dwie strony z jednego z tych albumów.

 

Wystawa poświęcona Wystawom Światowym w Paryżu od 1867 do 1900 roku zorganizowana przez Muzeum Historii Francji Archiwum Narodowe.

 

W Muzeum Inwalidów można było zobaczyć dwie wystawy, jedna "Paryż w czasie Wielkiej Wojny" (tak nazywa się we Francji I wojną światową), wystawa rozłożona kompletnie przez fatalny sposób jej pokazania, zdjęcia są nieoświetlone, ledwo je widać, przejdźmy od razu do drugiej wystawy - "Spojrzenia na świat", zdjęcia ze zbiorów francuskiego MSZ-u. Zdjęcia te nie były robione w celach artystycznych, albo robili je uczestnicy jakichś ekspedycji naukowych, albo inżynierowie, który realizowali w odległych krajach inwestycje francuskie, budowali mosty, konstruowali koleje. Często nazwiska autorów zdjęć są nieznane. Jednak zdjęcia te, poza ich świetną jakością techniczną, przynoszą nam dzisiaj często jedyny obraz jak wyglądały odległe kraje, które dziś przecież też się zmieniły. Przytoczę tytuł i opis jednocześnie jednego ze zdjęć : "Dalai lama i jego świta w czasie ucieczki do Delhi, marzec 1910 roku". Nie wiedziałem, że Dalai lama już wtedy musiał ratować się ucieczką.

Najczęściej wystawy zdjęć są pokazywane w galeriach na białych ścianach. Ta wystawa, podobnie jak i ta poświęcona światowym wystawom zrywają z tą tradycją. Może biel już się zaczyna nudzić ?

 


 

Urząd miejski 13 dzielnicy Paryża zorganizował wielką wystawę, pożyczając do niej zdjęcia z Fond National d'Art Contemporain poświęconą młodości. Znalazły się na niej zdjęcia tak znanych fotografów jak Martin Parr ("Młodzi i muzyka", seria z 1999 roku) i mniej znanych jak np. Martine Locatello z serią "Młodzi w swoich pokojach", czy Igor Muchin z serią "Zakochani w Paryżu".

 

Wystawa zorganizowana przez Urząd miejski 13 dzielnicy Paryża

 

Urząd miejski Paryża zorganizował wystawę cokolwiek ekletyczną, jak inne wystawy w tym miejscu pokazywane, "Europejczycy w Paryżu", poświęconą wkładowi różnych przybyszów w rozwój stolicy Francji. Znalazło się na tej wystawie również jedno zdjęcie wykonane w Polskiej Księgarni w Paryżu.

Fundacja założona przez EDF, czyli francuskie elektrownie, często pokazuje wystawy fotograficzne w budynku fundacji noszącym dobrze pasującą nazwę "Przestrzeń Elektra". Tym razem podjęty został temat paryskich pasaży, tych miejsc dosyć magicznych, o których pisał Walter Benjamin, pasaży, przykrytych dachami, często szklanymi, służącymi do pieszego przemieszczania się między jedną ulicą a drugą. W pasażach tych często znajdują się różne sklepy, restauracje, galerie. Gdy pada, co w Paryżu zdarza się dosyć często, można wędrować po tych pasażach całkiem przyjemnie. Na wystawie pokazane są zdjęcia stare, jeszcze XIX wieczne, także zdjęcia z lat nam bliższych, a przy wejściu otrzymujemy także spis wszystkich pasaży z adresami. Niektóre już nie istnieją, ale większość zachowała się do dziś. Możemy pójśćĘi je zobaczyć.

 

"Paryskie pasaże" - wystawa zorganizowana przez Fundację EDF

 

FNAC w Hallach pokazało wystawę poświęconą pracy genialnego scenografa Aleksandra Traunera. Realizował on scenografie do znanych filmów Marcela Carne i innych mistrzów kina francuskiego. Był pochodzenia węgierskiego, w czasie wojny musiał się ukrywać, po wojnie znowu wrócił do zawodu. Szczęśliwy kraj ta Francja, umie docenić talenty cudzoziemców, często muszących uciekać z krajów, w których się urodzili, z powodu panujących tam nacjonalistycznych teorii.

 

Wystawa poświęcona Aleksandrowi Traunerowi

 

Jeszcze jedna wystawa jest pośrednio temu tematowi poświęcona. Prywatne muzeum Montparnassu, o którym już kiedyś pisałem, organizuje niewielkie, ale zawsze świetnie przygotowane wystawy poświęcone złotym latom awangardy artystycznej w tej dzielnicy na początku XX wieku (trudno się przyzwyczaić do pisania - na początku zeszłego wieku). Tak samo jest i tym razem. Możemy podziwiać zdjęcia Kertesza, który fotografował Chagalle'a, Sabine Weiss fotografowała Osipa Zadkina, inne zdjęcia, nieznane obrazy przenoszą nas w tamte czasy, pełne fermentu twórczego, ale często i nędzy.

 

Musee de Montparnasse

 

Pobliskie Muzeum Bourdelle'a pokazuje nam nieznany dotąd fragment twórczości tego rzeźbiarza. Okazuje się, że nie tylko wykorzystywał on zdjęcia jako materiał do swoich rzeźb, ale i sam robił bardzo wiele zdjęć, albo jako studia do planowanych prac, albo po prostu fotografował przyjaciół, rodzinę. Niezbadana do niedawna kolekcja liczy 2500 odbitek na papierze i 4000 szklanych negatywów. Oczywiście tylko niewielka część mogła być pokazana na tej z wielkiem pietyzmem zrealizowanej wystawie.

Centre Pompidou pokazuje nam przygotowaną w Niemczech wystawę retrospektywną poświęconą postaci Germaine Krull, bardzo aktywnej w latach 20 i 30-tych ubiegłego stulecia. Jej wielką realizacją jest album "Metal", zdjęcia poświęcone tej właśnie tematyce, typowej dla tamtej epoki, zafascynowanej "postępem". Germaine Krull miała życie bardzo burzliwe. Urodziła się w 1897 roku w miejscowości o nazwie Wilda w Prusach Wschodnich (ciekawe jak się ta miejscowość dzisiaj nazywa). Potem mieszkała w Monachium, skąd została wyrzucona za działalność rewolucyjną w 1919 roku. W 1921 roku jest wydalona z Rosji jako "agitatorka antybolszewicka". Związana później z Jorisem Ivensem jakiś czas mieszka w Amsterdamie, potem pracuje z Elie Lotarem w Paryżu. W czasie II wojny znajduje się w Brazylii, a potem z wojskami francuskimi w Brazaville. Po wojnie wyjeżdża do Bangkoku, gdzie kieruje hotelem "Oriental", w wieku 70 lat przyłącza się do wspólnoty buddyjskiej, do Europy wraca w 1983 roku. Umiera dwa lata później. Wystawa pokazuje zdjęcia z różnych lat jej działalności twórczej, różne tematy jakie podejmowała, moda, akty, zdjęcia Paryża, portrety. Nie odniosłem wrażenia, by była jakąś wielką postacią w historii fotografii, nie można jej porównywać np. do Man Ray'a (choć pisał on do niej kiedyś : "Germaine, jesteśmy oboje największymi fotografami naszego czasu, ja w dziedzinie fotografii prymitywnej, wy w dziedzinie fotografii nowoczesnej"), ale na pewno zasługiwała na przypomnienie i "odkurzenie".

 

Centre Pompidou - wystawa n.t. Germaine Krull

 

Wreszcie ostatnia wystawa, o której chciałbym napisać. Wystawa Raymonda Depardona pod tytułem "Detours". Tytuł wystawy, według niepisanych regułĘobowiązujących we Francji, jest grąĘsłów, w której różne znaczenia zderzają się ze sobą, zmuszając nas do intensywnej pracy odszyfrowującej. W przypadkach "pozytywnych" znaczenia te mogą być bardzo bogate, w innych cokolwiek naciągane. Ale nie o to chodzi. Depardon jest bardzo we Francji znany, zrobił on także kilka filmów dokumentalnych, w konwencji "kina-prawdy" jak np. film z życia jednego z komisariatów paryskich, z życia paparazzich i inne. Zrobił też film fabularny "Więźniarka pustyni" (ten film uważam za nieudany, nie udało mi się go obejrzeć do końca w każdym razie).

 

Raymond Depardon - "Detours"

 

Wystawa Depardona w Europejskim Domu Fotografii była jedyną wystawą w czasie tego miesiąca na którą musiałem stać w długiej kolejce, aby kupić bilet. Takie tłumy na nią waliły. Depardon jest fotografem bardzo specyficznym, powiedziałbym - wątpiącym cały czas, cały czas poddającym w watpliwość zarówno sens fotografii w ogóle jak i sens swojej pracy w fotografii. Jest też jeszcze jednym z tych nietypowych fotografów, którzy jakby niewierząc w siłę samej fotografii, samego obrazu, odwołują się do pisanego komentarza. Np. w lecie 1981 roku pismo "Liberation" zamieszczało "relacje" Depardona z Nowego Jorku, jego zdjęcia z tekstami, nadsyłane na żywo.

Wystawa, choć zajmuje cały Dom Fotografii, nie jest pełną retrospektywą. Dorobek Depardona jest tak obfity, obejmuje zarówno zdjęcie klasycznie reporterskie, jak i serie nietypowe, np. robione przy okazji reportażu w Libanie i potem w Afganistanie notatki prawie osobiste, połączone ze zdjęciami, ale też nie takimi na jakie polują żądne sensacji gazety, zdjęcia nie robione przez "wielkiego reportera", ale przez kogoś kto znalazł się nagle w jakichś niezupełnie dla niego samego jasnych warunkach jakiejś wojny i stara się zrozumieć co się tu właściwie dzieje. I czujemy, że nie jest wcale pewien, czy mu się to uda. A przecież dobremu reporterowi musi się to udać, musi wrócić "do nas" podając nam to, w co mamy wierzyć i co myśleć na temat danych wydarzeń.

Raymond Depardon przygotował też specjalnie cykl zdjęć na zamówienie Domu Fotografii "Errance 2000", czyli jakby "Błądzenie 2000". Zdjęcia przedstawiające prowadzące nie wiadomo dokąd drogi, zrobione w różnych krajach świata. Widocznie ten temat drążył go podświadomie i teraz zdjęcia te złożyły mu się w taki oto kształt.

 

PRZY okazji tej relacji chciałbym przemycić informację nie związaną z miesiącem fotografii. Niedaleko nowej Biblioteki Narodowej znajdują się, przy ulicy Louise Weiss, nowe budynki Ministerstwa Finansów. Na parterze zainstalowało się kilka galerii pokazujących "młodą sztukę". Organizują one często wernisaże tego samego dnia. Jest Paryż, który odchodzi, jest Paryż, który się stale odnawia.

 

rue Louise Weiss

 

KTÓREGOŚ dnia wieczorem, gdy zakończyłem już wędrówkę po wystawach, byłem tak nasycony zdjęciami, które widziałem, zmęczony nimi, że z największą przyjemnością oddałem się fotografii kolorowo-abstrakcyjnej. No, może nie do końca abstrakcyjnej, widać, że fotografowałem fragmenty wystaw sklepowych, ale robiłem to wyłącznie dla przyjemności wizualnej, nie zastanawiając się, czy to coś znaczy czy nie i odpychając wszelką myśl, czy powinno coś znaczyć. Sama czysta przyjemność wizualna.

Tekst i zdjecia:
Mariusz Hermanowicz

 

Fot. Mariusz Hermanowicz

 

Poprzednio w fotoTAPECIE:

Nota o autorze:

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

05 - 05 - 01