Warto trochę poczytać...

Zbigniew Tomaszczuk

 

TEKST Adama Soboty dotyczący artykułu A.D. Colemana przypomniał mi moje własne refleksje, które również i ja miałem po jego lekturze. Myślę, że warto do nich powrócić na poparcie tezy, że A.Sobota nie jest osamotniony w swoich wątpliwościach. Przywołuję go w brzmieniu w jakim swego czasu powstał.

Dlaczego pomimo, iż popieram wszelkie inicjatywy związane z upowszechnianiem fotografii, mam krytyczny stosunek do Festiwalu Fotografii Czarno-Białej, czyli wystawy „Powiększenie” i tekstów jej towarzyszących? Otóż dlatego, że autorzy tej akcji nie tyle próbują wprowadzić fotografię w obieg kultury, co promując własne postawy pomijają po drodze wszystko to, co do tej pory zostało w polskiej fotografii osiągnięte. Odcinając się od przeszłości, automatycznie głoszą fałszywą tezę o tym, że wszystko zaczyna się niejako od nich. Już w towarzyszących pierwszej edycji Festiwalu w Zakopanem tekstach głosili, że cykl organizowanych przez nich wystaw jest największym wydarzeniem w powojennej historii fotografii. Odniosłem się do tego faktu publikując w „Kwartalniku Fotografia” rozmowę z prof. Zbigniewem Łagockim, w której starłem się podkreślić fakt zaistnienia niezwykle istotnych wystaw lat 60tych, mając na myśli ekspozycje „Fotografii subiektywnej” i „Fotografów poszukujących”. Pisałem dalej, że należy przypomnieć i inne ważne ekspozycje. Uważałem poza tym, że postawa organizatorów wynika albo z braku wiedzy, albo z nonszalancji, która jest dosyć charakterystyczna dla wielu współczesnych faktów związanych z marketingiem w kulturze. Okazało się jednak, że sprawa jest daleko bardziej przewrotna. Autorzy kryjący się za „6 regułami Latarnika”, do których to reguł warto być może jeszcze powrócić w osobnym artykule, konsekwentnie promują ideę braku historii polskiej fotografii. Czy postawie takiej warto w ogóle poświęcać uwagę? Można by ją całkowicie zignorować, gdyby nie to, że konsekwencje są o wiele poważniejsze. Otóż odcinanie się od własnych korzeni historii fotografii przeniosło się w szerszy kontekst. W tekstach towarzyszących wystawie (publikowanych też w Internetowym portal Latarnik) zamieszczony jest artykuł amerykańskiego krytyka A.D. Colemana, w którym autor, na zamówienie organizatorów, komentuje wystawę „Powiększenie” zakładając, iż w ślad za informacją pozyskaną od organizatorów nie może odnieść się do historii polskiej fotografii, ponieważ takowej nie ma. Tym samym wszystko to co promuje Latarniki wydaje się być absolutnie nowe.

Pomijam fakt, że Coleman akurat zna szereg istotnych postaw polskiej fotografii. Pisał np. w swojej książce o wystawie w ramach festiwalu fotografii Europy Wschodniej i Środkowej, którą to wystawę oglądał w Lozannie w 1990 roku. I na tle innych prezentacji, polski zestaw wydał mu się wart opisania. To fakt, że ważny krytyk informowany jest o braku historii polskiej fotografii utwierdza go w przekonaniu, że dokonań fotografów Latarnika „...nikt nie jest w stanie usytuować na mapie polskiej sztuki wizualnej”. W jak fantastycznej sytuacji znaleźli się autorzy zdjęć sami zapewne o tym nie wiedząc. Trudno mieć pretensje do Colemana, który powołuje się informacje z zewnątrz, ale należy mieć pretensje do osób go informujących, że nie znają kilku książek jak chociażby:

Również dla określenia kontekstu współczesnej fotografii polskiej warto by zaznajomić się z: trylogią Jerzego Buszy: „Wobec fotografii”, „Wobec fotografów” i „Wobec odbiorców fotografii” czy „Przygodami plastycznymi” Urszuli Czartoryskiej i - nieskromnie dodam - z „Łowcami obrazów” mojego autorstwa.

Oczywiście, gdyby te wszystkie fakty zawarte w wymienionych książkach oraz liczne artykuły w wydawnictwach posympozjalnych, magazynach o fotografii i sztuce i autorskich katalogach umieszczone były w jednej książce, to sprawa byłaby bardziej przejrzysta i łatwiejsza do ogarnięcia a tak, cóż, trochę trzeba poczytać. Lecz chyba warto, bo wtedy okaże się, że polska fotografia ma jednakowoż swoją pisaną historię i odpowiedź na twierdzenie Colemana („Trudno zatem określić, skąd wyrastają prezentowane na wystawie prace”) okaże się bardzo łatwa. Lecz dla promocji własnej postawy twórczej Koalicji Latarnik taka odpowiedź nie byłaby zbyt wygodna, bo wtedy musieliby odwołać się do całej tradycji, nie tylko polskiej ale i światowej historii fotografii. Szkoda, że pewnego typu nonszalancja położyła cień na tak skądinąd istotne inicjatywy fotografów z kręgu Latarnika.

Zbigniew Tomaszczuk

 

 

Przeczytaj też:

 

Poprzednio w fotoTAPECIE m.in.:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

07 - 12 - 02