Mala Galeria (logo)

Mała Galeria ZPAF-CSW
Plac Zamkowy 8, Warszawa
2-28 lipca 2002 r.

 

 

Katarzyna Fortuna: Jestem

Click here
for English
version of
this page



PO prostu "jestem". Czasami taka prosta konstatacja może zawierać bardzo dużo treści . Może być zwykłym stwierdzeniem stanu rzeczy i nic więcej. Ale może też być próbą wyrażenia czegoś znacznie więcej.

Wydaje się, że to "więcej" jest zawarte w fotografiach Katarzyny Fortuny, w jej ostatnio wykonanej serii zdjęć. Z pozoru dosyć zwykłe fotografie a na nich, jak się nietrudno domyślić, ona sama. Nie widzimy jej twarzy, jest jej fizyczna obecność ciała raz bardziej raz mniej widoczna. Jej postać wypełnia kadry zdjęć, i po jakimś czasie zaczynamy się orientować, że to ona sama określa swoją relację do wnętrz, które trochę przypadkowo zaaranżowane, są wnętrzami jej codziennego przebywania. Po chwili nasza uwaga koncentruje się nie tylko na postaci, ale i również na tych wnętrzach właśnie. Zaczynamy je dostrzegać, ich

Niemniej w centrum każdego ujęcia jest postać autorki - fotografowanej przez samą siebie.

I ta uporczywa świadomość trwania jest widoczna na fotografiach najbardziej. Nie zmienia tego nawet użycie koloru, które mogłoby rozpraszać przemyślane kompozycyjnie zdjęcia. Kolor subtelnie podkreśla przestrzenność tych zdjęć, poprzez wyważoną kolorystykę staje się bardzo ważnym sprzymierzeńcem autorki w budowaniu nastroju i dopełnieniu pewnej dramaturgii poszczególnych serii. Wydaje się, że został użyty z pełną świadomością jako jeszcze jeden element współtworzący bardzo subtelne założenie tego ciekawego, bardzo delikatnego i osobistego projektu.

Marek Grygiel

 

Katarzyna Fortuna - wystawa "Jestem", Mała Galeria ZPAF-CSW w Warszawie, lipiec 2002

 

Katarzyna Fortuna
jest absolwentką Wyższego Studium Fotografii na Wydziale Operatorskim Łódzkiej Szkoły Filmowej Teatralnej i Telewizyjnej im. Leona Schillera.

Fotografuje od kilku lat, najchętniej tworzy portrety przyjaciół i znajomych. Często też wykorzystuje w swoich zdjęciach obrazy roślin, posługując się symboliką ich formy, koloru i fazy wegetacji.

Ma za sobą doświadczenia związane z fotografią mody i reklamy. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach płyt, m.in. zespołów Maanam i De Mono. Współpracowała z firmami Pomaton EMI, Zic Zac, Twój Styl, XL, Cosmopolitan, Marie Claire.

W Starej Galerii Związku Polskich Artystów Fotografików w Warszawie odbyły się jej dwie wystawy indywidualne: "Portrety" i "Rodzaj". Miała również wystawę w Teatrze im Witkacego w Zakopanem.

W 2002 roku brała udział w dużym zbiorowym projekcie wystawienniczym pt. "Galeria Bezdomna" którego pomysłodawcami i kuratorami byli Andrzej Świetlik i Tomasz Sikora.

Prezentowana od 2 do 28 lipca br. w Małej Galerii ZPAF-CSW przy placu Zamkowym 8 w Warszawie wystawa pt. "Jestem" to kilka serii barwnych fotografii będących swego rodzaju autoportretami wykonanymi w domu artystki i innych wnętrzach mieszkalnych. Zdjęcia wykonane są samowyzwalaczem i zostały specjalnie zaaranżowane jako potencjalne sytuacje z codziennego życia autorki bez uwidocznienia twarzy. Prace te w opinii autorki "mówią wszystko o fragmencie jej życia, zmienności i złożoności stanów ducha". Jest to rodzaj bardzo osobistego zapisu w który kolor staje się symbolicznym nośnikiem nastrojów i przemyśleń autorki.

 

Katarzyna Fortuna - wystawa "Jestem", Mała Galeria ZPAF-CSW w Warszawie, lipiec 2002

 

Poprzednio w fotoTAPECIE:

 

 


Fortuna w Małej Galerii

Do 28 lipca w Małej Galerii ZPAF/CSW przy pl. Zamkowym 8 można oglądać wystawę fotografii Katarzyny Fortuny

Katarzyna Fortuna zatytułowała swoją fotograficzną wystawę w Małej Galerii "Jestem". Lepszym tytułem byłby chyba "Nie ma mnie".

Fortuna pokazuje specyficzne autoportrety. Sfotografowała się we własnym mieszkaniu i w mieszkaniach znajomych, aranżując potencjalne sutuacje wzięte z codziennego życia. Nigdy jednak nie widzimy jej twarzy. Zasłania ją rękami, kołdrą, zdejmowanym właśnie swetrem. Tak jakby chciała krzyknąć: "Zostawcie mnie w spokoju! Nie ma mnie!". Sytuacje też są dziwaczne. Katarzyna Fortuna albo śpi zakopana szczelnie w kołdrę, albo leży bezwładnie na łóżku, a naokoło panuje straszliwy poimprezowy bałagan. Może choruje, może jest na odwyku i zamknęła się na jakiś czas w mieszkaniu, odcięła od ludzi? Zostały z nią tylko ukochane zwierzaki.

aka
Gazeta Stołeczna

 

 

Jednak jestem

Z Kasią Furtuną rozmawia Agnieszka Kowalska (aka) - specjalnie dla FT

Agnieszka Kowalska: - Ktoś podobno powiedział Ci, że do fotografii z cyklu "Jestem" mogłaby powstać cała literatura. Ale przecież Ty nie lubisz komentować swoich zdjęć. Dlaczego tym razem zdecydowałaś się to zrobić?

Katarzyna Fortuna: - Uświadomiłam sobie, że mogą być odebrane zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Dlatego pomyślałam, że tym razem warto dać widzom wskazówkę, która pozwoli odnaleźć drogę do drugiej warstwy (tej najważniejszej poza estetyczną).

Bodźcem był m.in. mój tekścik w "Gazecie Stołecznej". Czy poczułaś się nim dotknięta?

Nie! Po prostu zaskoczona. Zaszłaś w zupełnie obce mi rejony. Nie identyfikuję się np. ze światem narkotycznym. Te fotografie nie pokazują stanu depresji poimprezowej. To coś zupełnie innego.

Byłam przekonana, że nie chcesz się aż tak dosłownie odsłaniać. Ale teraz powiedz, jaki stan został uchwycony na tych fotografiach?

Człowiek tak ma, że jak jest smutny, izoluje się od świata i od ludzi. To był stan całkowitego braku energii w moim życiu. Nie miałam jej na nic, na pracę, na kontakt z ludźmi, który tak naprawdę był mi bardzo potrzebny, ani na to, by zająć się moimi ukochanymi zwierzętami.

To widać na fotografiach, kiedy dopraszają się o uwagę z twojej strony...

Właśnie. I w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że muszę się zdyscyplinować. Postanowiłam robić przynajmniej jedno zdjęcie dziennie.

Kiedy powstawały te zdjęcia?

Od sierpnia ubiegłego roku, kiedy to moje złe samopoczucie się pogłębiło. Początkowo zdarzały się dni, kiedy nie udawało mi się zrealizować planu. Po jakimś czasie rozstawianie statywu w nowych miejscach stało się pewnego rodzaju nawykiem. Robiłam je o różnych porach dnia i nocy, fotografując siebie i otoczenie w którym się akurat znajdowałam.

Mówiłaś mi kiedyś, że odczuwałaś wtedy dysonans miedzy tym, jak się czułaś, a tym jak cię postrzegali ludzie. Cały czas odbierają Cię jako osobę pogodną, energiczną, świetnie radzącą sobie w życiu.

Tak. I nie wiem z czego to wynika, bo nic nie udaję. Z natury jestem pogodna, ale bardzo często mi się zdarza, że kiedy w środku jest mi źle, ludzie mówią: "Jak ty świetnie wyglądasz! Na pewno u ciebie wszystko w najlepszym porządku!". Być może wynika to stąd, że staram się trzymać i nie wychodzić do ludzi z miną skazańca.

Czy fotografowanie było Twoją jedyną formą mobilizacji?

Nie jedyną, ale najważniejszą, to mnie trzymało w pionie.

Wyszedł najbardziej osobisty z Twoich dotychczasowych fotograficznych cykli. Czy od początku wiedziałaś, że te zdjęcia pokażesz światu?

Nawet nie przypuszczałam. Początkowo nie mogłam nawet na siebie patrzeć. Niedawno znalazłam tekst napisany przez fotografa Leszka Szurkowskiego i strasznie spodobało mi się, co napisał, że robimy zdjęcia, będące świadectwem czegoś osobistego, po to, by dopiero po jakimś czasie nabrać dystansu do utrwalonych emocji.

Gdzie robiłaś zdjęcia? Czy tylko u siebie w domu?

Nie, zabierałam aparat wszędzie tam, gdzie nocowałam - do Łodzi, do hotelu Deja vu (to to intensywnie niebieskie wnętrze), we francuskie góry na narty, do przyjaciół.

Dlaczego zdecydowałaś się w tych fotografiach na ostry kolor?

Zawsze lubiłam kolor, ale nie była to przemyślana decyzja, w początkowej fazie robiłam także czarno-białe zdjęcia. Dopiero patrząc na stykówki uświadomiłam sobie ile kolorów jest w moim szaro-czarnym, a nawet czarno-szarym życiu. Dzięki temu udało mi się to, o czym pisał Szurkowski - spojrzeć na siebie z innej perspektywy. I to było bardzo pocieszające.

Czy przy robieniu zdjęć zwracałaś uwagę na dobór kolorów?

Nie zawsze. Wiele osób mnie pyta: "Jak to możliwe, że masz czerwoną bluzkę i czerwone rajstopy? Musiałaś się specjalnie ubrać." Nie! Ja się tak ubieram.

I nie myślisz o tym, że ta czerwień świetnie kontrastuje z ostro niebieską ściana w tle?

Oczywiście, jak każdy fotograf myślę obrazami, ale nie zmienia to faktu, że tego dnia właśnie tak byłam ubrana, a spałam w pokoju z intensywnie niebieskimi ścianami. Zdjęłam spódnicę, żeby móc się wygodniej położyć. Leżąc już, wyobraziłam sobie jak to wygląda i wtedy postanowiłam zrobić zdjęcia. Efekt był dla mnie samej zaskakujący, dlatego nie dziwi mnie, że może to wyglądać na aranżację.

No właśnie - ile w tych fotografiach jest celowej aranżacji, pozowania?

Starałam się utrwalić stany emocjonalne, nie przedmioty, czy wnętrza. Nie myślałam, jak się ułożyć na łóżku. Tak się kładę, tak się ubieram i takimi przedmiotami się otaczam.

A co z tytułem, dlaczego "Jestem"?

Tutuł jest dla mnie symbolem powrotu do świata.

Warto było aż tak się odsłonić?

Tak. Dla mnie najważniejsza jest prawda, poza tym odsłaniam tylko cząstkę siebie. Czuję, że ta wystawa to ważny krok w moim życiu. I ważny rok, w którym dużo się dzieje i dużo zmienia.

 

Agnieszka Kowalska

12 lipca 2002

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

21 - 07 - 02