Z Zygmuntem Rytką rozmowa o Małej Galerii i nie tylko...

Wynik doboru naturalnego


Warszawa, Mała Galeria ZPAF-PSP, wystawa Zygmunta Rytki "Fotowizja - Katalog S.M.", 10 maja 1981. Zygmunt Rytka i Andrzej Jórczak. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW, fot.NN.

 

Adam Mazur: Przez wszystkie lata swojej działalności artystycznej fotografował Pan intensywnie środowisko artystów awangardowych. Takie Pana wystawy w Małej Galerii jak „Katalog S.M.” czy „Kolekcja prywatna” dowodzą, że był Pan uważnym obserwatorem życia tego środowiska…

Zygmunt Rytka: Można powiedzieć - „obserwatorem wewnętrznym”, bo czym innym jest obserwacja z zewnątrz, a czym innym przyglądanie się temu z pozycji uczestnika.

Debiutował Pan w „Remoncie” w 1974 roku, wtedy poznał Pan Andrzeja Jórczaka, późniejszego założyciela Małej Galerii, i Henryka Gajewskiego, ówczesnego szefa „Remontu”?

Może miesiąc wcześniej. Dokładnie nie pamiętam, ale to było tuż po „Kinolaboratorium” Józka Robakowskiego w Elblągu. Zdaje się, że tam był też Henryk Gajewski, i jakoś się zgadaliśmy. W „Remoncie” miał przede mną, albo tuż po mnie, wystawę Józek Robakowski i tak to poszło… Poznaliśmy się bardzo szybko. To stało się nagle, i nie jestem w stanie powiedzieć jak i kiedy doszło do pierwszego spotkania z nimi. Pod koniec 1973 roku miałem już pewnie wyznaczony termin wystawy w „Remoncie”. Oczywiście wcześniej musiałem pokazać Jórczakowi i Gajewskiemu materiał, który chciałem przedstawić. To były „Przedziały czasowe”, wystawa bardziej konceptualna niż wizualna. Znaliśmy się wszyscy, ale ja funkcjonowałem w innym otoczeniu, chociaż cały czas rejestrowałem te rzeczy, które działy się w „Remoncie”, brałem udział w wystawach, pokazach…

Jak doszło do wystawy „Fotowizja - Katalog S.M” z maja 1981 roku? Jaka to była koncepcja i jak powstawała?

Nie mogę powiedzieć, że „koncepcja powstawała”, bo nie będę „szyć teorii, której nie było”. Zacząłem ten projekt gdzieś w 1971 roku, na wernisażu Dłubaka w Galerii Współczesnej w Warszawie, a 10 lat później była wystawa – żadnej koncepcji nie było. Mogę się do tego przyznać. Nie wiem skąd to się brało. Niektórzy mówią „pasja zatrzymywania mijającego czasu”, w moim przypadku była to po prostu chęć fotografowania środowiska, w którym się obracałem. Nie selekcjonowałem, że ten robi sztukę, a ten nie, to tego fotografuję, a tego nie. To było moje otoczenie, dlatego później nazwałem to „Kolekcją prywatną”. Robiłem to w sposób absolutnie dowolny. Tak zwana teoria „Some Meeting” powstała może rok przed wystawą. Bardzo możliwe, że to zaczęło się klarować w 1979 roku, gdy drugi raz podchodziłem do egzaminu na członka ZPAF. Ja się trochę tym szczycę, że z dokumentacji zrobiłem sztukę, bo zwykle te rzeczy są od siebie oddzielone. Około 1980 zwróciłem się do Andrzeja Jórczaka z Małej Galerii z propozycją, że ja chcę coś takiego pokazać, i on się zgodził. Był jak najbardziej „za”.


Warszawa, Mała Galeria ZPAF-PSP, wystawa Zygmunta Rytki (na zdjęciu) "Fotowizja - Katalog S.M.", 10 maja 1981. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW, fot.NN.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF-PSP, wystawa Zygmunta Rytki (na zdjęciu) "Fotowizja - Katalog S.M.", 10 maja 1981. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW, fot.NN.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF-PSP, wystawa Zygmunta Rytki "Fotowizja - Katalog S.M.", 10 maja 1981. Od lewej: Tomasz Tuszko, Sławomir Puszkiewicz, Bożenna Stokłosa, Zygmunt Rytka
Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW, fot.NN.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF-PSP, wystawa Zygmunta Rytki "Fotowizja - Katalog S.M.", 10 maja 1981. Od lewej: Andrzej Jórczak, Zygmunt Rytka, Tomasz Tuszko. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW, fot.NN.

W 1979 roku został Pan członkiem ZPAF. W jakich okolicznościach zdecydował się Pan składać aplikację do Związku? Czy znał Pan wcześniej Zbigniewa Dłubaka?

Dłubaka nie znałem osobiście. Inaczej niż chłopcy z „Remontu” nie miałem z nim żadnej rozmowy. Do wejścia do Związku przygotowywałem się wcześniej, najpierw wszedłem do ZAIKS-u, a dopiero w 1979 do ZPAF. Moimi wprowadzającymi byli Jórczak i Robakowski, z którymi tyle lat współpracowaliśmy razem. Z kolei chłopców z „Remontu” wprowadzał Dłubak, można tak powiedzieć. Egzamin składał się z dwóch części, najpierw była Komisja Okręgowa, w której zasiadali przeważnie fotoreporterzy z miejscowych gazet, a potem Komisja Artystyczna. W każdym bądź razie moje prace były w ten sposób skomentowane na pierwszej Komisji: „Proszę Pana, może Pan i jest artystą, ale Pan nie jest fotografem!” To był w ich ustach zarzut! Ale pierwszą komisję przechodziło się bardzo prosto, choćby z racji pochodzenia z Warszawy, dopiero na drugiej mogli odrzucić prace. Wtedy w komisji zasiadał Lewczyński, Hartwig, Plewiński… Pokazałem im te prace, i oprócz Hartwiga nikt nawet nie podjął z tym dyskusji. To było zbyt mało atrakcyjne wizualnie. Ja niestety wychowany byłem na konceptualizmie, bo zadawałem się z Markiem Koniecznym, fotografowałem jego rzeczy i sam uczyłem się myślenia. „Zyga, tu trzeba myśleć!” - mówił mi. Na Komisji pokazałem właśnie takie rzeczy, no i nie zdałem za pierwszym razem. Paranoją było to, że można było przedstawić piękne obrazki: koniki albo pejzaże, ale głównie pytali z chemii, z technologii. To się może i przydawało, ale jak na egzamin do związku twórczego, to kładziono na to zbyt duży nacisk. No i nie zdałem - przesunięto mnie na następny termin, za pół roku. Zaproponowano mi „częściową zmianę zestawu zdjęć”. Nie pamiętam, co zmieniłem, ale niedużo. Za drugim razem chłopcy z „Remontu” pomogli mi w jakimś sensie tym, że przy egzaminie miał być Zbyszek Dłubak. Oni byli z nim blisko, ale ja nie znałem go w ogóle. Chłopcy poprosili Zbyszka, żeby w trakcie trwania Komisji Artystycznej był na sali. Po prostu. I to wystarczyło - zdałem.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy próbowano zamknąć Małą Galerię, Pan był w Radzie Artystycznej, która się temu sprzeciwiała …

To była taka nieformalna Rada Artystyczna, którą powołał Marek Grygiel. Myślę, że Marek zrobił to bardzo czujnie, bo wtedy tak zwani „zpafowcy” chcieli tę Galerię „przekręcić”. I on powołał Edwarda Hartwiga - to jest postać wielka, nie tylko w polskiej i światowej fotografii, ale też jako człowiek. Dla nich wszystkich Hartwig to była świętość. W Radzie Artystycznej był on i Marek Grygiel jako kierownik galerii, Józef Robakowski, Paweł Kwiek, Janusz Szczucki… Nie pamiętam jak się tam dostałem. Może dlatego, że miałem wystawę. Wszystkie sprawy kręgów towarzyskich, znajomych, grup i tym podobnych określam mianem „doboru naturalnego”. Grupują się ludzie w różny sposób. Nie wiem dokładnie, kto mi zaproponował udział w Radzie, Józek Robakowski czy Marek Grygiel. To się stało samorzutnie. Tak działa zasada „doboru naturalnego”. Oczywiście Rada powołana była w celu ochrony Małej Galerii, a później, żeby pokazać tamtym „Panom”, że tu się robi coś więcej, że wspólnie kształtujemy profil Galerii. Były różne propozycje, Marek nas zwoływał i były spotkania, na których radzono, czy to się nadaje do Galerii czy nie. Nie była to działalność formalna, jak powiedzmy Komisji Artystycznej ZPAF, to nie było „surowe” czy „cięte” sądzenie kogoś czy czegoś, to było na zasadzie „koleżeńskiej dyskusji na temat”.


Mała Galeria ZPAF, 5 lipca 1983, otwarcie wystawy Zygmunta Rytki "Obrazy uzupełniające". Na zdjęciu Andrzej Partum i Iwona Lemke. Archiwum Małej Galerii, Album XI, fot. NN.

Zygmunt Rytka "Obrazy uzupełniające", wystawa w Małej Galerii ZPAF, lipiec 1983.

Mała Galeria ZPAF, 5 lipca 1983, otwarcie wystawy Zygmunta Rytki "Obrazy uzupełniające". Na zdjęciu Majka Dokowska i Kajetan Sosnowski. Archiwum Małej Galerii, Album XI, fot. NN.

Zygmunt Rytka "Obrazy uzupełniające", wystawa w Małej Galerii ZPAF, lipiec 1983.

Jak wyglądały Pana kontakty z Małą w okresie stanu wojennego?

W stanie wojennym przeżyłem szok i wróciłem do „epoki kamienia” - zacząłem mianowicie robić wtedy różne rzeczy z użyciem kamieni, a w 1983 roku miałem już wystawę w Małej Galerii! W tym czasie nadal byłem związany z Małą Galerią poprzez kontynuację Marka Grygla. On świetnie zrobił zapewniając trwanie temu miejscu. Natomiast w „Kolekcji prywatnej” niewielu jest warszawiaków, to są na ogół ludzie z Łodzi, z całej Polski: Natalia LL, Rzepecki, Witek Czerwonka… To środowisko ogólnopolskie, które lgnęło do Łodzi. Oprócz poznaniaków, którzy mieli wstręt wrodzony, i Łódź wyeliminowali z mapy Polski. Nie wiem dlaczego - ja w sprawy polityki w sztuce nie wchodzę. Do tego stopnia, że jak Józek Robakowski był skłócony z Kryszkowskim, to ja z jednym i z drugim się zadawałem. Józek wtedy mówił: „Słuchaj Zyga, ty to jesteś jak katalizator!”. Te rozgrywki z czasem przemijały - nie było ani zwycięzców, ani pokonanych. Ja w tym nie chciałem uczestniczyć.

Jest Pan chyba jedynym artystą mieszkającym w Warszawie, który przez lata pozostawał w bardzo dużej zażyłości ze środowiskiem łódzkim?

To chyba z powodu Józka Robakowskiego i „Żywej Galerii”. Przypadek zdarzył w 1973 spotkaliśmy się w Elblągu, i tam był też Krzysztof Zarębski, któremu też przypadkowo w 1971 sfotografowałem jego happening „Kwiaty”. Ja wtapiałem się w to środowisko stopniowo wykonując dla paru artystów prace dokumentacyjne, wcześniej mówiłem już o Marku Koniecznym, teraz o Krzysiu Zarębskim, no i w pewnym momencie pojawił się Józek Robakowski, który wtedy robił „Żywą Galerię”, i chciał, żebym robił zdjęcia. Nie zdjęcia kamerą, tylko zdjęcia z filmu, bo miała być do tego też książka. Powstała do tego niesamowita dokumentacja. I Józek był z Łodzi, i myśmy się zaprzyjaźnili. Nawet nie bardzo wiedziałem, co oni wówczas robili. Owszem widziałem ich filmy w Elblągu, ale okazuje się, że ja robiłem podobne rzeczy jako zwykły samouk. Oni na sprzęcie profesjonalnym, a ja sprężynową kamerą „Krasnogorsk”, i też robiłem badanie linii, przedziały czasowe, odległości międzyklatkowe… W ten sposób się porozumieliśmy. Można powiedzieć, że tam było moje środowisko, bo w Warszawie, to poza „Remontem”, to czegoś podobnego nie miałem. Łódź była moim drugim domem. A dziś Józek wymienia mnie jako „warszawskiego łodzianina”…

Pana wystawy w Małej Galerii to były zawsze premiery…

Tak. Tylko „Ciągłość nieskończoności” można powiedzieć, że pierwsza odbyła się u Mroczka. Nie wiem, dlaczego odbiło mi i zrobiłem odbitki metr na siedemdziesiąt, i 25 zdjęć to nie wiem jak mogłoby się zmieścić do Małej Galerii. Chyba, że warstwowo. Ale premiera i tak była w Małej Galerii, bo specjalnie dla niej zrobiłem odbitki 30x40cm. To się zrobiła już tradycja - zawsze w Małej Galerii pokazuję prace po raz pierwszy. W ten sposób podtrzymuję ten związek z nią, i z tą jej obroną, taki związek zwyczajny, ludzki… Oczywiście, pokazywałem też w innych galeriach: FF, BWA, raz u Mroczka w Lublinie… Cenię sobie bardzo Małą Galerię, ale nie chciałbym się sam klasyfikować jako „artysta Małej Galerii”. Takie klasyfikowanie należy właśnie do was - historyków sztuki, krytyków - jak się zaszufladkuje to nie umknie. Po tym, co widać można mnie tak nazwać…

Mi nie chodzi tyle o szufladkowanie, co o to, jak Pan widzi swoje związki z Małą Galerią…

Na pewno nie jestem w tym, co robię skrajny, że „tylko w Małej Galerii i nigdzie indziej!” Ale oczywiście nie wystawiam też we wszystkich galeriach. Teraz rzeczywiście wystawiam rzadziej, ale to wynika, z czego innego: starzejemy się, dochodzą różne choroby, każdy ma życie, inne powiązania... Ale nie uważam, żebym w jakiś sposób zerwał swoje związki z Małą Galerią. Ogólnie robię mniej wystaw indywidualnych. Wpływ na to miał z pewnością fakt, że przechodziłem na kolor… Jeśli chodzi o Małą Galerię to od jakiegoś czasu obserwuję, że ona się trochę zinstytucjonalizowała. Oczywiście, doszło Centrum Sztuki Współczesnej, bez którego Galerii nie dałoby się utrzymać, gdyż Związek nie ma tyle pieniędzy. Galerię prowadzi Marek, który nie wymaga już od dawna pomocy żadnej Rady, tylko on własnym doskonałym rozeznaniem krytyka i historyka sztuki wybiera i decyduje. Jest dużo wystaw sentymentalnych, na przykład Łodź Kaliska „Palta, nie palta”. Takie wystawy nie-fotograficzne, ale kiedyś też tak było, bo nawet Dobson miał tam wystawę. Trudno mi prognozować w sprawie Galerii, ja mogę tylko życzyć wszystkiego najlepszego, dalszego rozwoju i trwania. Muszę się przyznać, że ja nawet nie bardzo wiem, czym się teraz młodzi ludzie zajmują, czy młodsi od nas…


Uczestnicy wernisażu wystawy Zygmunta Rytki p.t. "Ciągłość nieskończoności" 14 maja 1985 r. Z archiwum Małej Galerii ZPAF-CSW. Fot. NN.

Otwarcie wystawy "Kolekcja", Mała Galeria ZPAF, 8 grudnia 1987, od lewej: Paweł Kwiek - nakręca pierwsza relację na video VHS. Z archiwum Małej Galerii ZPAF-CSW. Fot. NN.

Otwarcie wystawy "Kolekcja", Mała Galeria ZPAF, 8 grudnia 1987, od lewej: Adam Rzepecki Jan Dobkowski (zasłonięty) Józef Robakowski, Zygmunt Rytka. Z archiwum Małej Galerii ZPAF-CSW, fot. NN.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF, wystawa "Kolekcja", 8 grudnia 1987, Zygmunt Rytka (po lewej) i Jerzy Busza. Fot. Zygmunt Rytka, zdjęcie prezentowane na wystawie Zygmunta Rytki "Kolekcja prywatna", 10 maja 1988. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF, 8 grudnia 1987, Leszek Golec (po lewej), Józef Robakowski. Fot. Zygmunt Rytka, zdjęcie prezentowane na wystawie Zygmunta Rytki "Kolekcja prywatna", 10 maja 1988. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW.

Warszawa, Mała Galeria ZPAF, wernisaż wystawy "Galeria Liget z Budapesztu", od lewej Istvan Halas, Marek Grygiel, Tibor Varnagy, Andrea Hajagos. Fot. Zygmunt Rytka, zdjęcie prezentowane na wystawie Zygmunta Rytki "Kolekcja prywatna", 10 maja 1988. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW.

Otwarcie wystawy Zygmunta Rytki "Kolekcja prywatna", od lewej autor i Marek Grygiel; Mała Galeria ZPAF, 10 maja 1988.

Zdjęcie grupowe po wernisażu wystawy Zygmunta Rytki "Kolekcja prywatna", Mała Galeria ZPAF, 10 maja 1988.
Bożenna Stokłosa: „Some Meetings” - tekst z katalogu wystawy Z. Rytki w Małej Galerii w maju 1981 r.

Dłubak w swojej przemowie podczas otwarcia wystawy w 1994 roku nawiązuje do tradycji wernisaży Małej Galerii. Mówi, że zwykle na otwarcie ktoś, krytyk bądź autor, przygotowywał krótki wstęp, a później była dyskusja na temat sztuki, fotografii etc.

Na bazie tych spotkań i tego życia w Małej Galerii powstały moje wystawy „Some Meetings” i „Kolekcja Prywatna”. Tam są zdjęcia z otwarć, ze spotkań w Małej Galerii, jest święto, nowe prace i my to oglądamy, jest dużo ludzi, potem robi się ich coraz mniej, aż w końcu zostaje mały zestaw, wynik doboru naturalnego. I ten składzik nie zmieniał się przez całe lata. Po otwarciach myśmy chodzili do knajpy „Samson” na Nowym Mieście, stoły były zestawiane, jak przychodziliśmy to kelnerzy już wiedzieli, że jedna sala będzie zajęta na kilka godzin. To były bardzo fajne spotkania, nie pamiętam by coś głupiego czy nieprzyjemnego się wtedy wydarzyło. Czasami, gdy było nas mniej, lub gdy nam się nie chciało wychodzić to zostawaliśmy na zapleczu Małej Galerii.

Czy te spotkania miały charakter dyskusyjny? Czy otwierały je bardziej oficjalne przemówienia tak jak w wypadku Dłubaka na otwarciu w 1994 roku?

Ja nie pamiętam, żeby odbywały się jakieś programowane z góry działania. To wszystko było spontaniczne. Chyba, że miały być jakieś pokazy na przykład video. Sam miałem taki pokaz i po nim spotkanie z ludźmi, ale każdy mówił to, co chciał. Wszystko odbywało się jak najbardziej spontanicznie, na luzie. Każdy podchodził do autora i rozmawiał. Nie było żadnych tak zwanych „dyskusji programowanych”. Jedyną rzeczą bardziej oficjalną był zwyczaj tak zwanego „zdjęcia zbiorowego”. Nie wiem czy to Marek Grygiel, czy ktoś inny powiedział, że to ja ten zwyczaj zainicjowałem i później przestrzegałem jego wykonania. Z reguły te zdjęcie robiliśmy przed Galerią. Nie chciałbym sobie tego przypisać, ale później na pewno to ja pilnowałem, żeby tego przestrzegać. Przechodziłem przez Galerię i prosiłem wszystkich głośno by wyszli do zdjęcia przed galerię, robiło się zamieszanie, ktoś zostawał, ktoś nie zdążył… To były bardzo miłe, świetne sytuacje, które wiązały ludzi z artystami, atmosfera robiła się od razu inna, luźniejsza, rodzinna…

Z Zygmuntem Rytką rozmawiał Adam Mazur
marzec 2001

 

Zobacz też:


Zygmunt Rytka "Obiekty chwilowe / Momentary objects", 17 x 12 cm, 1989-1990. Ze zbiorów Małej Galerii ZPAF-CSW.

 

Poprzednio w "fotoTAPECIE":

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.