Edward Hartwig (1909–2003) - "Fotografie"
Muzeum Narodowe
Al. Jerozolimskie 3, Warszawa
22 lipca - 9 września 2004.

Katalog wystawy:
Muzeum Narodowe w Warszawie, 2004.
ISBN 83-7100-349-8

 

 

Hartwig w Narodowym


Fot. M. Grygiel

 


Edward Hartwig - Lublin - Podzamcze, 1925; Moje ocalałe najstarsze zdjęcie z Lublina / Jedno z pierwszych zdjęć jakie zrobiłem w Lublinie. Aparat 9 x 12 na klisze ?Lublin? Tak! Gazowa latarnia (rysunek załomu ulicy ze wskazaniem fragmentu? złotobrom, 28,2 x 23,5 cm; sygn. na odwr. E.Hartwig

WYSTAWA Edwarda Hartwiga w Muzeum Narodowym planowana była od dłuższego czasu. Jego twórczość znana jest już dosyć dobrze od lat i wystawa ta, mimo natłoku prac, nie utrudnia widzom „poznania jego drogi myślowej” na co skarżono się w jednej z powystawowych recenzji /1. „Droga myślowa” jest bowiem dobrze znana od dawna. Poza kilkoma zdjęciami do tej pory nie wystawianymi większość prac z tej wystawy prezentowana była niejednokrotnie, znana jest też z licznych publikacji. Pomimo niekwestionowanej pozycji artysta nie odmawiał nie tylko wystaw indywidualnych, ale brał chętnie udział w licznych pokazach grupowych.

Hartwig, obecny w polskiej fotografii prawie od zawsze doczekał się także wielu interesujących omówień i analiz. Na temat jego twórczości wypowiadali się najwybitniejsi krytycy (m.in. Jan Sunderland, Urszula Czartoryska, Jerzy Busza, Barbara Kosińska) oraz sami artyści (m.in. Bronisław Schlabs, Jerzy Lewczyński, Zbigniew Dłubak). Wydawał autorskie albumy, z których ten najsłynniejszy „Fotografika” (Arkady, 1958), przyniósł mu ogromny rozgłos.

Edward Hartwig był artystą spełnionym. I chociaż jego poglądy na fotografię ulegały stałej ewolucji, nie zmienia to faktu, że jego dzieło przy całej różnorodności jest bardzo spójne. Postawa „twórczego przetwarzania rzeczywistości” dotyczy wszystkich rodzajów fotografii, jakie uprawiał. Równocześnie cechowała go niechęć do ścisłych kwalifikacji tematycznych – nie był w tradycyjnym rozumieniu pejzażystą czy portrecistą – jak pisał przed laty Jerzy Busza./2 Nie chciał być grafikiem posługującym się fotografią, ani też fotografem wykonującym jakieś „fotograficzne grafiki”. Zawsze po prostu chciał być sobą – wyznaje z całą bezpośredniością Busza, który już ponad 20 lat temu trafnie ujął istotę postawy artystycznej Edwarda Hartwiga. Dlatego dzisiaj możemy stwierdzić, że „ mistrzostwo Hartwiga widoczne jest na każdym etapie jego twórczości” /3.



Edward Hartwig, Warszawska zima, 1981, brom; 39,4 x 48,5
sygn. p.d.:E.Hartwig

Wystawa monograficzna – jak podano w materiałach prasowych Muzeum Narodowego – miała być w zasadzie wystawą jubileuszową zorganizowaną dla uczczenia 95 rocznicy urodzin autora i 80-lecia pracy twórczej. Oczekiwanie, że stanie się jakimś przełomem w recepcji jego dokonań, czy będzie jakimś nowym, „krytycznym podejściem” jest chyba mocno przesadzone. Wystarczy zapoznać się z literaturą na temat tej twórczości, z albumami autorskimi Hartwiga, wreszcie przeczytać jego wypowiedzi, których pod koniec życia udzielał dużo i chętnie, by nie wymagać od tak statycznej instytucji, jaką jest Muzeum Narodowe, przewartościowania tego dzieła.


Wystawa Edwarda Hartwiga w Muzeum Narodowym w Warszawie. Fot. M. Grygiel

Katalog wystawy Edwarda Hartwiga
wyd. Muzeum Narodowe w Warszawie, 2004.
ISBN 83-7100-349-8

Inną rzeczą jest, że tak ważna wystawa i w tak poważnej instytucji, stając się zapewne punktem odniesienia na przyszłość, powinna być zrealizowana z większą dbałością i uwagą. Natłok chaotycznie powieszonych prac (szczególnie w największej sali), przeszkadzające umieszczenie kartoników z podpisami wprost na szybach, słabe oświetlenie, to elementy, które - chociaż nie są w stanie – utrudniają obcowanie z prezentowanymi na wystawie pracami.

Pewną konsternację budzi także nadawanie tytułów i datowanie poszczególnych fotografii. W katalogu kurator wystawy, Małgorzata Plater-Zyberk wspomina, że autor wraz z upływem czasu antydatował swoje zdjęcia. Być może to jest powodem, że niektóre prace mają odmienne tytuły niż te, które pojawiły się na wcześniejszych wystawach, czy w publikacjach. To, że różnice takie mogą się pojawić jest dopuszczalne, bo Edward Harwtig sam dowolnie tytułował i datował poszczególne odbitki, nawet te, które dotyczyły tego samego ujęcia będąc różnorako przetworzone czy kadrowane. Ale gdy w przypadku zdjęcia stanowiącego jakby logo wystawy (okładka, poz. kat.52 - portret dziewczyny w chustce na głowie i w czarnych rękawiczkach) różnica sięga prawie 30 lat – to jest to niepokojące. Na wystawie mamy datę 1950 natomiast prawie ta sama wersja tego zdjęcia pojawia się w monograficznej książce wydanej przez wydawnictwo Terra Nova (2001), gdzie jest datowana na 1979 rok!


Edward Hartwig - Soliści baletu:
Felix Pawelec (wl.: Feliks Parnell) z żoną, rok 1928
Edward Hartwig, Lublin Narutowicza 18"
brom; 36,8 x 25,8
sygn.;p.d.: E.Hartiwg


Z kolei na zdjęciu „Ruiny” (poz. w katalogu. 220) pojawia się data 2003 rok! Wiadomo przecież, że w ostatnich latach życia artysta nie wykonywał już czynnie zdjęć. Jak twierdzi jego córka, p. Ewa Hartwig Fijałkowska, podane daty zostały w większości oparte na własnoręcznie dokonanych przez artystę opisach. Wynika więc z tego, że przyszłe grono historyków fotografii czeka potrzeba dokładniejszych badań nad twórczością i archiwami Edwarda Hartwiga. Podobnie rzecz ma się z tytułami: pojawiają się na wystawie błędne nazwiska utrwalonych na zdjęciach osób np. (Felix Pawelec [?] z żoną poz. kat. 19). Chodzi zapewne o tancerza i choreografa Feliksa Parnella (1890-1990). Przy zdjęciu pt. „Powrót z pastwiska; Podkarpacie; Muzeum Lozanna, 1935” (poz. kat. 36) artysta zapewne dopisał „Muzeum Lozanna” dlatego, że praca ta prezentowana była podczas wielkiej wystawy „L’annee de l’Est” w Muzeum Elizejskim w tym mieście w 1990 roku! A wiec 55 lat później niż powstało zdjęcie. Podpis ten na wystawie (i w katalogu) jest więc wysoce mylący! Z kolei „Kotara. Z cyklu kotary – zasłony Warszawy. Most Kierbedzia [!], 1983-1984” (poz. kat. 163). Ten wykrzyknik w kwadratowym nawiasie jest chyba sygnałem od Muzeum Narodowego, bo przecież wiadomo …że chodzi o Most Poniatowskiego – Mostu Kierbedzia nie było już w tych latach od dawna.

Może odpowiedni komentarz odredakcyjny, albo przypisy do zdjęć wyjaśniły by tych kilka dla przykładu podanych wątpliwości. Można się domyślać (bo nie udało się znaleźć w katalogu stosownej informacji) że tytuły sc wierną kopią tego, co jest na odwrotnej stronie zdjęcia i lakoniczna informacja w 9 przypisie do tekstu kurator wystawy w katalogu o tym, że „w ostatnich latach życia artysta opisując fotografie, niektóre z nich wyraźnie postarzył”, nie wyczerpuje całego zagadnienia.

 


Edwared Hartwig - Portret Jozefa Mroszczaka, Wieden 1933.
Portert artysty; w okresie studiów w Wiedniu przyszłego wybitnego plastyka / Na wydziale grafiki, tworzyłem swoje prace przy wspólnym pulpicie przez dwa tygodnie. Po powrocie z Wiednia nastapiła przyjażń koleżeńska z Mroszczakiem (porf.Zimmer(!) wykładowca. przetłok; 27,5 x 21,8; 37,7 x 26,2; sygn. l.d.: E.Hartwig. Z katalogu wystawy "Edward Hartwig 1909-2003. Fotografie", Muzeum Narodowe, 2004
  Edward Hartwig - Ruiny Warszawy, 2003.
brom; 38,5 x 28,5 sygn. l.d.: E.Hartwig.
Z katalogu wystawy "Edward Hartwig 1909-2003. Fotografie", Muzeum Narodowe, 2004.

 

Katalog wystawy, z nienajlepiej wydrukowanymi reprodukcjami (natrętna sepia – brak czerni i bieli), będący cennym źródłem wiedzy o autorze i jego dziele, zawiera ciekawie sporządzone kalendarium z wieloma cytatami wywiadu udzielonego Annie Beacie Bohdziewicz (Format nr 24-25 z 1997 r i Fototapeta). Ale i tam zdarzają się drobne błędy i pominięcia.

W tekście „O twórczości Edwarda Hartwiga” jest powielana przez wszystkich informacja, że „kolorową przygodę” zaczął artysta po osiemdziesiątce, gdy stał się posiadaczem małoobrazkowego aparatu podczas stypendium w Szwajcarii w 1990 roku. (kat. wystawy str. 31). Nie jest to informacja dokładna. Przygoda z kolorem zaczęła się u Hartwiga wcześniej, w latach 70. Numer 1 Kwartalnika Fotografia z 1982 z artykułem J. Buszy o Hartwigu jest ilustrowany sześcioma barwnymi fotografiami – włącznie z I i IV stroną okładki.

 

Fot. Edward Hartwig, Kwartelnik "Fotografia", nr 1 (25) 1982, I i IV okladka

 


Edward Hartwig - Starocie, lata 70.; brom; 58,5 x 44,5 cm; nie sygn. Z katalogu wystawy "Edward Hartwig 1909-2003. Fotografie", Muzeum Narodowe, 2004

Pomimo powyżej wymienionych zastrzeżeń stwierdzić trzeba, że tak obszerna wystawa jest sukcesem organizatorów i stanie się również sukcesem frekwencyjnym – co widać już było podczas wernisażu.

Należy docenić trud kurator wystawy p. Małgorzaty Plater-Zyberk, córki artysty - p. Ewy Hartwig Fijałkowskiej, która z takim poświęceniem opiekuje się archiwum artysty, i dyrekcji Muzeum za podjecie inicjatywy realizacji tego pokazu. Ale biorąc pod uwagę całe bogactwo jego twórczości, wystawa ta nazwana na wyrost „monograficzną” jest zaledwie wstępem-wprowadzeniem do wystawy, która być może kiedyś jeszcze powstanie i zaprezentuje znacznie szerszy, bogatszy zestaw prac Edwarda Hartwiga, którego pozycja w historii fotografii jest już zapisana na trwałe. Teraz chodzi o to, by została zapisana w sposób jak najpełniejszy i najbardziej wiarygodny.

Marek Grygiel

 

1/ „Piękno śmietnika”, Dorota Jarecka, Gazeta Wyborcza, 23.07.2004.
2/ „Znajomy z encyklopedii – Edward Hartwig”, Kwartalnik Fotografia 1(25) 1982, str. 24
3/ „Spełnione marzenie – Edward Hartwig w Muzeum Narodowym”, Tomasz Mościcki, Życie, 24-25.07.2004. str. 8-9.

 

Poprzednio w FOTOTAPECIE:


 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.