Adieu, Eryk

IRENEUSZ ZJEŻDŻAŁKA, 2005. FOT. BOGDAN KONOPKA

IRENEUSZA ZJEŻDŻAŁKĘ poznałem pod koniec lat dziewięćdziesiątych kiedy został asystentem  Janusza Nowackiego w poznanskiej galerii  pf , czyli u progu swej artystycznej drogi. Jawił mi się jako człowiek o dużych ambicjach, pełen nieco zadziornego humoru i o nieprzeciętnej inteligencji. Był to okres mojej dość ścisłej współpracy z galerią więc miałem okazję poznać go nieco bliżej, choć o sobie raczej nie lubił - lub nie chciał - mówić . Słuchał za to bardzo intensywnie i jak nienasycona gąbka chłonął wszystko to, co się mówiło ważnego i interesującego o fotografii. Nie bylo wątpliwości, że to jego pasja, że chce zgłębic nie tylko jej naturę ale i jej zakorzenienie w rzeczywistość i czas, uwikłanie w sztuki plastyczne i wszystko to czym posiłkuje się sztuka współczesna. W tamtych latach w Poznaniu życie fotograficzne kwitło wyjątkowo pięknie nie tylko dzięki  CK Zamek ale i za sprawą galerii  BWA Arsenal organizatora Biennale Fotografii. Można tam było spotkać w jednej chwili niemal w komplecie elitę polskiej fotografii artystycznej (od klasyki po awangardę) i popatrzeć na oryginały ich dzieł. To miasto było wówczas niekwestionowaną stolicą polskiego życia fotograficznego. Był to fenomen, którego nie udało się jak dotąd nigdy i nikomu powtórzyć; a Ireneusz potrafił chyba tę okazję właściwie przeżyć : bo zdjęcia robił coraz lepsze i ciekawsze a także zaczął pisać.

Ireneusz Zjeżdżałka Strefa buforowa, Green Gallery, listopad 2007

Nasze drogi zeszły sie ściślej kiedy Waldemar Śliwczynski powołał do istnienia  Kwartalnik Fotografia którego redaktorem naczelnym mianował Irka kilka lat później. Aktywność artystyczna Ireneusza nabierała tempa; dostał się do ZPAF (2002), współzałożył i był pierwszym kuratorem galerii 2Pr w Poznaniu, a jednocześnie coraz intensywniej fotografował. Na lata 2000-2001 przypada okres naszej najobfitszej korespondencji (tak internetem jak i pocztą) jako, że Eryk przygotowywal wowczas zupełnie nowy projekt < Bez atelier > , poświęcony dzieciom wrzesińskim, do którego podjąłem sie napisać tekst i zapowiadało się na małą rewolucję . Ale nasza wymiana myśli biegła wielotorowo, tyczyła także kształtu i zawartości < Kwartalnika > czyli otwarcia się na autorów zagranicznych także tych zza wschodnich granic, strony graficzno-estetycznej zamieszczanych publikacji jak i spraw dość przyziemnych czyli wymiany środowiskowych plotek. Byłem zawsze pełen podziwu dla jego wydawało się niespożytej energii zwłaszcza, kiedy w 2002 roku wydawnictwo < Kropka > zdecydowało się wydawać także albumy fotograficzne. Na pierwszy ogień poszła Eva Rubinstein i tak rok później ukazała się jej pierwsza, pełna monografia. W tym samym momencie Irek został Naczelnym i zapisałl się na kurs angielskiego, który opanował w bardzo krótkim czasie. Ten jego intensywny czas mimo odłeglości zbliżył nas do siebie i kiedy zobaczyłem jak zmienia sie kształt graficzny i merytoryczny pisma odczuwałem naprawdę wielką satysfakcję prezentując  Kwartalnik  we Francji.

Jak się okazało, Ireneusz miał niesamowity dar przyswajania sobie mądrości wieku dojrzałego niejako z marszu; intuicyjnego oddzielania rzeczy ważnych od belkotu. W kształcie i formie wydawnictw, w jego fotografiach a później i tekstach jest wiele o tych, ktorzy byli w jego życiu akceptowanymi przez niego autorytetami. Nie wiem jak to się w nim osadzalo, przyjmowało by zakwitnąć : jako dar niebios , czy może raczej jako < proces naturalny > w dochodzeniu do okreslenia kwintesencji samego siebie; skoro tak właśnie nazwał swojego założonego w 2007 roku  i bardzo interesujacego bloga ? Niektórych spośród nas jego sukcesy czasem drażniły, bo czuliśmy i wiedzieliśmy gdzie są niektóre źródła tej ogromnej progresji. I w tym chyba zawiera sie cała słabość i marność człowieczeństwa : w poczuciu, że coś daliśmy a ten wziął gotowca i poniósł dalej bez podania proweniencji. A przecież znając ewangelię powinniśmy wiedzieć, że cisza i milczenie sprzyjają słowom, i że innych apostołów nie ma jak tylko ci, którzy uwierzą i wezmą słowo za swoje własne.

Ireneusz Zjeżdżałka Strefa buforowa, Green Gallery, listopad 2007

Eryk w ciągu ostatnich pięciu lat sprawdził się znakomicie jako redaktor, krytyk, kurator, popularyzator a także wykladowca fotografii. Mógł odegrać przeogromną rolę w ksztaltowaniu gustów i preferencji nowego pokolenia wychowanego już na fotografii cyfrowej oraz w uświadamianiu cyberoszołomów. Mogł, bo był wszechstronnie utalentowany, posiadał wielką kulturę wizualną, a poza tym był jeszcze bardzo młody; więc słuchano go zapewne uważniej niż się słucha starych wapniaków. I to jest strata nie do odrobienia dla wszystkich miłośnikow fotografii i swiatła. Jego własna twórczość zdążyła się już skrystalizować, ale smaku jej dojrzałych owoców już nigdy nie poznamy. Od kilku lat najchętniej komponował w kwadracie. Jest to format wyzwanie, kształt niezmiernie trudny do estetycznego oswojenia, który jako jedyny oferuje w zamian brak geometrycznego napięcia wewnętrznego. Krótko mówiąc jest to format narzucający kontemplacyjną lekturę, zmuszający do wyciszenia i skupienia nad ludzkim losem i przeznaczeniem. Eryk wielokrotnie podkreślał swoją fascynację miejscami gdzie czas kumuluje się i nawarstwia. Przestrzeniami gdzie rzeczywistosć trwa wypelniona doniosłością dzieł nieobecnego i nieświadomego skutków  swych poczynań  człowieka. W tych zdjęciach niczym na sądzie ostatecznym półcienie przypominają, wyszydzają i oskarżają nasze zbytnie zapatrzenie w światlo świetlanej przyszłości. Był to jeden z tych nielicznych fotografów, ktorzy rozumieli zabójczą rolę nadmiaru światła w fotografii i praktykował pochwałę cienia i ciszy. Zaprawdę, wielu doświadczonych życiowo nauczycieli musiał w skupieniu wysłuchać, skoro z taką swobodą potrafił zmusić swoje fotografie do konstruktywnego milczenia o sprawach zasadniczych. Ale wzbraniałl się przed mówieniem o śmierci, wolał szeptać o przemijaniu.

Eryk, bedzie Cię tutaj  bardzo, bardzo brakowało. Przede wszystkim twojej dopiero co założonej i  osieroconej  rodzinie oraz twoim rodzicom; z którymi łączę się w bólu i żałobie po najdotkliwszej z życiowych strat. I wierz mi, trochę mi wstyd, że przeżylem Cię (jak dotychczas) o prawie 20 lat. A wiec adieu, jak mówią moi francuscy przyjaciele :  Adieu Eryk

 

Paris.31.07.2008.
Bogdan Konopka

 

 

 

Poprzednio w FOTOTAPECIE m.in.:

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.