"Biuletyn Fotograficzny", 2/2006

Dyskusja: czy potrzebny jest nam ZPAF?

 


Biuletyn Fotograficzny, Nr 02/2006 (51)
ISSN 1731-3643, Indeks 384283
Nakład 5000 egz. Cena 6,50 PLN (VAT 0%)

BIULETYN FOTOGRAFICZNY, pismo wydawane w Krakowie i od kilku lat dostępne głównie w sieci EMPiKów, początkowo koncentrowało się na relacjonowaniu wydarzeń z kręgu fotografii amatorskiej. Od pewnego czasu ma ambicje stać się opiniotwórczym magazynem fotograficznym o zasięgu ogólnopolskim.

Potwierdzeniem tego jest anonsowana „redakcyjna obecność” w stolicy, gdzie 8 stycznia w nowej siedzibie redakcji odbyła się dyskusja panelowa na temat „Czy potrzebny jest nam ZPAF”. Dyskusja ta w wysyłanych zwiastunach mailowych określana była jako hit numeru, jako „zapis nieco sensacyjnej, choć konstruktywnej dyskusji...”

   Do udziału zaproszono Mieczysława Cybulskiego, który przez szereg lat pełnił we władzach ZPAF odpowiedzialne funkcje ( m.in. wiceprezesa), Andrzeja Zygmuntowicza, obecnego wiceprezesa a zarazem przewodniczącego Rady Artystycznej ZPAF, Annę Cymer - młodego historyka sztuki, Pawła Dumę - fotografa i wykładowcę, Radosława Wojnara - fotografa, i Lucynę Galik - fotografa i wykładowcę. Dyskusję prowadziła Agnieszka Gniotek, zastępca redaktora naczelnego Biuletynu.

Wdawać by się mogło, że dyskusja ta odsłoni wiele ciekawych szczegółów, motywacji, założeń, oryginalnych nowych planów ZPAF i dokona jakiejś próby analizy zjawiska jakim jest ZPAF, organizacja, która obchodzić będzie niebawem 60-lecie swego istnienia.

Niestety czytelnik Biuletynu srodze się zawiedzie. Mieczysław Cybulski już na wstępie w ostrych słowach odnosi się do tej instytucji „Wystąpiłem z niego, bo to organizacja niereformowalna, a partykularyzm i antagonizmy, jakie tam się tworzą, są trudne do wytrzymania. Uważam, że Związek z taką przeszłością powinien się rozwiązać”. To tylko fragment z dosyć radykalnej wypowiedzi byłego prominentnego działacza ZPAF.

Wątkiem, który dominował jednak w dyskusji i który próbowała wyakcentować prowadząca, było pytanie do młodych twórców: czy im potrzebny jest ZPAF. Lucynę Galik „odrzuca” już sama nazwa Związek Polskich Artystów Fotografików. Artysta Fotografik to termin archaiczny. Nikt dzisiaj nie powie, że jest fotografikiem. Sens istnienia takiej organizacji widzi ona bardziej w obszarze chronienia praw autorskich niż podnoszenia (nie wiadomo jak) standartów. Warunkiem ew. przystąpienia do takiej organizacji  jest wykonywanie zawodu i opłacanie składek. W pozostałych kwestiach lepiej sprawdzają się organizacje nieformalne, jak. np. grupy artystyczne.

Andrzej Zygmuntowicz podniósł rolę ZPAF w obronie praw autorskich, ale stwierdził, że większość autorów nie czuje jeszcze potrzeby instytucjonalnej ochrony.

Na ponowione pytanie, jaka jest oferta ZPAF dla młodych fotografów, Zygmuntowicz stwierdził że poważnym problemem Związku jest brak precyzyjnej jego formuły. ZPAF reprezentował interesy zawodowe fotografów. Sporządził wtedy tabele stawek minimalnych zatwierdzonych przez Ministra Kultury – ale Radosław Wojnar, fotograf stwierdził, że owe stawki minimalne (a miał z tym problemem do czynienia) są trudne do uzyskania na polskim rynku.

W dalszej części dyskusji padły słowa o tym, że ZPAF powinien promować dobrą fotografię. Nie jest to stwierdzenie odkrywcze – wystarczy przeczytać statut tej organizacji.
Ale Andrzej Zygmuntowicz jest dobrej myśli: Związek nastawia się na działania popularyzujące dobrą fotografię. Na razie ciąży mu przeszłość: dość kiepska galeria pokazująca konie biegające po trawie i inne wydarzenia tego typu...

Na pytanie Radosława Wojnara jak w tym kontekście ma się sprawa zamknięcia Małej Galerii Zygmuntowicz odpowiada: „nie ma mowy o jej zamknięciu. Ale rzeczywiście jest rewolucja. Zgadzam się, że została przeprowadzona mało elegancko”.

Zygmuntowiczowi w ton wpada Anna Cymer: problem w tym właśnie, w jaki sposób ją przeprowadzono. Bo z Małą trzeba było coś zrobić. Ciekawe, co miała na myśli młoda pani historyk sztuki i fotografii (sic!), która jedne z pierwszych artykułów drukowała w wydawanej przez Małą Galerię FOTOTAPECIE!


Warszawa, Pl. Zamkowy 8: w tutaj mieściła się w latach 1977-2006 Mała Galeria. Fot. M. Grygiel, 22 stycznia 2006 r.

W tym miejscu należy się sprostowanie: otóż władze ZPAF, które Zygmuntowicz reprezentuje i wbrew temu co mówi - ZAMKNĘŁY Małą Galerię nie podejmując żadnej próby rozmów. Teraz w miejscu po Małej Galerii będzie zupełnie inna galeria – ma już ona swoją nazwę i w połowie lutego podejmie działalność.

Trzeba sprostować jeszcze jeden powtarzający się błąd, który redaktor Biuletynu robi już we wstępnym tekście gdy pisze o „gorączkowej atmosferze zmian w ZPAF. Efekt tych zmian to być może wspomniany jubileusz, a także „kwestia zmiany statusu Małej Galerii (a tak naprawdę – zwolnienia jej kuratora, Marka Grygiela) okupiona niepotrzebnym i mało eleganckim zerwaniem umowy z Centrum Sztuki Współczesnej”.

Otóż: po pierwsze: nie ma zmiany statusu Małej Galerii,  bo nie ma już Małej Galerii – Mała Galeria nie istnieje. Nowy status otrzyma galeria, która powstanie na jej miejscu. Po drugie – nie było kwestii zwolnienia jej kuratora ponieważ kuratorem Marek Grygiel jest w Centrum Sztuki Współczesnej, a nie w ZPAF. ZPAF nie ma żadnych uprawnień do powoływania kuratora i Marka Grygla na to stanowisko  nigdy nie powoływał – więc nie mógł go też odwoływać - i tego nie zrobił. Kuratorem fotografii Marek Grygiel jest (nadal) w CSW. Z chwilą wypowiedzenia umowy  z CSW wiadomo było, że przestanie on kierować Małą Galerią.

Nie ma w Polsce żadnych ustanowień prawnych, które powodowałyby, żeby jakieś stowarzyszenie twórcze mogło powoływać kuratora swojej galerii – i tak było również w tym przypadku. Stanowiska kustosza, kuratora, konserwatora istnieją w instytucjach o charakterze muzealnym, co jest regulowane odpowiednimi zarządzeniami ministerialnymi. ZPAF może sobie ogłaszać konkurs na „kuratora galerii” ale z  rzeczywistą pozycją w strukturze instytucji (w tym przypadku  stowarzyszenia twórczego) nie ma to nic wspólnego. Brzmi tylko trochę lepiej na zewnątrz i dodaje złudnego splendoru, nic poza tym.

Wracając do dyskusji o ZPAF na łamach "Biuletynu" trzeba odnotować ciekawy wywód wiceprezesa Zygmuntowicza, który narzeka, że w tak tragiczny sposób wprowadzono pomysł na zlikwidowanie Małej Galerii. Pokazuje to brak umiejętności negocjacyjnych ZPAF, a dalej  stwierdza, że o zerwaniu umowy z CSW przeczytał w prasie. Wiceprezes ZPAF i Przewodniczący Rady Artystycznej ZPAF o tak ważnym posunięciu dowiaduje się z prasy! Ejże... Czyżby „brak umiejętności negocjacyjnych” nie dotyczył i jego samego?! Czyżby nie czytał listu z 19 października, jaki Marek Grygiel napisał do Rady Artystycznej wcześniej jeszcze informując go ustnie na nieformalnym spotkaniu w dniu 15 października o zamiarach likwidacji Małej Galerii?

Na ten list do dzisiaj nadawca nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Bowiem Rada Artystyczna i niektórzy wiceprezesi ZPAF  zostali kompletnie zmarginalizowani i pominięci w decyzjach o rozwiązaniu współpracy z CSW. Być może dlatego teraz Andrzej Zygmuntowicz tak nad tym ubolewa, ale powinien sam siebie zapytać: co zrobił, by tak się nie stało?

W końcowej części dyskusji redaktor prowadząca proponuje „wykorzystać koniunkturę” w prasie do promowania fotografii przy okazji „sprawy Małej Galerii”. Wiceprezes Zygmuntowicz replikuje, że właśnie „stąd także pomysł Związku na galerie komercyjną”. Czyli po myśli  jednego z członków Rady Artystycznej, który wypowiadał się w dodatku „Moje pieniądze” w jednym z dzienników ogólnopolskich: „Podaż zwiększy popyt, zwróci uwagę klientów fakt , że fotografia nadaje się do dekoracji, kolekcjonowania oraz lokaty kapitału”*

Przy tak szumnie zapowiadanej, ale tak mocno rozczarowywującej dyskusji o przydatności ZPAF, dalsza zawartość Biuletynu  blednie zupełnie. Sprowadza się głównie do opisu wystaw, często o charakterze czysto informacyjnym.

Jednym z tekstów, który wyłamuje się korzystnie na tym tle, jest błyskotliwy mini-esej Tomasza Ferenca o fotografiach Tomasa Pospecha, który w Czechach wykonał cykl zdjęć z nowowybudowanej fabryki Philipsa.

Warto również  odnotować ciekawą rozmowę z Łukaszem Trzcińskim, byłym fotografem Rzeczpospolitej, laureatem wielu nagród, który opowiada o kryzysie w polskiej fotografii prasowej, co spowodowało, że założył własną agencję VISAVIS. Jest w tej rozmowie poruszany problem rynku fotografii prasowej w Polsce, problem pozycji fotografa pracującego dla wielkonakładowych pism czy dla agencji, gdzie zdjęcia wykonywane są na doraźne zlecenia. W nowopowstałej agencji VISAVIS kolejność ma być odwrotna: „najpierw fotografujemy własną historię, a potem szukamy dla niej odbiorcy”.


Konkurs Polskiej Fotografi Prasowej 1999 - Nagroda główna "Zdjęcie roku" i nagroda FUJIFILM Polska - Łukasz Trzciński (Rzeczpospolita): "Obca" - rumuńska emigrantka na lotnisku Balice w Krakowie przed odlotem samolotem deportacyjnym do Bukaresztu

W sumie kolejny numer Biuletynu Fotograficznego, mimo akcji promocyjnej nie będzie przełomem na rynku prasy fotograficznej w naszym kraju. Nie pomoże mu w tym ustanowienie redakcji w Warszawie, ani zwiększenie objętości. Okazuje się, że o jakości zwykle decyduje rzetelna zawartość. A z tą w Biuletynie jeszcze nie jest najlepiej.

 

 

*Rzeczpospolita 27.10.2005

 

 

W FOTOTAPECIE poprzednio:

 

 

Zobacz też:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.