Dzika Grafika. Pół wieku ulicznej dywersji wizualnej w Polsce 1967 – 2017.
Muzeum Plakatu w Wilanowie - Galeria Format B1
Warszawa, ul. Stanisława Kostki Potockiego 10/16
Kuratorzy wystawy: Marcin Rutkiewicz, Tomek Sikorski, Michał Warda
10 marca – 7 maja 2017.

Dzika grafika - graffiti w Polsce


Plakat wystawy "Dzika Grafika"

Wystawa przyciąga liczne rzesze oglądających. Świetny tytuł, wabiący swoim aktualnym hipsterskim wydźwiękiem ale nie oddający na pierwszy rzut oka zawartości wystawy. Ktoś mógłby pomyśleć, ze to chodzi o grafikę, klasyczną dyscyplinę twórczości. Ale gdzie tam. Tu rzecz idzie o graffiti, murale, vlepki, wszelkiego rodzaju akcje bądź to o wymiarze artystycznym, bądź politycznym, a teraz można właściwie powiedzieć historycznym.

Wiadomo, że do powstawania wszelkiego rodzaju napisów i komunikatów głównie w przestrzeni miejskiej dochodziło na skutek gwałtownych wydarzeń.

Pomysłodawcy i kuratorzy wystawy posiadając dużą wiedzę na ten temat, penetrując sporo dokumentacji dali bogaty obraz wielowątkowych i wielopoziomowych znaczeniowo aktywności na tym polu.


Tomasz Sikorski, Marcin Rutkiewicz
Graffiti w Polsce 1940 – 2010.
Carta Blanca SP z o.o. grupa Wydawnicza PWN, Warszawa, 2011
ISBN 978-83-7705-140-5

Najlepiej wybrać się na tę wystawę zapoznawszy się z obszernym albumem, którzy twórcy wystawy Tomek Sikorski i Marcin Rutkiewicz wydali kilka lat temu. Wydawnictwo z bardzo bogatą dokumentacją zdjęciową, a także z ciekawymi artykułami omawiającymi poszczególne typy tej ulotnej w istocie rzeczy działalności.

I tak już np. na samym początku mamy rozdział zatytułowany ‘Graffiti przeciw karabinom 1940 – 1945” Agaty Szwedowicz, która opisuje wojnę na symbole gdzie graffiti okazało się doskonałą bronią.

Mało kto wie np., że tak popularny również później np. w stanie wojennym znak „V” został wymyślony przez dziennikarza belgijskiego oddziału BBC Victora de Laveley’a który w swej audycji zaproponował literę V będącą początkiem słowa Victoria jako symbolem zwycięstwa zrozumiałym w większości okupowanych krajów. To być może dlatego ten znak tak denerwował generała Jaruzelskiego w czasie stanu wojennego gdy w Sejmie powiedział, że "takiej litery nie ma w polskim alfabecie"…

W czasie II wojny światowej na murach malowane były swastyki na szubienicach, znak Polski Walczącej słynna kotwica, malutkie żółwie jako znak spowolnienia obowiązkowej pracy świadczonej dla Niemców. Niestety, do dzisiaj niewiele zachowało się autentycznych śladów z tego czasu, ale idąc na Górnym Mokotowie małą uliczką Ligocką zobaczymy dobrze zachowaną namalowaną czarną farbą szubienicę ze swastyką. Podobno był to znak namalowany przez Janka Bytnara, jak twierdziła jego matka, co wydaje się możliwe biorąc pod uwagę, że mieszkali w tej okolicy przy Al. Niepodległości. Od kilkunastu lat miejsce to jest zabezpieczone solidnymi płytami z grubego plastiku a obok zamieszczono odpowiednia informację.

Graffiti z czasu II wojny światowej na ulicy Ligockiej w Warszawie. Fot. M. Grygiel

Podobnie – i to zupełnie niedaleko, bo na Madalińskiego przy Puławskiej ocalono malowidło krasnala, będące dziełem Waldemara "Majora" Fydrycha z czasów stanu wojennego w latach 80-tych. W książce Sikorskiego i Rutkiewicza "Major" niebywale barwnie opowiada historię Pomarańczowej Alternatywy, ale i również okoliczności malowania tych krasnali, głównie we Wrocławiu, gdzie jest ich najwięcej, i gdzie teraz stały się znakiem często używanym jako symboliczne logo z niedawnej dramatycznej przeszłości.

Graffiti z czasów stanu wojennego w latach 80-tych w Warszaie przy ul/ Madalińskiego. Fot. M. Grygiel
Krzysztof Wojciechowski, katalog wystawy w Małej Galerii, 1989 r.

Jednym z fotografów, który dokumentowanie graffiti i wszelkiego rodzaju napisów na murach o charakterze społeczno politycznym czy historycznym (np. rocznice Katynia) zrobił jednym ze swych najważniejszych motywów twórczości jest Krzysztof Wojciechowski. Zbiory z jego ogromnej kolekcji zasiliły zarówno album jak i zorganizowaną w Wilanowie wystawę. Co ciekawe, już w styczniu 1981 roku Wojciechowski zaprezentował swoje zdjęcia z tego cyklu w Małej Galerii PSP-ZAPF w Warszawie (kilka z nich nie mogło być pokazywanych ze względu na ingerencję cenzury). Druga, mocno wzbogacona i poszerzona wersja tej wystawy pt. „Przechodzień c.d.”, (tym razem już bez cenzorskich zakazów) została pokazana w tejże galerii w listopadzie 1989 roku. Na bazie tej wystawy powstał również dokumentalny film Aliny Czerniakowskiej, kilkukrotnie prezentowany w TV.

Z wystawy Krzysztofa Wojciechowskiego w Małej Galerii
Fot. Krzysztof Wojciechowski
Krzysztof Wojciechowski przy swych pracach na wystawie w Muzeum Plakatu w Wilanowie. Fot. M. Grygiel

Z kolei Zbigniew Tomaszczuk, który w Małej Galerii ZPAF w Warszawie już w roku lipcu 1988 roku użył szablonu do realizacji swojej wystawy „Hommage dla G.T.” będącej swoistą reinterpretacją twórczości Andy Warhola również dokumentował regularnie artystyczne graffiti na murach Warszawy. Powstała z tego prezentacja pt. „Wojna sprayowa” pokazana w Małej Galerii ZPAF w styczniu 1990 roku.

STAN WOJENNY
Ostatni atak systemu
KARTA Dom Spotkań z Historią, Warszawa, 2006
ISBN 83-88288-44-X

Powstanie ruchu Solidarność jak również jego próba zdławienia w stanie wojennym były przyczyna powstania bardzo wielu żywiołowych i spontanicznych napisów na murach, przystankach autobusowych. Pojawiały się namalowane hasła metoda szablonów, czy naklejanych wlepek z krótkimi lakonicznymi komunikatami i symbolami np. mała swastyka ze znakiem równości obok sowieckiej gwiazdy. Bardzo wiele tej różnorodnej działalności zostało zgromadzone w publikacji „Stan wojenny – ostatni atak systemu” wydanej przez Ośrodek KARTA.

Z albumu „Stan wojenny – ostatni atak systemu”
„Stan wojenny – ostatni atak systemu”
„Stan wojenny – ostatni atak systemu”
„Stan wojenny – ostatni atak systemu”
„Stan wojenny – ostatni atak systemu”

Wystawa w Wilanowie zawiera bardzo różne formy, obok graffiti powstającego żywiołowo w latach 80., przestawia też ruch wlepkarzy, których wlepki wykonywane były jeszcze bez samoprzylepnego podłoża, wprost naklejane na np. szyby przystanków autobusowych czy witryn sklepowych.

Tomasz P. Sikorski, katalog wystawy w Małej Galerii, 1993 r.

Osobnym zjawiskiem były szablony: tutaj swoją rolę odegrał jeden z twórców wystawy Tomek Sikorski, którego słynna syrenka odrzucająca miecz i tarczę pojawiła się jako jeden z pierwszych tak wyraźnych znaków - symboli. On sam opisuje swoje wczesne inspiracje.. m.in. krasnalami Frydrycha, które fotografował na początku lat 80. Ważnym fragmentem jego artystycznego w tej materii życiorysu były pobyty w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w „kolorowym, zawibrowanym”, jak pisze, Nowym Jorku. Ciekawie wspomina swoją wtedy działalność na tym polu: "Wówczas na ulicach Warszawy nie wiedziałem jeszcze żadnych szablonów. Nie musiałem szukać pustych ścian, bo wszystkie były albo gołe albo świeżo przemalowane, albo z obskurnymi plamami farby po zamalowanych znakach walki politycznej. Dla mojej Syrenki – jako symbolu nadchodzącego zwycięstwa rozumu - najwłaściwszym podłożem były plamy pozostawiane przez zamazywaczy….(…) Odbijałem je nocą, samotnie i na drżących nogach, bo żaden z moich kumpli nie odważył się mnie ubezpieczać. Konsekwencje mogły być różne, ale wszystkie przykre…" Sama technika nie była skomplikowana, miał ok. 20 szablonów. "Odbijałem je prostą metodą farbki i wałka. Tylko sporadycznie sprejami, bo o te było w PRLu bardzo trudno."

Syrenka T. Sikorskiego na wystawie w Wilanowie. Fot. M. Grygiel
Z katalogu wystawy T. Sikorskiego w Małej Galerii w 1993 r.

Dla Sikorskiego najciekawsza, oryginalna cześć historii polskiego graffiti kończy się po przełomie w 1989 roku. A dla twórców i kontestatorów młodszego pokolenia dopiero wtedy się zaczyna.

Wraz z coraz bardziej ułatwionym dostępem do wszelkiego rodzaju materiałów, głównie farb sprayowych, następuje masowa produkcja murali na wszelkich wiaduktach, ślepych ścianach kamienic, wagonach kolejowych, co staje się zupełnie niekontrolowanym, niestety nie najbardziej pozytywnym zjawiskiem.

Z drugiej strony przyznać trzeba, że i na tym polu dochodzi do ciekawych realizacji, szczególnie wtedy, gdy streetartowcy uzyskują oficjalne pozwolenia dla swoich obrazów, najczęściej opiewających jakieś wydarzenia z historii Polski. Jednym z pierwszych takich miejsc jest niewątpliwie mur przy wyścigach konnych na Służewcu ze słynnym muralem poświęconym Witkacemu.

Wystawa w Wilanowie prezentuje bardzo szeroka gamę utrwalonych działań w bardzo szerokim zakresie technik, operując nie tylko zdjęciami, ale również eksponując niektóre oryginalne nawet prace, czy zapisy video na specjalnych do tego przystosowanych ekranach.

Podziwu godna jest staranność autorów wystawy by nie pominąć żadnego z ważniejszych zjawisk z tej ulotnej ale wszechobecnej działalności, z którą spotykamy się na co dzień w przestrzeni w jakiej przyszło nam żyć. Wiele z tych zjawisk ociera się o sztukę wizualną lub wręcz nią jest, ale długo jeszcze będziemy mieć co do tego pewne wątpliwości. Ta wystawa pomaga nam je uporządkować i docenić.

Marek Grygiel

Z wystawy w Wilanowie
Z wystawy "Dzika Grafika" w Wilanowie
Z wystawy "Dzika Grafika" w Wilanowie
Wystawa "Dzika Grafika" w Wilanowie. Fot. M. Grygiel
Wystawa "Dzika Grafika" w Wilanowie.
Wystawa "Dzika Grafika" w Wilanowie. Fot. M. Grygiel
Wystawa "Dzika Grafika" w Wilanowie. Fot. M. Grygiel
Wystawa "Dzika Grafika" w Wilanowie. Fot. M. Grygiel

 

Zobacz też:

 



Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.