Instytut Awangardy
Al. Solidarności 64 m. 118, XI piętro
wystawa czynna od 27.09 do 31.10.2013
w soboty, w godz. 14:00 - 18:00.

 

Kreski, paski, rowki... na fotografii.

Fragment ekspozycji Krzysztofa Wojciechowskiego „Kreski – paski – rowki”.

W ramach trwającego w dniach 27-29 września (2013) Warsaw Gallery Weekend zaprezentowano szereg wystaw, w których fotografia odegrała znaczącą rolę. Pojawiły się ważne dla sztuki wizualnej nazwiska takie jak Zbigniew Dłubak, Natalia LL, Grzegorz Kowalski, Jan Świdziński.

W Instytucie Awangardy mieszczącym się w dawnym mieszkaniu Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego przygotowano pokaz Krzysztofa Wojciechowskiego pt. „Kreski-paski-rowki”.

W efektownej sali tarasu ostatniego pietra wieżowca przy dawnej ulicy Świerczewskiego obecnie Alei Solidarności przedstawiono fotografie, jakie Krzysztof Wojciechowski wykonał na prośbę Edwarda Krasińskiego podczas spotkania w 1975 roku. Jak pisze w tekście do wystawy kurator i jej pomysłodawca Robert Jarosz, dla Wojciechowskiego osobisty kontakt z Krasińskim wydaje się po latach nawet istotniejszy od samego dzieła twórcy niebieskiego paska. Wykonując wtedy te fotografie, uwzględniając właśnie obecność tego paska, musiał siłą rzeczy fotografować otoczenie czyli wypełnioną zwyczajnymi przedmiotami przestrzeń codzienną, zamienioną przez Krasińskiego w dzieło sztuki per se.

I tu rysuje się duża zbieżność w działaniach Krasińskiego i twórczości Wojciechowskiego, dla którego właśnie ta sfera codzienności (ściany, fragmenty muru, kaloryfery, zlew, wyposażenie łazienki, łóżko, stół…) często były obiektem minimalistyczno-konceptualnych zapisów.

Studio Edwarda Krasińskiego, wejście z klatki schodowej.
Studio Edwarda Krasińskiego, klatka schodowa z widoczną pracą Edwarda Krasińskiego, fot. Krzysztof Wociechowski, 1975.
Krzysztof Wojciechowski, 1975 (Edward Krasiński -praca eksponowana na obecnej wystawie)
Fragment wystawy Krzysztofa Wojciechowskiego, „Kreski-paski-rowki”
Studio Edwarda Krasińskiego, od lewej: Robert Jarosz, Andrzej Przywara, Krzysztof Wojciechowski, 27.09.2013.
Studio Edwarda Krasińskiego, fragment wystawy, 27.09.2013.

Druga seria zdjęć, już pozbawiona tego elementu zbieżności to czyste zapisy abstrakcyjnych dwudziestu kilku prac Henryka Stażewskiego.

Krzysztof Wojciechowski, 1975 (Henryk Stażewski – praca eksponowana na obecnej wystawie)
Krzysztof Wojciechowski, 1975 (Henryk Stażewski – praca eksponowana na obecnej wystawie)
Krzysztof Wojciechowski, 1975 (Henryk Stażewski – praca eksponowana na obecnej wystawie)
Krzysztof Wojciechowski, 1975 (Henryk Stażewski – praca eksponowana na obecnej wystawie)

Oprócz tego na wystawie jest jeszcze kilka fotografii ze znanego wcześniej cyklu „Musica Muta” (2003) – fragmenty płyt gramofonowych sfotografowanych tak, by było widać ich fakturę, stopień zużycia, drobne uszkodzenia. Tytuły płyt mówią również o upodobaniach muzycznych autora i - jak sam wyznaje - są rodzajem sentymentalnego hołdu dla ulubionych utworów muzycznych jak i dla analogowego ich zapisu. Płyta gramofonowa zdaje się być jednym z ostatnich ogniw linearnej, uchwytnej intuicyjnie, komunikacji.

Krzysztof Wojciechowski prace z cyklu „Musica Muta”

Osobne miejsce na wystawie ma pojedyncza, większa formatowo oryginalna fotografia z 1974 roku pt. „Szczelina”. Jej oryginalność polega na tym, że została wykonana specjalnie skonstruowanym aparatem Linhof do panoramicznych zdjęć przystosowanym przez Andrzeja Jórczaka. Krzysztof Wojciechowski unieruchomił urządzenie zmieniając je w rodzaj spowolnionej znanej ze sportu fotokomórki. W ten sposób aparat, ustawiony na statywie przy skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi i skierowany spod Rotundy w kierunku hotelu Polonia zarejestrował to, co się poruszało, czyli ludzi i samochody, a nie budynki, które na zdjęciu są fantomowym paskiem na horyzoncie - pisze w komentarzu do wystawy Robert Jarosz.

Krzysztof Wojciechowski objaśnia pracę pt. „Szczelina” podczas otwarcia wystawy 27.09.2013.
Kurator wystawy Robert Jarosz objaśnia pracę „Szczelina” podczas wernisażu 27.09.2013.

Sam autor tak opisywał przed kilku laty tę pracę: Obserwując prace Andrzeja (Jórczaka), zaproponowałem, by zrezygnować z panoramowania przestrzeni na rzecz panoramowania czasu. Aparat został ustawiony nieruchomo, w rezultacie na przesuwającym się filmie cały czas rejestrowany był wąski pasek miejskiego pejzażu rozciągnięty w nieskończoność (tzn. na całą długość filmu) - do momentu pojawienia się przed obiektywem jakiegokolwiek poruszającego się w poprzek szczeliny obiektu: człowieka lub samochodu. Okazuje się więc, że można realizować fotografię, do zaistnienia której – obok światła i materiału światłoczułego – potrzebny jest jeszcze ruch.

Wystawa Krzysztofa Wojciechowskiego jest na pewno jedną z bardziej wartościowych podczas trwania tegorocznego Warsaw Gallery Weekend.

MG

 

Zobacz też:

 

W FOTOTAPECIE poprzednio m.in.:

 

 

Oryginalnie zachowane wnętrze studia
Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego.

Instytut Awangardy – część ekspozycyjna, widok na Warszawę, 29.09.2013.

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.