Mariusz Hermanowicz
Gra z czasem
Miłosz Hermanowicz
Genius vestigii
Centrum im. Ludwika Zamenhofa
Białystok, ul. Warszawska 19
w ramach Białystok Interphoto Festival
9 pażdziernika – 22 listopada 2015 r.

Mariusza Hermanowicza Gra z Czasem

Mariusz Hermanowicz: „Muszla” - obiekt, 1989

 

Rzadko kiedy się zdarza, by fotografia stała się tak adekwatnie wybranym medium dla wyrażenia swoich twórczych zamierzeń, jak w przypadku Mariusza Hermanowicza.

Cały jego bardzo bogaty dorobek na tym polu nie składa się jednak z fotografii o czystych walorach estetycznych. Jego zdjęcia, zarówno te pojedyncze jak i składające się na różnego rodzaju serie, powstają na końcu procesu myślowego, są podsumowaniem rozważań, konstatacji, wątpliwości autora. Traktowanie czasu jako głównego demiurga swojej kreacji to równocześnie podjęcie dyskusji na temat cząstkowej prawdy dzisiejszej fotografii. Szczególnie teraz kiedy dostępność i ułatwienia w manipulacjach związanych z używaniem cyfrowych przetworzeń obrazu każe poddać w wątpliwość przydatność fotografii jako środka obiektywnego zapisu upływającego czasu. Fotografia zostaje poddana również weryfikacji z perspektywy historycznej co powoduje wyraźną zmianę w jej odbiorze. Zacierają się często granice zapisu fotograficznego jako sposobu na zatrzymanie czasu.

Mariusz Hermanowicz większość swoich prac wykonał jeszcze w technikach analogowych, toteż wydawać by się mogło, że miejsca na manipulacje i zmienianie kontekstów nie ma w jego twórczości zbyt wiele. Szczególnie w ostatnim okresie, kiedy fotografował krajobraz (np. cykl „Wilno, a jednak”, czy serie aktów i portretów) klasycznie, aparatem wielkoformatowym, ze statywu, wykonując potem własnoręcznie perfekcyjne czarno-białe odbitki bromowe.

Nie był na tym polu ortodoksem – przewidywał rozwój technik cyfrowych i to jak one będą wpływać na twórczość następnych pokoleń. Jednakże domeną jego zainteresowań, przy całej perfekcji warsztatowej było opowiedzenie zdarzenia w taki sposób, byśmy nie tylko zapamiętali obraz jaki nam przedstawił, ale byśmy za pomocą tego obrazu czy obrazów uruchomili obszar refleksji nad nietrwałością chwili, nad przemijalnością świata. Coś co wydawać by się mogło banalne – jego zapisy codziennej rzeczywistości  w cyklu „Widok z mojego okna”  - po latach nabierają dodatkowych znaczeń, co jest nieprzewidywalnym procesem historii.

Jego zdjęcia, mimo, ze nieraz odnoszą się silnie do otaczającej codzienności są dla tego czasu wyzwaniem i po latach łatwo konstatujemy, że o tym co fotografował Mariusz przed laty myślimy inaczej niż wtedy gdy te prace udostępniał na wystawach czy w publikacjach po raz pierwszy.

„Gdzieś na świecie” - 1977


z cyklu „Widok z mojego okna” - 1968/79

Mimo, że forma jego prac, tak charakterystyczna na początku twórczości (owe słynne podpisy – komentarze subtelnym, kaligraficznym charakterem pisma) przez lata się nie zmieniała  - i na tym polu był artystą eksperymentującym i poszukującym.

Dowodem na to są obiekty – ready mades  - do jakich przykładał sporą wagę umieszczając je na wystawach. Jeden z projektów poświęcił pamięci swojego ojca  gdzie zrobione przez niego przynęty wędkarskie odnalezione już po jego śmierci, nie tylko zaprezentował na wystawie w postaci fotografii ale również umieścił w specjalnych gablotach. Wystawił także niewielki fragment znalezionej zdartej opony gdzieś na niemieckiej autostradzie, a innym razem morską muszlę odbierając jej turystyczne przymioty i nadając status „wybranego” dzieła sztuki.

Cała jego  twórczość jest niezwykle zróżnicowana, bogata i będzie jeszcze odkrywana i poznawana zaskakując swoją klasą, rozmachem, wielością poszukiwań. Mariusz był typem samotnika i nie umiał sam siebie zareklamować w dostateczny sposób, ale jego  - catalogue raisonné -  (spis prac) jest niezwykle imponujący i szeroki.

Był otwarty na nowości, również technologiczne, wykraczał w swoich pracach poza klasyczną fotografię, robił inscenizacje, para - performances dla fotografii, od wczesnych lat swojej twórczości podpisywał zdjęcia swoim niesamowitym i niepodrabialnym charakterem pisma, właściwie opatrywał je komentarzem, autoironicznym, czasami ciętym jak brzytwa, celnym i drwiącym zarazem, niekiedy liryczno-poetyckim. Był w tym prekursorem, nieomal na równi ze słynnym Duane Michals'em, który zdziwiony z zachwytem oglądał prace Mariusza gdy mu je udostępniono na Miesiącu Fotografii w Bratysławie na początku lat 90. 

Drążenie i dociekanie przeszłości śladów rodzinnych Mariusza Hermanowicza były niezwykle fascynujące i proces ten trwał wiele lat. M.in. przygotowywał wielką „Księgę Przodków” i fragmenty tych poszukiwań niekiedy prezentował zarówno na wystawach jak i w internetowej wersji Fototapety ( „Zdjęcie moich prapradziadków”, 1999 ). Zdawał relację ze swego dzieciństwa spędzonego w Olsztynie w cyklu „10 lat”, który to cykl po latach (w 2014)  stał się bezpośrednim punktem odniesienia dla jego syna Miłosza. Tak powstała seria zdjęć Miłosza Hermanowicza pt. „Genius vestigii” - gdzie podobnie jak ojciec w komentarzach pod zdjęciami opowiedział swoją wizytę w miejscach które 35 lat wcześniej sfotografował ojciec. Zestawienie tych dwóch punktów widzenia na miasto znaczące - ale w zupełnie inny sposób dla nich obu jest zabiegiem bardzo mocno mieszczącym się w zjawisku przemijania i pamięci, symbolu i metafory naszego życia.

Szczególne znaczenie w jego twórczości ma Wilno, miasto do którego zawsze tęsknił, nawet jak jeszcze tam się nie znalazł. Było ono dla niego miejscem bardzo inspirującym, miał w nim kilka wystaw, oddanych przyjaciół, a w latach 2001-2002 przebywał tam dwukrotnie nieco dłużej i wykonał cykl zdjęć używając klasycznego aparatu na błony cięte. Fotografowanie tego miasta, jego zaułków, podwórek, budynków historycznych i zupełnie zwykłych kamienic pamiętających wielonarodową tradycję kulturową tej „Jerozolimy północy” było aktem „pokazania wiecznej, niezniszczalnej istoty tego miasta” - jak to określił przyjaciel Mariusza Hermanowicza Patrick Leon.

z cyklu „Stryj Piotr” - 1993
z cyklu „Wilno, a jednak…” - 2001
„Raphaëlle” - 2003
z cyklu „3/4” - 2003

Fotografie Mariusza, zawsze perfekcyjne pod względem warsztatowym, zawierają w sobie materialną i duchową istotę fotografii, owe punctum już tak dokładnie opisane przez najwybitniejszych teoretyków. Będąc świadkiem wielu kierunków w sztuce - tworzył sztukę swoją, niepowtarzalną... jeszcze nie do końca odkrytą. Poszukiwał nowych wartości, form, nowych inspiracji, znaczeń, skojarzeń,  - ostatnie serie portretów kobiecych jakże daleko odbiegają od jego wczesnych para-konceptualnych czy nawet socjologizujących prac, które z kolei i tak będą na trwale zapisane w historii polskiej (i nie tylko) fotografii.

Tworzył nie tylko czystą fotografię - której efektem były owe wspaniałe bromowe odbitki ale również starał się eksperymentować w zakresie fotoeseju - przenosząc go do internetu. Bardzo oryginalnym pomysłem był cykl Trans - misji, krótkie zwarte opowieści fotograficzne ukazujące się w internetowym wydaniu Fototapety. Innym z kolei przykładem jest zdjęciowa relacja (w kolorze) z którejś z kolejnych wizyt na Białorusi gdzie odkrywał miejsca związane z przeszłością jego rodziny. "Ach, Białoruś Ty moja..." - wystawa on-line była zatem być może jedną z pierwszych tak pomyślanych prezentacji zanim ta forma upowszechniła się w sieci dosyć powszechnie.

Jego bardzo szerokie zainteresowania sztuką kierowały go również ku innym artystom, których podziwiał. Jednym z nich był hiszpański fotograf Pierre Gonnord, do którego specjalnie wybrał się do Madrytu i któremu poświecił specjalny esej, bo co warto podkreślić, Mariusz Hermanowicz umiał pisać o fotografii w sposób bardzo klarowny i przystępny bez zbędnej ornamentyki i pustosłowia. Tak powstawały jego liczne relacje z wystaw wybitnych artystów, Sophie Calle, Nan Goldin, Edwarda Butrynsky-ego, fotografów Magnum. Umiał również współpracować z innymi fotografami, szczególnie cenił sobie bardzo twórczość Wojciecha Prażmowskiego, z którym brał udział w kilku wystawach w Polsce i zagranicą m.in. w „swoim” Wilnie w 1998 roku.

Bardzo trudno w niewielkim tekście wyznaczyć wartość dokonań Mariusza Hermanowicza i przypomnieć wszystkie jego fascynacje, aktywności, całą tę wieloaspektową twórczość, która teraz, z upływającym czasem będzie przypominana i w jakimś sensie reinterpretowana na nowo. Będzie ona również inspiracją dla następnych, którzy poszukując własnych ścieżek będą mieli świadomość tych dokonań jakie były udziałem Mariusza Hermanowicza - artysty całkowicie panującego nad szeroko rozumianą fotografią, dziedziną jaka spełniła być może najpełniej jego możliwości twórczej wypowiedzi.

Marek Grygiel
Wa-wa, 17.07.2015.

 

 

Mariusz Hermanowicz, z cyklu „10 lat” - 1978
Miłosz Hermanowicz – z cyklu „Genius vestigii” - 2014

 

Zobacz też:


 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.