Fotografia 5, Foto - Sybirski Uspiech 3/01, AOP Image 311,
Magazyn Sztuki - Obieg nr. 27, Prefix Photo 3.

Łódki uplecione z fotograficznej wikliny -
przeglądu czasopism ciąg dalszy

 

Kolejny odcinek przeglądu prasy fotograficznej warto zacząć od najnowszego Magazynu Sztuki + Obieg (nr 27/2001), w którym Sławomir Magala przedstawia swoje przemyślenia dotyczące natury fotografii i jej roli we współtworzeniu współczesnej kultury wizualnej. Autor posługując się przykładami Zofii Kulik i Cindy Sherman stara się odpowiedzieć na pytanie "dlaczego właśnie teraz fotografia?", które to pytanie było hasłem wywoławczym konferencji poświęconej fotografii, jaka miała miejsce w maju tego roku w Krakowie.

Magala przedstawia zatem swój referat, w którym na zadane pytanie odpowiada już we wstępie: "dlatego, że zmieniło się - od dawna już niezbyt naturalne - środowisko zmysłowe człowieka". Zmieniło się głównie za pomocą obrazów, również fotograficznych, ale i tych ruchomych, które są wszechobecne i nie widać końca ich rosnącej z każdym dniem roli, jaką odgrywają we współczesnym społeczeństwie. Tekst Magali jest ciekawy, choć momentami autor może wprowadzać czytelnika w konsternację na przykład, gdy rozważa "kto celniej trafił Kafka czy Marks?" lub gdy żongluje terminami w rodzaju "dominującego korporacyjnego modernizmu estetycznego". Zdarzają się też prawdziwe perełki w rodzaju otwierającego jeden z akapitów zdania: "Z fotografii korzystają także artyści, pisze Magala, którzy chcą się zmierzyć z wielką rozmową ludzkości, spuścić na rwące strumienie danych wirujących wokół naszych głów swoje łódki uplecione z fotograficznej wikliny."

Ponadto w Magazynie+Obiegu bardzo ciekawy wywiad Sebastiana Wisłockiego z Pawłem Althamerem. Pośród wielu wartych zacytowania zdań Althamera zwłaszcza trzy przyciągają uwagę: "elitarność to wrażliwość i inteligencja", "społecznikostwo jest częścią zawodu artysty," i wreszcie "nie ma złego czasu dla sztuki. A to, że krytycy czy publiczność gubią się, nie mogąc odróżnić, co jest sztuką, od tego co nią nie jest, dla mnie nie stanowi żadnego problemu". W moim odczuciu trzy powyższe wyimki wyznaczają horyzont rozmowy, którą jeszcze raz gorąco polecam wszystkim, nie tylko zwolennikom sztuki Pawła Althamera. Moją uwagę zwróciły też rozmowy Magdaleny Ujmy z Anną Baumgart oraz Małgorzaty Lisiewicz z Teresą Murak. Tekstów Grzegorza Borkowskiego wszystkim zainteresowanym sztuką performance'u polecać nie trzeba - w numerze autor obszernie opisuje ostatni festiwal Breaking News. Młody performance polski.

Na marginesie warto zwrócić uwagę na formę tego i poprzednich numerów Magazynu Sztuki+Obiegu. Formę, która nieustannie zaskakuje (pozytywnie, oczywiście) i zdecydowanie wyróżnia się na tle innych krajowych magazynów poświęconych kulturze, sztuce, o fotografii nawet nie wspominając.

 

 

INNYM krajowym magazynem, tym razem stricte fotograficznym, o którym chciałbym wspomnieć, jest Fotografia. O nowym, piątym z kolei, numerze kwartalnika warto napisać choćby ze względu na podjęcie przez redakcję Fotografii szczytnej inicjatywy pośrednictwa i sprzedaży odbitek artystycznych oraz fakt uruchomienia przezeń internetowej witryny magazynu. Obie sprawy łączą się ze sobą, gdyż sprzedaż odbitek prowadzona jest przez Internet.

"Celem Galerii [sprzedaży odbitek - przyp.A.M.] jest udostępnienie oryginalnych fotografii o największych walorach artystycznych szerokiemu gronu odbiorców" - informuje w dołączonej do Fotografii ulotce redakcja pisma zaznaczając, że chce tym samym "wypełnić lukę na rynku fotografii." Pozyskanie środków finansowych dla artystów to cel szczytny, pisze o nim redakcja dodając jednak w zdaniu następnym, ku memu wielkiemu zdziwieniu, że "uzyskane dzięki Galerii środki finansowe zasilą budżet kwartalnika 'Fotografia' - jedynego niekomercyjnego pisma fotograficznego w Polsce, finansowanego prawie wyłącznie ze środków prywatnych jego wydawcy". Coś tu się nie zgadza - to artyści mają zarabiać, czy "niekomercyjny" kwartalnik? I dlaczego "niekomercyjny", skoro właśnie zapłaciłem za niego wcale sporą sumę 20 złotych (dla porównania równie gruby - ok. 80 stron - Magazyn Sztuki+Obieg kosztuje 12 zł)? Żaden wydawca tylko ja, prywatna osoba, a i reklamodawcy też się w piśmie pojawiają...

Natomiast tym, co zwróciło moją uwagę na właśnie uruchomionej stronie internetowej Fotografii była pewna, jak się wydaje, uzurpacja. Otóż w internetowym "wstępie" czytamy, że "po wielu latach przerwy wiosną ubiegłego roku postanowiliśmy [redakcja Fotografii-przyp.A.M.] wznowić edycję tego znanego i uznanego przez koneserów tytułu. Kontynuując dawne tradycje pismo jako jedyne w Polsce i jedno z czterech w Europie poświęcone jest w całości fotografii jako zjawisku artystycznemu."

W tym momencie zacząłem się zastanawiać, co właściwie wspólnego, poza tytułem oczywiście, ma nowa Fotografia z wychodzącą do połowy lat 70-tych "Fotografią" tzw. Dłubakowską, czy późniejszym magazynem pod redakcją Wiesława Prażucha? Na pewno personalnie są to zupełnie różne pisma - a co, jeśli nie zespół redakcyjny, stanowi o tożsamości magazynu? Fotogafia Zbigniewa Dłubaka to było zjawisko, co wiem od starszych wiekiem "sympatyków sztuki fotografowania", którego doniosłość trudno chyba przecenić. Przede wszystkim za Dłubaka nie mogło być mowy o chwaleniu się wyłącznością na fotografię, obok której regularnie i w sposób zupełnie naturalny pojawiały się na przykład teksty Urszuli Czartoryskiej poświęcone trendom w sztuce współczesnej, i Krzysztofa Zanussiego (tego Zanussiego!) z poradami dla młodych filmowców. Również w czasach Prażucha Fotografia była inna i zbyt łatwym wydaje mi się gest zawłaszczenia tej bogatej tradycji. Gest o ile łatwiejszy od wieloletniej pracy na własne konto i żmudnego tworzenia nowego wizerunku, odrębnej, i przystającej do dnia dzisiejszego formuły pisma.

Wydaje się, że Fotografia jest obecnie rozdarta między tą zawłaszczoną tradycją a własnymi, nowymi pomysłami na pismo poświęcone "fotografii, jako zjawisku artystycznemu". Pomysłami, warto dodać - dobrymi, jak choćby ten ze sprzedażą odbitek i wejściem do Internetu. Wypada więc mieć nadzieję, że z tego napięcia powstanie jakaś nowa jakość, o której za lat kilkanaście powiedzieć będzie można tyle dobrego, co o Fotografiach Dłubaka i Prażucha.

Od redakcji: niemal natychmiast po opublikowaniu nieniejszego "Przeglądu"
otrzymaliśmy list od wydawcy "Fotografii" - p. Waldemara Śliwczyńskiego.

 

 

NAJNOWSZY, 311 (sierpień 2001), numer wydawanego przez brytyjskie Stowarzyszenie Fotografów pisma IMAGE jest prawie w całości poświęcony fotoreportażowi. Zdjęcia i rozmowa z Peterem Robinsonem, omówienie nowego projektu Zeda Nelsona zatytułowanego "Gun Nation" oraz materiał na podstawie rozmowy z Horstem Faasem, fotografem wojennym pracującym dla Associated Press, który fotografował konflikty w Indochinach, w tym w Wietnamie, a niedawno wraz z Timem Pagem przygotował "Requiem", wystawę upamiętniającą poległych w Indochinach fotografów.

Wydaje się, że Requiem zwraca uwagę na mało znany aspekt fotografii prasowej, a w szczególności wojennej, który w skrócie można spróbować zawrzeć w zdaniu, że "wojny nie można fotografować bezkarnie". Może zabrzmi to naiwnie, ale wydaje się, że rozpoczęta ponad pół wieku temu wojna w Wietnamie dla fotografów, którzy przyglądali się jej z bliska, jak Faas, trwa nadal. Prawie każdy z nich, jeśli udało mu się przeżyć, stracił kolegę po fachu bądź przyjaciela. I nie chodzi tu jedynie o "przyjaciela wszystkich fotografów" Roberta Capę, którego gdzieś w Indochinach zabiła mina - lista zabitych jest długa, znajduje się na niej ponad 150 nazwisk. Spis poległych umieszczono w Image pod zdjęciem przestrzelonego pociskiem aparatu należącego do jednego z fotoreporterów. Fotografia, jak wiadomo, odegrała w wojnie wietnamskiej znaczącą rolę. Zmienił się też sposób fotografowania wojny. Nadal jednak nie widać sensu tych wszystkich ofiar.

Innym materiałem przyciągającym uwagę jest bardzo oszczędny w formie "A Sign of Crime" Marka Hamiltona, który w Image pokazuje zdjęcia tablic informacyjnych rozstawionych w miejscach popełnienia przestępstwa. Z tekstów na tablicach dowiedzieć się można co i kiedy wydarzyło się w sfotografowanej okolicy. A wydarzyło się niejedno: gwałty, morderstwa, wypadki, rozboje_ Każda z tablic zawiera apel do świadków opisanych wydarzeń, ale ludzi w tym szczególnym rodzaju pejzażu miejskiego nie ma.

 

NA zakończenie przeglądu proponuję zajrzeć do dwóch odległych od siebie magazynów: kanadyjskiego anglojęzycznego PREFIX PHOTO oraz rosyjskiego Foto. Oba pisma są odległe od siebie nie tylko pod względem geograficznym, ale może przede wszystkim pod względem artystycznym. Fotografia prezentowana przez PREFIX, co widać już na pierwszy rzut oka, ma zdecydowanie więcej wspólnego ze współczesnością niż sepiowane akty i zdjęcia gór (Sajany), od których roi się w Foto.

Zamieszczone w Prefix Photo znakomite postindustrialne w wyborze tematu zdjęcia Edwarda Burtynskiego łączą się z czarno-białymi pracami Cynthii Phillips. Burtynsky realizując swoje kolejne projekty nawiązuje raz do mistrzów fotografii przemysłowej Johna Vanderpanta, Charlesa Sheelera, to znowu do współczesnych klasyków w rodzaju Sebastiao Salgado (zdjęcia "stoczni" w Bangladeszu). Również Phillips nawiązuje do Sheelera, jednak ich interpretacja prac mistrza jest całkowicie odmienna. Phillips szuka miejsc podobnych, podczas gdy Burtynski pokazuje zmianę, jaka się również w krajobrazie przemysłowym dokonała.

Pewnego rodzaju kontrapunktem dla tej współczesnej odmiany fotografii przemysłowej są mroczne zdjęcia Jacka Burmana pokazującego fotografie zatopionej w formalinie twarzy człowieka (sądząc po tytule Polaka) oraz zasuszone zwłoki kobiety. Z kolei Robin Collyer, autor zdjęcia z okładki PREFIX PHOTO, koncentruje swoją uwagę na pejzażu miejskim, w jego nieco odrealnionej, amerykańskiej odmianie. W tej wyliczance nie może zabraknąć nazwisk Elene Tremblay i Eli Langer'a, którzy swoimi nieostrymi fotografiami, być może to nadinterpretacja, przywołują klimat rodem z Cibulki (Langer) i Boltanskiego (Tremblay).

Swego rodzaju łącznikiem między PREFIXEM i syberyjskim Foto jest zamieszczona w pierwszym z wymienionych pism analiza trzech stop-klatek z filmu dokumentalnego autorstwa Cynthii Phillips, których znaczenie zmienia się za każdym razem, jak autorka manipuluje komentarzem do nich dołączonym. Film nakręcono w 1958 roku w sowieckim Jakucku.

Co się tyczy zaś samego Foto, które ma w poddtytule "Sibirskij uspiech", co jak wynika w zamieszczonego obok tłumaczenia angielskiego oznacza ni mniej ni więcej tylko "Siberian success", to w rzeczy samej fotografie są udane: piękne krajobrazy kaukaskie Swietłany Timofiejewej (łąki, biały koń) i Olega Stoliarowa ("Wgórach moje serce", "Złota jesień") dobrze współgrają ze wspomnianymi już podkolorowanymi zdjęciami nagiej, długonogiej krasawicy i małego dziecka nad morzem (chyba Czarnym) autorstwa Igora Ułko i aktami/portretami (tym razem nie nad morzem) Olgi Ułko. Swego rodzaju intermezzo w tej syberyjskiej sielance stanowi materiał z "PressFoto Rosji 2001", a tam, jak się czytelnicy zapewne domyślają także Kaukaz, tylko jakby inny. Efektowna eksplozja Konstantina Zawrażyna zamieszczona zaraz obok znanego z World Press Photo zdjęcia snajperów opalających się na dachu (Władymir Wieliengurin), dalej leżący (śpiący? zabici?) pokotem żołnierze rosyjscy, cywile w kolejce po darmowe jedzenie (uchodźcy? bezdomni?).

W rosyjskim Foto uderza podobieństwo do naszego polskiego miesięcznika o tym samym tytule. Może jedynie Rosjanie mniej miejsca poświęcili reklamie, bo i rynek pewnie węższy na Syberii, ale to trzeba zrozumieć.

Adam Mazur

 

 

Internetowe witryny omawianych magazynów:

 

W fotoTAPECIE poprzednio m.in.:

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

03 - 09 - 01