Wtorek w Paryżu,
wtorek w Orléanie

Tekst i zdjęcia: Mariusz Hermanowicz

 


 

 

WTOREK to nie jest dobry dzień na zwiedzanie wystaw w Paryżu. Centrum Beaubourg, Europejski Dom Fotografii, większość muzeów - wszystko to jest zamknięte.

Ale znalazłem się w Paryżu we wtorek 17 września 2002 r. ponieważ miałem bilet na wieczór na francuską premierę fimu "Pianista", z udziałem Romana Polańskiego.

Jakie wystawy fotograficzne udało mi się zobaczyć ? Przed Europejskim Domem Fotografii mogłem się tylko oblizać z apetytem : proponował (od środy, od środy !) cztery wystawy : Józefa Sudka panoramy Pragi, Irvinga Penna, Fouad'a Elkoury'ego i Klavdija Slubana.

Natomiast otwarty był Hotel de Sully, gdzie mieści się "Patrimoine Photographique" i była otwarta wystawa zdjęć portretowych Arnolda Newmana.

 


 

 

NEWMAN, urodzony w 1918 roku w Nowym Yorku, w latach 40-tych został zauważony i był popierany przez Beaumont Newhalla i Alfreda Stieglitza. Już w latach 1945/46 wydał album "Artists Look like This" (Oto jak wyglądają artyści). W 1947 r. jego zdjęcie po raz pierwszy ukazało się na okładce "Life'u".

Większość zdjęć wykonywał na zamówienie prasy, gdzie też jego zdjęcia były publikowane, jednak jakość jego portretów jest taka, że nie zblakły one jak stare roczniki pism, ale przeszły do historii fotografii, a Arnold Newman jest uważany za jednego z wielkich mistrzów portretu.

Wystawa zaczyna się od jego prac mniej znanych, ale też bardzo interesujących - widoki Ameryki trochę w stylu Walkera Evansa, potem, z lat 40-tych, zdjęcia powstałe jakby pod wpływem kubizmu, mające za temat zresztą jeden z tematów obrazów kubistycznych, czyli skrzypce.

I ta tendencja do konstruowania obrazów-zdjęć pozostała już cechą charakterystyczną twórczości Newmana. Można, sądzę, podzielić jego portrety na dwie grupy : z jednej strony portrety, które można by nazwać "oficjalnymi", bardzo zresztą dobre, tak jak portrety, które kiedyś robili malarze. Haile Selassie, siedzący na tronie, w olbrzymiej sali, zdjęcie z 1958 r. (zresztą nic, ale to nic z dekoracji nie mówi nam, że jesteśmy w Afryce, wszystko jest kopią stylów europejskich), portret hiszpańskiego biskupa Pia y Daniel (Madryt 1964), całego w czerwieniach (bo wiele zdjęć jest na tej wystawie kolorowych). Nawet demaskatorski (dzięki oświetleniu wygląda jak wampir) portret niemieckiego przemysłowca Alfreda Kruppa (1963) można zaliczyć do grupy portretów oficjalnych. Sądzę, że Arnold Newman zrobił taki a nie inny portret Kruppa, ponieważ w ten sposób mógł przekazać co myśli o działalności koncernu Kruppa w czasach nazizmu.

Arnold Newman jest bodaj jedynym fotografem, który zrobił oficjalne porterety 5 prezydentów Stanów Zjednoczonych - J. F. Kennedy'ego (1956), L. B. Johnsona (1963), G. Forda (1975), R. Reagana (1986) oraz Williama J. Clintona (1999). Nie wiem, czy sfotografował obecnie Busha, ale bycie sfotografowanym przez Newmana to dla polityka prawdziwe uznanie, że jest ważny. Co ciekawe, pierwsze portrety Newman robił jeszcze "kliszakiem", ostatnie już aparatem 24x36 (ale to już nie jest ta sama jakość techniczna, jednak !).

Ale kto wie, czy nie najlepsze są zdjęcia Newmana, na których fotografował on innych artystów. Możemy tu wyróżnić także dwie grupy zdjęć : artysta na szerszym tle swojej pracowni, swoich dzieł i portrety będące zbliżeniami. Światło na zdjęciach Newmana jest na ogół bardzo przemyślane, chciałoby się powiedzieć : skonstruowane. Część twarzy jest oświetlona, część w cieniu, czy zasłonięta. Jedno z najbardziej znanych jego zdjęć to zdjęcie Strawińskiego. Na wystawie pokazane są stykówki 13 zdjęć formatu 4x5 cali. Wśród nich zdjęcie, które po wykadrowaniu ("skonstruowaniu" od nowa dzięki temu) stało się niejako oficjalnym zdjęciem Strawińskiego.

Możemy obejrzeć także 16 stykówek zdjęć Picassa, oraz powiększone, to jedno, jedno z tych wielkich, "oficjalnych" niejako zdjęć hiszpańskiego twórcy - jego twarz, osłonięta trochę ręką, z tego cienia patrzy na nas uważne oko artysty. Ale wśród tych 15 niewybranych zdjęć było jedno zdjęcia Picassa, które bardzo mi się podobało. Jest on na nim trochę smutny, bardziej ludzki, mniej przewiercający nas swoim wzrokiem, a patrzący jakby bardziej w siebie.

Jest sporo portretów innych fotografów - Bill Brandt, Andre Kertesz, Paul Strand, Man Ray, Duane Michals, Ansel Adams, oraz Berenice Abbott (zdjęcie z 1944 r., po raz pierwszy widziałem jej portret). Są też zdjęcia innych znanych artystów : Duchamp, Georgia O'Kooffee, George Segal, Alberto Giacometti, Frank Stella, Josef Albers, Jackson Pollock...

Ze zdjęć mniej znanych, obdarzone dużym ładunkiem emocjonalnym zdjęcie Otto Franka, ojca Anny, zrobione w domu, w którym ukrywał się ze swoją rodziną w czasie wojny w Amsterdamie.

O ile wiem, zdjęcia Newmanna nigdy nie były pokazywane w Polsce, ale w 1990 r. wystawa jego zdjęć odbyła się w Budapeszcie.

 


 

 

NIEDALEKO Europejskiego Domu Fotografii centrum "Paris Historique" (44, rue Francois-Miron), w siedzibie stowarzyszenia miłośników starego Paryża (ich zasługą jest uratowanie od wyburzenia dzielnicy Marais) wystawa poświęcona co prawda nie fotografii artystycznej, ale fotografii dokumentującej starą architekturę Pragi czeskiej, a ściślej historię "Klubu za Staru Prahu", organizacji skupiającej od 102 lat (!) miłośników zabytkowej Pragi. Wystawa powieszona w odremontowanej, gotyckiej jeszcze piwnicy. Przy okazji tej wystawy dowiedziałem się, że archiwalne zbiory bezcennych rysunków, planów, fotografii architektury z XIX i XX wieku zostały w 90% zalane przez wodę w czasie ostatniej powodzi. Aby je zabezpieczyć jedynym ratunkiem było ich zamrożenie. Ale obecnie, zważywszy na brak pieniędzy, trzeba będzie dziesiątków lat, aby je odmrozić i odpowiednio zakonserwować. Powstał komitet honorowy, który zbiera pieniądze na ten cel.



 


Wystawa fotografii dokumentującej starą architekturę Pragi czeskiej w centrum Paris Historique

 

Następna wystawa, galeria Agathe Gaillard (która utrzymała się w tym samym miejscu), zdjęcie Jerome Soret - jakieś dziwne dosyć kompozycje z kwiatami, szkłem, odbiciami, odblaskami, refleksami, za bardzo klasyczne i techniczne jak na mój gust.

 


 

 

Galeria Kamela Mennoura pokazuje prace Stephena Shore'a. Przyznam się, że o tym fotografie nigdy nie słyszałem. Podobno jako pierwszy z żyjących fotografów miał on wystawę w Metropolitan Museum of Modern Art w Nowym Jorku (w 1971) i podobno jest uważany za mistrza fotografii kolorowej równego Williamowi Egglestonowi i Joelowi Meyerowitzowi. Na tej wystawie pokazanych jest 50 niepublikowanych dotąd zdjęć z seriie "Uncommon places", zrealizowanej w latach 1973-1978. Fotografie doskonałe technicznie, dosyć anonimowych "dekoracji" amerykańskiego "way of life". Podobno Stephen Shore otrzymał swój pierwszy aparat "kliszak" w wieku 6 lat. Aparat formatu 24x36 zaczął używać dopiero w wieku lat 9. Ale jego zdjęcia, oglądane dziś, nie wniosły mi nic nowego do tego co wiem już na temat fotografii amerykańskiej.

 


 

 

CZESKI ośrodek kulturalny pokazuje wystawę "Akt w czeskiej fotografii współczesnej". Ośrodek nie ma prawdziwej sali wystawowej. Zdjęcia są powieszone w holu wejściowym, na klatce schodowej, w małym pomieszczeniu na pierwszym piętrze i w sali na drugim, która służy jednocześnie jako sala kinowa, do odczytów itp. Może dlatego osoby odpowiedzialne nie chciały mi pozwolić, abym zrobił kilka zdjęć z wystawy do "Fototapety". Ale dostałem CD-ROM, na którym miały być zdjęcia z wystawy i inne materiały. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że na płycie jest tylko 6 zdjęć, z których tylko dwa są na wystawie (nie liczyłem dokładnie, ale na wystawie zdjęć jest ponad 30).

Pokazane zatem (na wystawie !) są zdjęcia tak znanych twórców jak Jan Saudek, Tono Stano (który jest Słowakiem mieszkającym w Pradze), Vladimir Zidlicky, Ivan Pinkava, Vladimir Birgus, są też dwa fotomontaże Vaclava Chocholi i Jiri Kolara (z 1960 r.).

Wystawa jest raczej przeglądem, czy zbiorem tego co na temat aktu zrobili poszczególni autorzy - nie ma jakiegoś wspólnego mianownika, który by łączył pokazane zdjęcia.

 

Jaroslav Vavra - "Akt", ca. 1965
Pavel Banka - "Konstrukcja pionowa", 1965

 

Potem podążyłem jeszcze tropem czeskim - w Muzeum Montparnassu (pisałem o tym uroczym muzeum w kilku poprzednich korespondencjach), zobaczyłem wystawę "Metamorfozy Kafki". Ale tu spotkało mnie rozczarowanie - przyzwyczaiłem się, że wystawy w tym miejscu są zawsze doskonałe. Tym razem nic z tego. W jednej sali prace artystów czeskich z początku XX wieku, ale tylko jeden szkic F. Kupki dostarcza prawdziwych wzruszeń. Część współczesna - to wariacje współczesnych artystów na temat Kafki. Zaleciało mi klimatem plenerów znanych z lat późnego socjalizmu - a teraz, szanowni państwo, malujemy na temat... Jedna tylko praca - instalacja : kartki książki przewracające się "same" wywołuje wrażenie i zostaje w pamięci, odtwarzając jakoś atmosferę prozy Kafki.

 

 


Fot. Bogdan Konopka

 

28 września odbędzie się wernisaż nowej wystawy Bogdana Konopki "Mutatis Mutandis" w galerii Francoise Paviot. Bogdan pokaże serię zdjęć zamówionych u niego przez organizatorów wielkich modernizacji w instytucjach kulturalnych stolicy Francji (renowacje muzeów, przystosowywanie budynków do nowych funkcji...). Będą to zdjęcia robione aparatem 20 x 25 cm. Większość tych zdjęć widziałem już u Bogdana - fantastyczne ! Bogdan pokaże także serię zdjęć "Faux de Very" - to las zdjęć bukowych, które wyrosły na miejscu upadku radioaktywnego meteorytu.

 

 


Fot. Henri Cartrier-Bresson - wystawa w Orléanie

 

W następny wtorek, tydzień po mojej wizycie w Paryżu, w Orléanie było otwarcie dużej wystawy zdjęć Henri Cartrier-Bressona. Autor (94 lata !) był obecny na wernisażu. Myślałem, że będę również i że będę mógł zrobić kilka zdjęć dla "Fototapety", ale w ostatniej chwili coś mi przeszkodziło.

 

 


Wystawa Henri Cartrier-Bressona w Orléanie

 

Wystawa jest bodajże pierwszą wystawą zorganizowaną przez nowopowstałą Fundację Henri Cartier-Bressona, która ma zająć się przechowaniem i badaniami nad jego twórczością oraz promowaniem fotografii reportażowej.

Na wystawie tej pokazano niektóre z najbardziej znanych fotografii Cartier-Bressona, ale jest także wiele zdjęć mniej znanych. Co można napisać o tej wystawie ? Niełatwo być klasykiem - zdjęcia HCB są tak znane, wiele z nich miłośnicy fotografii znają prawie na pamięć. Jego sposób fotografowania, rewolucyjny wtedy gdy on te zdjęcia robił - opatrzył się dzisiaj. Dziś każdy młody fotograf może robić zdjęcia w jego stylu (i zresztą wpływ szkoły "bressonowskiego" spojrzenia widać w pracach wielu), zresztą fotografia poszła jeszcze dalej w odkrywaniu rzeczywistości, zrobiła się dużo bardziej drapieżna. Zdjęcia HCB oglądane dzisiaj wydają się może aż za bardzo eleganckie. Na tym zresztą polega ich urok, wracamy do nich jak do świata dobrze nam znanego. Wrażliwość z jaką ich autor je robił pozostaje zresztą niezmieniona i równie świeża.

Mariusz Hermanowicz

 


Wystawa Henri Cartrier-Bressona w Orléanie

 

 

Poprzednie sprawozdania Mariusza Hermanowicza:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.

 

08 - 10 - 02