Największy na świecie - Contact 2009

contactphoto.com

 

W zeszłym tygodniu zakończył się największy na świecie festiwal fotografii, Contact - Toronto Photography Festival. To była trzynasta edycja tego festiwalu. Nawiasem mówiąc, na krótko przed jego narodzinami mieliśmy obawy, że utracimy pozycję miasta z najwyższą na świecie wieżą telewizyjną. Zdaje się, coś trochę większego miało zostać zbudowane w Chicago albo Singapurze. Nie wiem, czy rzeczywiście do tego doszło, ale nie ma się co martwić, bo mamy Contact, największy na świecie. Już kilka lat temu słyszałem z radio informację, że nigdzie indziej na świecie, na żadnym innym festiwalu nie trzeba tyle się nachodzić, żeby wszystko zobaczyć. Rzeczywiście, Toronto jest rozległe. To nie Wenecja. Swoją drogą interesujące, ile osób przeszło ten szlak w całości. Dla mnie to było za dużo. Z drugiej strony, jak rzadko kiedy, spełnia się tu popularna mądrość, iż liczy się nie cel ale droga do niego. Toronto bardzo się zmienia, a skupiska prezentacji Festiwalu dość precyzyjnie oznaczają miejsca najbardziej charakterystyczne dla przemian urbanistycznych i kulturowych miasta.

Queen West, Drake Hotel - miejsce uroczystości festiwalowych.

Queen West

Zasada działania Festiwalu jest prosta. Trzeba sobie zrobić wstawę w maju, w granicach miasta i wpłacić na konto Contactu niecałe 500 dolarów. Ta suma gwarantuje obecność adresu wystawy na mapie festiwalu jak również reprodukcję jednego małego zdjęcia i zwięzłej wzmianki w katalogu. Sporo z około dwustu inicjatyw, które spełniły te warunki, było zlokalizowanych przy Queen Street West albo w jej najbliższej okolicy.

Queen West

Queen West ma szczególne znaczenie w historii Toronto. Na przełomie lat sześdziesiątych i siedemdziesiątych zeszłego stulecia, tutaj właśnie schronienia szukali młodzi Amerykanie, którzy nie chcieli walczyć w Wietnamie. Atmosfera polityczna spowodowona faktem ich obecności, jak również ich własna aktywność, przyczyniła się do narodzin sztuki niezależnej w Toronto, podówczas mieście skrajnie konserwatywnym i purytańskim. Wtedy przy Queen West powstała nowa mikrokultura alternatywnego Toronto. Teraz można już mówić o tradycji kultury niezależnej Queenu, chociaż geograficznie jest ona już bardziej rozległa.

Queen West
Queen West
Queen West

Pod koniec lat osiemdziesiątych Queen West trochę przycichła. Renesans nadszedł kilka lat temu. W tej chwili na sporym odcinku ulicy, niemal w co drugich drzwiach jest galeria sztuki. Obok kilku dobrze ustabilizowanych merchandów wprowadziło się kilka niekomercyjnych instytucji prowadzonych przez artystów, poniekąd spadkobierców albo przynajmniej duchowych wnucząt amerykańskich dezerterów. Jest tam też The Museum of Contemporary Canadian Art. Resztę miejsca wypełniły małe galerie nastawione na młodych profesjonalistów, którzy właśnie kupili nowe mieszkanie i pilnie poszukują czegoś na ścianę. Jeszcze nie tak dawno temu ambicją każdego młodego małżeństwa był dom za miastem. Nagle coś się zmieniło i ludzie, setkami tysięcy, chcą mieszkać w mieście.

Queen West

Distillery

Contact był też obecny po drugiej stronie centrum bankowego, w Distillery District, starej fabryce whiskey. Distillery przypomina trochę łódzką Manufakturę. Wygląda jak jej mała kuzynka. W Distillery nie jest tak czysto jak w Manufakturze, nie ma galerii handlowej, nie ma muzeum sztuki. Są tam natomiast małe sklepiki z konfiturami, pracownie artystów, galerie, koncerty, browar... Powstające dookoła apartamenty integrują się ze starymi budynkami.

Distillery

Junction

Następne znaczące miejsce Contactu to Junction - mała dzielnica położona daleko od centrum. Sercem Junction jest skrzyżowanie Dundas Street West i Keele Street. Tam lepiej nie pytać o drogę. No, teraz może nie jest już tak źle. Dowodem przemian jest duże zagęszczenie wystaw Contactu właśnie na tym skrzyżowaniu, szczególnie w sklepach ze starymi meblami które tutaj zwane są antykami. Plan urbanistyczny miasta zakłada przemianę Junction na miejsce podobne do Queen West. Zaskakująco mocna obecność Contactu w Junction nie jest przypadkiem. To jest element gry inwestycyjnej. W końcu, te 500 dolarów na reklamę w katalogu największego na świecie festiwalu gdzieś musiało się znaleźć.

Junction
Junction
Junction

Contact to nie tylko wystawy ale, w coraz większym stopniu, spotkania, konferencje, warsztaty i projekcje filmów. W tym roku częścią festiwalu była seria filmów dokumentalnych o fotografii przygotowana przez stację publicznej telewizji oświatowej TVO. Oczywiście ten program mógłby być zaprezentowany kiedykolwiek, jednak zsychronizowanie go w czasie z festiwalem jest sukcesem organizatorów. W tym przypadku nie wiadomo, kto komu zapłacił pięćset dolarów. Jest to jednak dobry przykład otwartego charakteru festiwalu.

Dramat

Formuła Contactu jest obiektem ciągłej dyskusji od jego zarania. W rezultacie tych wysiłków na rzecz estetycznej definicji, od kilku lat, każda edycja festiwalu opatrzona jest motywem przewodnim. Teraz też mieliśmy główną wystawę festiwalu, wystawę która miała być realizacją tej wiodącej idei. To była pierwsza część dramatu fotografii, jaki mial miejsce w Kanadzie w maju tego roku. "Still Revolution" była ideą wiodącą tegorocznego Contactu. "Still Revolution" to zgrabna fraza. W nieskończoność można snuć rozważania nad głębią jej znaczeń w odniesieniu do fotografii. We wstępie do wystawy sugerowano, że chodziło o podkreślenie nieustannego rewolucyjnego rozwoju fotografii. To się nie udało. Wystawa raczej zdaje się potwierdzać, że pewne motywy w fotografii nieustannie powracają. Jeżeli "revolution" ma tam zastosowanie, to w znaczeniu chodzenia w kółko. Podobne wrażenie robią tzw. wystawy wiodące Contactu, aczkolwiek nie wszystkie. Jedno jest pewne - ducha Che Guevary tam nie było, chociaż jego podobizna pewnie gdzieś się znalazła.

Druga część dramatu to odwołanie jednej z wystaw Contactu. Ironia polega na tym że ta prezentacja zapowiadała się bardzo interesująco. O ile estetycznie, główny nurt festivalu obracał się wokół przykurzonej kombinacji piktorializmu i fotografii dokumentalnej, o tyle odwołana wystawa robiła nadzieję na coś prawdziwego. Miała być podsumowaniem długiego procesu pracy z mieszkańcami Kensington Market, jednego z najbardziej fascynujących kawałków Toronto. Niestety, autorka wzięła udział w pewnej, z wystawą nie mającej nic wspólnego, akcji politycznej. Sponsorzy się o tym dowiedzieli, wpadli w popłoch i to wystarczyło.

Trzecią odsłoną majowego dramatu fotografii była wiadomość z Ottawy. Rząd Kanady podjął decyzję o zamknięciu Canadian Museum of Contemporary Photography.

Tomasz Konart, czerwiec 2009

tomaszkonart.net

 

 

 

Tomasz Konart w FOTOTAPECIE poprzednio m.in.:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.