9 grudnia 2007 r. - kolejna runda po wystawach

Niedziela w Paryżu

Mariusz Hermanowicz

 

POBUDKA o 6.00. Wyjazd z Orleanu o 7.38. 9.15 – przed Muzeum d'Orsay, w krótkiej kolejce szczęśliwców, którzy mają różne karty wstępu uprzywilejowane (ja mam aż dwie). Wejście do muzeum o 9.30.

Reprodukcja rysunku Redona z 1881 roku.

Ponieważ długa kolejka zwiedzających utknęła przy kasach, przechodzę szybkim krokiem pustymi jeszcze salami czasowej wystawy szwajcarskiego malarza Ferdinanda Hodlera – malarz dosyć lokalny, trochę starszy od Wyspiańskiego i dłużej od niego żył. Oczywiscie, Wyspiański był dużo lepszy niż ten Hodler, ale Hodler był Szwajcarem, czyli z definicji lepszym artystą niż malarz polski.

Rysunki Odilona Redona, jednego z moich ulubionych malarzy. Nie należał do żadnych grup, nie pisał głośnych manifestów, więc jest mniej znany niż na przykład niektórzy z malarzy impresjonistycznych, których obrazy, często dosyć stereotypowe, wiszą po muzeach całymi metrami bieżącymi. Rysunki jego może nie tak dobre jak malarstwo, ale zostaje mi w pamięci rysunek pająka, groźny i przepiękny.

W galerii fotografii wystawa zdjęć będących jakby zalążkiem reportażu fotograficznego. Bardzo dobra. Ostatnio widziałem tam wystawę zdjęć rąk, temat, który mnie także interesuje. Ale ta wystawa rąk rozczarowała mnie. Natomiast tutaj prace ciekawe. Najbardziej podobały mi się zdjęcia pochodzące z kolekcji Henryka Berleviego. Robione dla Jointu w okolicach pierwszej wojny światowej w Warszawie, mające dokumentować biedne życie polskich Żydów. Nie wiadomo, kto te zdjęcia robił. Musiał być to bardzo dobry fotograf, bo zdjęcia są bardzo ciekawe, także dobre technicznie. Przy niektórych, zdjęciach grupowych, myślę, ze mógłby to być Bułhak, przy innych, portretach indywidualnych, czuje się jednak inną rękę.

Thomas Annan Glasgow : Close n°61 Saltmarket, entre 1868 et 1871
Planche XXVII de l'album Photographs of the old Closes and Streets of Glasgow, 1871
Épreuve sur papier albuminé à partir d'un négatif verre au collodion
27,4 x 23,5 cm. Album commandé par les trustees du « Glasgow Improvements Act »
© Photo P. Schmidt / A. Brandt / Paris, musée d'Orsay
Thomas Annan Glasgow : Close n°46 Saltmarket, entre 1868 et 1871
Planche XXII de l'album Photographs of the old Closes and Streets of Glasgow, 1871
Épreuve sur papier albuminé à partir d'un négatif verre au collodion, 27,1 x 22,2 cm.
© Photo P. Schmidt / A. Brandt / Paris, musée d'Orsay
Lewis Hine Enfants vendant des journaux à New-York, 1910, Épreuve argentique, 11,6 x 9,5 cm.
© Photo P. Schmidt / A. Brandt / Paris, musée d'Orsay
Anonyme Jeune femme dans son intérieur, vers 1919, Épreuve argentique, 12 x 16,3 cm.
Ancienne collection Henryk Berlewi, don de Jean Chauvelin par l'intermédiaire de la société des amis du musée d'Orsay
© Photo P. Schmidt / A. Brandt / Paris, musée d'Orsay

Następnie szybkie przemieszczenie się metrem do nowego miejsca wystawowego w Paryżu – Pinakoteki, przy placu Madeleine. Widziałem już tu niedawno wystawę Roya Lichtensteina (tę samą co w Madrycie, choć w Madrycie było więcej miejsca). Tym razem wystawa Chaima Soutine'a. Chciałem tę wystawę koniecznie zobaczyć. Czytałem, że Soutin był bardzo dobrym malarzem, ale jego obrazy, które tu czy ówdzie widziałem, nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Na tej wystawie tłum ludzi, wszyscy czytają wywieszone teksty. Przemykam się między ludźmi, aby zobaczyć obrazy. Pejzaże takie sobie, wiele obrazów średnich, ale natrafiam na prawdziwe perły – dwa obrazy ministrantów z Chartres, jeden z nich dla mnie całkowite arcydzieło. Kilka portretów też do tej kategorii bym zaliczył. Mały obrazek, przedstawiający fragment czerwonego mięsa powala mnie na kolana. Boże, jak on to zrobił ? Daje mi to ochotę także sfotografować kiedyś ten sam temat. Tak, tak, to bardzo dobry malarz, choć nie wszystkie jego obrazy są dobre. Unoszę z tej wystawy, w mojej pamięci, ten obraz genialny.

Soutin urodził się około 1893 r. w Śmiłowiczach, 20 km. od Mińska. Uczył się m. in. w Wilnie, pierwszy rozpoznał w nim artystę inny artysta – Amadeo Modigliani, dla europejskiej kariery Soutina ważne było jego "odkrycie" przez amerykańskiego kolekcjonera Barnesa. Dyrektor Pinakoteki i komisarz wystawy Marc Restellini twierdzi, że Soutin był jedynym artystą ekspresjonistycznym we Francji (rzeczywiście ekspresjonizm był dużo bardziej popularny np. w Niemczech). Restellini widzi w Soutinie prekursora takich malarzy jak Pollock czy Francis Bacon. Wystawie towarzyszy obszerny katalog z biografią artysty.

Zdjęcia tego obrazu, który tak mi się podobał, nie ma w materiałach dla prasy. Wybrałem reprodukcję obrazu, którego tytuł można przetłumaczyć jako "Boy hotelowy".

Chaïm Soutine - "Boy hotelowy".
Chaïm Soutine - "Boy hotelowy" - detal

Dopiero przy powiększeniu widać, jak smakowitą materię malarską preparował Soutine.

W tym samym miejscu wystawa fotografa z agencji Magnum Alexa Majoli "One Jump!". Fotograf ten chciał oddać hołd zdjęciom Philippe'a Halsmanna, który już dawno temu zrobił wspaniałe zdjęcia wielu znanych ludzi, którzy na jego prośbę skakali w powietrze przed obiektywem aparatu. Alex Majoli rozstawił swoje studio w czasie festiwalu w Cannes i zwracał się do znanych aktorów, reżyserów, czy nawet polityków, aby skakali przed jego obiektywem. Mamy więc tu tak znanych ludzi jak Monica Belucci, Gerard Depardieu, Al Gore ... w sumie 55 zdjęć wybranych z większej całości. Zdjęcia dobre, ale... Halsman zrobił to jednak lepiej. Robił te zdjęcia przez wiele lat, są one po prostu dużo piękniejsze, dużo bardziej plastyczne. Jednak nie jest tak łatwo dogonić starych mistrzów.

O 12.00 staję przed drzwiami Biblioteki Narodowej, rue Richelieu. Otwarte będą one dopiero o 12.30. Siadam w parku, zjadam pierwsze jabłko.

Wystawa grafik Giacomettiego. Nie wszystkie mi się podobają. Ale unoszę z sobą dwa małe rysuneczki/grafiki zaraz przy wejściu, postać kobieca narysowana jakimiś małymi cienkimi kreskami, błądzącymi jakby bez celu. Jakaś straszliwa synteza, czuje się w tym lata pracy, choć wygląda to tak, jakby ktoś coś nakreślił w kilka sekund. Nie ma to ze sobą może nic wspólnego, ale siła syntezy jest tak samo wspaniała jak w rysunkach Strzemińskiego. Dla takich genialnych prac warto się męczyć i oglądać wystawy, oglądać wiele prac słabych, które nie zostają w pamięci.

W tym samym miejscu wystawa zdjęć ze zbiorów Francuskiego Towarzystwa Geograficznego. Zdjęcia dokumentacyjne z drugiej połowy XIX wieku lub początków XX – zdjęcia prawie z całego świata – Ameryka Południowa, Północna, Japonia, Syberia, Mongolia...

Pod tym adresem jest dostępna praktycznie cała wystawa : http://expositions.bnf.fr/socgeo/

W małej dosyć księgarni Biblioteki kupuję dwie książki. Jedna – to książka towarzysząca wystawie Diany Arbus, która w 2003/2004 była pokazywana w Stanach i w Londynie. W księgarni mają tylko ten jeden egzemplarz. Nie pytając się o cenę oczywiście kupuję. Właśnie skończyłem czytać biografię Diany, w Berlinie widziałem wystawę jej prac w galerii "Camera Work" (odbitki robione przez Neila Serkirka na ogół za 30 tys. euro, jedna odbitka, choinka pod którą leżą prezenty, robiona jeszcze przez Dianę – za 450 tys. euro), w Berlinie także widziałem wystawę prac Marvina Israela, osoby bardzo ważnej dla Diany Arbus.

A swoją drogą jaki dziwny i niesprawiedliwy jest ten świat. Niedługo przed swoją śmiercią Diane przygotowała limitowaną serię 50-ciu portfolio ze swoimi dwunastoma najlepszymi zdjęciami. Każde było wycenione na 1000 dolarów. Sprzedała tylko trzy...

Linią metra numer 14, automatyczną, szybki przerzut do drugiej siedziby Biblioteki Narodowej, nazwanej imieniem Mitteranda. Wystawa "Piekło biblioteki. Eros sekretny". W Bibliotece był dział nazwany właśnie "Piekłem", w którym przechowywane były książki, grafiki, od pewnego czasu także fotografie, uznane za nieprzyzwoite, czy wręcz pornograficzne. Zaczyna się to od książek sprzed kilku wieków, aż do czasów prawie nam współczesnych (genialne ilustracje Hansa Bellmera do utworów Georges'a Bataille). Fragmenty filmu pornograficznego, gdzieniegdzie na wystawie są umieszczone takie tuby, można włożyć w nie głowę, aby posłuchać fragmenty utworów np. Baudelaire'a. Co zabawne, na wystawie spory tłum ludzi, wszyscy chodzą z nabożeństwem, przyglądają się pracom, atmosfera pełna skupienia, jak na mszy. Jakaś pani pyta się mnie, czy coś widzę przez małe otworek tarczy, którą można pokręcić. Mówi, że wszyscy mężczyźni coś tam widzą, a jej się nie udaje. Tłumaczę co i jak.

Wychodząc z wystawy mijam całkiem sporą kolejkę ludzi oczekujących na wejście (ilość widzów jest limitowana).

Książka markiza de Sade "Filozofia w buduarze".
z wystawy "Piekło biblioteki. Eros sekretny" w Bibliothèque nationale de France.
Stereoskopowe zdjęcia pornograficzne z XIX wieku.
z wystawy "Piekło biblioteki. Eros sekretny" w Bibliothèque nationale de France.

Przy okazji rzucam okiem na wystawę przygotowaną przez fotografów Magnum (Abbas, M. Franck, Alex Majoli, Susan Meiselas, Patrick Zachman...) na zlecenie sieci telefonicznej Orange, aby upowszechnić akcje mecenatu Orange. No, owszem, zdjęcia dobre, ale czuję jakiś niedosyt, jak przy wielu zdjęciach reportażowych. Nie ma to tej siły co zdjęcia Diane Arbus (no, to może nic dziwnego, ona była genialna, to się zdarza dość rzadko), to taka wystawa, gdzie intencje są dobre, ale rezultat dość konwencjonalny.

Biblioteka Mitteranda jest dość źle usytuowana jeśli chodzi o połączenie metrem z różnymi miejscami w Paryżu. Pieszo idę do Maison Rouge, przy bulwarze Bastylii. Drugie jabłko. Pada deszcz. Wystawa "Soc Art", wystawa politycznej sztuki rosyjskiej. Mieści się w "Maison Rouge", dosyć nowym miejscu poświęconym sztuce. Wszystkie wystawy jakie tu widziałem były bardzo dobre.

Wystawa "Soc art" stała się głośna jeszcze przed jej otwarciem, dlatego że władze ministerstwa kultury Rosji zatrzymały kilkanaście prac przygotowanych w Moskwie do tej wystawy. Myślałem, że szybko tę wystawę obejrzę i polecę do Europejskiego Domu Fotografii. Ale tu niespodzianka, bardzo przyjemna. Wystawa jest wspaniała. Oglądam prace, śmieję się do rozpuku. Pierwsze prace z początku lat 70-tych, ostatnie – jeszcze ciepłe. Na wystawie jest około 160 prac z wszystkich chyba dziedzin sztuki – malarstwo, grafika, rysunek, także rysunek humorystyczny (Sysojew), fotografia, wideo, instalacje... Pokazano prace 60 artystów.

Kierunek sztuki "Soc art" powstał na początku lat 70–tych w Rosji. Dwaj młodzi konceptualni artyści moskiewscy Vitaly Komar i Aleksander Melamid, nawiązując do "Pop artu" jako sztuki tworzonej przez amerykańskich artystów w odpowiedzi na otaczającą ich kulturę masową, postanowili nawiązać także do tego co ich otaczało – czyli sztukę i propagandę lansowaną na żądanie KPZR. Pierwsza wystawa grupy artystów "soc artu" znana jest pod nazwą wystawy "spychaczowej". Wystawa została przygotowana na otwartym terenie, przyjechał spychacz i wszystko zniszczył. Ale sztukę nie jest aż tak łatwo zniszczyć. Następne wystawy odbywały się w domach prywatnych, wywoływały zainteresowanie za granicą. Artyści, albo dobrowolnie, albo do tego zmuszani, wyjeżdżali do Izraela, Stanów, organizowali tam wystawy swoich prac. Organizatorzy wystawy zaliczają do artystów pracujących w tym samym duchu np. z polskich twórców Truszkowskiego, a także uważają, że w Chinach pod wpływem "Soc artu" rozwinął się podobny sposób działania.

Szalenie ważną postacią dla nowoczesnej sztuki rosyjskiej jest Andrzej Jerofiejew (po francusku jego nazwisko pisze sie fonetycznie Eroffev), urodzony w Paryżu w 1956 r. w rodzinie sowieckich dyplomatów. Studia skończył w Moskwie, specjalizując się w awangardowej sztuce rosyjskiej z początku XX w. Na początku lat 80-tych zeszłego stulecia stworzył kolekcję około 300 prac współczesnych artystów rosyjskich. Muzeum Puszkina nie chciało przyjąć tej kolekcji do swoich zbiorów. W 1989 roku, w czasie perestrojki, Jerofiejew jest zaproszony do utworzenia w nowym państwowym muzeum, Carycynie, małej "eksperymentalnej" komórki, liczącej trzy osoby, która miałaby by być prefiguracją przyszłego muzeum sztuki współczesnej. Jerofiejew organizuje wystawy, powiększa zbiory, który liczą obecnie ok. 2000 eksponatów. Od 2006 r. kolekcja ta jest prezentowana w zbiorach Galerii Tretiakowskiej. Na początku 2007 roku została tam przedstawiona ta właśnie wystawa. Ekspozycja paryska (nie licząc prac zatrzymanych przez cenzurę w Rosji) powiększona została o niektóre prace znajdujące się w zbiorach na Zachodzie.

Praca ormiańskiego artysty z 1975 roku Wagricza Bachczaniana "Lolita" (dyptyk). Obie prace 152x122 cm.
"The Candle of our life". Praca grupy Blue Noses (Wiaczesław Mizin i Aleksander Szaburow).
"Jelcyn i Lebiedź", praca z 1991 roku Włodzimierza Dubosarskiego i Aleksandra Winogradowa.
Praca Komara i Melamida z 1972 roku. Ich twarze umieszczone w podobny sposób co twarze Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina...
"Gwiazda i swastyka", praca Marii Konstantynowej z 1982 roku. Rozmiary obu przedmiotów – ponad metr. Nie widziałem tej pracy na wystawie, choć figuruje ona w materiałach dla prasy. Może jest to jedna z prac zatrzymanych w Moskwie ?
Praca Olega Kulika z 1995 roku (!) "Kulik waszym posłem".
"Coca cola" praca Aleksandra Kossołapowa.
Praca Borysa Orłowa "Narodowy Totem. Puszkin w mundurze marszałka", praca z 1989 roku.
Obraz "Pionierki" Wiktora Skersisa z 1972 roku (kolekcja prywatna).

Leonid Sokow "Spotkanie dwóch rzeźb" z 1984 roku. Bardzo podoba mi się zderzenie tych dwóch rzeźb – gdy jedni ludzie musieli patrzeć na wszechobecne pomniki Lenina, drudzy mogli medytować nad znaczeniem kroczących postaci Giacomettiego.

Praca Leonida Sokowa z 1991 roku "Stalin i Monroe" – najbardziej chyba znaczące zderzenie "Pop artu" z "Soc artem".

Praca Dymitra Wróbla z 1998 roku. Niech ci co znają jeszcze rosyjski sami sobie przeczytają tytuł tej pracy, napisany na płótnie.

"Stalin i muzy". Praca Komara i Melamida z 1981 roku.

Na wystawie tej widzę obraz Komara i Melamida "Stalin i Muzy" (muza malarstwa przedstawia Stalinowi Clio, muzę historii), który był na wystawie "Content. A Contemporary Focus 1974-1984", na przełomie 1984 i 1985 roku w Hirshorn Museum and Sculpture Garden w Waszyngtonie (obecnie ten obraz należy do kolekcji Ludwiga w Niemczech). Na tej samej wystawie było kilka moich prac ze zbiorów Muzeum w Łodzi...

Jeden z artystów (nie zapisałem nazwiska) wystawił po prostu zbiór pustych butelek po wódce. Ciekawe są naklejki. Czego tu nie ma, dwie wódki "Żyrynowski", "Putinka", "Gubernator Przymorza" (kto wie jakie tereny obejmuje dawny rosyjski termin "primorje" ?).

Inna praca – video grupy "Blue noses" – podchodzę do dużego stojącego pudełka z kartonu. Zaglądam do środka, a tam, niespodzianka. Śpi sobie Lenin, po chwili budzi się, przewraca na brzuch, znowu na plecy, zasypia... Obraz jest wyświetlany z wiszącego nad kartonem projektora.

Ta sama grupa pokazuje krótkie filmiki, dowcipne, dosyć "kretyńskie", ale aż tak bardzo, że wspaniałe.

Z żalem opuszczam tę wystawę.

Na stronie Maison Rouge można znaleźć materiały dla prasy i dla szkół dotyczące tej wystawy, bardzo dużo tekstów, historia tego ruchu. Ale chyba tylko po francusku.

Andre Breton
Depardon
Duchamp
ZHANG Huan Family Tree
Hans Bellmer
Shimon Attie

Jak już pisałem, Europejski Dom Fotografii zostawiam z boku. Centre Pompidou, najpierw wystawa zdjęć, zakupionych w latach 2003 - 2007. Wiele zdjęć ciekawych, inne mniej mnie ruszają. Jedno z niewielu zdjęć kolorowych zrobionych przez Man Raya, zdjęcia dawniejsze i całkiem nowe. Ale największym odkryciem dla mnie jest kilka zdjęć Aliny Szapocznikow. Nie wiedziałem, że robiła ona także zdjęcia. Technicznie nie są może nadzwyczajne, widać, że to negatyw 24x36, dosyć ziarnisty, może źle wywołany. Ale same zdjęcia genialne. Jakieś formy, masy, abstrakcyjno–figuratywne (mój przyjaciel Rafał Borkowski odkrył, że Szapocznikow fotografowała po prostu zużyte gumy do żucia). Trzeba będzie na nowo pisać historię fotografii polskiej i wstawić do niej prace Aliny Szapocznikow. Są co najmniej tej samej klasy co zdjęcia Beksińskiego, Szlabsa, a może i lepsze. Polskich przygód plastycznych z fotografią ciąg dalszy. Uwielbiam rzeźby Szapocznikow. Żałuję, że jej nie znałem.

Niektóre z tych zdjęć można obejrzeć na stronie Centre Pompidou poświęconej tej wystawie (po francusku).

Wielka wystawa Giacomettiego – główny powód mojego przyjazdu do Paryża. Giacomettiego odkryłem dla siebie gdzieś tak około 1995 roku na wystawie w Muzeum Sztuki Współczesnej miasta Paryża. Była to potężna wystawa. Obecna wystawa jest dużo skromniejsza, dużo rzeźb z gipsu, które dopiero później posłużyły do zrobienia odlewów z brązu. Ale też jest to ciekawe, widać, jak pomysły Giacomettiego powstawały, od małej szkicowej rzeżby do kolejnych wariantów, coraz większych, coraz bardziej genialnych. Część tych prac gipsowych jest już zniszczonych, gips poodpadał, wyłonił się spod niego metalowy stelaż. Bardzo dużo postaci idących, portretów robionych tym charakterystycznym stylem Giacomettiego. Kolejne próby dotarcia do jakiegoś ideału, do formy doskonałej. Niektóre próby mniej udane, ale to co są udane to powalają na nogi, tak jak tamten mały obrazeczek Soutina. Film, na którym możemy oglądać kolejne fazy malarskiego portretu Diega, brata Alberta. Gotowy obraz stoi na sztaludze trochę dalej, ale na filmie możemy obejrzeć jego powstawanie, począwszy od białej kartki papieru. Z plątaniny linii wyłania się ludzka twarz. Ileż to lat trzeba rysować, aby dojść do takiego mistrzostwa. Na wystawie jest cały szereg zdjęć Giacomettiego, zrobionych przez największych fotografów, a także tych mniej znanych. Piękny był z niego mężczyzna. Kiedyś widziałem film nakręcony z nim, jak opowiadał o swojej pracy. Pasjonujące, obsesyjne, stały powrót do tych samych problemów. Jak to jest, że pewne prace wzbudzają w nas tak silny rezonans, a obok wielu innych przechodzimy obojętnie i zapominamy je zaraz po obejrzeniu ?

Wychodzę z Centre Pompidou. Wreszcie jakaś kanapka i ciasteczko. O 22.00 jestem z powrotem w Orleanie.

Mariusz Hermanowicz

 

Zobacz też:

 

Wybór korespondencji Mariusza Hermanowicza w FOTOTAPECIE:

 

 


Spis treści

Copyright © 1997-2017 Marek Grygiel / Copyright for www edition © 1997-2017 Zeta-Media Inc.